ODPOWIEDZ
23 y/o
Welkom in Canada
160 cm
Menedżer Rodzinny Pensjonat
Awatar użytkownika
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lilian jak zwykle obiecała sobie, że to ostatni raz, kiedy pozwoliła babce Dolores decydować za siebie.
Problem polegał na tym, że nie był to ani pierwszy taki raz, ani pierwszy moment, w którym próbowała oszukać samą siebie.
Była naiwna w swoich założeniach i jeszcze gorsza w ich konsekwentnym przestrzeganiu. Mimo to pierwsze dni, wypełnione goryczą i złością skierowaną w stronę babki, dawały jej impuls, aby spędzać więcej czasu poza domem. Potrzebowała po prostu odetchnąć, więc oznajmiła kobiecie, że się wyprowadza i trzasnęła drzwiami pensjonatu.
A potem jak zwykle się rozpłakała. Nadmiar tych wszystkich negatywnych emocji znów ją przytłoczył, więc zeszła z tarasu dopiero wtedy, gdy w końcu udało jej się uspokoić.
Drogę znała na pamięć. W końcu bywały już takie dni, w których trwała w złudnym przeświadczeniu, że naprawdę opuszcza pensjonat na zawsze i za każdym razem kończyła stojąc z plecakiem na wycieraczce Alexandra.
Z niezachwianą pewnością nacisnęła dzwonek, po czym poprawiła ramiączko tobołka oraz mocniej objęła szyjkę whisky. Przyniosła alkohol w ramach daru za nocleg oraz po to, aby zmiękczyć serce przyjaciela. Wszakże wcale nie musiał przyjmować Lilian pod swój dach. Miał prawo odmówić, chociaż wtedy byłaby skłonna kontynuować lament, który zaczęła na tarasie.
Co tak długo? — zapytała z wyraźną pretensją, kiedy drzwi uchyliły się, a w ich progu stanął wysoki brunet. Zapomniała, że już prawie wybiła północ. — Potrzebuję nowego domu — oznajmiła. Nie czekała dłużej. Zamaist tego schyliła się, aby przemknąć pomiędzy framugą a sylwetą mężczyzny do środka i niemal na natychmiast ściągnęła trampki oraz rzuciła plecak na komodę. Następnie rozgościła się w kuchni, wyciągając z szafki dwie fikuśne szklanki na alkohol.
Zamówimy pizze? — zapytała głupio.

Alexander Hall
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Doskonale znał to uczucie, kiedy nie wiedział, dokąd pójść. Nieraz też nocował na ulicy, dworcu czy w przytułku - gapił się wtedy w sufit i zastanawiał się, czy kiedykolwiek poczuje się gdzieś jak u siebie. Teraz na szczęście miał już na tyle ustabilizowaną sytuację, że nie zalegał z czynszem, a mieszkanko co prawda miał ciasne, ale własne i wystarczające jak na jego potrzeby. Doskonale pamiętał też noc, kiedy Lila pierwszy raz stanęła w drzwiach jego mieszkania, z łzami na twarzy, a on po prostu przepuścił ją w przejściu, zamówił kebsa i zmusił do oglądania całej trylogii Władcy Pierścieni, tak jak kiedyś zmusiła go August.

No, anyway, dzisiejszy dzień był dla niego mega męczący. Miał kilka zajęć indywidualnych i grupowych, potem pomógł Winters w jej biznesie, a kiedy wrócił do domu około dwudziestej trzeciej, resztkami sił wyszedł z Psem na spacer, a potem zrzucił z siebie tylko koszulkę i padł spać w dresach. No i pewnie przekimałby tak aż do rana, gdyby o północy nie usłyszał dzwonka do drzwi, przez które Pies, leżący w nogach łóżka, uniósł łeb i szczeknął dwa razy. Alex jęknął, zwlókł się z łóżka, potem jęknął jeszcze raz i wstał. Nawet nie zajrzał przez wizjer, bo miał przeczucie, kogo nosiło o tej porze. Co tak długo? Przetarł zaspane oczy i westchnął ciężko, gdy prześlizgnęła się pomiędzy jego ramieniem a framugą. Ach, kobiety. Dlaczego one uwielbiały wpierdalać się do mieszkania bez pytania? Bez słowa poczekał, aż Davenport zsunęła trampki i podążył za nią do kuchni. Oparł się o framugę i utkwił w niej zaspany wzrok. Potrzebuję nowego domu.

Westchnął. - Przychodzisz do mnie - zaczął niczym ojciec chrzestny, gdy zaczęła myszkować po jego szafkach w poszukiwaniu szklanek. - Do mojego domu - dodał, próbując sobie przypomnieć, jak szła ta filmowa przemowa, ale jego mózg o tej porze nie działał już zbyt dobrze. - W dniu śl… znaczy, w nocy… - poprawił się i zmarszczył brwi. Cholera, czy on kiedykolwiek widział ten film czy tylko naoglądał się memów w Internecie? - Kiedy chciałem się wyspać… i prosisz mnie o azyl? - kontynuował, powoli się rozbudzając. - Przynosisz alkohol, żeby zmiękczyć moje serce, oferujesz pizzę jako daninę, a nawet nie nazywasz mnie ojcem chrzestnym? Gdzie tu szacunek, Lilian? Gdzie lojalność? - dodał, kręcąc głową z udawanym niesmakiem. A potem po prostu wziął telefon z blatu i zamówił pepperoni przez aplikację. - No to o co poszło tym razem? - spytał ostatecznie, po czym podciągnął się i usiadł na blacie. Zaraz sięgnął też po szklaneczkę, którą Lila już zdążyła napełnić alkoholem, good girl.

Lila
23 y/o
Welkom in Canada
160 cm
Menedżer Rodzinny Pensjonat
Awatar użytkownika
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lilian miała to szczęście, że nigdy nie musiała nocować na ulicy. Jej „ucieczki”, o ile można było tak nazwać wychodzenie z domu przez niemal dwudziestotrzyletnią kobietę, zaczęły się dopiero kilka miesięcy wcześniej, gdy po kolejnej kłótni z babką zwyczajnie nie wytrzymała napięcia. Teraz coraz częściej łapała się na myśli o usamodzielnieniu i o wynajęciu własnego kąta, w którym nikt nie kontrolowałby każdej jej decyzji. Chciała wreszcie spróbować żyć tak, jak naprawdę pragnęła.
Problem polegał na tym, że sama wizja wolności była dla Lilian jednocześnie kusząca i przerażająca. Marzenie o innym życiu coraz mocniej zakorzeniało się w głowie, ale wciąż brakowało jej odwagi, aby naprawdę po nie sięgnąć. Znała pensjonat i dobrze wiedziała, jak potrafiła zachowywać się seniorka. W przypadku wyprowadzki zostałaby z wszystkim sama. Matka nie umiałaby stanąć po jej stronie. Wiedziała to, dlatego na razie musiała zadowolić się tymi niespodziewanymi wizytami u Alexsandra. Była mu wdzięczna, że od początku trwania tej farsy, pocieszał ją niezdrowym jedzeniem i maratonami trylogii, której szczerze mówiąc nawet nie lubiła.
Widziała zmęczenie malujące się na twarzy mężczyzny, jednak własne strapienie Lilian egoistycznie nakazało wprosić się do środka. Była w tym wszystkim niezwykle infantylna, ale mało kiedy potrafiła trzymać emocje na wodzy. Zwłaszcza, jeżeli chodziło o kłótnie z babką Dolores. Musiał więc ją znosić we własnym mieszkaniu o tak nieludzkiej porze; trzaskającą szafkami i nieudolnie próbującą dosięgnąć wyższych półek. Szlag by to...
Zatrzymała się z ramieniem wyciągniętym wysoko i opuszkiem palca niemal muskającym chłodną rączkę kolejnych drzwiczek, gdy niespodziewanie do jej uszu dotarł srogi głos Alexa. Mimowolnie cofnęła rękę i mocno wytrącona spojrzała w jego stronę.
Co w tym takiego dziwnego? — Oburzyła się. Lilian nigdy nie widziała ,,Ojca Chrzestnego”. Ba! Internetowy algorytm nawet nie podrzucał związanych z nim wątków, dlatego naprawdę nie rozumiała, skąd wynikała ta osobliwa postawa przyjaciela. — Mam sobie pójść? — zapytałą głupio, ale zaraz usłyszała dalszą część wypowiedzi i głośno westchnęła.
Więc stroił sobie żarty, potaknęła
Bardzo śmieszne — bąknęła i ostatecznie w końcu wyciągnęła te dwie cholerne, fikuśne szklaneczki, które napełniła alkoholem, po czym podsunęła jedną z nich pod znajdujący się na blacie pośladek Alexandra. W normalnych okolicznościach Lilian nie piła. Alkohol mocno gryzł ją w gardło, a raptem kilka większych łyków sprawiało, że świat zaczynał wibrować. Dziś jednak postanowiła ściągnąć swój samozwańczy zakaz i śmiało zatopiła usta w bursztynowym trunku.
Miała tylko nadzieję, że pizza zamówiona przez niego w międzyczasie pojawi się w mieszkaniu możliwie szybko, bo głód zaczynał już nieprzyjemnie dawać jej się we znaki.
O to co zwykle. Jestem wyrodną wnuczką, bo chciałam zrobić sobie wolny dzień od pracy w pensjonacie i wyjść na miasto — wzruszyła ramionami, jakby to nie było nic istotnego. W rzeczywistości Lilian cierpiała katusze, tłukąc się z wieloma myślami jednocześnie. Z jednej strony czuła się wystarczająco oddana rodzinie, aby odpuścić choć na jeden dzień, ale z drugiej babka przez lata wpajała jej te wszystkie niesprawiedliwe pretensje, sprawiając, że Lilian coraz częściej zaczynała w siebie wątpić.
Wzięła drugi łyk whisky. I zaraz trzeci, przy czym jeszcze zza szklanki wolno przesunęła wzrok po nagim torsie Aleksandra, a następnie znowu zatrzymała się na jego ciemnych oczach i mimowolnie westchnęła.
Chcę spać w łóżku — oświadczyła, zanim na dobre zdążyli zająć się ustalaniem noclegu. — Nie wygonisz mnie na tę niewygodną, skórzaną kanapę, Alex. — Pokręciła głową.
Spała na niej już kilka razy, ale każdorazowo kończyło się tak samo. W środku nocy przenosiła się na łóżko, na którym spał jej przyjaciel i zajmowała jedynie niewielki skrawek materaca, aby mu zbytnio nie przeszkadzać. Ostatecznie i tak budzili się rozkopceni w pościeli; w dziwnie wykręconych pozycjach.

Alexander Hall
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obserwował jej kuchenne rewolucje na wpół śpiąc, dlatego nawet nie przyszło mu do głowy, że przecież był wyższy i mógłby ją wyręczyć w swoim własnym domu, no ale był jeden problem - mózg jeszcze mu się zupełnie nie obudził. W tym czasie Pies zaczął krążyć pomiędzy nimi, a nawet upodobał sobie stopy Lilki, bo wąchał je zdecydowanie zbyt długo niż powinien, ale Alex nawet nie zwrócił na to uwagi, zbyt zajęty obserwowaniem oburzenia przyjaciółki na jego tekst z "Ojca Chrzestnego". Była taka zabawna, gdy marszczyła nos w takiej udawanej złości, serio. - Nic, nic - skwitował, gdy okazało się, że nie zrozumiała jego żartu. Niektóre żarty miały to do siebie, że gdy zaczynało się je tłumaczyć, to przestawały być śmieszne, nie? No i to był jeden z nich. - Zgrywam się, gremlinie - dodał, po czym zmierzwił jej włosy dłonią w przyjacielskim geście, zanim usłyszał krótkie "Bardzo śmieszne" i jego nadzieja w poczucie humoru przyjaciółki powróciła. A więc jednak znała się na żartach! YAY. No i gdy zapytała, czy ma sobie pójść, tylko parsknął cicho pod nosem i pokręcił głową, odprowadzając wzrokiem te fikuśne szklanki, które jakimś cudem udało jej się zdjąć z półki. Nie wiedział, od kogo je dostał. Może od Lilian? - No coś ty, zostań, już zamówiłem pizzę, nie będę jej jeść sam - przewrócił oczami, ale senny uśmiech nie znikał z jego ust. Ziewnął potężnie, po czym zmrużył oczy, gdy podsunęła mu szklankę z alkoholem pod pośladek, ale nic nie powiedział. Dobra, będą pić alkohol. Dla Lilian. Za Lilian! Chwycił szkło, po czym najpierw przyjrzał się zawartości, a później zerknął na Lilkę, która już zanurzyła usta w bursztynowym trunku, jakby jutra miało nie być. - Lepiej zrobiłaby mi szklanka wody, ale czego się nie robi dla kobiet - zażartował, wznosząc szklankę w niemym toaście, zanim sam również upił spory łyk. Alkohol przyjemnie rozlał się po przełyku i skutecznie przegonił resztki snu. Party Time.

Chwilę później już słuchał o Dolores i w środku aż go trzęsło, gdy słuchał o tej starej jędzy, ale nie chciał dokładać Lilce nerwów. No i właśnie dlatego nie skomentował jej słów, bo znowu by go poniosło i to ona musiałaby uspokajać jego, a nie on ją. Poza tym to nie był pierwszy raz, gdy przychodziła do niego w środku nocy po ucieczce od babki z piekła rodem - a co za tym szło, doskonale wiedziała, co Alex myślał o tym wszystkim i nie zamierzał się powtarzać. No i nie nie umknęło mu, gdy Lila wzięła jeszcze jeden łyk whisky, po czym zlustrowała wzrokiem jego tors, zanim ich oczy się spotkały. Popatrzył na nią z rozbawieniem i oparł dłonie o krawędź blatu. - Mam się ubrać czy śmierdzę? - zapytał bezczelnie, a nawet uniósł pachę, żeby się powąchać, ale nie no, brał prysznic, ładnie pachniał. Już miał coś dodać, kiedy Lilka wyskoczyła z tym tekstem o łóżku. Przekręcił oczami i westchnął baaardzo teatralnie. Klasyka gatunku - Lilka i jej odwieczna walka z kanapą. Miał przeczucia, że jakby jej nie ustąpił, to znów obudziłby się rano z jej stopą na swojej twarzy albo zwinięty w kłębek na samym brzegu materaca, bo gremlin znów zajął trzy czwarte łóżka. - No dobra, przekimam się na kanapie - odparł, po czym upił kolejny łyk whisky.

No i nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Pizza. Kurde, szybcy byli. Pies vel Cipson vel Monster zerwał się na równe nogi z głośnym szczeknięciem. - Zostań - powiedział do Psa, unosząc jeden palec, po czym zwinnie zeskoczył z blatu i udał się w kierunku drzwi. Uchylił je… No i nawet nie zdążył zareagować i złapać Monstera za obrożę, bo kundel wyminął go, odbił się od ściany w przedpokoju i z impetem, z merdającym ogonem, prawie powalił dostawcę pizzy na klatkę schodową, usiłując wylizać mu twarz. Pies obronny, proszę państwa. - Ej, Ej! Zostaw faceta, zostaw! - zawołał Alex, odciągając bydlaka za fraki, podczas gdy blady nastolatek z pudełkiem pizzy w rękach walczył z zachowaniem równowagi. - Lila, zabieraj pizzę! Hajs w kurtce - zawołał przez ramię, mocno trzymając Psa za obrożę. - Sorki, stary, on po prostu tak ma - wzruszył ramionami i westchnął. Boże, chyba coś mu strzeliło w krzyżu od tego mocowania się z Psem, słowo daję.

Lila
23 y/o
Welkom in Canada
160 cm
Menedżer Rodzinny Pensjonat
Awatar użytkownika
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czyli nic nowego. — Wzruszyła ramionami, a moment później nie zaprotestowała, kiedy niczym prawowity, starszy brat zmierzwił jej włosy. — Właśnie na taką odpowiedź liczyłam — odpowiedziała zgodnie z prawdą.
Fikuśne szklanki na pewno nie były prezentem od Lilian. Ona gustowała w nieco innych, bardziej gustownych rzeczach; często z etykietką handmade, więc gdyby miała coś mu podarować, byłyby to raczej kubki z gliny.
Lilian prychnęła cicho, kiedy usłyszała komentarz Alexandra i tylko pokręciła głową z rozbawieniem. Czego się nie robi dla kobiet, powtórzyła w myślach, a potem dodała sama do siebie, że wcale nie musiał pić za nią i dla niej. Mógł na przykład popatrzeć, jak ona upadla się w jego kuchni, a potem kończy w zawinięta w pielesze.
Mimo tego nie powiedziała niczego na głos. Uśmiechnęła się pod nosem i ponownie upiła solidny łyk. Prędko przeklęła własną zachłanność, bo kolejna, tak nieuważna porcja whisky, wywołała nieprzyjemny gorąc w przełyku Lilian, po którym aż musiała odkaszlnąć.
Śmierdzisz — odpowiedziała równie bezczelnie, starając się wybrnąć z sytuacji, w której przyłapał ją na gorącym uczynku. Jej spojrzenie uciekło na moment od jego twarzy. Znowu, zupełnie bezwolnie, przesunęła je po odsłoniętych, świetnie zarysowanych ramionach i klatce piersiowej. Aleksander miał absurdalnie dobre ciało, choć nigdy nie popatrzyła na niego inaczej, niż na przyjaciela. — Tragicznie wręcz. Jeszcze chwila i będę musiała otworzyć okno — zironizowała, przy czym teatralnie złapała się za nos i machnęła ręką, jakby próbowała odgonić natrętną muchę. Mimo tego do nozdrzy Lilian dotarł świeży zapach żelu pod prycznic, którego najpewniej niedawno użył.
Zaraz ochoczo potaknęła na wiadomość, że zamierzał przespać się na kanapie. Nie widziała nawet innej opcji, bo w jego mieszkaniu darzyła ten mebel stuprocentową nienawiścią.
Lilian aż podskoczyła, słysząc nagłe szczekanie Psa, a potem o mal nie wylała ze szklanki whisky, gdy dotarło do niej zamieszanie powstałe przy drzwiach. Najpierw wychyliłą się ostrożnie z kuchennego progu i patrzyła, jak wielki kundel z entuzjazmem próbował zamordować dostawcę pizzy miłością. Potem, wytrącona wołaniem Aleksandra, nerwowo pędziła z pieniędzmi w stronę drzwi, aby odebrać karton pizzy.
Jednak sytuacja pomiędzy Alexandrem, Monsterem a Pizzerem nadal nie wyglądała na opanowaną, więc pośpiesznie wyciąnęła z pudełka kawałek jedzenia i machnęła nim przed nosem Psa.
Chodź! Chodź do domu, szybciutko! — zawołała, cofając się w głąb mieszkania. Monster momentalnie porzucił walkę z Alexandrem. Aromatyczny zapach jedzenia najwyraźniej okazał się silniejszy niż potrzeba terroryzowania przypadkowych ludzi na klatce schodowej. Kundel wystrzelił do przodu z merdającym ogonem, a Lilian od razu przyspieszyła, bo nie spodobał jej się ten morderczy błysk w czarnych ślepiach futrzaka. — Nawet o tym nie myśl! — ostrzegła, dosłownie parę sekund przed tym, jak Pies powalił ją na podłoę.
Pudełko wystrzeliło jej z rąk. Przeleciało przez pół mieszkania, otwierając się przy okazji, po czym sama pizza z widowiskowym plaskiem uderzyła prosto w okno. Zaraz całe ciasto zaczęło powoli zjeżdżać po szkle, zostawiając po sobie tłusty ślad sosu, przyklejone pieczarki oraz salami.
A-Alex... — jęknęła żałośnie, wykręcona w dziwnej pozycji z głową wyciąniętą w kierunku okna i z ramionami, powstrzymującymi Monstera przed lizaniem swojej twarzy. — Nasze jedzenie... Przepadło — wydukała ze słyszalnym tragizmem w głosie.
Czy mogło być gorzej?

Alexander Hall
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zapowiadała się długa noc, dlatego Alex pociągnął kolejny łyk whisky, bo co jak co, ale nie wypadało, żeby jego gość pił sam, nawet jeśli tym gościem była brązowowłosa wariatka, która właśnie uciekła z domu. - Yup - rzucił krótko i wyszczerzył zęby w uśmiechu. Tak w sumie to Lila zawsze potrafiła poprawić mu humor, nawet jeśli tylko stała w milczeniu, uśmiechała się pod nosem i powoli sączyła alkohol, aby chwilę później się nim zakrztusić. Parsknął śmiechem i poklepał ją lekko po plecach, nawet jeśli nie wymagała pomocy. A potem usłyszał, że śmierdzi. Tragicznie, wręcz na miarę natychmiastowego otwarcia okna. Uniósł do góry jedną brew z rozbawieniem i posłał jedno z tych spojrzeń z serii "SERIOUSLY"? - Wybacz, zapomniałem psiknąć się tybetańskim piżmem specjalnie na twoje przyjście - rzucił pod nosem. Doskonale wiedział, że po prostu miał świetnie zarysowane mięśnie i ciężko było oderwać od nich wzrok (bardzo skromny był w tym myśleniu, tak), ale zamiast drążyć temat, po prostu odwrócił się na pięcie w stronę okna. - Masz, żebyś mi tu nie mdlała ze smrodu, hrabino - parsknął, po czym otworzył okno i wpuścił do środka chłodne, nocne powietrze.

Wtedy ich rozmowę przerwał dzwonek do drzwi i dalej wszystko potoczyło się już samo. Po otwarciu drzwi Monster prawie powalił dostawcę na ziemię, więc Alex złapał psa za obrożę i dał Lili naprawdę proste zadanie - "Lila, zabieraj pizzę! Hajs w kurtce". Prościej się nie dało, co nie? Pięć słów. Jednak Lila, zapewne chcąc ratować świat, wyciągnęła jeden kawałek z pudełka i pomachała nim przed nosem Psa, rzucając jeszcze: "Chodź! Chodź do domu, szybciutko!". Alex znowu nie zdążył nawet zareagować i powiedzieć, że to naprawdę beznadziejny pomysł, bo Pies wyrwał mu się z rąk i wystrzelił jak z procy w jej kierunku. Jej spanikowane "Nawet o tym nie myśl!" było już rzucone zdecydowanie za późno, uch. Alex odwrócił się na chwilę do dostawcy. - Dzięki, reszty nie trzeba, pa - rzucił do chłopaka, po czym zatrzasnął mu drzwi przed nosem. To wszystko zajęło mu jakieś trzy sekundy, ale gdy się odwrócił, w salonie już panowała cisza - taka cisza, która pojawiała się chwilę po tym, jak coś się odjebało w filmie. No i ta cisza została przerwana przez żałosny jęk Lilki. - Ja pierdolę, Lila… - jęknął Alex, ogarniając spojrzeniem całą sytuację i patrząc na salami, które właśnie z głośnym mlaśnięciem odkleiło się od szyby i spadło na parapet. - Mówiłem, żebyś zabrała pizzę, a nie karmiła nią okno - dodał, po czym po prostu stanął w drzwiach prowadzących do salonu i podparł się pod boki.

Ciasto powoli, z godnością zjeżdżało po szkle, zostawiając za sobą szeroki, tłusty ślad sosu pomidorowego i roztopiony ser. Pod oknem siedział Monster, gapiąc się na to jak na najpiękniejszy spektakl w swoim życiu, a na podłodze leżała Lila, wciąż blokująca psią paszczę przed lizaniem jej twarzy. Westchnął, po czym złapał Monstera za obrożę, ściągnął go z dziewczyny i poklepał psa po boku. - Złaź z niej, potworze. Wygrałeś rundę przez nokaut - zaśmiał się, no bo co innego miał zrobić? Wkurwić się albo płakać? Nah. Kucnął przy Lilian i podał jej rękę, żeby pomóc jej wstać. Najpierw spojrzał na jej zrezygnowaną twarz, a potem przeniósł spojrzenie na szybę, z której właśnie odpadł kolejny kawałek salami. - No i co tera? Stosujemy zasadę pięciu sekund i zdejmujemy to widelcem czy idziemy na kebaba? - spytał, dalej przyglądając się gorącej pizzy. Gorącej, parującej, pięknie pachnącej... Kurde, decyzja należała do Lili, ale Alex w sumie spróbowałby to zeżreć.

lila
23 y/o
Welkom in Canada
160 cm
Menedżer Rodzinny Pensjonat
Awatar użytkownika
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lilian najpierw tylko zamrugała, a potem parsknęła śmiechem. W pierwszej sekundzie próbowała się powstrzymać, naprawdę próbowała, ale im dłużej patrzyła, jak Aleksander z pełną powagą zbliżał się do okna, a następnie je otworzył, narastało w niej rozbawienie. W końcu opuściła głowę i zaśmiała się jeszcze głośniej, kręcąc przy tym niedowierzająco głową. Ten jego głupi komentarz i jeszcze głupsza demonstracja rozładowały atmosferę.
Nie przewidziała, że pomysł z kawałkiem pizzy skończy się właśnie w taki sposób. Nie spodziewała się, że pies zareaguje z taką intensywnością ani że ostatecznie skończą z jedzeniem przyklejonym do szyby pokoju. Wystarczyły zaledwie te trzy cholerne sekundy, podczas których Alex uprzejmie żegnał się z dostawcą, aby Lilian zdążyła zniszczyć cały spokój tego i tak niespodziewanego, trudnego wieczoru.
Wzdrygnęła się, kiedy przeklnął i w żałosno-zawiedzionym tonie wymówił jej imię, a potem spróbował ogarnąć całą sytuację zarówno wzrokiem, jak i umysłem. Sama nadal nie dowierzała, jak to wszystko się stało, dlatego sparaliżowana wciąż patrzyła na spływający po oknie kawał wytrwanego ciasta.
Nie zrobiłam tego specjalnie — wydukała, wciąż próbując utrzymać Monstera za pysk przed lizaniem, choć szło jej to coraz gorzej. Westchnęła więc z wyraźną ulgą, gdy Alexander przejął psa i pociągnął go do tyłu. Następnie bez wahania chwyciła wyciągniętą dłoń i korzystając z jego pomocy podniosła się do pionu.
Miała nieodparte wrażenie, że spojrzenie mężczyzny mogłoby wypalić w jej twarzy dziurę. Z tego powodu mocno zażenowana własnym zachowaniem opuściłą głowę. Dopiero kiedy zauważyła, że Alex znów skierował uwagę na szybę i przyklejoną do niej pizzę, odważyła się unieść wzrok. Cała sytuacja była tak absurdalna, że we wnętrzu Lilian niedowierzanie splatało się ze wstydem.
Pewnie od wieków nie myłeś tu okien — zauważyła, najpewniej całkiem trafnie. Zaraz wzruszyła ramionami, bo przecież odrobina bakterii nie była zdolna ich zabić. — Nie chce mi się chodzić po mieście w środku nocy. Najbliższa budka z kebabem jest chyba dopiero na skrzyżowaniu, a to kawał drogi... — urwała, najwyraźniej godząc się z tym innym, równie głupim pomysłem. Ruszyła energicznym krokiem do kuchni i zaczęła przeszukiwać szafki. Przesuwała łyżki, chochle i noże, aż w końcu natrafiła na drewnianą łopatkę. Uniosła ją triumfalnie i zamachnęła się nią niczym szermierz przed pojedynkiem. A potem po prostu podeszła do okna i zaczęła zeskrobywać z szyby przyklejone ciasto. — Dawaj talerz! — zarządziła.

Alexiu
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

No i wychodziło na to, że właśnie o to chodziło w życiu. Wszystko mogło się walić, w pracy mogli cię wkurwić, babcia mogła doprowadzić cię do łez, pizza mogła przykleić się do szyby… ale dopóki miałeś obok siebie kogoś, z kim mogłeś się z tego wszystkiego po prostu szczerze pośmiać, świat stawał się znośniejszy ( :stickaww: ). No i właśnie takich ludzi Alex chciał mieć obok siebie. Pod tym względem Lila była świetną przyjaciółką - jej śmiech sprawił, że Alex też zaczął śmiać się jak debil. Śmieli się tak przez chwilę, zanim Alex w końcu odetchnął głęboko, żeby się uspokoić, bo już mu tchu zabrakło. Nie zrobiłam tego specjalnie. - Dobra, dobra - machnął ręką na znak, że było, minęło, mleko się rozlało, nie ma co płakać i się obwiniać. Stało się i tyle.

Pewnie od wieków nie myłeś tu okien. - No, kiedyś tam myłem, jak ktoś się potknął i wrzucił pizzę na szybę - zareagował na jej komentarz ze śmiechem, posyłając jej dość znaczące spojrzenie. Oczywiście, że będzie jej to wypominać. Oczywiście, że ta historia stanie się kolejną opowiadaną na każdym grupowym wyjeździe. Oczywiście, że Lila miała tu samych oddanych przyjaciół, którzy będą śmiać się z pizzy na szybie jeszcze przez dłuuugi czas. Oparł się o framugę i zerknął jeszcze raz na te okna. Kurde, faktycznie dawno ich nie mył. Nie był pewien, czy w ogóle kiedykolwiek je tutaj mył, ale hej - nie palił fajek ani nic takiego, więc powinny być czyste, nie? Nic się nie osadzało na szybach. Przeniósł wzrok na Davenport, gdy zaczęła mówić o kebabie. - Nie przesadzaj, nie jest wcale tak daleko, ale… mi też się nie chce - westchnął, po czym wzniósł oczy ku niebu i przetarł twarz dłonią. - Ale pachnie, jeju - wymamrotał, posyłając tęskne spojrzenie w kierunku pizzy.

Nagle Lila ruszyła do kuchni, dlatego Alex ruszył za nią, oczywiście. Przyglądał się jej w milczeniu, gdy zaczęła przetrząsać szuflady tak, jakby była u siebie - nie, żeby mu to przeszkadzało, ale naprawdę był ciekaw, co wymyśliła tym razem - a nawet uniósł do góry jedną brew na krótki moment, zanim nie wyciągnęła w jego kierunku drewnianej łopatki. - No, no, proszę, proszę, odważnie - rzucił pod nosem z szerokim uśmiechem na ustach. TAK! Będą jeść pizzę z szyby, zajebiście. Nawet nie musiał długo jej namawiać, najs. Gdy Lila ruszyła w stronę okna, oczywiście, znowu ruszył za nią - i bardzo dobrze, bo Monster właśnie uznał, że Lila potrzebowała misji ratunkowej. Wbił się przednimi łapami na kanapę obok okna i wyciągnął pysk tak blisko parapetu, jak tylko zdołał, byle tylko zgarnąć jedzonko dla siebie. Alex bezceremonialnie złapał go za obrożę i zepchnął go z powrotem w dół. - Spitalaj, Monster - mruknął, a Pies tylko parsknął w taki zabawny sposób i położył się na podłodze. Przypominał teraz bardzo urażonego sfinksa, tak swoją drogą, gdyby tylko sfinks był wielki, czarny i kudłaty.

Chwilę później Lila POPROSIŁA o talerz, więc Alex ruszył do kuchni, wyciągnął z kuchni dwa duże talerze i szybciutko do niej wrócił. - Łap - powiedział, podając jej jedno naczynie, a drugie asekuracyjnie podstawił tuż pod zeskrobywane właśnie pepperoni. Gdy Davenport skończyła nakładać im szybową pizzę na talerze (co zrobiła jak prawdziwa profesjonalistka, zupełnie jakby co drugi dzień zeskrobywała pizzę z szyby), Alex walnął się na kanapę i od razu wgryzł się w kawałek. - Wcale nie taka zła - wydał wyrok, delektując się podwójnym serem i pepperoni. Nawet jeśli na pizzy znalazła się odrobina kurzu, to tylko podbiła walory smakowe, okej? Będą ZDROWSI. Właśnie skończył jeden kawałek i sięgał po drugi, gdy zauważył, że Monster wlepia w nich swoje wielkie ślepia, śledząc każdy ich ruch. No dobra, niech mu będzie. Alex rzucił w jego stronę kawałek salami, a Pies złapał mięsko w locie. Yum. No i wtedy Alex przypomniał sobie o czymś bardzo ważnym. - O której wstajesz jutro? - zapytał luźno, z pełnymi ustami, wyciągając wolną ręką telefon z kieszeni, żeby sprawdzić godzinę. Kurczę, było już po pierwszej. Przewrócił oczami i nastawił budzik na szóstą. - Muszę wyjść o siódmej - dodał pod nosem, zrezygnowany, blokując komórkę i rzucając ją na stolik. Zostało im dosłownie parę godzin snu, ale patrząc na Lilian i… sytuację z pizzą… ani trochę nie żałował, że prawdopodobnie zarwą dziś nockę.

Lila
ODPOWIEDZ

Wróć do „#16”