-
Cae la madrugada
Y la noche acaba de empezar
La energía está elevada
Luces apagadas, solo la luna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Zdecydowanie nie - przytaknęła jej, mrucząc z uznaniem dla jej całego dzieła.
Naprawdę ją zniszczyła. Do szczętu. Jeszcze chwilę temu trwały w tym pełnym napięcia szaleństwie, a teraz tak po prostu leżały obok siebie i oddawały się zwyczajnemu milczeniu przy swoim boku? To było naprawdę niepojęte, ale w końcu Ruelle zasłużyła na odrobinę oddechu. Zarówno, aby odpocząć po tym wszystkim, co River wyczyniała z jej ciałem oraz od bycia modelką dla jej obrazu, co wymagało również pewnej dozy energii, którą musiała z siebie wykrzesać.
Mogłaby zasnąć w jej ramionach. Nie było to coś, czego pragnęła i co w jakiś sposób mogłaby zaplanować, ale zmęczenie dopadło ją na tyle, że raczej nie miałaby z tym żadnego problemu. Tylko, że to byłoby wytyczenie jakiejś nowej granicy. Złamanie niepisanej reguły, która mówiła o tym, że przecież trzymały się wyłącznie seksu, nie-randek oraz pozowania do kolejnych dzieł sztuki. Coś takiego nie miało prawa się wydarzyć. Nawet jeśli wizja przymknięcia oczu na dłuższą chwilę wydawała się być tak kusząca.
- To staraj się za mną nadążyć. Jesteś wielką artystką. Na pewno dasz radę - rzuciła zaczepnie w jej stronę, odzyskując przynajmniej na chwilę tę butną nutę w jej głosie, którą się charakteryzowała.
Nie miała pojęcia, co właściwie jako rysowniczka mogła w tej chwili chcieć jej przekazać River, ale z jednej strony to było naprawdę pochlebne, że mogła być czymś więcej niż Cross zakładała. Stanowiła dla niej swoiste wyzwanie i chyba to było najważniejsze. Nie łudziła się jednak, że wszystko to, co tworzyła do tej pory było raczej prywatnym projektem, a nie czymś, co miałoby zostać pokazane światu. Nikt zatem nie będzie zdawał sobie sprawy z jej geniuszu.
Utrata ciepła znajomego ciała wywołała jedynie jej pomruk niezadowolenia. Przez moment chciała nawet zacisnąć mocniej ramiona na jej talii, ale powstrzymała się od tego. Pozwoliła jej odejść i niczym zaczarowana obserwowała to jak dziewczyna rusza w kierunku sztalugi, aby raz jeszcze przyjrzeć się swojemu dziełu. Prescott naprawdę uwielbiała obserwować ją w tym stanie, gdy była wypełniona twórczą energią. Wtedy wyjątkowo lśniła, a wszystko to działo się wyłącznie za jej sprawą.
- A miałaś w to kiedyś jakieś wątpliwości? - zapytała z lekka żartobliwie.
Poziom samouwielbienia Cross wydawał się dla niej nie posiadać skali. Trudno byłoby jej zatem przypuszczać by ktoś taki jak ona mógł w jakikolwiek sposób być niepewny swojej sztuki już na takim etapie.
- Chwalę cię bez przerwy, ale w mniej konwencjonalny sposób - odparowała niemal natychmiast, ledwie kryjąc rozbawienie.
Jak inaczej mogłaby odebrać wszystkie te jęki i reakcje samego ciała niż jako pochwały? Te potrafiły się kryć już w samym spojrzeniu Ruelle, które wyraźnie miękło, gdy patrzyła na jej sztukę. Zwłaszcza, gdy sama była jej częścią.
- Mogę zerknąć czy wychłoszczesz mnie za sam pomysł? - zapytała jeszcze, bo naprawdę kusiło ją zobaczyć, co znajdowało się na płótnie.
River Cross
-
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Bardzo szybko przeszłaś od niezłej kreski do wybitnej artystki — zauważyła, uśmiechając się z przekąsem. Oczywiście, że nie zapomniała tego obrzydliwego pseudo komplementu, który sprawiła jej Rue, gdy zobaczyła pierwszy rysunek. Takiej obrazy nie puszcza się w niepamięć. Teraz dziewczyna miała dużo więcej racji. Nie uczyła się aż tak powoli, jak ostrzegała. Nadal potrzebowała tresury, ale dotarły już do całkiem niezłego etapu.
Wyjątkowo sprawnie odzyskała twórczy trans. Tworzenie było najbardziej naturalną z jej wszystkich form. W niczym innym nie czuła się tak perfekcyjnie i w niczym nie była tak dobra. Okej, znalazłaby się jeszcze jedna kwestia, ale tym przecież nie mogłaby zarabiać.. Nieważne. Natchnienie, które na nią spłynęło dzięki obecności Prescott, sterowało jej rękami. Znała się na aspektach technicznych. Wiedziała, w jaki sposób prowadzić pędzel, jak mocno naciskać na płótno szpachelką, jak sprawić, by wszystko było stworzone wedle zasad. To, co przychodziło z wnętrza, wyłamywało się z nich i sprawiało, że zamiast nudnych, ładnych obrazków tworzyła coś, dzięki czemu chciało jej się żyć. To głównie świadomość tego wszystkiego wywindowała jej ego w kosmos już lata temu.
— Oczywiście, że nie. Po prostu lubię to powtarzać. — Wzruszyła ramionami. To nawet nie było kłamstwo. Nie w jej oczach. W tym momencie totalnie wierzyła, że w życiu w siebie nie zwątpiła. Zarówno ta wątpliwość sprzed paru chwil, jak i każdy większy moment zawahania przez ostatnie ćwierć wieku, po prostu wyparowały. Wyrzucała je z głowy regularnie, udając, że nigdy nie istniały. Jakże rozkosznie żyło się jej w tym delulu.
— Faktycznie, dzisiaj jesteś dla mnie wyjątkowo łaskawa. I dla połowy Toronto. — Kątem oka spojrzała w stronę otwartego okna. Jak tak dalej pójdzie, to sąsiedzi zaczną wzywać na nią policję i właściciel wyrzuci ją stąd na zbity pysk. Byłaby straszna szkoda, zdążyła przyzwyczaić się do tego mieszkania. Z drugiej strony – nie miała zamiaru jej uciszać. W grę nie wchodziło nawet szczelne zamykanie okien i drzwi. Niech sobie słuchają. Tym większą satysfakcję czuła, wiedząc, że Ruelle w tych czterech ścianach należy wyłącznie do niej, nieważne, ile osób je podsłuchuje.
— Nie spodziewałam się, że interesuje cię sam proces. — Zawiesiła pędzel nad płótnem w połowie ruchu i znów spojrzała w jej stronę. Nie należała do tych artystów, którzy nie pozwalali nikomu patrzeć na nieskończone prace. Niby czemu by miała? W środku tworzenia nie są przecież mniej wartościowe. Nadal były fenomenalne jak na miejsce, w którym się znajdowały. Była ciekawa, czy Prescott w ogóle będzie w stanie to dojrzeć. Wyciągnęła wolną rękę w jej stronę i skinęła, zapraszając, by podeszła.
— Potrzebuję jeszcze kilku dni, ale zakładam, że już teraz poczujesz moje myśli — wyjaśniła, cofając się o krok od płótna. Dla niej to wszystko było oczywiste, ale to w końcu była wizualizacja jej własnego łba – miała trochę łatwiej. Kiedy tanatopraktorka stanęła obok, objęła ją w pasie wolną ręką i nachyliła się, by przygryźć delikatnie skórę na jej szyi. Miała paskudne problemy z trzymaniem rąk przy sobie, gdy była na ich wyciągnięcie.
Sama Cross pewnie zakwalifikowałaby ten obraz do kategorii dzień religijnych, ale to typowe dla heretyczki. Czuła jednak, że jest w tym jakiś bluźnierczy rodzaj wyniesienia na ołtarze. Obraz zdawał się emanować gęstwiną mocy poza płótno, ale to pewnie było wyłącznie wrażenie wywołane słabym oświetleniem i marihuaną. Noc, którą namalowała, zasysała w swoje ramiona, jakby już w życiu miało nie wstać słońce. Stanowiła jednak tylko tło dla sylwetki Ruelle, która wyraźnie się nad nim odznaczała. Stanowiła centralny punkt obrazu. Tanatopraktorka siedziała na parapecie. Miała wygięty w łuk kręgosłup i głowę odchyloną nieco do tyłu. Ciężar tamtej chwili siedział ukryty w rękach Prescott, w placach desperacko uczepionych framugi i w napięciu przedramion. Jej usta były rozchylone w niemym jęku, oczy zaciskały się mocno, nie będąc w stanie skoncentrować się na niczym. To nie miało być tanim dowodem ekstazy. Widziałam w tym wyrazie twarzy o wiele więcej. Tę upokarzającą świadomość utraty kontroli, wściekłość na własne ciało i absolutne uwielbienie przyjemności, która przejęła nad nią władzę. Między udami Ruelle widoczna była niewyraźna sylwetka zlewająca się nieco z otaczającą ją ciemnością. Postronny widz nie byłby w stanie określić, kim jest ta osoba. Obraz nie był szczegółowy i raczej już tak nie będzie. Dziewczyna na nim miała być niewyraźnym snem, a nie perfekcyjną odbitką. Poszarpane ruchy pędzla przy ramionach, gęstsze przy dłoniach, niech rozmazanych fragmentów na pooznaczanym licznymi śladami ust ciele. Niektóre akcenty wciąż wymagały dopracowania. Farba w wielu miejscach musiała najpierw doschnąć, by mogła je dopieścić. Niemniej jednak, koncept był gotowy. Podobizna okrutnej bogini, w którą im dłużej patrzysz, tym szybciej tracisz poczytalność i tym bardziej imponujące dary chcesz jej złożyć.
Ruelle I. Prescott
-
Cae la madrugada
Y la noche acaba de empezar
La energía está elevada
Luces apagadas, solo la luna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Masz się za taką, prawda? - odbiła piłeczkę, nie zamierzając się znowu przyznać do swoich własnych słów. - W takim razie na pewno byłabyś w stanie coś wymyślić.
Najwyraźniej River nie zamierzała jej zapomnieć tego leniwego i niegodnego jej osoby komplementu. Musiała jej o tym przypomnieć. Jednak Ruelle uwielbiała przemieniać takie momenty w drobne utarczki słowne, które nie pozostawiały zbyt wiele miejsca na spokój i harmonię.
Cross z niebywałą łatwością potrafiła przejść od seksu do procesu twórczego i na odwrót. Zresztą biorąc pod uwagę jak mocno te dwa obszary były ze sobą związane w ich przypadku to nie powinno być niczym zanadto zaskakującym. W obu przypadkach Ruelle uwielbiała obserwować jak jej artystka zwyczajnie się zatraca. To był niezwykle fascynujący stan. Nie miała pojęcia o technicznych kwestiach malarstwa czy rysunku poza prawdziwymi podstawami, które gdzieś tam próbowano wpajać dzieciakom na pokracznych lekcjach plastyki. Dla niej to wszystko wyglądała jak magia. Nie miała pojęcia, co dokadnie River robiła, ale wyglądała naprawdę jakby czarowała. Zwłaszcza, że przed nią na materiale zawsze pojawiał się swego rodzaju cud.
- Jesteś zdecydowanie zbyt pewna siebie - rzuciła jeszcze z pewnym rozbawieniem.
Nie żeby nie była uzdolniona, ale taki przerost ego mógł się dla niej kiedyś źle skończyć. Prescott raczej on bawił. Momentami był też cholernie seksowny, ale było również coś niezwykle irytującego w ludziach, którzy za bardzo sobie cenili własną osobę.
- Ta połowa Toronto zapewne tobie zazdrości lub nienawidzi za to, że nie pozwalasz im spać - odparowała, całkowicie niezrażona tym, że przez otwarte w mieszkaniu okno najbliżsi sąsiedzi River mogli doskonale słyszeć ich wyczyny.
Nie miała powodu do wstydu. Nikt jej tu nie znał, a zresztą znajdowały się w mieszkaniu rysowniczki i nikogo nie powinno obchodzić, co w nim wyczyniają. Powinni nawet być wdzięczni, że dostają takie widowisko słuchowe zamiast latać na skargę do zarządcy budynku czy właściciela mieszkania.
- Bo masz mnie za niewykształconą kretynkę? - dopytała, odnosząc się w pewien sposób do ich pierwszego spotkania po latach. - Interesuje mnie. Jestem ciekaka, co takiego zdążyłaś już namalować.
Tym bardziej, że Ruelle miała być przedmiotem obrazu we własnej osobie. Już wcześniej River chciała sprawić, aby zgadła, co właściwie czaiło się w jej głowie. Prescott przypuszczała, że będzie mogła chcieć zachować tę scenę w tajemnicy, aż do ukończenia dzieła, aby nie tyle nie ukazywać swojego procesu twórczego, a raczej sprawić jej pewną niespodziankę.
Niechętnie wyprostowała się na łóżku i siegnęła po jej rękę, aby zaraz podejść bliżej do płótna. Mogła się spodziewać tego, że Cross nie będzie mogła utrzymać rąk przy sobie. Zamruczała z zadowoleniem, czując jak ta przygryza skórę na jej szyi.
- Jeszcze ci mało? - zapytała ze śmiechem i odwróciła się jeszcze na chwilę w kierunku artystki, aby zacisnąć palce na jej koszulce i wpić się w wargi, za którymi zdążyła już się stęsknić.
Musiała poświęcić chwilę na to, aby nacieszyć się tym pocałunkiem. Zdecydowanie zbyt długo nie miały okazji do tego, aby się zapomnieć w takim momencie. Mruknęła z zadowoleniem, przygryzając jej dolną wargę i dopiero wtedy odsunęła się od niej, aby móc przyjrzeć się temu, co znajdowało się na płótnie.
Nie sądziła, że ze wszystkich możliwych scen River zdecyduje się właśnie na tą, w której znajdowała się na jej parapecie w środku przeżywanej ekstazy. Musiała przyznać, że na pewno widać było emocje w samym obrazie, które wyrażone były zarówno w pociągnięciach pędzla, które sprawiały, że niektóre z elementów wydawały się bardziej dynamiczne i przepełnione napięciem. Dodatkowo całość sprawiała wrażenie zdjęcia, któremu nadano focus na konkretny element, a reszta została rozmyta jakby nie była warta uwagi.
Przez jakiś czas jedynie przyglądał się temu wszystkiemu. Przechyliła lekko głowę jakby kontemplowała obraz pod różnymi kątami i poświęciła jeszcze odrobinę czasu na uważniejsze przyjrzenie się kolorom, które z pewnością były nietypowe i odważne. Jedynie podbijały nacechowanie emocjonalne całego obrazu i przykuwały uwagę na dłużej.
- Już jest całkiem niezły - przyznała i uśmiechnęła się cwanie, używając specjalnie tego jednego słowa, które wcześniej wydawało się striggerować rysowniczkę. - Jeśli będziesz chciała odtworzyć tę scenę, aby odświeżyć sobie pamięć to daj znać.
Wciąż pamiętała tamten moment i kontrast pomiędzy zimnym nocnym powietrzem owiewającym jej ciało a ciepłym językiem River, który sprawiał, że jej skóra zdawała się być kompletnie rozpalona. Mogłaby jednak chętnie odtworzyć tę scenę, aby raz jeszcze poczuć ten przypływ adrenaliny, gdy znajdowała się dosłownie na krawędzi.
- Planujesz jeszcze dzisiaj malować? - zapytała, wsuwając jeszcze na chwilę dłoń pod materiał koszulki River i przy okazji drapiąc skórę tuż nad jej lewym biodrem. - Lepiej się już ubiorę, żeby nie odciągać cię znowu od dzieła...
W końcu nie była pewna czy przeżyłaby kolejną rundę jeśli miałaby być tak intensywna. Lepiej było nie kusić losu, bo kto wie kiedy znowu skończy przywiązana do łóżka Cross.
River Cross
-
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Zazdrościć mogą do woli. Na więcej nie mają co liczyć — odpowiedziała całkowicie spokojnie. Nie musiała o to walczyć, o tym też była święcie przekonana. Zaborczość i egoizm robiły swoje. Mogła wystawiać ją na ołtarze bez końca, ale to ona będzie dyktowała zasady tej religii jako główna kapłanka. Relacje z bogami powinny chyba funkcjonować na odwrót, ale to też nie jest coś, czym Cross miałaby się przejąć.
— Nigdy nie nazwałam cię niewykształconą — poprawiła ją, uśmiechając się ze sztuczną słodyczą. Określała ją wieloma nieprzyjemnymi epitetami, ale bez przesady! Skończyły przecież tę samą szkołę, a Prescott nawet zdecydowała się popchnąć edukację dalej. W jakąś tam stronę. Powinna ją wreszcie zapytać, co właściwie studiuje. Może troszkę później. Na pewno o tym nie zapomni za jakieś dwie minuty.
Pewnie dopytywanie o takie drobiazgi wychodziłoby jej lepiej, gdyby Ruelle bez przerwy jej nie rozpraszała. Jak niby miała pamiętać o jakichś prozaicznych rozmowach o ich codzienności, kiedy nagle dziewczyna znowu znalazła się w jej ramionach? Ledwo przylgnęła do niej nagim ciałem, a Cross już straciła zainteresowanie wszystkim, co nie było z nim związane. Nachyliła się posłusznie, gdy modelka przyciągnęła ją bliżej siebie. Oddawała zachłannie każdy pocałunek, czując jak na nowo rośnie w niej pożądanie. Jeszcze kilka chwil temu czuła się przecież taka zmęczona, a tu proszę bardzo. Smak ust tanatopraktorki skutecznie wyrzucał jej z głowy takie durne myśli. Mruknęła niezadowolona, gdy dziewczyna w końcu się od niej odsunęła. Zrobiła to jednak, by móc obejrzeć obraz, więc mogła to jej wybaczyć.
Obserwowała ją z zaciekawieniem, starając się wyłapać jak najwięcej reakcji, które z pewnością będzie próbowała przed nią ukryć. W takich momentach to nie było jednak takie proste. W łóżku z coraz większą łatwością dostrzegała momenty, w których Prescott łże, ale tak poza nim? A szczególnie gdy rozmawiają o czymś (względnie) niezwiązanym z seksualnością? Tutaj potrzebowała jeszcze trochę treningu. Jeszcze kilku takich rozmów. Kilku okazji do wpatrywania się w nią z tak bliska. Jak dobrze, że Ruelle tak skutecznie potrafiła zepsuć moment, w którym rysowniczka zaczynała się w niej od nowa zatracać! Jeszcze River pomyślałaby sobie coś głupiego i zrobiłoby się niezręcznie. A tak? Zacisnęła mocniej szczęki i wbiła w modelkę mordercze spojrzenie. Igrała z nią w wyjątkowo bezczelny sposób. River nie powinna dawać się jej tak łatwo prowokować. Powinna być mądrzejsza. Problem w tym, że wszystko, co mówiła Prescott, działało na nią wielokrotnie mocniej niż w momencie, gdy dokładnie to samo, powiedziałby ktoś inny.
Objęła ją mocniej, podniosła i posadziła na parapecie, obok którego stały. Nie, to złe określenie. Cisnęła nią na parapet. Pewnym szarpnięciem rozchyliła jej uda i ustawiła się między nimi. Naparła na jej miednicę własnym ciałem, przyciskając ją mocniej do powierzchni. Jedną ręką złapała ją mocno za kark, drugą pchnęła klatkę piersiową. Nocne powietrze przyjemnie omiotło ich skórę w tej niespecjalnie romantycznej sytuacji. Prescott zawisła w połowie poza mieszkaniem, przytrzymywana za kark i nacisk na biodrach. Wystarczyłoby, żeby rysowniczka wycofała się o krok, by fizyka zrobiła swoje. Prosta dźwignia może i teraz była stabilna, ale w razie braku kontaktu między ich ciałami, grawitacja przypomniałaby o swoim istnieniu błyskawicznie, nie dając pewnie Rue szans na złapanie się framugi. Wpatrywała się w swoją muzę ze złością wymieszaną z palącą potrzebą posiadania. Uwielbiała ją w takim stanie. Taką całkowicie zależną od jej decyzji. Zdążyła jej to dzisiaj udowodnić. Nie miała zamiaru jej wyrzucać przez okno. Chyba. No dobrze, kusiło ją odrobinkę, ale znowu zrezygnowała z tego pomysłu. Po paskudnie długiej chwili szarpnęła jej ciałem ponownie, przyciągając bliżej za kark, na którym wciąż zaciskała palce. Od razu wpiła się zachłannie w jej wargi, czując, że to jedyny sposób rozładowania tej emocji, jaki da jej cokolwiek. Jej namiętność była władcza, ale też agresywna.
— Jeszcze raz, co mówiłaś o moim obrazie, bo akurat nie słuchałam? — zapytała głosem na nowo zachrypniętym od pożądania. Zsunęła pocałunki niżej, wodziła wargami po jej szyi, nie mogą uwierzyć, że od tych intensywnych pieszczot skóra dziewczyny jeszcze się nie rozpuściła.
Ruelle I. Prescott
-
Cae la madrugada
Y la noche acaba de empezar
La energía está elevada
Luces apagadas, solo la luna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Chcesz mieć swoją muzę na wyłączność? A już chciałam dać natchnienie całym zastępom artystów - odpowiedziała zaczepnie, interpretując jej słowa na swój sposób.
Co prawda nie szukała kontaktu z kimś innym, bo nieszczególnie jej na tym zależało. Ostatnimi czasy artystka naprawdę zaspokajała jej wszelkie potrzeby seksualne nawet z nawiązką przez co nie miała nawet ochoty spędzać nocy z kimś innym. Nie żeby miała na to szczególnie dużo czasu między pracą a studiami. Wolała go poświęcić na coś związanego ze swoimi zainteresowaniami niż na cielesnych uciechach.
- Nie, ale sugerowałaś, że gówno wiem o sztuce, więc... - mruknęła, przypominając jej o tym, co mówiła w czasie ich pierwszego po latach spotkania.
Jasne, że nie była niewykształcona. Tylko, że podążała w nieco innym kierunku niż rysowniczka. Obie zwyczajnie zajmowały się innymi dziedzinami i nie było w tym niczego zdrożnego. W końcu nie można było być ekspertem w każdym możliwym temacie. Nie zmieniało to jednak faktu, że poprzez spędzanie coraz większej ilości czasu z River, Prescott powoli uczyła się nowych rzeczy związanych ze sztuką.
Rozmowa na jakiś czas mogła poczekać. Ważniejsze było teraz to, że Ruelle mogła nareszcie się nacieszyć jej bliskością na swoich własnych warunkach. Mruknęła z zadowoleniem, czując jak zachłannie dziewczyna oddawała każdy z jej pocałunków. Każde kolejne muśnięcie języka rozpalało w niej nowy płomień, który w każdej chwili mógł ją pochłonąć, ale całe szczęście oderwała się od jej ust zanim mogło dojść do podobnej tragedii. Chyba naprawdę wystarczy jej ognia tej nocy.
Potrzebowała chwili na to, aby móc w ciszy i na spokojnie przeanalizować stojące przed nią dzieło. Nie uśmiechała się. Nie zdradzała swoją miną żadnych większych emocji. Była jedynie zamyślona. Analizowała i rozkładała na czynniki pierwsze cały obraz jakby był po prostu kolejnym problemem do rozwiązania. Starała się chłonąć emanujące z płótna emocje, które przypominały jej o tym jak faktycznie czuła się w tamtym momencie. Na nowo czuła palące podniecenie w podbrzuszu, ale nie pozwalała mu rozrosnąć się do zbyt wielkich rozmiarów.
Nie potrafiła tego zrobić w inny sposób jak tylko niszcząc ten jeden moment i na nowo igrając z nią. Stąpała po niezwykle cienkim lodzie. Zdawała sobie z tego sprawę, ale to było zbyt kuszące. Chyba po prostu coś ciągnęło ją do niebezpieczeństwa.
Machanie płachtą przed bykiem było świetną zabawą. Była tego pewna nawet w momencie, gdy niemal została rzucona na ten przeklęty parapet. Zacisnęła uda na biodrach River, gdy tylko wtargnęła między nie i dała się odchylić w tył ku ciemnej nocy znajdującej się za oknem.
Czuła doskonale jak ciało ciągnęło ją w dół. Mocny chwyt na karku dalej trzymał ją w powietrzu i nie pozwalał się roztrzaskać na chodniku kilka pięter niżej. Serce łomotało jej w piersi, a adrenalina rozsadzała żyły od środka. Odnalazła szybko wzrokiem spojrzenie Cross. Była od niej całkowicie zależna i musiała ufać w to, że dziewczyna nie pozwoli jej spaść.
Kolejne szarpnięcie sprawiło, że ponownie znalazła się tuż przy niej. Nie miała nawet chwili, aby się przyzwyczaić do nowej pozycji, gdy poczuła jak wpijają się w nią usta River. Posłusznie rozchyliła wargi, odwzajemniając ten gest. Wyszła naprzeciw jej językowi, który zdążył już stracić jej własny smak, ale wciąż smakował równie rozkosznie.
- Mówiłam, że będzie świetny jak już go dokończysz - mruknęła, obejmując ją jednym z ramion w pasie i odchyliła głowę, aby udostępnić jej dalsze fragmenty szyi do eksplorowania głodnymi pocałunkami. - Jezu... Jesteś naprawdę nienasycona...
Chociaż pewnie można byłoby o niej powiedzieć to samo z tym jaką przyjemność czerpała z każdego tego kontaktu. Jak jednak mogła się odsunąć w takim momencie? Jeszcze przez chwilę postanowiła się oddać temu wszystkiemu, wsuwając wolną dłoń we włosy rysowniczki, aby ją przy sobie przytrzymać.
River Cross
-
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Dobrze, że przy mnie możesz się wszystkiego nauczyć. — Nie miała zamiaru przyznać jej teraz racji. Faktycznie Ruelle nie była ciemna jak tabaka w rogu. To właściwie wiedziała od początku. Nigdy jej się taka nie wydawała, nawet w liceum. Po prostu lubiła się z nią kłócić. No chyba że zaczynała gadać jakieś bzdury o sztuce Cross. Wtedy wiadomo, że wykazywała skrajny kretynizm. Rysowniczka jednak nie próbowała wmawiać sobie bzdur. Nie zainteresowałaby się kimś, kto sztuki w ogóle nie rozumie i nie zasługuje na obcowanie z nią.
Bardzo podobał jej się widok tych dwóch Ruelle obok siebie. Tym razem nie dbała, by oddać wszystkie szczegóły jej ciała, ale i tak nie miała wątpliwości, że są jak odbicia lustrzane. Chodziło o ten dziwaczny rodzaj energii, który od niej emanował. Obie wersje wzbudzały w niej takie same emocje, choć oczywiście ta rzeczywista robiła to w sposób nieporównywalnie bardziej intensywny. Chciała jednak zobaczyć więcej emocji na jej twarzy. Dowiedzieć się więcej na temat tego, co myśli, gdy patrzy na jej sztukę. Wkładała w nią przecież całą siebie, a opinia Prescott niestety obchodziła ją dużo bardziej niż powinna. W tym momencie nie była jednak w stanie wykrzesać z niej emocji w żaden inny sposób niż własną gwałtownością. Subtelne metody niespecjalnie działały.
Dobrze, że Prescott miękły nie tylko nogi, ale i serce, gdy Cross pozwalała sobie na chwilową utratę kontroli. Igranie z jej życiem nie było najsłodszą metodą mówienia proszę, ale działało zadziwiająco skutecznie. River widziała buzujące w niej emocje. Podobało jej się to wariactwo, które odbierało na sekundę Rue butę i rozsądek.
Warknęła cicho, najwyraźniej nadal nie do końca zadowolona z otrzymanej opinii. Było nieźle, ale powinna dostać jeszcze więcej. Przełamywanie Prescott trwało jednak bardzo długo, więc może jednak powinna ucieszyć się, że otrzymała tyle tak szybko?
— Lepiej — szepnęła, przygryzające płatek jej ucha. Zdecydowała się jednak na drobną pochwałę, bo przecież jej nogi i serce też miękły teraz o wiele za szybko. Przyjemny dreszcz przemknął przez jej ramiona, gdy zaszczyciła ją słodkim komplementem, bo właśnie tak odebrała nazwie nienasyconą.
— Nie dawaj mi ochłapów. Chcę wiedzieć tak samo dużo jak po przywiązaniu cię do łóżka — dodała między jednym pocałunkiem a drugim. Wędrowała leniwie po jej szyi, napawając się zapachem jej skóry. Przez to, że jej ciało nie reagowało tak skrajnie entuzjastycznie na jej sztukę, jak na pieszczoty, miała wrażenie, jakby próbowała coś przed nią ukrywać albo się odsuwać – niezależnie od tego, jak mocno teraz do niej przylegała. Chyba jednak udało jej się za bardzo River rozpieścić.
— Tylko tym razem mów pełnymi zdaniami — zastrzegła jeszcze, uśmiechając się kpiąco. Nie chciała dawać Rue zbyt dużej swobody, bo jej się do reszty w dupie poprzewraca.
Ruelle I. Prescott
-
Cae la madrugada
Y la noche acaba de empezar
La energía está elevada
Luces apagadas, solo la luna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Może nie uchwyci tego, co ty, ale coś równie fascynującego... Albo nawet bardziej? - podsunęła, wciąż chcąc się z nią bawić.
Uwielbiała ją prowokować. Wprawdzie często potrafiło się to marnie dla niej kończyć, ale akurat o to kompletnie nie dbała. Przynajmniej było intetesująco. Dlatego tak często uderzała wprost w ego artystki, będąc ciekawą dokąd w ogóle ją to zaprowadzi.
- Myślę, że podoba mi się ten proces edukacyjny - stwierdziła, uśmiechając się znacząco.
Jak mogłoby jej to nie odpowiadać skoro jakiekolwiek pogadanki o sztuce były w ich przypadkach głównie wstępem do seksu lub jego przerywnikiem... Albo na odwrót. Te dwie rzeczy zawsze przeplatały się ze sobą tak mocno, że trudno było to konkretnie stwierdzić.
Zmiana w stylu miedzy szkicami, które do tej pory oglądała, a obrazem była jednoznaczna. Nie chodziło w nim i oddanie szczegółów oraz zbytni realizm, a o dynamizm i wyrażenie emocji poprzez odpowiednie pociągnięcia pędzlem czy nasycenie barw. Każda z tych technik niosła za sobą zupełnie inne możliwości, które Cross wykorzystywała najlepiej jak mogła. Widać też było, że artystka była niezwykle pewna siebie i swojego dzieła.
Na razie jednak wciąż był to produkt nieukończony. Nie chciała zatem mówić o nim zbyt wiele na wypadek, gdyby jednak finalna wersja okazała się odbiegać znacznie od tego, co właśnie przed sobą widziała. Wolała zachować słowa pochwały na później, a na ten moment jedynie rozkoszować się bliskością artystki.
Kolejne pocałunki rozpalały ją na nowo. River naprawdę nie umiała się nia nasycić i wiecznie pragnęła więcej. Naprawdę były beznadziejnym przypadkiem. Istne wariactwo, które pogłębiało się jedynie z każdym momentem. To dziw, że jeszcze nie zamknięto ich w pokojach bez klamek, rozdzielając je dla ich własnego bezpieczeństwa.
Westchnęła z zadowoleniem, czując to drobne ugryzienie. Jej paznokcie odruchowo wbiły się mocniej w skórę nad biodrem dziewczyny, ale nie zamierzała tak szybko ulegać jej zachciankom. Dlatego też mruknęła krótko i szarpnęła mocniej ją za włosy, aby odciągnąć od siebie jej głowę.
- Powiem ci wszystko jak skończysz, a teraz... Mogłabym znacznie lepiej wymorzystać język niż do prawienia ci konplementów. - Podwinęła mocniej materiał jej koszulki, która znowu wydawała się być całkowicie niepotrzebna. - Mogę ci pokazać jak dobrze mi wtedy z tobą było i jak to jest być na krawędzi... Żebyś mogła lepiej zrozumieć, co czułam i oddać to odpowiednio na płótnie.
Schyliła się jeszcze i przylgnęła ustami do jej szyi tuż pod linią szczęki. Przez chwilę zasysała znajdującą się tam skórę nim przejechała po niej pieszczotliwie językiem. To była jedna z tych propozycji nie do odrzucenia. Chociaż zapewne wszystko zależało tu od opinii River.
River Cross
-
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Nie wydaje mi się. Coś mi mówi, że sięgam dużo głębiej niż inni — odgryzła się, wykorzystując do tego jej własne słowa. Powierzchowny szajs na jej temat mógł stworzyć każdy i to akurat River w żaden sposób nie przeszkadzało. Mogłaby równie dobrze dorabiać sobie jako modelka dla studentów sztuki. Wejście w sferę, którą dzieliły, było jednak nie do przyjęcia.
Zamknięcie w pokoju bez klamek też nie wchodziło w grę. To byłoby tak obrzydliwie nudne. Za bardzo spodobała jej się ta zabawa z testowaniem odwagi Prescott. Miała ochotę popchnąć ją jeszcze dalej, sprawdzić kolejny krok. Chciała testować jej zaufanie, ale też udowadniać jej, że faktycznie jest go warta. Nie zrobi jej przecież prawdziwej krzywdy. W każdej próbie sprawienia jej bólu lub wywołania panicznego stresu chodziło głównie o pobudzenie adrenaliny i udowodnienie dominacji.
Zacisnęła wargi w wąską linię, gdy dziewczyna ją od siebie odsunęła. Chciała zaprotestować lub po prostu wyjaśnić jej (bardzo kulturalnie), czemu nie powinna tego robić. Ruelle błyskawicznie jednak załagodziła jej nerwy wyjątkowo rozkoszną propozycją. Plan był wprawdzie nieco inny, ale może da się go na szybko zmodyfikować? Tylko który punkt był do zmiany? Wstała z łóżka, żeby dalej pracować nad obrazem. Zaczęła. Pamięta, że miała w ręce pędzel. Chyba mieszała farby? Nie mogła sobie przypomnieć jednak, jakie to były kolory. Nie do końca też zdawała sobie sprawę, jak z tamtego momentu przeszły do obściskiwania się w oknie. Chujowy ten plan.
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
-
Cae la madrugada
Y la noche acaba de empezar
La energía está elevada
Luces apagadas, solo la luna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Docierasz głębiej niż ktoś kto chciałby mnie tylko przelecieć - przypomniała jej, bo przecież o tym artyzmie głównie rozprawiała. - Pewnie inny artysta również mógłby dokonać czegoś podobnego.
Ruelle nie zamierzała pozwolić na to, aby Cross wykorzystywała jej własne słowa przeciwko niej i starała się poczuć dzięki nim wyjątkowa. Coraz bardziej nabierała przeświadczenia, że nie można jej było mówić kompletnie niczego, bo River przekręci wszystko na swoją korzyść i zinterpretuje każdy możliwy komentarz, aby pasował do jej własnych teorii czy przeświadczeń.
Mogły liczyć na to, że nikt nie odkryje tej przedziwnej relacji pomiędzy nimi i nie zacznie jej analizować. Przypisanie im szaleństwa mogłoby się okazać nad wyraz łatwe. Całe szczęście chyba nie groziło im to, że wpadną na jakiegoś genialnego psychiatrę, który uzna, że powinny trafić na oddział zamknięty nim wyniszczy je ich niebezpieczna obsesja.
Może i pierwotny plan zakładał, że będą trzymać ręce przy sobie, a Cross wróci do prac nad obrazem, ale w końcu sama zaczęła to wszystko. Może i faktycznie Ruelle za bardzo ją rozdrażniła komentarzem na temat jej dzieła, ale nie musiała od razu reagować rzuceniem jej na parapet, które wyraźnie zaczynało prowadzić wyłącznie do jednego finału. River nie mogła za to winić nikogo innego niż siebie.
- Może? Mogę też po prostu pozwolić ci malować, ale mam wrażenie, że znowu masz inne plany - odpowiedział la cwanie, uśmiechając się tuż przy jej skórze.
Zamruczała z zadowoleniem, gdy tylko paznokcie dziewczyny wbiły się w jej plecy i przygryzła miejsce w zagłębieniu jej szyi wystarczająco mocno, aby pozostawić tam po sobie wyraźny ślad.
Mogły zdecydowanie skończyć to wszystko i zająć się wspomnianą sztuką w wykonaniu Cross, ale powoli chyba obie traciły na to jakąkolwiek ochotę. Winę za to oczywiście w pełni ponosiła wyłącznie rysowniczka, bo Prescott nie miała sobie nic do zarzucenia.
Dała się sprowadzić z parapetu, bo w końcu to musiało kiedyś nastąpić. Zresztą przecież do tego dążyła. Nie przejmowała się nawet tym, że artystka wymknęła się z jej uścisku. Czuła jednak wyraźnie, że River nie chce jej zezwolić na jakikolwiek przejaw kontroli.
- Ta cała dominacja chyba za bardzo uderza ci do głowy - odpowiedziała zaczepnie, unosząc głowę i zgodnie z ruchem ręki, którą River ujęła jej podbródek. - Naprawdę sądzisz, że powiem coś takiego na głos?
Musiałaby zostać przyparta do muru. Aktualnie to wszystko wydawało jej się zbyt absurdalne, aby mogło wybrzmieć jako wypowiedziany głośno komentarz. Miała swoją dumę i Cross musiałaby wpierw ją z niej obedrzeć, aby Rue wykrztusiła podobne słowa.
Zdecydowanie zbyt długo nie była zdolna do tego, aby patrzeć jej w oczy. Prawie zdążyła zapomnieć o tym jak butna potrafiła być River oraz jak iskrzyło się wtedy jej spojrzenie. Przede wszystkim jednak ten wzrok potrafił sprawić jej więcej przyjemności niż powinien.
River Cross
-
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Uczysz się dużo wolniej niż myślałam. — Pokręciła głową, jak zawiedziona swoją uczennicą nauczycielka. Trudno było uznać to, co wyprawiały, za korepetycje, ale przecież Prescott była bystra – powinna łapać wszystko w lot. Może uważnie obserwować nie tylko gotowe dzieła swojej artystki, ale i cały proces twórczy. To o wiele więcej niż większość przeciętnych śmiertelników. Miała warunki bardziej idealne do nauki niż w najlepszych szkołach.
Rozumiała przynajmniej tyle, że Cross powinna wrócić do malowania, jeśli chciała kiedyś to dzieło dokończyć. Niespecjalnie jednak pomagałą jej w skupieniu. Odnosiła wrażenie, że wręcz stara się, żeby tylko skupienie nie zajęło jej musi zbyt mocno. Mocne ugryzienie rozlało się po jej ciele ciepłem, a przy tak wysokich temperaturach naprawdę trudno się pracowało. Szkoda, że spędziła większość życia w Kanadzie, świetnie sprawdziłaby się w każdym miejscu, gdzie obowiązują sjesty.
Nie spodziewała się niczego innego jak buntu. Zareagowała właściwie odruchowo. Zrobiłaby dokładnie to samo, nawet gdyby Prescott okazała teraz uległość i dopiero po fakcie dotarłoby do niej, że właśnie stało się coś bardzo dziwnego. Ale tym razem wszystko potoczyło się wedle utartego schematu.
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description