Brunetka jednak za każdym razem wierzyła, że teraz będzie inaczej. Wierzyła w miłość i oddanie. Była niepoprawną romantyczką, co skutkowało wieloma razy złamanym serce, które wchodząc w kolejny związek było już coraz bardziej naruszone. Miała jednak nadzieję, że Logan to naprawdę ten jedyny. Był pod wieloma względami wyjątkowy i cholernie dobrym, empatycznym człowiekiem. Dawno nie spotkała nikogo o tak wielkim sercu, skorym do pomocy innym. Z czasem jednak zaczęła odnosić wrażenie, że Logan zrobiłby wszystko dla innych, tylko nie dla niej. Nie oczekiwała od niego , aby porzucił swoje życie na rzecz jej, ale chętniej się spotykał z kolegami, aniżeli z nią. Skończyły się randki, a wspólnie spędzany czas odbywał się zawsze tak samo - na kanapie przed telewizorem. Nawet nie poruszała już rozmów o wspólnej przyszłości, bo widziała, że szybko się z nich wykręca.
Dzisiaj mieli pierwszą kłótnię. Dotychczas zdarzały się im drobne sprzeczki łagodzone pocałunkami i kończące się w łóżku. Jednak tym razem było inaczej. Atmosfery była gęstsza, cięższa. Nie dało się jej załagodzić czułymi gestami. Chyba żadne z nich nie miało na nie ochoty, bo gdy Skye wybiegła z mieszkania chłopaka, nawet nie próbował jej zatrzymać w żaden sposób. Ruszyła przed siebie nie myśląc, gdzie tak naprawdę idzie. Pozwoliła, aby nogi same ją niosły. W pewnym momencie okolica wydawała się jej znajoma, więc niewiele myśląc wyjęła telefon.

Przyjaciel. Tylko przyjaciel
