Telefon na policję był zdecydowanie dobrym wyjściem z sytuacji. Kiedy brunet dawał władzy anons, mogła mu się przyjrzeć uważniej. I musiała przyznać przed samą sobą, że chłopak, na oko nieco młodszy od niej, był naprawdę przystojnym, a do tego dobrze wychowanym obywatelem. Mogła jedynie cieszyć się w duchu, że trafiła akurat na niego. Z każdą chwilą przy nim napięcie w jej mięśniach wywołane nieprzyjemnym starciem sprzed chwili, teraz ulatniało się, a jego miejsce zaczął przejmować spokój i poczucie bezpieczeństwa. Kiedy skończył rozmawiać, uśmiechnęła się delikatnie na słowa o nauczce.
—
Dziękuję jeszcze raz - powiedziała cicho, a w jej głosie pojawiło się coś cieplejszego. Szczerego. —
Za siebie i w imieniu całej mojej płci. To było naprawdę dobre posunięcie — popatrzyła na niego uważnie, odrobinę dłużej, niż wypadało, chcąc się upewnić, że przyjmie ten wyraz wdzięczności. Imponował jej swoją postawą, bo nie każdy postąpiłby w tak właściwy sposób. Na świecie zaczynało brakować takich mężczyzn. Znała kiedyś kogoś podobnego. Wbrew powszechnemu przekonaniu, że łobuzy kochali najbardziej, to ci szlachetni wzbudzali w niej największą słabość.
—
Podobny poziom co dzieci? — uniosła wysoko brew, jakby upewniała się czy dobrze usłyszała. Przez chwilę patrzyła na niego wyraźnie zaskoczona tą niespodziewaną uszczypliwością, ale czający się w kącikach ust rozbawiony uśmiech wskazywał na to, że nie brała jego słów do siebie. Miał w tym trochę racji - nie miała przy sobie nawet gazu pieprzowego. Powinna się w niego zaopatrzyć. Wcześniej tak sparaliżował ją strach, że nawet nie pomyślała o chociażby przydepnięciu nogi faceta szpilką. —
Dzieci też uczą się, jak jednym ruchem poskładać natrętów na placu zabaw? — próbowała być poważna, ale raptem po sekundzie parsknęła śmiechem na samo wyobrażenie tej sytuacji. Właściwie całe to porównanie jej do dzieci było komiczne. —
Dobra, przekonałeś mnie. Lekcja boksu też mi się przyda - uśmiechnęła się do mężczyzny, licząc na to, że później podzieli się swoim kontaktem.
Nikt nie zasługuje na krzywdę. Słysząc te słowa, pokiwała głową z aprobatą, zupełnie się z nim zgadzając. —
Oczywiście, że tak. To się ceni — przyznała ze szczerym uznaniem na wspomnienie o ignorancji. Naprawdę była mu wdzięczna za ratunek, zwłaszcza, że przeliczyła się z własnymi siłami. Czasem rzeczywiście bywała mało rozsądna, nie chciała więc już myśleć o tym, co by było gdyby.
Dlatego zmiana tematu na bardziej żartobliwy przywróciła w niej trochę swobody. Dumnie wypięta klata i następny komentarz Nico skwitowała parsknięciem śmiechem. —
Ach, no tak, wypadałoby sprawdzić, czy opłacało Ci się narażać — mrugnęła do niego zawadiacko na wzmiankę o przyprowadzeniu jej do jego braci. W tym momencie, z procentami we krwi była wręcz przekonana, że było to całkiem słuszne podejście. I że mogłaby nawet wziąć taką ofertę na poważnie. W ramach długu, oczywiście. —
Lichwiarzy? Chyba wolałabym osobistą wizytę — mruknęła, ściągając przy tym brwi. Z tonu jej głosu ciężko było stwierdzić, czy mówiła poważnie, czy jedynie żartowała. Fakt był taki, że kimkolwiek był jej towarzysz, wyglądał na porządnego faceta. A jego uśmiech był doprawdy uroczy.
—
Clem - przedstawiła się bez zająknięcia. Teoretycznie nie kłamała, nazywając się ksywą, do której zwykle mówili do niej tylko najbliżsi. Czasem przedstawiała się też w ten sposób nieznajomym, by zachować swoją anonimowość. Tym razem, ucząc się na błędach tego wieczoru, było to bezpieczne zagranie. —
Taaak - przytaknęła, z nieznacznym zakłopotaniem zawijając kosmyk rudych włosów za ucho. —
Wzięłam coś przez przypadek i teraz to ja będę miała kogoś na sumieniu - zmarszczyła zabawnie nos, zdając sobie sprawę, jak życie bywa przewrotne - Nico poczuł się zobowiązany stanąć w jej obronie, podczas gdy ona próbowała zachować resztki człowieczeństwa, wracając się w celu oddania kurtki. W jednym i drugim przypadku gdyby nie zareagowali, gryzłoby ich sumienie. —
Uważaj, co oferujesz, bo jeszcze zaraz dam się namówić - pogroziła mu palcem tylko po to, żeby zaraz zaśmiać się z własnych słów. Styczność z policją zawsze ją przerażała, ale z drugiej strony pociągała ją nuta niebezpieczeństwa na tę możliwość. Jej ostrzeżenie było zatem bardzo uczciwe. Następna sugestia mężczyzny, że nic nie działo się bez przyczyny wydała jej się bardzo trafna, ale dopiero, gdy zaproponował powrót na miejsce po godzinie, chwilę zastanowiła się nad możliwymi opcjami. Bo naprawdę wypadało, żeby tam wróciła. —
No dobra, zobaczmy, co się dzieje za rogiem i spróbujmy nie wpaść znowu w kłopoty — z rozbawieniem i ruszyła w ruchu przeciwnym do baru. Dłonie schowała w kieszeni kurtki, palcami napotykając mały metalowy przedmiot. Musiała go pilnować za wszelką cenę.
Zdążyli jednak ujść tylko kilka kroków, kiedy nagle zza rogu wypadła jakaś wystraszona dziewczyna w miętowej kurtce i dwóch warkoczach na głowie. Rozejrzała się nerwowo za siebie i przeklęła pod nosem, a ujrzawszy Ade i Nico, podbiegła w ich stronę.
—
Pilnuj tego i za nic im nie oddawaj! - Wcisnęła rudowłosej białą kopertę, nawet się nie zatrzymując, i pobiegła dalej.
Covington przystanęła zszokowana i przesunęła wzrokiem z koperty na swojego towarzysza, nie bardzo wiedząc, co się właśnie wydarzyło. W tej samej chwili zza tego samego zakrętu wychynęli dwaj mężczyźni.
—
Ej, widzieliście dziewczynę w zielonej kurtce? — zapytali wyraźnie spięci. Adeline przyspieszyło tętno. Instynktownie schowała kopertę za siebie, całkowicie przecząc własnym słowom sprzed chwili, żeby nie wpadali w kłopoty.
—
Niee - pokręciła stanowczo głową i zerknęła na Nico z nadzieją, że potwierdzi jej wersję. Ostatecznie odetchnęła z ulgą, kiedy z ust chłopaków wyrwało się przekleństwo i ruszyli w dalszą pogoń, najwyraźniej już na oślep. Przez chwilę odprowadzała ich wzrokiem, aż zniknęli jej z oczu. Wtedy wróciła niebieskimi tęczówkami do Nico.
—
Co tu się właśnie odjebało? — ściągnęła brwi z zakłopotaniem pomieszanym z rozbawieniem, by następnie wyciągnąć przedmiot przed siebie. Na zewnętrznej stronie zamiast danych była podobizna lisa. Przekręciła go na drugą stronę i zmrużyła oczy wyraźnie zaintrygowana odręcznym napisem na odwrocie.
—
Otwórz tutaj, jeśli masz wystarczająco dużo odwagi, by przeżyć tę noc - przeczytała na głos, a po plecach przeszedł jej dreszcz emocji. Uwielbiała wyzwania. —
Brzmi jak coś dla mnie - uśmiechnęła się łobuzersko, po czym bez wahania otworzyła kopertę. W środku znajdowała się wyłącznie kartka.
Jeśli to czytacie to znaczy, że Olivia prawdopodobnie znowu zgubiła kopertę.
Witajcie w Midnight Fox Run.
Od tej chwili tworzycie drużynę.
Wasze pierwsze zadanie:
Wejdźcie do najbliższej całodobowej pralni.
Zatańczcie razem do ostatniej odsłuchanej piosenki z playlisty jednego z Was.
Podniosła wzrok na bruneta, a w jej oczach rozbłysły iskry.
—
Robimy to. To przecież kwestia życia i śmierci! — zarządziła i rozejrzała się po okolicy. Nie znała jej zbyt dobrze, ale nie to było teraz ważne. Najważniejsze, to znaleźć pralnię.
Nico Rosenhall