26 y/o
For good luck!
171 cm
przyszła dziedziczka narkobiznesu i manager rodzinnego kasyna
Awatar użytkownika
przyszła dziedziczka narkotykowego królestwa, córeczka tatusia i manager lokalnej filii rodzinnego kasyna - montague paradiso
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sama nie potrafiła określić, jak dokładnie się teraz czuła. Była nieco zagubiona, zaniepokojona, ale czy przez uczucia, które jej teraz towarzyszyły, rzeczywiście przebijał strach? Koniec końców przecież nic się nie stało, za co zasługę ponosił Bailey, ponieważ to on dotarł na miejsce o czasie.
Powinna być mu za to wdzięczna.
Nad tym jednak również nie miała siły się zastanowić, ponieważ w pierwszej kolejności musiała przetrawić to, co się wydarzyło. Musiała też najwyraźniej wbić sobie do głowy, że jeśli chciała jeszcze zagrać mu na nosie, musiała znaleźć sposób, dzięki któremu samej siebie nie wpędzi w dodatkowe zagrożenie, a to mogło okazać się trudniejsze, niż początkowo przypuszczała. To zaś oznaczało, że utknęła w sytuacji bez wyjścia.
Zresztą, swoją d r o b n ą walkę z Baileyem musiała na razie odłożyć na dalszy plan, ponieważ dziś czekały na nią inne, znacznie ważniejsze zobowiązania. W tym celu musiała doprowadzić się do porządku, co z obecnym bólem głowy mogło nie być wcale takie proste. Już teraz miała wrażenie, że kiedy podniosła się do pozycji siedzącej, świat zawirował jej przed oczami. Jeśli w ten sposób miała czuć się przez resztę dnia, zawali spotkanie, które musiała odhaczyć, a to byłaby z jej strony całkowita k l a p a.
Odprowadziła go spojrzeniem, kiedy pomaszerował po butelkę z wodą. W tamtym momencie nie ruszyła się z miejsca, częściowo dlatego, że nie czuła się najlepiej, a częściowo też przez to, że dziś czuła się w jego towarzystwie wyjątkowo zakłopotana. To, jak teraz na nią reagował, również niczego nie ułatwiało, choć teoretycznie powinno. Dostrzegła przecież, że próbował potraktować ją łagodnie, co w innych okolicznościach najpewniej sprawiłoby, że wściekłaby się jeszcze bardziej.
Dziś nie miała na to siły.
Dziękuję — odparła, kiedy podniosła się z łóżka i przejęła od niego koszulkę. Przeciągnęła to słowo odrobinę, co mogło zabrzmieć tak, jakby chciała nadać mu wyjątkowo luźnego charakteru, a jednak sam fakt, że w ogóle padło ono z jej ust oznaczał, iż naprawdę tak uważała. Nie tylko w kwestii koszulki.
Nie powiedziała jednak więcej, ponieważ już moment później zniknęła za drzwiami łazienki. Tam pozwoliła sobie zresztą na długi i ciepły prysznic, chcąc zmyć z siebie wczorajszy wieczór. Miała też okazję, aby nieco sobie to wszystko przemyśleć, choć mimo to niczego nie udało jej się poukładać.
Rozczesała mokre włosy i wcisnęła się w jego koszulkę, dopiero po chwili decydując się na powrót do pokoju, o ile w ten sposób można nazwać to, że po otwarciu drzwi zatrzymała się przy framudze. — Pożyczyłam twój ręcznik — odezwała się po tym, jak przez dłuższą chwilę po prostu go obserwowała. Czy teraz mieli zacząć n o r m a l n i e ze sobą rozmawiać?

Bailey Harrigan
Magda
unikam wątków nierozwijających relacji oraz opisów przemocy na tle seksualnym i przemocy nad zwierzętami
29 y/o
For good luck!
186 cm
ochroniarz
Awatar użytkownika
niedawno wyszedł z więzienia i przypadła mu rola "niańki" rozpieszczonej córki bogacza
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Bailey choć poczuł dziś ulgę, upewniwszy się, że wczorajszy doprawiony drink nie wyrządził żadnych poważnych szkód, to nadal był zdenerwowany. Nie było to jednak wynikiem stresu, a złości, którą kierował zarówno do Mindy, jak i do siebie. Miał sobie za złe, że dał porobić się jak dziecko i uciekła mu, przez co naraziła się dość poważnie. Harrigan nie powinien popełniać takich błędów i doprowadzać do takich sytuacji, a jednak to stało się. Zawiódł i więcej nie mógł na to pozwolić.
Nie mógł też pozwolić Mindy na to, żeby więcej sobie z nim pogrywała. Musiała zrozumieć, że jego obecność nie miała nic wspólnego ze szkodzeniem jej. Brunet ani nie planował na nią donosić, ani nie chciał ograniczać jej wolności, jeśli będzie rozsądna. Jeśli jednak zamierzała dalej zachowywać się tak, jak wczoraj, to wymyśli sposób na to, aby trzymać ją na krótkiej smyczy i nie pozwolić jej na to, by robiła wszystko, co jej się żywnie podobało. A biorąc pod uwagę to, że miał po swojej stronie jej ojca, wydawało się, że mógł pod tym względem wiele zdziałać, bo chociaż Montague twierdziła, że była samodzielna, to wyglądało jednak tak, jakby nadal była w dużej mierze zależna od swojego ojca.
Dziś jednak nie planował z nią o tym rozmawiać. Postanowił jej trochę odpuścić z uwagi na to, że miała za sobą ciężką noc, a przed nią ciężki noc. Widział, że wyglądała marnie, co oznaczało, że prochy mimo wszystko dały jej w kość. To na razie jej wystarczyło, nie musiał dokładać niczego od siebie.
Kiedy mu podziękowała, Bailey tylko skinął głową. Więcej nie musiało zostać powiedziane. Doceniał, że Mindy zdobyła się choć na to jedno słowo, bo zdążył poznać ją na tyle, aby wiedzieć, że musiało przyjść jej z trudem… Przynajmniej przez to, że musiała skierować je do niego. Do łazienki nie odprowadził jej wzrokiem, tylko rozsiadł się wygodnie na fotelu, wyciągając nogi przed siebie i odchylając głowę do tyłu, aby móc się przez chwilę jeszcze zrelaksować i wypocząć. Choć na tyle jeszcze mógł pozwolić sobie przed dniem pracy, bo przecież musiał dalej ją pilnować. Miał wrażenie, że w tym zajęciu nie było nawet chwili na odpoczynek, bo nawet kiedy Mindy spała, to dostarczała zmartwień.
Otworzył oczy, gdy usłyszał drzwi łazienki. Wtedy też spojrzał w tamtym kierunku, przez chwilę dostrzegając nie tylko tę upierdliwą pannę, którą musiał pilnować, ale też po prostu kobietę… atrakcyjną kobietę. Ale szybko zatrzymał swoje myśli idące w tamtym kierunku. – Lepiej? – zapytał, mając na myśli jej samopoczucie po prysznicu.

Mindy Montague
gall anonim
unikam gier, które w ogóle nie rozwijają relacji, a także takich, w których pojawia się przemoc na tle seksualnym
26 y/o
For good luck!
171 cm
przyszła dziedziczka narkobiznesu i manager rodzinnego kasyna
Awatar użytkownika
przyszła dziedziczka narkotykowego królestwa, córeczka tatusia i manager lokalnej filii rodzinnego kasyna - montague paradiso
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ani trochę nie powinno zaskoczyć ją to, że rozzłościł go jej wybryk. Zresztą, do tego właśnie zmierzała, a jednak wcale nie czuła się z tym dobrze. Nie towarzyszyła jej satysfakcja, której wcześniej się spodziewała, ponieważ było jej za siebie wstyd.
W dużej mierze dlatego, iż o mały włos nie ściągnęła na siebie realnego zagrożenia.
Czuła się z tym paskudnie, ale nadal była zbyt uparta, aby za cokolwiek go przeprosić. Nie sądziła też, aby zajście z poprzedniego wieczora cokolwiek miało między nimi zmienić, bo nawet jeżeli w chwili obecnej Mindy nie była w bojowym nastroju, nie zmienia to wcale faktu, iż ani trochę nie chciała, żeby ktokolwiek ją niańczył. Nadal wolałaby, aby Bailey wywiesił białą flagę i zostawił tę pracę, nawet jeżeli poprzedniej nocy wypełnił ją i d e a l n i e.
Jednak gdyby nie on, prawdopodobnie wcale nie potrzebowałaby ratunku.
Żałowałaby jednak, gdyby tej nocy mu się nie udało, a jednak pretensje mogłaby kierować przede wszystkim do siebie. Nie była w stanie wyrzucić tej myśli z własnej głowy nawet wtedy, kiedy stała pod prysznicem i starała się spłukać z siebie wszystko to, co się wówczas wydarzyło. Kąpiel o d r o b i n ę pomogła, ale mimo to nie sprawiła, że Mindy poczuła się naprawdę dobrze. Żeby tak się stało, będzie zmuszona prawdopodobnie przeżyć ten dzień, a później porządnie odespać. Może też niekoniecznie w cudzym łóżku.
Na razie musiała jednak ogarnąć się chociaż częściowo, co też nie miało być łatwe, skoro nie miała dostępu do swoich rzeczy. Wolałaby przecież wcisnąć się w coś swojego, zrobić porządny makijaż i może też zniknąć z zasięgu jego wzroku, ponieważ teraz czuła się niesamowicie zawstydzona. Choć nie mówił tego na głos, miała nieodparte wrażenie, że ją oceniał, a przecież miała świadomość tego, że dała mu ku temu podstawy.
Trochę — odparła, po czym nieznacznie wzruszyła ramieniem. Omiotła spojrzeniem sylwetkę Harrigana, a później wypuściła głośniej powietrze. Najchętniej zagrzebałaby się w pościeli i wstała dopiero kolejnego ranka, ale czekały ją jeszcze zobowiązania, które musiała dziś załatwić.
Przysiadła na brzegu łóżka, nie odrywając spojrzenia od Baileya. Jeszcze przez chwilę uważnie kalkulowała coś w swoim umyśle, a choć istniał cały szereg przeciwwskazań, ostatecznie zdecydowała się zaryzykować. — Potrafisz negocjować? — zapytała, a jedna z jej brwi powędrowała ku górze. Skoro już tutaj był i nigdzie się nie wybierał, mogła przynajmniej zadbać o to, aby do czegoś jeszcze jej się przydał.

Bailey Harrigan
Magda
unikam wątków nierozwijających relacji oraz opisów przemocy na tle seksualnym i przemocy nad zwierzętami
29 y/o
For good luck!
186 cm
ochroniarz
Awatar użytkownika
niedawno wyszedł z więzienia i przypadła mu rola "niańki" rozpieszczonej córki bogacza
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Prawdę powiedziawszy nie powinna teraz za bardzo skupiać się na tym, co mógł myśleć Bailey, a zamiast tego powinna przemyśleć swoje postępowanie oraz rzeczywistość, w jakiej żyła. Ludzi takich, jak ten gość z wczoraj, a nawet gorszych, w jej otoczeniu mogło być więcej i wielu z nich nie było tak przypadkowych, jak tamten gość. Jeden błędny ruch jej ojca lub nowy rywal na rynku mógł oznaczać, że ktoś nieodpowiedni zakręci się w pobliżu Mindy, a ona nawet nie wiedziałaby, że ma to jakiś związek z interesami jej ojca. Dlatego powinna pogodzić się z tym, że obok powinien być ktoś, kto będzie pilnował, aby nic się jej nie stało.
A chociaż mogłaby sama znaleźć sobie ochronę, to prawda jest taka, że nie było lepszego człowieka od takiego, który był wprowadzony w to, czym zajmował się jej ojciec i uchodził za zaufanego, bo tylko on mógł mieć pełny obraz sytuacji. I taką osobą był Bailey albo ktokolwiek, kogo zaaprobowałby jej ojciec. W każdej innej sytuacji pomoc mogłaby nie być dość dobra…
Dlatego może to czas, żeby zaakceptować Baileya, który zdążył już udowodnić, że potrafił być przydatny i znał się na swojej robocie? Chociaż w przeszłości częściej chronił ładunki, niż ludzi, to wcale nie znaczy, że nie wiedział, jak sobie z taką robotą poradzić. Zresztą, Mindy przecież nic się przy nim nie stało.
I Montague miała rację, Harrigan ją t r o c h ę oceniał, ale dziś starał się nie dać tego po sobie poznać. Normalnie nie kryłby się z tym, ale biorąc pod uwagę to, co przeszła, tego dnia postanowił jej nieco odpuścić, aby nie czuła się jeszcze gorzej. Nie był potworem, nawet on potrafił być empatyczny.
Kiedy przyznała, że czuła się trochę lepiej, pokiwał głową, przyjmując to do wiadomości, a później obserwował jej następne ruchy, aż zadała mu pytanie, którym zdołała go zaskoczyć. Na tyle, że popatrzył na nią lekko zmieszany, przekręcając głowę lekko na bok. – Co kombinujesz? – postanowił najpierw odpowiedzieć pytaniem, na pytanie, aby dowiedzieć się dokąd z tą rozmową zmierzała. Mógłby od razu powiedzieć jej, że potrafił negocjować, w końcu w przeszłości często dobijał różnych targów, które obejmowały negocjacje, ale zanim by się czymś pochwalił, najpierw chciał się dowiedzieć, co Mindy kombinowała i w co chciała go wpakować.

Mindy Montague
gall anonim
unikam gier, które w ogóle nie rozwijają relacji, a także takich, w których pojawia się przemoc na tle seksualnym
26 y/o
For good luck!
171 cm
przyszła dziedziczka narkobiznesu i manager rodzinnego kasyna
Awatar użytkownika
przyszła dziedziczka narkotykowego królestwa, córeczka tatusia i manager lokalnej filii rodzinnego kasyna - montague paradiso
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Skupiała się na tym, co myślał on, ponieważ nie chciała nadmiernie zastanawiać się nad tym, co siedziało w jej własnej głowie.
Odkąd poznała prawdę na temat własnego ojca, nie była w stanie w pełni sobie tego wszystkiego poukładać. Początkowo nie była w stanie uwierzyć w to, jak bezdusznym człowiekiem był jej ojciec, a później przez pewien czas wyrzucała sobie, iż wcześniej tego nie dostrzegła. Z jednej strony nie rozumiała, jak mogła okazać się aż tak ślepa, natomiast z drugiej rozumiała, że przez większość czasu nie było jej obok.
Jako dziecko trzymał ją z dala nie tylko po to, aby jej nie narazić, ale również po to, aby ona sama nie zrozumiała zbyt wiele.
Teraz zaś próbowała udawać, że już się w tym odnalazła. Sama starała się zbudować własne imperium, jednocześnie udając, że była dostatecznie silna, aby nie przerażało jej to, co wiązało się z noszeniem nazwiska jej ojca. Dziś jednak zrozumiała, że nie tylko ono mogło ją zgubić.
To samo mogła zrobić jej własna głupota.
Mimo to musiała zapracować na sukces własnego biznesu. Zarządzała kasynem będącym filią działalności jej ojca, ale w przyszłości chciała uczynić je własnym. Chciała również, aby jej ojciec nie mieszał się w jej interesy, ponieważ nie chciała dopuścić do sytuacji, w której to właśnie jej biznes zostałby powiązany z tym, co nielegalne. To miejsce miało się przed tym uchronić.
Dziś była jednak bliska tego, aby zawieść, z czego zdała sobie sprawę w momencie, w którym znajdowała się pod prysznicem. Teraz, kiedy usadowiła się na hotelowym łóżku, wciśnięta w koszulkę Baileya i pachnąca jego żelem do kąpieli, była przeświadczona o tym, że dziś nie była w stanie zrobić niczego d o b r z e. Potrzebowała pomocy i teraz najwyraźniej skłonna była o nią p r o s i ć.
Koniuszkiem języka zwilżyła dolną wargę, a później przemknęła spojrzeniem po jego sylwetce. — Potrafisz? — powtórzyła własne pytanie, tym razem kładąc na nie większy nacisk. Ostatecznie zamierzała wprowadzić go w temat, ale zanim porwałaby się na to, musiała załatwić bardziej naglące kwestie. — I mam nadzieję, że masz tam koszulę — skinęła głową w stronę jego torby. Jeśli miałby towarzyszyć jej na spotkaniu, nie mógł mieć na sobie sportowego T-shirtu.
Ona zresztą również.

Bailey Harrigan
Magda
unikam wątków nierozwijających relacji oraz opisów przemocy na tle seksualnym i przemocy nad zwierzętami
29 y/o
For good luck!
186 cm
ochroniarz
Awatar użytkownika
niedawno wyszedł z więzienia i przypadła mu rola "niańki" rozpieszczonej córki bogacza
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na pewne rzeczy nie ma się wpływu. Nie można za rodziców decydować, co będą robić w życiu. Nie da się też zupełnie odciąć od ich decyzji, nieważne jak głupie i niebezpieczne by nie były. I Mindy znalazła się w takim położeniu – czy tego chciała, czy nie, została wciągnięta do świata jej ojca, ponieważ była jego słabością, którą ktoś kiedyś może chcieć wykorzystać.
Aby zapobiec takiej sytuacji, jej ojciec znalazł dla niej ochronę, poprzez co okazywał jej troskę. Być może również kontrolę, w to Bailey nie wnikał, ale mógł za to powiedzieć, że jej ojcu naprawdę zależało. Mindy zaś zamiast wściekać się z tego powodu, powinna docenić, że ktoś miał na nią oko i pilnował, żeby z głowy nie spadł jej żaden włos… Także przez jej własną głupotę, a nie tylko wrogów jej ojca. Bo na razie większym zagrożeniem dla niej od interesów jej ojca, była ona sama. Tak widział to teraz Bailey po tej nocy, teraz nieco lepiej rozumiejąc, z czym miał do czynienia.
Dziś jednak nie planował wytykać jej tego, jak ciężkim była przypadkiem. Patrząc na nią był w stanie domyślić się, że sama zdążyła to zrozumieć, więc jego komentarz był zbędny i byłby jedynie kopaniem leżącego, dlatego dał jej spokój. I tak sporo przeszła, nie potrzebowała jeszcze słuchać, że skopała sprawę.
Nie podobało mu się to, że nie chciała od razu powiedzieć, o co jej chodziło i zmuszała go do tego, aby zgodził się na coś w ciemno, ale… jeśli chciał dowiedzieć się, co kombinowała, nie pozostawiła mu innego wyjścia. Niechętnie i po przewróceniu oczami oraz westchnieniu brunet w końcu przytaknął. – Potrafię – odparł, czekając teraz na jakieś wyjaśnienia, co podkreślił wymownym spojrzeniem, które posłał teraz blondynce, mając nadzieję, że zaraz stanie się jasne, w co się pakował. – O to nie musisz się martwić – zapewnił ją, bo chociaż przeważnie można było spotkać go w prostych, ciemnych t-shirtach, to nie znaczy, że jego garderoba nie obejmowała innych rzeczy. Wiedząc, że Mindy przyjechała tu w sprawach zawodowych, a on będzie musiał trzymać się obok niej, wziął ze sobą coś bardziej eleganckiego od koszulki, którą jej dziś pożyczył, więc mogła być spokojna – nie narobi jej wstydu.

Mindy Montague
gall anonim
unikam gier, które w ogóle nie rozwijają relacji, a także takich, w których pojawia się przemoc na tle seksualnym
26 y/o
For good luck!
171 cm
przyszła dziedziczka narkobiznesu i manager rodzinnego kasyna
Awatar użytkownika
przyszła dziedziczka narkotykowego królestwa, córeczka tatusia i manager lokalnej filii rodzinnego kasyna - montague paradiso
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Być może jej ojciec próbował się o nią zatroszczyć, a może w tym wszystkim dbał przede wszystkim o własny tyłek i o to, aby nie stracić kontroli nad sytuacją. To może nie tak, iż Mindy jawnie okazywała mu swoją niechęć względem jego poczynań, a jednak nie sposób odmówić temu, że kiedy się o wszystkim dowiedziała, zaczęła spoglądać na niego i n a c z e j.
Kochała go nadal, ponieważ tej miłości nie da się tak po prostu oduczyć, a poza tym też wciąż była tą małą dziewczynką, która usilnie zabiegała o jego aprobatę. Była rozerwana pomiędzy tym, co wydawało jej się, że powinna, a tym, czego tak naprawdę chciała. Miała też wrażenie, że gdzieś w całym tym przestępczym zamieszaniu zatraciła samą siebie, czego nie utrudniała jej obecność Baileya. Mając go obok siebie, jeszcze bardziej zmuszona była się dostosować, a sama myśl o tym niesamowicie ją frustrowała.
Właśnie dlatego zwykle wściekała się na niego i próbowała robić mu na złość, choć przecież wcale nie musiała. Mało tego, doprowadzała przy okazji do sytuacji, w których mogła ucierpieć również ona, a także jej praca, ponieważ dziś wcale nie czuła się na siłach, aby odpowiednio poprowadzić nadchodzące spotkanie. I właśnie z tego powodu zdecydowała się zrobić coś, o co jeszcze niedawno by się nie podejrzewała - postanowiła poprosić go o pomoc, choć tego też nie zrobiła w bezpośredni sposób.
Widząc jego grymas, ponownie się spięła. Przypomniała sobie o tym, że do tej pory bynajmniej nie czuła się przy nim komfortowo, a teraz, kiedy dodatkowo czuła się tak b e z r a d n a, to poczucie wyłącznie się pogłębiało. Nie mogła jednak dać tego po sobie poznać, dlatego wciągnęła głębiej powietrze, a później zacisnęła mocno szczękę. Przez krótką chwilę wyłącznie mu się przyglądała. — Pójdziesz ze mną — odezwała się w końcu, mając na myśli nie tyle o b s e r w a c j ę jej, co realny udział w spotkaniu. — Potrzebujemy jak najlepszych warunków — doprecyzowała, po czym nieznacznie wzruszyła ramionami.
Musiała wprowadzić go w szczegóły, ale zanim by to zrobiła, sięgnęła po szklankę z wodą, z której upiła kilka niewielkich łyków. — Dasz radę załatwić duplikat klucza? Mam u siebie wszystkie dokumenty, a one mogą ci się przydać — odezwała się po chwili, omiatając spojrzeniem jego sylwetkę. Gdyby nie ból głowy oraz mało stosowny strój, być może zajęłaby się tym sama, jednak teraz nieszczególnie miała ochotę wydostawać się już z łóżka.
zt.
Bailey Harrigan
Magda
unikam wątków nierozwijających relacji oraz opisów przemocy na tle seksualnym i przemocy nad zwierzętami
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”