-
Kim jestem jeśli nie żołnierzem? Co mi pozostało w życiu?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Słuchał uważnie o co chodzi z dywanem, który podobno oberwał jego krwią. A mówił Andrei, żeby wziąć ciemny a nie beżowy - na pewno byłoby go dużo łatwiej doprać. No cóż… teraz to już po fakcie, ale był wdzięczny kobiecie, że zajęła się psiakiem i takim drobiazgiem jak posprzątanie po jego upadku. Miło będzie wracać do czystego domu. Zresztą teraz już znał możliwości Prudence, której mieszkanie wyglądało jak muzeum. Podejrzewał, że dywan to nie jedyna rzecz, która została ogarnięta. - Wiesz, że nie musiałaś? - wolał ją o tym zapewnić. Sam by się tym zajął albo po prostu kupił nowy. Jednakże docenił jej starania!
- Serio, serio. - powiedział to z uśmiechem na twarzy. Niech je ma, tak na wszelki wypadek gdyby musiał gdzieś wyjechać i potrzebowałby opieki dla Itxel a siostra byłaby zajęta własnym życiem.
- Hej! Miałem kurs ratownictwa… po prostu nie podejrzewałem, że coś przeoczyłem. - bo niby odkaził ranę… ale może coś się w międzyczasie do niej dostało? Sam już nie wiedział. Na poczatku wyglądało jakby się poprawiało, co chyba źle zinterpretował ignorując resztę objawów. Teraz będzie mądrzejszy i już tak nie zrobi.
- Dała.- stwierdził kończąc bułkę i przechodząc do jednego z batonów od Prudence. - Trafiłaś… ten jest mój ulubiony. - otworzył szybko opakowanie i ugryzł z niemałym uśmiechem na twarzy.
- Spokojnie… rozumiem, że masz życie poza naszą terapią i… relacją. - bo to, że był jej pacjentem to jedno ale dalej się przyjaźnili, mimo tego co wyrabiali u niej w łóżku. Czuł się swobodnie i nie czuł żadnych niedomówień. Przeszli do normalności z tym, także nie oczekiwał że kobieta nagle rzuci wszystko i będzie siedzieć z nim w szpitalu całe dnie. Cieszył się, że ma czym zająć głowę i nie myśli cały czas o tym co widziała u niego w mieszkaniu, zastając go nieprzytomnego. - A teraz, jak zjesz bułke to grzecznie podzielę się z tobą jogurtami. - tak na wszelki wypadek aby tego wszystkiego nie tachać, kiedy faktycznie będzie miał wypis.
prudence lane
-
noc przeciąga się na dzień dobry i... głupio nam
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— To albo bardzo dawno odbywałeś ten kurs, albo bardzo słabo się na nim przykładałeś — zażartowała, skoro po tym całym kursie ratownictwa, był jedynie w stanie stwierdzić, że ów rana na nodze nie wymagała konsultacji z lekarzem, szwów i odpowiednich medykamentów, aby nie wydarzyło się nic złego. Jak nic, później go nie tyle, że przekona, ale i wręcz zmusi, aby powrócił do jego powtórzenia - tak na wszelki wypadek, oczywiście! Bo to nie tak, że w niego nie wierzyła - po prostu czasem warto zdecydować się na przypomnienie materiału i niektórych rzeczy.
Gdy przyznał, że otrzymał odpowiednią lekcję, z której wyciągnie wnioski, kiwnęła głową z uśmiechem, choć gdzieś z tyłu głowy odnosiła wrażenie, że mówił jedno - a drugie się wydarzy, choć naturalnie niczego takiego mu nie życzyła. Skoro jednak nie lubił szpitali i przebywania w nich, to kto wie, czy w przyszłości nie zachowa się w podobny sposób… Widząc jak przy tym oświadczeniu przechodzi do przeglądania dalszej zawartości siatki, aż zaśmiała się pod nosem. Jak to było - starczy mu to na miesiąc? No na pewno, widząc po tym jak przesuwa batoniki, jogurty i inne produkty w znalezieniu tego, co mu na początek odpowiadało. A słodycz wyciągnięty przez mężczyznę był jednym z pewników Prudence - może nie ten konkretny, ale ogólnie mając na myśli coś słodkiego. — Cieszę się, że trafiłam — choć sądziła, iż tak naprawdę nie będzie nic mu pasowało, a co by nie wziął do ust - to nic mu nie będzie smakować. Na szczęście tak nie było, a ona mogła odetchnąć z ulgą oraz przekonaniem, iż pewnie większość rzeczy faktycznie spałaszuje prędzej czy później.
Uniosła brew, w głowie bardziej skupiając się na słowie relacja. Czy on pił do tego, co się między nimi wydarzyło, nie wiedząc jak inaczej się do tego ustosunkować i jednocześnie nawiązać rozmowę na ten temat? Ale czemu miałby to robić akurat teraz, w tej chwil, gdy przebywał w szpitalu? Może sądził, że Prudence zmięknie serce i powie coś, co chciałby usłyszeć, bowiem obecnie jest taki biedny? Nie mogła tego pojąć, niemniej żeby nie dać się sprowokować bądź okazać zawstydzenie, które na swój sposób ją ogarnęło, to tylko uśmiechnęła się oraz pokiwała głową na potwierdzenie jego zrozumienia tej sytuacji. Bo chociaż przeprosiła za swój uprzedni brak obecności przy nim, to zarazem… czy powinna się mu narzucać? Wymyślać wyssane z palca argumenty dlaczego pojawiała się częściej, niż wypadało? No właśnie, to by było dziwne, zastanawiające… możliwe, że dałoby to jakieś dziwne preteksty Hunterowi ku temu, aby przedyskutować z nią to, co między nimi się dzieje.
— O nie, nie, nie. Jogurty są Twoje, a bułka na tyle sycąca, że mi na tą chwilę wystarczy — miała zdecydowanie o wiele mniejszy żołądek od niego, ale to też kwestia trybu życia, jaki posiada - nie mając zbyt wiele możliwości na posiłki, co naturalnie jej nie przeszkadzało i nie było kłopotliwe jakkolwiek.
W trakcie dalszego siedzenia i wojskowego, rozmawiali o tym, co mogą zaplanować na kolejne spotkania, gdy wróci do pełni sił, a także usłyszała jeszcze jedno zaproszenie na imprezę powitalną w domu, gdy wyjdzie ze szpitala. Opowiedziała o tym, że Andrea go w tym uprzedziła, potwierdzając że na pewno przyjdzie, jeśli rzeczywiście nie będzie przeszkadzała. Później nie siedziała nie wiadomo ile, gdyż pielęgniarka musiała wykonać badania oraz pobrać krew do dalszej analizy, chcąc mieć kolejne podstawy ku temu, czy jest już gotowy do opuszczenia szpitalnych murów, czy jednak dłużej będzie musiał tutaj zagościć. Liczyła, iż nie będzie to trwało długo, a mordęga Huntera skończy się szybciej, niż wszyscy przypuszczali. W końcu - impreza powitalna zapowiadała się tak świetnie!
[ z tematu x2 ]
Hunter Wright