ODPOWIEDZ
24 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
170 cm
właścicielka sali bankietowej Guild Inn Estate
Awatar użytkownika
With or without you
I'm torn between a deeper desire
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

09
Seriously, child, have you no shame?

Noc była spokojna, a ulica przed domem Lili niemalże pusta. Shereen stała pod ścianą budynku, dokładnie tam, gdzie wcześniej się umówiły — pod jedną ze ścian, tuż pod oknem sypialni zajmowanej przez Lilian. Okno pierwszego piętra miało być ich wyjściem awaryjnym. Stojąca nieopodal drabinka, po której latem wspinała się jedna z roślin, była na tyle wysoka, że sięgała do okna. Wiosną i latem, gdy za oknem się zieleniło, pnący się po ścianie żywopłot prezentował się naprawdę dobrze. Wczesną wiosną natomiast, drabinka wciąż nie była na tyle porośnięta, by nie udało się po niej przejść. Rozejrzała się raz jeszcze, odruchowo sprawdzając, czy nikt nie przechodzi w pobliżu i czy w oknach sąsiednich domów nie pali się zbyt dużo świateł. Kilka przygaszonych świateł w oknach, puste chodniki, żadnego ruchu samochodów, który mógłby zwrócić na nich uwagę.
Oparła się na chwilę plecami o mur. Zerknęła w górę, na okno Lili, próbując ocenić, czy wszystko idzie zgodnie z planem. Nie widziała jeszcze ruchu, ale zakładała, że dziewczyna potrzebowała chwili, żeby się przygotować. Przez chwilę nasłuchiwała. Nie słyszała nic, co sugerowałoby, że ktoś krąży w środku. Żadnych kroków przy oknie, żadnego migającego światła. Tylko cisza. Winfield wyciągnęła z torebki telefon, zerkając na godzinę. Lili miała jeszcze kilka minut. Shereen zawsze przyjeżdżała wcześniej, niż powinna, a później po prostu czekała i liczyła na to, że druga osoba będzie tak samo punktualna, jak ona. Przeglądając telefon, zatrzymała spojrzenie na ostatnio wymienionych wiadomościach. Lili, na chwilę obecną znajdywała się na samej górze komunikatora. Ostatnią wiadomość wymieniły około dziesięciu minut temu. Właśnie wtedy Shereen wychodziła z domu, a Lili była w trakcie przygotowywania się. Winfield zastanawiała się przez chwilę, czy powinna napisać do Erica — jak by zareagował, gdyby mu napisała, że właśnie stoi pod oknem przyjaciółki i czeka aż ta, niczym Roszpunka, wychyli się przez okno i da jej znać, że powinna zacząć ją asekurować? Brakowało tylko złotego warkocza — wtedy mogłyby wystąpić w prawdziwej parodii tej cudownej baśni. Ostatecznie uznała, że do Erica odezwie się później — po zakończonej operacji.
Wiedziała, że Lili nie miała zbyt wielu okazji do takich wyjść, o ile sama nie utorowała sobie do nich drogi, więc cały plan musiał być prosty i szybki. Bez zbędnego przeciągania i zastanawiania się w nieskończoność, co dalej robić. W głowie odtwarzała sobie to, co ustaliły wcześniej: ona stoi tutaj, łapie Lili, jeśli ta będzie potrzebowała pomocy przy schodzeniu, a potem razem idą w stronę bocznej uliczki, zanim ktokolwiek zdąży się zainteresować, co właściwie dzieje się pod tym oknem. Za rogiem stał samochód, którym miały zostać przewiezione do punktu docelowego. Imprezy w klubie. Tematycznej, dla odmiany, bo miał się tam odbyć jakiś koncert, a organizatorzy obiecali świetną zabawę w świetle neonów. Na stronie wydarzenia czytała coś o światłach fluorescencyjnych i doszła do wniosku, że w sumie może być zabawnie. Chciała spędzić trochę czasu w towarzystwie Davenport, bo ostatnio nie miały, kiedy poplotkować — a zapewne w życiu Winfield, jak i Lili wydarzyło się całkiem sporo. Musiała jej opowiedzieć o psychicznym ex, nowej relacji o sali... A najlepiej rozmawiało się przy barze, podczas popijania kolorowych drinków.

Odblokowała jeszcze raz telefon, sprawdzając godzinę.
Nadszedł czas.

Podeszła bliżej okna, stając pod nim niczym zawodowy stalker. Wcześniej musiała spojrzeć pod nogi, gdyż nierówny teren i ułamane gałązki nie sprzyjały butom na wysokim obcasie. Podobnie jak dołki. Już sam fakt, że udało jej się tutaj dostać, graniczył z cudem. Zanim stanęła na terenie podwórka, musiała przypomnieć sobie, w którym miejscu była przerwa między murem oddzielającym dom Lilian od działki sąsiada. Przeciśnięcie się przez tę szparę wymagało od niej cierpliwości, bo choć nie była szczególnie wąska, tak ocieranie się o pylący mur nie należało do jej ulubionych zajęć. Podobnie jak włamywanie na czyjąś działkę — w ogóle czemu tutaj był ubytek? Czyżby babcia Devenport nie zdążyła wynająć specjalisty od łatania? Nieważne. Dzięki temu dostała się na działkę. Gdyby nie to, że obawiała się przebudzenia babci, rzuciłaby kamieniem w parapet. Wybrała bezpieczniejszą opcję, jaką było wysłanie wiadomości do Lilian o jednoznacznym przekazie: wyłaź już stamtąd. Z zadartą głową czekała cierpliwie na ciemnowłosą, mając nadzieję, że po odczytaniu wiadomości dziewczyna pojawi się w oknie.

Roszpunko zrzuć swój warkocz
Blueberry/Kasia
Nie lubię postów napisanych przez AI. Czytania w myślach mojej postaci i oczywiście klasyczek największy: utożsamiania postaci z autorem. To dwa oddzielne byty :/
23 y/o
Welkom in Canada
160 cm
Menedżer Rodzinny Pensjonat
Awatar użytkownika
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lilian miała dwadzieścia trzy lata, a i tak musiała wymykać się z domu, jeśli chciała gdziekolwiek wyjść. Dolores nie pozwalała jej imprezować ani właściwie robić czegokolwiek, co nie mieściło się w ramach durnego, starczego umysłu i jeszcze bardziej sztywnych, konserwatywnych poglądów. Lilian od dawna odnosiła wrażenie, że jej niezależność była dla seniorki bardziej problemem niż naturalnym etapem dorosłości, czego nie potrafiła zaakceptować.
W takich chwilach czuła jednocześnie wstyd i wdzięczność, że mogła liczyć na Sheeren, która niczym rycerz w lśniącej zbroi zawsze gotowa była stanąć pod jej oknem.
Problem w tym, że godzina ucieczki zbliżała się nieubłaganie, a Lilian po raz kolejny zmieniała kreację. W półmroku swojego pokoju krążyła nerwowo z latarką w dłoni, co chwilę przymierzając kolejne zestawy ubrań i porzucając je równie szybko, co wcześniej. Potrzebowała czegoś, co jednocześnie wyglądałoby dobrze w barze i nie krępowało ruchów; czegoś wystarczająco wygodnego i elastycznego, aby mogła bez problemu zejść po drabince z okna i niczego sobie nie połamać.
W końcu gdy po ośmiu minutach spóźnienia była w pełni gotowa, otworzyła okno i wychyliła się ostrożnie, szukając wzrokiem Sheeren. Ta stała na dole. Chyba była identycznie zniecierpliwiona co ucieszona, co napełniło Lilian jeszcze większą determinacją. Zaraz wysunęła nogę poza parapet i postawiła ją na pierwszym szczeblu drabiny. Potem na drugim i trzecim. I czwartym i piątym... i... Szósty szczebel drabiny zaskrzypiał niepokojąco, kiedy przeniosła na niego ciężar ciała. Nagle drewno pękło i zanim zdążyła jakkolwiek zareagować, poleciała w dół.
Wrzasnęła, jednak zamiast twardego zderzenia z ziemią, wpadła prosto w ramiona Sheeren. Obie runęły razem na podłoże. Lilian poczuła wszystko jednocześnie. Każdy zakamarek ciała rwał ją niewyobrażalnym bólem, ale pomimo tego, między jednym żałosnym sapnięciem a drugim, zdołała się zaśmiać. W tej samej chwili drabina przechyliła się na bok i runęła z głośnym hukiem, a potem w jednym z okien na piętrze, w sypialni sąsiadującej z pokojem Lilian zapaliło się światło.
Moja babka wstała — oświadczyła złowieszczo, tempo wpatrując się w szybę u góry. W drewnianej ramie poruszyły się firanki, które zmącone starczą ręką z plamami wątrobowymi, odsunęły się na dwie strony. Wtedy Lilian dostrzegła trupobladą twarz babki z bordowym ręcznikiem zawiniętym dookoła głowy. — She — przełknęła ślinę — umrzemy tutaj!

Shereen Winfield
24 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
170 cm
właścicielka sali bankietowej Guild Inn Estate
Awatar użytkownika
With or without you
I'm torn between a deeper desire
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Współczucie, które odczuwała wobec sytuacji Lilian, było mieszanką frustracji i niezrozumienia. Kobieta starej daty, która, gdy tylko mogła, kontrolowała życie swojej wnuczki. Dlaczego Davenport mieszkała wciąż z tą starą wiedźmą, skoro mogła w końcu się usamodzielnić — a przynajmniej spróbować się usamodzielnić. Shereen wyprowadziła się od rodziców równo cztery lata temu i to była najlepsza decyzja, jaką udało jej się podjąć. W końcu mogła zaznać spokoju. Matka nie miała na nią żadnego wpływu, więc mogła robić to, na co miała ochotę. Ale to już nie było to samo. Zauważyła, że w tym momencie wszystko to, co robiła wcześniej, by podnieść matce ciśnienie, nagle stało się częścią jej życia. Nie musiała się buntować, bo nie miała przeciw komu tego robić. Może dlatego myśl, że miała tego wieczora pomóc Lilian wydostać się z domu, rozbudziła w niej tę uśpioną chęć buntu. Miała plan na wieczór i chciała go w pełni zrealizować. Czekając pod domem Lili, czuła się jak książę. Ten rycerz w białej zbroi, czekający na chwilę, w której księżniczka zrzuci włosy. Tyle że nie zamierzała się po nich wspinać — księżniczka miała uciec z wieży.
Widok Davenport w oknie naprawdę ją ucieszył. Posłała jej pytające spojrzenie — co tak długo? — lecz nie była pewna, czy Lili dostrzegła je w świetle telefonicznej latarki. Chwilę później zaczęła schodzić po szczeblach drabinki. Z początku szło nawet nieźle. Asekurowała ją, wyciągając dłonie i przesuwając się z prawej do lewej, żeby w razie czego mogła ją złapać — albo w jakiś sposób wesprzeć. Im bliżej ziemi, tym większe zadowolenie. Jeszcze tylko chwila dzieliła je od opuszczenia tego podwórka. Czuła już to przyjemne mrowienie pod skórą na myśl o dźwięku głośnej muzyki i smaku kolorowych drinków. Obmyśliła przebieg całego wieczoru i nie chciała, aby cokolwiek go zmieniło. Wolała mieć wszystko pod kontrolą, dopóki nie…
Drewno trzasnęło pod butem Davenport, a dziewczyna poprzez utratę równowagi, wpadła prosto w ramiona Sheeren. Wylądowały obydwie na ziemi. Winfield chyba nawet na kamieniu, bo poczułam nieprzyjemne pieczenie na prawym pośladku. Prawdopodobnie nabiła sobie w ten sposób siniaka. Miały szczęście, że drabinka runęła tuż obok. Zrobiła przy tym ogromny hałas. Shereen przymknęła oczy, krzywiąc się mimowolnie, gdy ten nieprzyjemny dźwięk dobiegł do jej uszu. Zaklęła soczyście pod nosem — ja pierdole — przesuwając dłonią po zimnej ziemi. Po otwarciu oczu zerknęła na Lilian, a chwilę później na rozsuwające się zasłony… Twarz starszej kobiety, niczym widmo, pojawiła się w oknie chwilę po rozsunięciu zasłon. Wyglądała s t r a s z n i e w tym ręczniku zawiniętym dookoła głowy. Słysząc słowa Lili, przełknęła głośno ślinę i pokręciła głową.
— Nie ma opcji, Lil Dee. Nie zginiemy tutaj. Podnoś się i spadamy — rzuciła w pośpiechu, spychając dziewczynę ze swoich kolan. Pozbierała się powoli z zimnej ziemi, łapiąc brunetkę za dłoń i pociągnęła ją w kierunku przerwy między ogrodzeniami. Zdecydowanie nie polecała akcji ratunkowych w butach na obcasie. Wystarczyła chwila nieuwagi, żeby się wywalić.
— Za rogiem czeka na nas mój kumpel. Podrzuci nas na teren imprezy, ale najpierw musimy powyciągać te gałęzie spomiędzy włosów — westchnęła, przepuszczając Lilian, by jako pierwsza przedostała się przez wyrwę w murze i wyszła na ulicę.

Babcia otworzyła okno, wychylając się za okienną ramę. Przez chwilę wodziła wzrokiem po podwórku. Domyślała się, że jej wnuczka narobiła hałasu. Drabinka sama by się nie zarwała, ani nie przewaliła. W dodatku Lilian była na tyle bezczelna, by obudzić ją w środku nocy. Zacisnęła palce na parapecie, namierzając w końcu wnuczkę wzrokiem — musiała sięgnąć po okulary, by lepiej widzieć. Pokręciła głową, przepełniona dezaprobatą, po czym wyjęła telefon, by zadzwonić do wnuczki.


Lilian Davenport
Blueberry/Kasia
Nie lubię postów napisanych przez AI. Czytania w myślach mojej postaci i oczywiście klasyczek największy: utożsamiania postaci z autorem. To dwa oddzielne byty :/
23 y/o
Welkom in Canada
160 cm
Menedżer Rodzinny Pensjonat
Awatar użytkownika
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lilian momentalnie znieruchomiała, kiedy w oknie pojawiła się twarz starszej kobiety. Przez sekundę miała wrażenie, że naprawdę patrzyła na jakieś cholerne, niespotykane zjawisko, bo jej babka przykładała niewyobrażalną wagę do własnego wyglądu i nigdy nie wychylała się do ludzi z ręcznikiem na głowie.
Nawet. Nie. Oddychaj — wycedziła półszeptem, po czym zacisnęła usta, gdy usłyszała to piękne, siarczyste przekleństwo. Szybko zerknęła na Shereen. Widząc jej minę, odruchowo przysunęła się odrobinę bliżej, o ile się dało skoro już siedziała na przyjaciółce.
Lilian naprawdę była przekonana, że to już konie; że Dolores, niczym sama kostucha, za chwilę wyciągnie ją z powrotem do środka pensjonatu i urządzi taką awanturę, że odechce jej się podobnych eskapad do końca życia.Właśnie wtedy Sheeran oświadczyła, że miała inne plany.
Lilian poderwała się niemal natychmiast, jeszcze lekko oszołomiona wizją Dolores wyłaniającej się z okna. Zacisnęła mocniej palce na dłoni Shereen i pospiesznie ruszyła za nią, co chwilę oglądając się przez ramię, jakby naprawdę spodziewała się, że babka zaraz rzuci się w pościg. Właściwie było to wysoce prawdopodobne, ale pod wpływem adrenaliny, łudziła się, że uda im się bezpiecznie wydostać z terenu ośrodka.
Przysięgam, że widziałam swój pogrzeb — wydyszała, a następnie skorzystała zpierwszeństwa i zaczęła przeciskać się przez wyrwę w murze. Gałęziami zamierzała zająć się później, gdy naprawdę oddalą się od pensjonatu i od czujnych oczu babki.
Niestety los najwyraźniej nadal postanowił z nich drwić. Ledwo przecisnęła się do połowy, kiedy obcas buta zaklinował się między bardziej wąskimi fragmentami.
O nie. Nie, nie, nie… — jęknęła spanikowana. Próbowała wyrwać noę jeden raz, drugi, trzeci, ale bez większeo skutku. Przez dłuższą chwilę szarpała się z wyrwą w murze w absolutnie niesprawiedliwy sposób, przy czym gorszyła swój wygląd, nad którym tyle pracowała. Ubranie gięło się w różnych punktach, a we włosy coraz mocniej zaplątywały się złośliwe gałązki i liście. Nawet nie zauważyła momentu, w którym Dolores przyłapała ich na gorącym uczynku.
Shee, wypchnij mnie! — krzyknęła desperacko, wykręcona w cudacznej pozycji. Jedną nogę miała nadal zaklinowaną w wyrwie, podczas gdy dłonie wbiła w płytę chodnika po drugiej stronie muru. Próbowała choć odrobinę przesunąć się do przodu, ale wtedy w nocnej ciszy rozbrzmiał dźwięk telefonu.
Lilian momentalnie zamarła. Przez sekundę miała jeszcze irracjonalną nadzieję, że to nie jej komórka, ale zaraz poczuła tę charakterystyczne wibracje w tylnej kieszeni.
Nie wierzę. Po prostu w to nie wierze — jęknęła żałośnie i oparwszy czoło o ziemię, sięgnęła po urządzenie. Kiedy ekran rozświetlił jej twarz, serce prawie stanęło jej w piersi, bo dostrzegła morderczy napis Dolores. — UCIEKAMY! — wrzasnęła i z czystą paniką zaczęła szarpać się jeszcze mocniej i jeszcze intensywniej, aż w końcu ogrodzenie wypuściło ją z sideł. Niefortunnie upadła na twarz, ale prędko zebrała się na równe nogi i przerażona zerknęła, czy Sheren udało się już wydostać.

Shereen Winfield
ODPOWIEDZ

Wróć do „#14”