Mimowolnie cała się spięła, kilka razy zamrugała oczyma. Laska się do niego kleiła. Zarzucała dłonie na ramiona, cały czas się przesuwała, a on nie protestował. Ani wtedy gdy jej ojciec rozmawiał z nią, ani teraz kiedy rozmawiał z rudą. Stanęła specjalnie za rośliną, czekając, aż zaprotestuje. Nic nie zrobił. Kręciła włosami, wachlowała rzęsami i była z nim totalnie zauroczona. Może tego właśnie Ethan chciał od życia.
Wyszła i wróciła głodna do biura.
Z pustym żołądkiem była jeszcze bardziej okropna, apodyktyczna i wręcz zirytowana. Chodziła po własnym biurze w jedną, i w drugą stronę. Pracownicy jedynie z ostrożnością patrzyli się w jej stronę. Nikt nie odważył się wejść. Marshall aż krzyczała na prawo i lewo. Trzymajcie się z daleka. Wystarczyła jedna postać, by sięgnęła po telefon. Wrócił. Powinien się tłumaczyć. Jasne, ile mogła zwlekać z odpowiedzią? Nie tak dawno była w szpitalu, dalej była słabsza, dopiero się regenerowała.

— To co masz mi do powiedzenia, co? — warknęła niemalże od razu. Nawet nie musiał czekać, by dowiedzieć się oto, co chodziło dokładnie jej po głowie — jesteś po mojej stronie?! — uniosła wysoko do góry obie brwi i tuptała. Czekała na reakcje — to chyba żart. — nawet nie zdążył, bo ona już śmiała się głośno. Irytacja sięgnęła nieba. Przez ułamek sekundy skrzywiła się. Blizna dalej mocno ją bolała.
— Nie wierzę, że próbowałam Ci zaufać — pokręciła głową na samą siebie i po chwili już zaczęła atakować — dlaczego pozwalałeś tej rudej tak ślinić się na twój widok, co? — nie podeszła do niego. Znała reguły. Im bardziej trzyma go na odległość, tym później zmięknie — to jest ten cały plan? — uniosła ku górze brwi — Cherry jesteś moja, ale będę ruchał inne — specjalnie udała jego ton i strzeliła oczyma — jak idziesz z laską do hotelu, to nie używaj firmowej firmy — jeszcze nie zdążyła sprawdzić, czy wynajął pokój. Na pewno to zrobi. Może jeszcze przy nim.
Not mine yet