34 y/o
For good luck!
183 cm
kapitan w Toronto Fire Station 132
Awatar użytkownika
zdejmie Ci kota z drzewa, pomoże gdy panują trudne warunki pogodowe, czasem ugasi pożar, bo nie ma nic innego do roboty, a raczej próbuje to sobie tak tłumaczyć
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie wiedział, czy robił słusznie i czy powinien reagować aż tak gwałtownie. Niemniej został sprowokowany - według niego - bezpodstawnie, bowiem tylko chciał odbić ją w tańcu i zwyczajnie miło spędzić czas z Riley w trakcie chwilowego kołysania się do piosenki, jaka leciała przez głośniki. To Thomas miał tutaj jakiś niżej niezidentyfikowany problem, a Jamie nie rozumiał skąd taka reakcja od mężczyzny. Jednakże krążące po krwioobiegu procenty sprawiały, że zamiast uspokoić sytuację, wytłumaczyć, ewentualnie odsunąć się i poczekać na swoją kolej, postanowił oddać tym samym. Po co go szturchnął, popchnął, wyrażał się nie tak, jak powinien? I to nie chodziło o to, że to jego impreza, więc nie życzył sobie takich zachowań względem siebie, lecz obawiał się iż może to później odbić się na Davis. Szczególnie, gdy miał z tyłu głowy uwagę Daniela co do osoby Tom’a, nie mającego raczej zbyt dobrodusznych zamiarów co do kobiety. Czy czuł się jak rycerz w lśniącej zbroi? Naturalnie, że nie, ale to nie znaczyło iż nie mógł zapobiec czemuś, zanim w ogóle miałoby do tego dojść.
Sam fakt tego, jak przynosił jej alkohol do czasu, dopóki teraz James nie zainterweniował, powinien dać mu do myślenia. Nie prosiła się o kolejne drinki, a jednak ten już na nią czekał, a obok niej nie kto inny, jak właśnie Tommy. Ten sam, który kazał mu się odpierdolić i poszukać innej towarzyszki na wieczór, bo przecież on sobie zaklepał Riley. Jak więc miał na wszystko w ogólnym rozrachunku nie zareagować zupełnie tak, jak właśnie to zrobił? Nie myślał zresztą zbyt wiele, zanim do tego doszło, wzburzając się bardziej niż przypuszczał. Mężczyzna poczuł jego sierpowego na swoim policzku, na szczęście nie musząc się z nim dalej męczyć - jednocześnie mocno tego żałując, bowiem nigdy typa nie tolerował i nadal nie rozumiał jak mógł zostać tu zaproszony - gdyż został wyprowadzony i nie będzie go nikogo wkurwiał swym prostackim zachowaniem.
Spojrzał jakby wyszedł z transu na początku na Riley, a następnie na Maggie, która nie kryła swojego wzburzenia zaistniałymi okolicznościami, lecz prędko sobie odpuścił obserwowanie poczynań kobiety, gdyż to ktoś inny znacznie bardziej przykuwał jego uwagę. Musiał wiedzieć, czy jest z nią na pewno wszystko w porządku. I czy przypadkiem Ry nie dostała jakiegoś ekstra dodatku do swoich drinków, które z taką wielką radością ofiarowywał jej Thomas, który nie wiadomo co tak naprawdę ukrywał przed nimi wszystkim i jak wielkim zboczeńcem mógł się okazać.
Zupełnie jakby on sam nie powinien zostać nazwany w ten sposób, patrząc na to z jaką lubością i pożądaniem obserwował od samego początku Davis, nie mówiąc o tym, co potrafił niekiedy z nią wyprawiać…
Obejrzał ją uważnie spojrzeniem, gdy ta jeszcze chwilę patrzyła w kierunku Maggie oraz baru, przy jakim się znalazła, a on nie ukrywał swojego dalszego niepokoju wymieszanego ze złością, że tak się to wszystko wydarzyło - i to faktycznie na imprezie wydanej dla niego, nie mówiąc już o tym iż zwyczajnie nie lubił rozwiązywać konfliktów jakichkolwiek właśnie w taki sposób. Oczywiście, chodził na treningi w dalszym ciągu, lubił się mierzyć na macie, ale to jednak nie to samo, co podejmowanie takich decyzji w życiu codziennym. Westchnął ostatecznie na to wszystko, zupełnie jakby ktoś mu ściskał do tej poru płuca i nie wiedział jak powinien prawidłowo oddychać, by następnie zapytać Riley czy jest z nią okej w niezbyt odpowiedni - patrząc po jej reakcji - sposób. — Sama go poprosiłaś? — trochę został wybity z rytmu tą informacją, że aż ściągnął brwi do siebie. — Wszystko rozumiem, ale Tommy? Boże, co Ty w nim… — urwał słysząc komentarz, iż nie musiał zgrywać rycerza i że nie działa jej się krzywda. — Jakbyś nie zauważyła, nie ja zacząłem, tylko on pierwszy kazał mi się odpierdolić i popchnął. Miałem udać, że nic się nie wydarzyło? — odparł spokojnie, choć gdzieś tam tliło się w nim lekkie zniesmaczenie, iż wychodziło na to że tą samą sytuację inaczej widzieli ze swoich perspektyw. — To byś mi później jeszcze powiedziała, że zachowałem się jak pizda — dodał, już nieco rozluźniony z w żartobliwym tonie, by prędko rozładować atmosferę. Nie chciał przecież się z nią kłócić, prawda?
W końcu - chciał od niej ten obiecany pocałunek.
Znaczy, chciał tylko dla niej dobrze!
Podniósł jedną z brwi i przyglądał się jej badawczo, chcąc rozszyfrować jej zamiary. Prowokowała go, bo chciała usłyszeć prawdę? Czy zwyczajnie bawiła się z nim w kotka i myszkę? Uśmiechnął się półgębkiem, po czym sam się do niej bardziej nachylił. — Mówi to osoba która też nie lubi patrzeć, gdy inne kobiety są mną bardziej zainteresowane, niż by tego chciała — odparł spokojnie, nie przestając się jej przyglądać - póki nie wycelowała palcem w jego tors, na co zerknął kątem oka. Wtedy też prędko złapał za  ów dłoń i przyciągnął jeszcze bliżej siebie - jakby zapominając o tym, gdzie są i czy otaczają ich znajome twarze. Zresztą - są zbyt zajęci sobą i swoim dalszym upijaniem się. — A może Cię to właśnie kręci i satysfakcjonuje, że tak naprawdę zamiast lecieć do innej, to wolę Ciebie? — zapytał z cwanym uśmiechem, świrując wręcz tęczówkami po jej twarzy. — Urocze — skwitował zupełnie jak Davis, drugą dłonią chwytając ją w talii, tak żeby nie miała możliwości ucieczki. Nie teraz, nie z tej sytuacji. Przede wszystkim żeby nie miała drogi ucieczki od odpowiedzi.


riley davis
patsy
grania, żeby tylko nabić posty; brak rozwoju rozgrywki, jeśli to nie zostało wcześniej ustalone; faktu wymuszania na drugim graczu w sumie czegokolwiek, przez co gra może okazać się głównie jednostronna
30 y/o
CHRISTMASSY
178 cm
strażaczka Toronto Fire Station 132
Awatar użytkownika
just don't hang your hopes on me, I want to feel something
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

I to by było na tyle z jej obietnic, że nie zrobi tego wieczoru nic, co mogłoby popsuć mu zabawę. Na jej obronę można by jedynie wspomnieć, że zupełnie nie spodziewała się tego, że zwykły taniec z Thomasem oraz krótkie i - jak na nią - bardzo niewinne podjudzanie Jamesa doprowadzi do sytuacji, w której obaj posuną się do rękoczynów. Tom zdecydowanie przesadził ze swoją reakcją, ale w tamtym momencie, gdy już wszystko się rozwiązało, a on sam został wyprowadzony na zewnątrz przez Michaela, nie miało to już większego znaczenia. Nic nie wyglądało tak jak to sobie zaplanowała, więc sama już nie wiedziała czego tak naprawdę wymagała od Jamesa; jakie zachowanie byłoby najbardziej odpowiednie. Przez chwilę dąsała się jak przedszkolak, któremu zabrano zabawkę - tak jakby wielkim zaskoczeniem dla niej było to, że ludzie mają wolną wolę i nie będą postępować dokładnie według scenariusza, który sama sobie stworzyła w głowie.
Nie miała wątpliwości co do tego jakie Thomas miał wobec niej zamiary. W ogóle jej to nie przeszkadzało, bo przecież i jej intencje nie były najczystsze. Chciała jedynie zaczepić McCanna, sprawdzić go i być może wywołać jakąś reakcję. Może niekoniecznie bójkę - w zupełności wystarczyłoby mordercze spojrzenie lub ewentualnie dyskretne zaciągnięcie jej gdzieś, gdzie nikt nie mógłby ich zobaczyć.
No co? To był tylko taniec. To ty dopowiadasz sobie niewiadomo co! — zareagowała ostro na pytanie przyjaciela, którego nawet nie zdążył dokończyć. Tak naprawdę, odpowiedzią było „nic” - nie widziała nic w Thomasie, poza tym, że był dla niej względnie miły. I chętny. Ale tego już nie musiała McCannowi mówić.
Było sporo racji w tym co mówił. Brak reakcji z jego strony na agresję Toma, także spotkałoby się pewnie z dezaprobatą Davis. Może nie wyraziłaby się o nim tak dobitnie, jak on to ujął, ale byłaby zawiedziona tym, że nie zrobił absolutnie nic, pozwalając - zapewne byłemu już - kumplowi na takie odzywki i popychanie. Uśmiechała się już prowokująco, widząc jak sam zaczynał żartować i w duchu odetchnęła z ulgą, że to spięcie z Thomasem nie zdołało popsuć mu humoru całkowicie.
Swoje pytanie wypaliła, nie zastanawiając się nad nim za bardzo. James na szczęście był odpowiednio już wprawiony w tym boju, bo szybko obrócił te zarzuty przeciwko kobiecie, zamiast szczerze odpowiedzieć - a tym samym zepsuć zabawę.
Prychnęła głośno.
Pojęcia nie mam o czym mówisz. Nie mam z tym żadnego problemu — zaprotestowała zdecydowanie, chociaż sama myśl o tym, że mógłby dziś zabawiać kogoś innego, podniosła jej ciśnienie. Gdy przyciągnął ją do siebie, kąciki jej ust znów drgnęły. Zaczęła się po prostu poruszać w rytm wolnej piosenki tak by nadal zachowywać pozory i nie wzbudzić niepotrzebnego zainteresowania innych tym zmniejszeniem się dystansu między nimi. Przełknęła ciężko ślinę na jego kolejne słowa i na kilka sekund spoważniała, pozwalając jej masce się zsunąć, bo trafił w samo sedno. Chyba sama to dopiero w sobie powoli odkrywała, a on miał gotową diagnozę. Czy naprawdę tak dobrze czytał ludzi, a w tym też i ją, czy to tylko zwykły przypadek?
Nie no, na pewno to jednorazowy fart.
Naprawdę myślisz, że bym się tym przejęła? Niedoczekanie. — mruknęła, już nie tak pewnie jak wcześniej. Może dlatego że tym razem stała znacznie bliżej McCanna, właściwie przylegając już całkowicie do jego ciała. Czuła jego ciepło, jego oddech na swojej skórze i dłonie, które kurczowo utrzymywały ją przy nim.
Jeśli masz ochotę lecieć do innej, to proszę bardzo, James. — rzuciła, trochę chłodno, ale zaraz zbliżyła się, by wyszeptać tuż przy jego uchu — Oboje wiemy, że i tak wrócisz. — uśmiechnęła się zadowolona, odsuwając się na tyle, by móc spojrzeć mu w oczy. — Wrócisz, bo żadna inna nie doprowadza cię do szaleństwa, jak ja.
Na ułamek sekundy, jej wzrok zjechał na usta przyjaciela. Nie mogła jednak tak łatwo się poddać.
Nie mając zbyt dużego pola manewru, ujęła jego twarz w dłonie i z czułością pogładziła kciukami jego policzki, zanim przesunęła się opuszkami palców na jego szyję.
James, przestańcie się już migdalić i chodź się z nami napić! — krzyknął Michael, gdy tylko piosenka się skończyła i pomachał do świeżo upieczonego kapitana.
Daniel, który cały czas bacznie im się przyglądał z dziwnym uśmiechem, natychmiast zareagował i złapał kumpla za przedramię, ściągając je w dół. — Zwariowałeś?! To była najlepsza telenowela jaką w życiu widziałem!
Riley, będąc już przy barze, parsknęła śmiechem i pokręciła głową, chcąc za wszelką cenę obrócić wszystko w żart. — Ale bredzisz! Każdy wie, że najlepsza to „Zbuntowany Anioł”.


James McCann
mów jak chcesz
angielskie wyjścia
34 y/o
For good luck!
183 cm
kapitan w Toronto Fire Station 132
Awatar użytkownika
zdejmie Ci kota z drzewa, pomoże gdy panują trudne warunki pogodowe, czasem ugasi pożar, bo nie ma nic innego do roboty, a raczej próbuje to sobie tak tłumaczyć
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tak szczerze, to nie zniszczył mu się aż tak bardzo humor.
Znaczy, jasne, nie należało to wszystko do najprzyjemniejszych wydarzeń w dniu dzisiejszym, niemniej nie znaczyło to iż miał zamiar dzisiejszy wieczór kompletnie przekreślić, wyjść i nie patrzeć na cokolwiek innego.
Zresztą, Thomas wyszedł dzięki pomocy Michaela, dzięki czemu nie musieli się już przejmować tym debilem. I chociaż najbardziej w tym wszystkim martwił się o samą Riley, tak ona nie wykazywała złego samopoczucia - ba, wręcz była nim zniesmaczona na swój sposób. Tym, co zrobił i jak się zachował. Może i nawet faktem, że zdecydował postąpić tak, a nie inaczej. Ale to nie interesowało zbyt mocno Jamesa - skoro to mogło uratować kobietę od tego śliskiego typa.
Szkoda, że okazało się, iż trochę inaczej sytuacja wyglądała. Co prawda, widział jak przynosi jej drinki, niemniej ten taniec był zainicjowany przez nią, na co mocno się z początku zdziwił, jednocześnie mając na uwadze że przecież to Riley - a ona nie patrzyła na nikogo i na nic, chcąc się zwyczajnie dobrze bawić. Może i nawet jego kosztem, ale czym się przejmowała, skoro dobrze się bawiła?
Mimo wszystko nie miał zamiaru ukrywać swojego zdenerwowania na to, co przyszło mu usłyszeć. Dobrowolnie się w to wpakowała, a on - na to by wychodziło - niepotrzebnie reagował.
A może potrzebnie?
A może to była jej kolejna zagrywka, żeby sprawdzić czujność i reakcję Jamiego?
Cholera, czasem ta kobieta doprowadzała go do szaleństwa - i to nie chodziło w tym momencie o sprawy łóżkowe. O te zwyczajne, codzienne. Nie powinien tak się dawać tak łatwo prowokować, a jednak…
Przeklął pod nosem i pokręcił głową. — No tak, taniec… — westchnął, mówiąc to na głos, uciekając na moment spojrzeniem, żeby tylko uspokoić szalejące nerwy. Ostatecznie prędko powrócił mu poprzedni humor, starając się zachowywać jakby tego nie było. I ponownie wykorzystując słowa Riley przeciwko niej, tak jak to zawsze robił. Tak, jak ona lubiła, gdy tak robił. Gdyby tak nie było - już dawno ukróciłaby to wszystko, zostawiając Jamesa i nie przejmując się jego osobą w jakikolwiek sposób. Uśmiechnął się jeszcze, aby miała pewność że nie ma zamiaru dłużej się złościć, zaczynając kolejną ich gierkę słowną.
Przycisnął ją do siebie, uśmiechając się pod nosem gdy poczuł jak zaczyna delikatnie kołysać w rytm muzyki - co by wyglądali, że po prostu zaczęli tańczyć po tym wszystkim. Wtapiając się w otoczenie, znów świetnie się bawiąc. — Och, nie masz problemu? — zapytał z uniesioną jedną brwią zaczepnie i śmiejąc się cicho z tego, co powiedziała. Tak, zdecydowanie nie przejmowała się tym, jak inne panny na niego patrzyły, gdy ona akurat była w pobliżu. Wcale nie widział, jaka była zniesmaczona na to, co inne kobiety robiły koło niego i jakie spojrzenia mu posyłały. Niejednokrotnie zachowywała się dziwacznie, jak podejmował się rozmowy o sekundę za długo z inną, która nie była nią.
Gdyby nie to, że nie miał zbyt wielkiej sposobności, zdecydowanie roześmiałby się znacznie głośniej. Widząc jak na kolejne jego podejrzliwe słowa reaguje, uśmiechnął się jeszcze szerzej. Trafił w czuły punkt? Miał rację, czy zgrywała się? Czy faktycznie nie chciała go widzieć z innymi kobietami? Spoważniała, bowiem została przyłapana na czymś, na czym nie sądziła iż zostanie zauważona?
Cholera, czemu Riley musi być taką skomplikowaną kobietą?
Czemu zawsze musi sobie robić pod górkę i decydować się na zainteresowanie taką, która jest najbardziej nieodgadnioną ze swoich przedstawicielek?
Przyglądał się jej jeszcze chwilę, póki miał możliwość, gdy stanęła na palcach i przybliżyła się do jego ucha - albo obawiała się, że nie zostanie usłyszana, albo chciała być znacznie bliżej jego osoby.
Parsknął, choć zastanawiał się czy mówiła to tylko po to, aby nie uznał sam jaka jest prawda i że miał rację. Nieświadomie ręką przycisnął ją bardziej ku sobie, a wtedy usłyszał kolejne kwestie Davis, na co się jeszcze szerzej zaczął wręcz szczerzyć. — To co myślę, nie ma żadnego znaczenia, skoro widzę jak to wygląda — odpowiedział pewny swojego, oblizując dolną wargę. — To Ty chcesz wracać bardziej z naszej dwójki. Nikt nie zna Cię lepiej. Nikt nie zna lepiej Twoich potrzeb i nie wie gdzie dotknąć, żebyś wiedziała już na samym starcie, że to będzie kolejna udana noc — dodał z jeszcze większym przekonaniem o słuszności swoich słów, badając ją uważnie spojrzeniem. Próbował coś odczytać z jej wyrazu twarzy, niemniej Michael - który dopiero co by ł tak pomocny - przeszkodził w najbardziej kluczowym momencie dzisiejszej rozmowy z Riley.
Przeniósł dosyć leniwie spojrzenie na kumpli, przenosząc najpierw na jednego, a potem na drugiego tęczówki, słysząc jak się nabijają. Czy byli rzeczywiście przez nich obserwowani? Liczył, że tak nie będzie!
Gdy Riley oderwała się - mając wrażenie iż bardzo niechętnie po raz kolejny dzisiejszego wieczoru - chwilę stał i oddychał nieco ciężej, wciskając dłonie w kieszenie. Wtedy jakoś intuicyjnie, a może z obawy iż znowu zauważy Thomasa w tym miejscu, co uprzednio, skierował wzrok na stoliki. Tam na jednym z nich zauważył charakterystyczne urządzenie należące do Riley. Uśmiech ponownie mu wrócił na usta, a nim zdecydował się powrócić do towarzystwa, przeszedł najpierw do tej miejscówki, zabierając telefon kobiety. — To chyba Twoje — rzucił, odkładając na bar sprzęt przed Davis, po czym siadł na wolnym krzesełku barowym - tuż obok Daniela.
Ten nie mógł wytrzymać, od razu przechodząc do ataku
— Ty, wy z Riley kręcicie, co nie? — wyszeptał, aby ta rozmowa pozostała bardziej prywatna. A słysząc to, James się aż trochę zmartwił. Czyli ich obserwował…
— Co? Co Ty pieprzysz, wypiłeś i gadasz głupoty — obrócił to prędko w żart, po czym zamówił dwie lufy dla siebie i dla Daniela.
— Weź mi tu nie pierdol. Przecież widziałem, jak się wręcz ruchacie wzrokiem na parkiecie — uznał to za zabawne, a Jamie poszedł jego śladem.
— Ruchamy wzrokiem? Kurwa, jesteś jednak obrzydliwy — zaśmiał się jeszcze głośniej, po czym pokazał kumplowi, aby wziął otrzymany kieliszek w dłoń. Stuknęli się szkłami i wypili całość. — Nie pij już więcej — po czym poklepał mocniej Daniela po plecach, na co ten zaczął kasłać.
— Ja i tak wiem swoje! — rzucił głośniej, w międzyczasie trochę się krztusząc - i przez alkohol, i przez uderzenie, jakie przyjął.
— Zaraz przyjdę, Panie Ja Wiem Swoje. Idę się odlać — poklepał - ale znacznie delikatniej - przyjaciela, po czym wstał i odszedł od baru bez jakiegokolwiek słowa - a tym bardziej nie zwracając się do Davis. Przeszedł do łazienki męskiej, upewniając się iż nikogo nie ma. Zamknął za sobą drzwi, gdzie w sumie i tak już wszyscy byli w takim stanie, że nikt się nie przejmował do jakiej łazienki wypada iść, więc nie przejmował się blokowaniem jednej z nich na własny użytek. Oparł się o ścianę i wyciągnął telefon.

wiadomość od James:
zapraszam do męskiej łazienki, nie pozwól mi czekać


riley davis
patsy
grania, żeby tylko nabić posty; brak rozwoju rozgrywki, jeśli to nie zostało wcześniej ustalone; faktu wymuszania na drugim graczu w sumie czegokolwiek, przez co gra może okazać się głównie jednostronna
30 y/o
CHRISTMASSY
178 cm
strażaczka Toronto Fire Station 132
Awatar użytkownika
just don't hang your hopes on me, I want to feel something
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ich dziwna próba pokazania dominacji w postaci tej małej bójki to drobiazg, który nieco ją rozjuszył, ale z pewnością nie był w stanie wpłynąć mocniej na jej wieczór. Bawiła się świetnie - nie tylko dlatego, że mogła wyjść do baru, wypić i potańczyć ze znajomymi, których nie widziała dłuższy czas, ale także (a może przede wszystkim) bawiło ją granie na nerwach Jamesowi. Zawsze uważała go za anioła, z niekończącymi się pokładami cierpliwości dla jej głupstw.
W tamtym momencie jednak widziała jak powoli zaczyna buzować w nim krew. Czyżby to świadomość, że Riley z ochotą władowała się w objęcia Thomasa, w dodatku sama to zainicjowała, zapraszając go do tańca? McCann może nawet nie podejrzewał, że była to jedynie próba dla niego samego? A to, że wcale nie chodziło o niego, mogło zakłuć jeszcze bardziej. Owszem, było to z jej strony wszystko celowe, ale przecież wcale nie musiał o tym wiedzieć. Riley testowała granice, wiedząc dokładnie jakie guziczki nacisnąć. Tym razem trafiła aż za dobrze.
A najgorsze jest to, że sama nie wiedziała po co.
Nigdy wcześniej nie widziała u niego zazdrości - a na pewno nie takiej toksycznej, podchodzącej pod obsesję. Czy właśnie czegoś tak chorobliwego oczekiwała? Z drugiej strony, gdyby James wprost wyznał jej, że zależy mu na czymś więcej niż to co ich w tamtym momencie łączyło, to cofnęła by się do swojej skorupy i tyle ją widzieli!
Uwielbiała dostarczać mu jak najmocniejszych doznań - nie tylko w łóżku, ale i poza nim. Lubiła w Jamesie to, że nie pozostawał jej dłużny i droczył się z nią równie bezwzględnie, przez co jeszcze się sobą nie znudzili. Wszystko jednak musiało się odbywać na jej zasadach.
No, a co innego? Czyżbyś zobaczył coś wiecej? — spytała z małym, wyzywającym uśmieszkiem. Czyżby zobaczył między nią a Thomasem coś, co w końcu zaczęło mu przeszkadzać?
Starała się oddychać spokojnie, gdy tak ją do siebie przyciskał, jednak słabo jej to wychodziło. Czuła się zupełnie odurzona jego zapachem i bliskością. Kołysanie ciałem w rytm piosenki, która akurat sączyła się z głośników, pomogło zamaskować to, że cała drżała, za każdym razem, gdy chwytem w talii, przyciskał ją mocniej do siebie. Myślami była już gdzieś daleko. Daleko, poza barem - w jej mieszkaniu. Tylko we dwoje. Robiąc rzeczy, które tutejszą widownię mogłyby zgorszyć.
Nie mam. — warknęła wręcz, bo tym swoim cwaniackim tonem i uśmieszkiem, zaczął powoli doprowadzać ją do szału.
Nie mogła przyznać tego jak bardzo ją to ruszało. Za każdym razem obracała takie sytuacje w żart… albo chociaż się starała. Nie znosiła tego, że gdy tak się jej uważnie przyglądał, widział absolutnie wszystko. Nie potrafiła niczego przed nim ukryć, bo znał ją na wylot. Znał każdy uśmiech, każdy ton głos oraz co oznaczały drgania poszczególnych mięśni jej twarzy. Udawanie czegokolwiek przed tak bliską osobą wymagało naprawdę wielkich starań.
Parsknął.
Kurwa, parsknął.
A ona, jedyne na co miała w tamtym momencie ochotę, to zmazać mu uśmiech z twarzy.
Ja, bardziej? Nie rozśmieszaj mnie. — mruknęła, jednak to co mówił do niej dalej, powoli odbierało jej pewność siebie. A on miał jej zdecydowanie zbyt dużo! Nie zdążyła jednak dodać nic więcej i jakkolwiek się odgryźć. Musiała wrócić do baru z przyklejonym, wielkim uśmiechem na twarzy, udając, że to co właśnie jej powiedział, nie miało na nią żadnego wpływu.
Nie powiedziała nic, gdy podrzucił jej telefon i ruszył w stronę Daniela. Rozmawiając z Maggie i Michaelem nie okazywała tego, że cokolwiek było nie tak. Wypytywali o Thomasa i raz jeszcze przeżywali krok po kroku sytuację jaka miała miejsce kilkanaście minut wcześniej.
A jemu co? Zły jest na Ciebie? — zagadnął nagle Mike, wychwytując to jak solenizant oddala się od baru bez słowa, nawet nie spoglądając w ich stronę. Davis wzruszyła ramionami i mruknęła, siląc się znowu na uśmiech — A kto go tam wie…
Nie podejrzewali niczego - chociaż tyle dobrego. Albo podejrzewali, ale po prostu zdecydowali się nie poruszać tego tematu. Przewróciła oczami, czytając treść wiadomości. Pomyślała sobie oczywiście „no to se jeszcze poczeka” i zamiast grzecznie udać się od razu do męskiej toalety, zamówiła szota dla siebie i pary, która nadał jej towarzyszyła. Nie to, żeby potrzebowała odwagi - raczej znieczulenia na to co spodziewała się usłyszeć. Po wzniesieniu kolejnego już, tego wieczoru, toastu, skierowała swe kroki do ubikacji, gdzie nadal cierpliwie czekał na nią McCann.
Weszła do środka z pokerową twarzą, zamknęła za sobą drzwi i od razu się o nie oparła. Nie przesunęła w nich nawet zasuwy, nie podejrzewając że zabawi tam szczególnie długo. Wlepiając w niego pytający wzrok, skrzyżowała ręce na piersiach.
No słucham, James. Masz do powiedzenia coś, czego nie mogłeś powiedzieć mi przy barze, tylko musiałeś zaciągnąć mnie… tutaj? — marszcząc lekko nos, rozejrzała się po łazience. — Chyba że wcale nie chcesz rozmawiać, tylko po prostu liczysz na to, że coś innego się tu wydarzy? — uniosła brwi w rozbawieniu i udawanym zdziwieniu zarazem — To muszę cię rozczarować, bo nie będę się z tobą pieprzyć w tym obleśnym kiblu.


James McCann
mów jak chcesz
angielskie wyjścia
34 y/o
For good luck!
183 cm
kapitan w Toronto Fire Station 132
Awatar użytkownika
zdejmie Ci kota z drzewa, pomoże gdy panują trudne warunki pogodowe, czasem ugasi pożar, bo nie ma nic innego do roboty, a raczej próbuje to sobie tak tłumaczyć
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Żyj w niewiedzy. Może kiedyś Ci powiem, co tam takiego widziałem — rzucił niewinnym tonem głosu, choć znacznie się uśmiechną, a wręcz wyszczerzył - jakby prowokował ją do tego, aby sama się przyznała jaki miała cel zamierzony, działając w taki debilny sposób. Nie będzie jej zresztą dawał wszystkiego na tacy, bo ona sobie tak zarządziła. I chociaż wiele potrafił przeboleć, chowając dumę w kieszeń, żeby tylko zrobić tak, jak ona tego chce, to dzisiaj nie miał zamiaru jej znów tego dawać. Co za dużo, to nie zdrowo - tak mówią. I co może w tej chwili być idealnym odniesieniem do tej sytuacji.
Widząc, że bliskość, jego słowa, sposób w jaki mówi… może i nawet uśmiech, sprawia iż Riley zaczyna przezywać mieszankę wybuchową. Była na niego zła i zarazem rozanielona, wiedząc iż zawsze to na nią działa. Odkąd pamięta, gdy tylko mieli swój pierwszy raz, wspomniała jak lubi jego gardłowy sposób mówienia. I chociaż był to swoisty cios poniżej pasa, tak nie wstydził się, że go wykorzystał w tej chwili, na swoją własną korzyść. Może i o nic konkretnego nie wojowali, to jednak nie mógł jej oddać zwycięstwa tak po prostu, bo osiadłaby na laurach do tego stopnia, że uznałaby iż nie musi nic robić, a miałaby go już na zawsze w swojej garści.
A to nie przejdzie z Jamesem McCannem. Co to, to nie.
Dlatego przyciskał ją jeszcze bardziej kurczowo do siebie, chociaż ciągle odgrywali to w formie tańca. Szeptał, kusił, uwodził, dawał niejako obietnicę na coś więcej. Na to, że dowie się o nim jeszcze jakiejś nowej informacji, a jednak obracał sytuację na swoją stronę, dając jej poczucie iż została rozpracowana. Kto wie - może i tak było, lecz nie miał zamiaru brać to za pewnik, bo mógłby się prędko na tym przejechać. A przecież tego żadne z nich nie chciało, tak naprawdę. Świetnie się bawili w tym układzie, pasował im nadzwyczaj świetnie - po co mieli to psuć?
A no, bo Jamiemu nie wystarczyło to aż tak, jak tu zapowiadał i się wręcz zarzekał.
On chciałby, aby Riley była na wyłączność.
I nawet jeśli na swój sposób już była, to chciał aby jeszcze mocniej to okazywała. Żeby nie patrzyła na innych facetów, żeby go nie testowała, żeby nie musiała poznawać jego granic - a być zwyczajnie pewna, iż wie o nim wszystko i wie, na ile może sobie w jego czy bez jego obecności pozwolić. Znał siebie - wiedział, że bywał cholernym zazdrośnikiem, jednakże nigdy wcześniej nie dał tego odczuć na własnej skórze Davis. Dzisiaj niejako doszło do przełomu w tej kwestii, ale jak widać… nie było to wielką przeszkodą dla niej samej, a wręcz wydawała się być tym… podjarana?
Nie mógł jednak zapytać, bo aura domysłów stałaby się zbyt namacalna, dając obojgu przeczucie, iż zaczyna się coś dziać złego pomiędzy nimi. Dlatego jedynie odparowywał na jej zarzuty w podobny sposób, czerpiąc z tego wszystkiego niemałą satysfakcję.
Niestety to co dobre, prędko się kończy, a ów dwójka została przywołana do baru. Niemniej miał pewien mały plan, co gdyby nie spostrzeżenie telefonu Davis na oddalonym stoliku, to zdecydowanie by nie wypalił już na samym jego starcie - bowiem musiała odebrać wiadomość.
Chwilowa pogawędka z wciętym Danielem jedynie go rozbawiła, a gdy trafił do męskiej ubikacji - wysłał odpowiedniego smsa, czekając.
A przecież nie miała pozwolić, by tak się stało, a on musiał znajdować się tutaj sam dłużej, niż sobie tego życzył.
Zdecydowanie będzie musiał ją za to ukarać…
Nie wiedział ile dokładnie minęło, ale usłyszał ciche stukanie obcasów o podłogę, zupełnie jakby i nawet dzięki temu był w stanie ją rozpoznać. Otworzył drzwi, weszła do środka, a on zmierzył ją uważnym wzrokiem. — Nie spieszyłaś się — zauważył bardzo trafnie, unosząc brew gdy zaczęła mówić i zadawać mu pytania. Znów uśmiechnął się półgębkiem, odbijając się plecami od ściany, aby zmniejszyć dzielącą ich odległość.
— Może miejsce nie jest idealne, ale jak to kiedyś mówiłaś? Z Tobą wszędzie? — zagaił z rozbawieniem, widząc że próbowała zachować powagę początkowo, a dopiero później zachowując się, jakby próbowała wykpić ów pomysł. — Ale na takie przyjemności musisz najpierw poczekać — dodał ostrożnie, ponownie zmniejszając dzielącą ich odległość. Sięgnął do zasuwy od drzwi, o jakie się opierała, samemu blokując wejście do łazienki. Tak, żeby nikt im nie przeszkadzał.
W następującej chwili oparł się rękoma o drzwi, całkowicie pozbawiając ich jakiejkolwiek odległości pomiędzy sobą, opierając czoło o to należące do niej. — Coś mi się kojarzy, że obiecałaś mi pocałunek — odparł momentalnie, wlepiając w nią tęczówki. — A dobrze wiesz, że w tej kwestii zbytnio cierpliwy nie jestem — mówiąc to, zsunął się niżej. Przesunął nosem po jej policzku, przedostając się znów troszeczkę dalej. Zatrzymał się na jej szyi, na jakiej złożył dwa drobne całusy. — Tym bardziej, gdy cały wieczór próbujesz zrobić wszystko, aby sprowokować mnie do czegoś, czego obydwoje nie chcemy zrobić przy naszych znajomych — kontynuował, szepcząc jej to do ucha, jaki następnie obdarzył kolejnym muśnięciem warg. — Zanim jednak wezmę to, co do mnie należy i nie, nie chciał nawet słyszeć, że jest inaczej, bo prędko jej to przekonanie wyperswaduje. — Chciałbym się dowiedzieć, czy jeszcze długo ta impreza będzie trwała i czy macie jakieś kolejne wspaniałe niespodzianki — zapewne gdy mówił, czuła w miejscach, gdzie zostawił mokre ślady, jak ciepłe powietrze z jego ust sunie po jej skórze. Nie, wcale jej w tym momencie nie drażnił. W życiu, nigdy!

riley davis
patsy
grania, żeby tylko nabić posty; brak rozwoju rozgrywki, jeśli to nie zostało wcześniej ustalone; faktu wymuszania na drugim graczu w sumie czegokolwiek, przez co gra może okazać się głównie jednostronna
30 y/o
CHRISTMASSY
178 cm
strażaczka Toronto Fire Station 132
Awatar użytkownika
just don't hang your hopes on me, I want to feel something
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jej sposób zadziałał i to nawet szybciej niż przypuszczała, więc może nie był tak debilny, jak się panu kapitanowi wydawało.
Wyraźnie ją prowokował, jednak znając ją tak dobrze, nie powinien w ogóle oczekiwać, że Davis cokolwiek powie - że przyzna szczerze to jaki był naprawdę cel tej jej chorej gierki. Gdzie w tym zabawa, jeśli wyjawiła by wszystko od razu? Poza tym, takie wyznanie postawiło by ją już na starcie na przegranej pozycji. A o co właściwie grali? Chyba sami już do końca nie wiedzieli. Dla samej satysfakcji? Dla zabawy? Dla poczucia kontroli? Może zupełnie bez powodu.
Najgorsze dla strażaczki było to, że James wiedział jak ją podejść. Znał ją zbyt dobrze. I choć nadal czasem nabierał się na jej sztuczki, to jednak umiał się jej odpłacić tym samym. Wiedział co zrobić, by całkowicie ją rozbroić.
Pomimo tego ich dziwnego, trochę niedojrzałego zachowania, całego knucia, a nawet pomimo tego, że zwyczajnie było im razem dobrze - Riley nie była w stanie przyznać, nawet przed samą sobą, że chciała mieć Jamesa na wyłączność. Wmawiała sobie, że seks nic dla niej nie znaczył, więc nie mógł w ich relacji niczego zmienić - ani zepsuć ich przyjaźni, ani sprawić, by poczuła do McCanna coś więcej. Nie docierało do niej to, że te wszystkie telefony w środku nocy nie były spowodowane słabymi przeżyciami w ramionach innych osób, czy nudą, ale po prostu… tęsknotą. Powinno już dawno być to dla niej jasne, skoro coraz częściej myślała tylko o nim, będąc w łóżku innego faceta.
Zaczepiając go w taki sposób jak dziś, nie próbowała między nimi namącić i doprowadzić do kłótni. Pragnęła reakcji, działania z jego strony. Próbowała wzbudzić zazdrość, ale nie widziała w tym nic negatywnego. I choć zawsze czuła się przez niego pożądana, tak jeszcze nigdy wcześniej nie dostrzegła w jego spojrzeniu tego, co udało jej się zobaczyć, gdy tańczyła w objęciach Thomasa.
Tak, było w tym coś niezwykle podniecającego.
Nie marudź, byłam zajęta — odparła, chcąc zabrzmieć jak najbardziej obojętnie, choć strasznie to ją rozbawiło. Kąciki jej ust drgnęły lekko, gdy próbowała powstrzymać śmiech.
Wstrzymała na moment oddech, kiedy zmniejszył między nimi dystans i zablokował drzwi, sięgając do zasuwy. Doskonale wiedziała co próbował osiągnąć, zbliżając się do niej w ten sposób. Wyprostowała się automatycznie, a gdy oparł swoje czoło i jej, dumna i pewna siebie, wlepiła wzrok w jego tęczówki.
Skoro jesteś taki niecierpliwy, to go sobie weź — szepnęła, pragnąc go skusić i uśmiechnęła się słodko. Złapała nagle za jego przedramiona, jakby potrzebowała tego dla zachowania równowagi w reakcji na czułe pocałunki na jej szyi. Westchnęła i zaśmiała się cicho na jego słowa.
Coś ci się chyba przewidziało, bo nic takiego nie miało miejsca. — mruknęła, nadal rozbawiona i pozwoliła dłoniom przesunąć się na jego tors, spoglądając na niego z miną niewiniątka. — Znasz mnie przecież, James. Nie ośmieliłabym się zrobić nic nieprzyzwoitego. — gdyby nie ten jej ton głosu, niski i uwodzicielski, może byłby w stanie uwierzyć w to kłamstwo. Opuszki jej palców zaledwie muskały delikatnie materiał jego koszuli. Gdy niby przypadkiem zahaczyła o jeden z guzików, uśmiechnęła się szerzej i pomyślała o tym, że zdecydowanie wolałaby dotykać jego skóry.
Tego nie wiem, nie mogę wypowiadać się w imieniu wszystkich — zaczęła cicho i lekko odchyliła głowę, opierając ją o drzwi. Z trudem zbierała myśli, gdy tak rozkoszowała się jego pocałunkami i szeptem. — Ja miałam jeszcze coś w zanadrzu, ale… — zrobiła krótką pauzę, gdy z zaciekawieniem odsunął się na tyle, by móc znów na nią spojrzeć. —…ale teraz nie jestem już taka pewna czy zasługujesz na ten prezent.
Wyraz jej twarzy nie miał już nic wspólnego z niewinnością. Uśmiechała się dość sugestywnie, choć naprawdę zależało jej, by dobrze się bawił. Nie chciała kończyć imprezy przedwcześnie, po prostu próbowała pobudzić jego apetyt. — Po co ci ta informacja, Jamie? Nie muszę ci chyba przypominać czym są niespodzianki i że zapowiadanie ich trochę mija się z celem?


James McCann
mów jak chcesz
angielskie wyjścia
34 y/o
For good luck!
183 cm
kapitan w Toronto Fire Station 132
Awatar użytkownika
zdejmie Ci kota z drzewa, pomoże gdy panują trudne warunki pogodowe, czasem ugasi pożar, bo nie ma nic innego do roboty, a raczej próbuje to sobie tak tłumaczyć
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chociaż nie przyzna się - w tej chwili - przed nią, to przez myśl mu przeszło, czy przypadkiem Riley nie chciała ujrzeć zazdrości z jego strony względem niej.
Czy naprawdę chciała zobaczyć to, iż James jest w stanie wykazać się takim odczuciem; zareagować tak, jak ona tego właśnie chciała? Albo czy jest w stanie bez zawahania przyznać, iż piekielnie źle się czuje z tym, że Riley chce przebywać w towarzystwie innych facetów, oprócz niego samego?
Może i by się przyznał - gdyby Riley była inna, a zachowanie kobiety powiedziałoby mu, iż przyznanie się do tego nie wiązałoby się z natychmiastową ucieczką, unikaniem kontaktu, a może i poproszeniem o zmianę jednostki, skoro James dopiero co został przyjęty do 132, musząc go znosić na co dzień w pracy. W pracy, gdzie na pewno wymieniałby spojrzenia, gdzie na pewno by próbował złapać z nią kontakt na tyle możliwy, żeby dowiedzieć się czy jest szansa, żeby spróbowali ponownie.
Ale właśnie - nie był głupi, nie chciał ryzykować utraty… jej. Nie chciał, żeby Riley zniknęła dosłownie z dnia na dzień z jego życia. I chociaż czasem wkurwiał się, iż dzwoniła do niego w środku nocy, bo rzekomo potrzebowała go do jednego celu, nie chcąc powiedzieć iż chciała jego osoby, aby po prostu… był. Nic więcej. I chociaż to nic nie znaczące słowa dla niektórych, dla McCanna zdecydowanie byłoby to wielkim, a wręcz ogromnym przełomem, dzięki któremu zacząłby inaczej patrzeć na ich relację; zdecydowanie inaczej podchodziłby do nich, do tego na co może sobie pozwolić - a przede wszystkim mogąc zrobić o wiele więcej, niż dotychczas. I nie mowa o sferze łóżkowej, bo tam przekroczyli chyba wszystkie możliwe granice; mowa o przyznaniu się do tego, co głęboko w sobie skrywa przed chyba każdym, kogo zna. Może to dziwnie brzmi. Może to niejako chore, bo nikt nie powinien robić sobie czegoś takiego, a jednak - jest taki Jamie McCann i nie wyobraża sobie, aby jego życie miało inaczej wyglądać, póki to ona nie wykaże się faktycznym zainteresowaniem na coś więcej.
Na całe szczęście dla niego, miał jednak coś, czego mu nigdy nie odbierze, bo sama by wiele straciła. Pewność siebie, świadomość co lubiła, co ją rozbraja, co sprawia iż zapomina o bożym świecie.
Chciał to teraz wykorzystać, choć to zdecydowanie bardzo perfidne i niejako okrutne z jego strony, ale jednocześnie nie czuł się z tym ani trochę źle. Trochę wypił, będzie mógł to najwyżej zgonić na alkohol, gdyby ktoś mu planował robić z tego tytułu wyrzuty - spodziewając się, że raczej ich autorką nie będzie Davis, której wręcz iskrzyły oczy, odkąd zasuwa zablokowała drzwi, a ona nie miała teoretycznie drogi ucieczki.
— Z naszej dwójki, to teraz Ty zabrzmiałaś jakbyś była tą niecierpliwą — zaśmiał się pod nosem, ani myśląc o zmienianiu odlegości ani swojego ułożenia ciała - czując jak pod jego drobnymi pocałunkami się zaczyna roztapiać, łapiąc przy okazji za przedramiona, co mu bardzo odpowiadało. I o co zresztą mu chodziło, ale to akurat Riley mogła się domyślić. Że zrobi w końcu coś, żeby tylko straciła rezon i poddała się temu, który cholernie jej potrzebował. Wczoraj, teraz, w przyszłości… może i nawet już na zawsze, jeśli tylko los im na to pozwoli. A raczej - jeśli pozwoli na to Riley Davis. — Ach, tak? Nic nie miało miejsca? — udał zaskoczonego, jakby próbował pokazać, że jednak planuje jej uwierzyć, zamiast zaufać własnemu osądowi sytuacyjnemu. — Czyli wychodzi na to, że widzieliśmy dwie różne sytuacje? — zapytał z lekkim rozbawieniem, na co się bardziej uśmiechnął, gdy poczuł jak sunie palcami po jego koszuli.
— O, no oczywiście. Znam Cię Riley, bardzo dobrze — potwierdził, dalej nie ukrywając swojego rozbawienia. — Dlatego wiem, że byłabyś w stanie zrobić coś nieprzyzwoitego - a nawet, że gdy znajdziesz idealną na to okazję, to po prostu działasz — dopowiedział, patrząc jej w oczy przez jeszcze chwilę, by zaraz zerknąć w kierunku swojego tułowia, widząc jak zahacza - niby przypadkiem - o jeden z guzików, by szybko powrócić do niej tęczówkami. — Krępujesz się? — zapytał, będąc ciekawym odpowiedzi na to, dlaczego jedynie się bawi, zamiast zrobić to, co chciałaby zrobić. Co ją w tej chwili ogranicza, skoro są tutaj sami?
Gdy odchyliła głowę, nie miał zamiaru próżnować i nie skorzystać z tego, znów składając parę drobnych całusów na skórze, czekając na odpowiedź ze strony kobiety. Licząc, że usłyszy satysfakcjonującą odpowiedź. I faktycznie - oderwał się, gdy urwała zdanie, przypatrując się oczom kobiety bardzo ważnie. Jakby chciał bez dalszego słuchania dowiedzieć się, co takiego miała na myśli. I co takiego zaplanowała w formie niespodzianki, na co się cwanie uśmiechnął. Bo coś tam mu krążyło po głowie, lecz czy na pewno będzie to coś z tych rzeczy? — Ja zawsze zasługuję na prezent — powiedział bez zawahania, przekonany o swoim dobrym zachowaniu i tym, że z całą pewnością zasługiwał na wszystko, co najlepsze - tym bardziej od niej!
— Po co mi ta informacja… — teraz to on urwał swoje słowa, po czym dłońmi przesunął po jej talii, sunąć nimi coraz niżej, przechodząc na jej krągłe pośladki. Chwycił je pewnym ruchem, by bez zastanowienia czy ostrzeżenia Riley o swoich planach, podnieść ją i osadzić na sobie tak, żeby mogła zawinąć nogi wokół jego bioder - nawet to sugerując Davis chwilę po tym działaniu. Teraz mieli twarze na równej wysokości, a on znów nie miał zamiaru urwać kontaktu wzrokowego ze strażaczką. — Żebym wiedział za ile będę mógł zabrać Cię do siebie — nie miał zamiaru ukrywać swoich intencji, bo i po co? — Żebym tylko ja mógł Cię oglądać i żebyś znów była tylko moja — dodał, przyciskając ją swoim ciałem bardziej do drzwi, co by mieli oboje pewność, że nagle nie zsunie się z niego na podłogę. Tego to by teraz na pewno nie chciał. — No chyba, że nadal chcesz testować, czy zareaguję w zazdrosny sposób na to, jak lepisz się do innych lub jak inni faceci lepią się do Ciebie — miał domysły, miał swoje teorie - dlatego tak śmiało o tym powiedział ostatecznie, chcąc zobaczyć jej reakcję. — Bo na przykład ja wolałbym oszczędzić sobie tych gierek na dzień dzisiejszy, żeby zrobić wszystko to, co sobie zamarzysz — rzucał słowa na wiatr, żeby ją przekonać do tego pomysłu, czy może zgodnie z prawdą składał jej najlepszą z obietnic?


riley davis
patsy
grania, żeby tylko nabić posty; brak rozwoju rozgrywki, jeśli to nie zostało wcześniej ustalone; faktu wymuszania na drugim graczu w sumie czegokolwiek, przez co gra może okazać się głównie jednostronna
ODPOWIEDZ

Wróć do „Poor Romeo”