ODPOWIEDZ
32 y/o
For good luck!
166 cm
patolog sądowy Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Even if everyone turns a blind eye, I'm fine
Even if it's a little far, I still climb
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Nie samą pracą człowiek żyje.
Takie przeświadczenie miało wiele osób, czego Olivia do końca nie wyznawała. Była uzależniona od tego co robiła nie tylko ze względów finansowych. Prawdą było, że gdyby tylko pogodziła się ze swoim ojcem nie musiałaby ani trochę martwić się o pieniądze. Upór oraz wyznawanie innych wartości sprawiły jednak, że kobieta harowała więcej godzin, niż ilość przyjęta za średnią.
Nie przeszkadzało jej to. Chciała być dobra w tym co robi, a ambicje pchały ją coraz dalej ku świetlanej przyszłości lekarskiej.
Dała się jednak namówić na kilka drinków z koleżanką niewidzianą od czasu studiów. Miały nadrobić czas, który każda z nich poświęciła własnej karierze, nie oglądając się na osoby wokół siebie; powymieniać plotkami na temat życia zawodowego, jak i prywatnego.
Już w tym momencie Calvert powinna założyć, że Amber się nie zmieniła i za nic miała słowność i punktualność.
Nieświadoma, że ten wieczór przyjdzie jej spędzić samej, wbiła się w sukienkę (żałowała, że tak rzadko mogła je nosić), zadowolona z efektu końcowego. Ciągła praca miała swój plus - człowiek nie miał czasu na jedzenie, a to skutkowało zachowaniem szczupłej sylwetki. Nie miała hopla na tym punkcie, ale każdy lubił dobrze wyglądać.
Wysłała szybkiego SMSa do swojej dzisiejszej towarzyszki, informując ją, że jest już w drodze i wsiadła do zamówionego Ubera. Po paru zdarzeniach z przeszłości wyciągnęła odpowiednie wnioski - nie miała najmniejszego zamiaru pchać się nigdzie na piechotę wiedząc, że będzie piła. Wystarczyło jej ekstremalnych doznań, chociaż coś w środku krzyczało, że przecież nie mogła się od nich uwolnić. Była magnesem, przyciągając do siebie dziwnych ludzi, niczym miód pszczoły.
Znalazłszy się w Poor Romeo - podobała jej się ta nazwa, była tak bardzo życiowa - jeszcze raz napisała do Amber, która nie raczyła odpisać na wcześniejsze wiadomości.
Doprawdy irytujące. Nie liczyła na punktualność co do minuty, ale mogłaby chociaż dać znać na jakim etapie wyjścia jest.
Po niespełna czterdziestu minutach Calvert wiedziała, że koleżanka się nie stawi. Zapewne znowu znalazł coś ciekawszego do roboty. Coś pod postacią osobnika z sześciopakiem i bogatym wyposażeniem… portfela.
Zła na siebie postanowiła mimo wszystko wyciągnąć coś z tego wieczora. Skoro już wyszła, wystroiła się to czemu nie zaznać życia?
Alex byłby z niej dumny.
Kiedy zaczepił ją miło wyglądający mężczyzna, nie oponowała. Nowe znajomości nie były niczym złym. Ludzie byli zwierzętami stadnymi nawet, jeśli tak się tego wypierali.
Niestety, była to zła decyzja - jej rozmówca zdawał się być zdesperowany i nachalny. Nie podobało jej się to w żadnym calu, a niestety nie była aż tak asertywna, żeby, niczym Paloma, powiedzieć mu, by zwyczajnie się odwalił.
Zażenowana próbowała zbyć go w inny sposób, który zdał się tyle co woda na palący się olej. Musiała coś wymyśli, bo inaczej utknie tu z nim, kompletnie zawalając wieczór.
W chwili, w której obok ich stolika przechodził dość przystojny i całkiem porządnie wyglądający samiec alfa, Liv niewiele myśląc wstała, łapiąc go pod ramię. Plan niczym ze słabej jakości filmu romantycznego, ale była zdesperowana.
-Kochanie, w końcu jesteś. Już myślałam, że o mnie zapomniałeś - uśmiechnęła się do nieznajomego.
Błagam, niech podejmie grę.
-Właśnie mówiłam Darrenowi, że na ciebie czekam - dodała, zerkając na Pana Natręta. To musiało na niego podziałać. Chyba nie był na tyle głupi, żeby przystawiać się do niej przy “jej chłopaku”.

Jude Iverson
33 y/o
For good luck!
189 cm
chirurg ogólny w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
you're not the only lonely man. Being free always involves being lonely. Just there is a mask you can peel off and another you can not
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy/przeszły
postać
autor

04.


Nie wiedział nawet, czego obecnie szukał - gwar rozchodzący się po wnętrzu lokalu przypominał mgłę której gęste, rozwieszone opary zaczynały natrętnie obejmować jego skórę. Nie podobał mu się znów każdy, dostępny cal przedsięwzięcia - a jednak wciąż tutaj był. Pojawił się z własnej woli, rozrywka i zatracenie, smak alkoholu w ustach i ciepło musujące zbyt długo podrażnieniem na przełyku. Brzydził się czystym faktem że sobie na to pozwalał. Zrobiło mu się niedobrze. Brzydził się samym sobą bo stał się prostym instynktowym stworzeniem buszującym w obrębie własnych, doskonałe znajomych przyzwyczajeń. Bliskość stawała się towarem, który nauczył się wybierać jak z położonego tuż przed nim katalogu. Jego matka wierzyła, że mógłby osiąść w spokoju i założyć rodzinę, a on sam był świadomy, że to nie było takie łatwe - i co istotne nie wiązało się z tym by nikogo tak naprawdę podskórnie nie szanował. Nie był do tego zdolny, do obowiązku, do prostych, choć równocześnie żarliwych deklaracji. Nie umiał tak się poświęcić i nie zamierzał nikogo w ten sposób oszukiwać. Nie szukał osoby która miała z nim pozostawać całe życie. Szukał dla siebie rozluźnienia. Szukał kilku momentów.
Przyjemności.
To było przecież przyjemne - do czasu, gdy uświadamiał sobie, że nie tylko mieszkanie, w którym przebywał stawało się całkiem puste. Starczyło zamknięcie drzwi. Samotność uderzała go obuchem, być może nawet nie samotność, może bardziej wrażenie że był w tym zwyczajnie sam. Na jego ciele pozostał wciąż fantomowy, przyćmiony ślad pocałunków jak popiół którego nie zdążył jeszcze strzepnąć. Chciał krzyczeć, chciał wydrzeć sobie gardło, choć nie mógł inaczej żyć. Nie umiał w całkowicie odmienny sposób funkcjonować a musiał choć w tym aspekcie być szczery z samym sobą. Dlatego właśnie wyciągał zapisane w pamięci telefonu aplikacje. Dlatego chwytał spojrzenia które bez złudzeń zapragnęły go dosięgnąć. Dlatego tutaj wędrował, dlatego płynął po archipelagu stolików pomiędzy ludźmi, twarzami.
Cudzy głos, jak kotwica, otrząsnął go z zamyślenia, osadził w tym, co prawdziwe - co stało się rzeczywiste. Złapany za ramię wyprostował się, napięty, niespokojny jak zwierzę. Uniósł prędko swój wzrok, osaczając nim mężczyznę. Nie umiał dobrze udawać i bawić się w głupie gierki, w mówienie, jak bardzo tęsknił, jednak wiedział, że Olivia potrzebowała najwyraźniej w tej chwili jego obecności. Dlatego zrobił to, co potrafił najlepiej - być sobą, pozwalając wyjść całej chirurgicznej agresji z której zresztą słynęła spora część osób trudniących się w tym zawodzie. Rynsztok zmieszany w ustach i wybredna precyzja. Zaatakował szybciej zanim pozwolił by zaskoczyło go zdziwienie.
- Na co się gapisz? - warknął w stronę mężczyzny. Wypadł przy tym na tyle przekonująco, co w połączeniu z dosyć wysokim wzrostem oraz pozornie skłębioną w środku agresją sprawiło, że obsesyjny zalotnik natychmiast się wycofał. Nie czekał dłużej, miał zamiar gdzieś szybko zniknąć. Szukał ustronnego stolika, gdzie mogliby porozmawiać. - Ja pierdolę - rzucił jeszcze po drodze, ot tak, żeby sobie ulżyć. Olivię znał przede wszystkim z opowieści oraz organizowanych corocznie imprez pracowniczych, jako patolog przebywała gdzieś indziej, jak każdy śmiał się, w podziemiach i niemal każdy zapominał o jej istnieniu do czasu kiedy potrzebował na szybko wniosków badania histopatologicznego albo placówką wstrząsnął zgon o niejasnych okolicznościach i każdy z nerwowością oczekiwał rezultatów sekcji. Miała ten przywilej że często przychodziła po wszystkim, że była w stanie zobaczyć rzeczy, które były niejasne oraz niedopatrzenia, które zostały czasami popełnione.
- Czy powinienem bardziej zareagować? - zapytał po krótkiej chwili, gdy usiedli; stłumionym, dyskretnym głosem. Przechylił głowę, uważnie się w nią wpatrując, tak jakby starał się w tym momencie poddawać wszystko uważnej analizie. - Próbował ci dosypywać coś do drinka? Tylko szczerze - z jakiegoś powodu wierzył, że gdyby był to zwyczajny natręt, kobieta zdołałaby sama go szybko spławić, nie tworząc naprędce takich scen.

Olivia Calvert
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
tranxene
jestem za głupia na triggery
32 y/o
For good luck!
166 cm
patolog sądowy Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Even if everyone turns a blind eye, I'm fine
Even if it's a little far, I still climb
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Nie była fanką sytuacji, w których ktoś usilnie i dość nachalnie starał się narzucić jej swoje towarzystwo. Miała prawo sama wybierać z kim i kiedy chciała przebywać, podobnie jak większość ludzi. Dlatego nie rozumiała, czemu przedstawiciele płci męskiej ubzdurali sobie, że każda kobieta pragnie z nimi przebywać, na dodatek na ich zasadach. Owszem, można było zagadać, można było wdać się w konwersację, ale nie każde miłe słowo było flirtem i nie każdy posłany uśmiech był zaproszeniem do intymniejszego kontaktu.
Jej rozmówca nie potrafił przyjąć do wiadomości, iż nie była nim zainteresowana i jedyne, o czym aktualnie marzyła, to by sobie poszedł. Nie zależało jej na dogłębniejszym poznawaniu go, ot, poświęciła chwilę uwagi, bo zdawał się być początkowo interesującym partnerem do rozmowy. Po upływie odpowiedniej ilości czasu wrażenie to prysło niczym bańka mydlana, ukazując prawdziwą zawartość, która ja odpychała. Nie miała zamiaru stawać się ofiarą w jego dziwnej grze, a była pewna, że im dłużej trwała w tym toksycznym towarzystwie, tym większe było prawdopodobieństwo niemiłego zakończenia, którego nie życzyła żadnej kobiecie.
Przecząc poniekąd swojej własnej zasadzie wyboru towarzystwa, narzuciła swoje osobie, która miała stać się jej wybawieniem. Była przekonana, że poprzednik nie będzie chciał się z nikim bić o jej uwagę, a już tym bardziej, jeśli w grę wejdzie potencjalny narzeczony, czy partner. Na około było zbyt wiele osób, chociaż do tej pory zajmujących się własnymi sprawami i nie reagującymi, tak mogłoby się to zmienić w chwili rozpoczęcia bójki. Z jakiegoś powodu to zawsze działału na gości w lokalach.
Nie takiej reakcji spodziewała się ze strony mężczyzny, którego złapała pod ramię. Słowa przecięły powietrze niczym brzytwa, godząc w przeciwnika. Nie liczył się sposób, liczył się skutek, a ten był na rękę patolożce. Nachalny typ zrezygnował, uznając, że nie ma najmniejszych szans z kimś, kto z miejsca wykazywał wzmożony poziom agresji.
-Dziękuję - powiedziała, kiedy pierwsze emocje opadły, a ulga była jawnie słyszalna w jej głosie. I było po wszystkim. Kilka sekund wystarczyło, żeby wieczór przestał jawić się jako koszmarny.
Zerknęła na mężczyznę. Nie rozpoznała go w chwili, w której na niego padło, zbyt zaabsorbowana próbą wybrnięcia z sytuacji, w którą sama się wepchała. Teraz, mając więcej czasu i czując się znacznie bezpieczniej, rozpoznała w nim Jude. Nie byli przyjaciółmi, nie byli nawet dobrymi kolegami, ale znała go z widzenia, kiedy migał jej na korytarzu. Dwa różne światy, ona w podziemiach, on na samej górze.
-Przepraszam za to wszystko. Nie fatygowałabym cię, gdybym nie uznała tego za ostateczność - rzuciła. Przeczesała długie włosy dłonią, czując się co najmniej dziwnie. Upolować obcego to jedno, ale kogoś z kim się pracowało, to inna para kaloszy. Grunt, że mężczyzna nie wyglądał na plotkarza, który z radością opowiadałaby o wszystkim na szpitalnych korytarzach. Miała styczność z koloryzantami, dzielącymi się ubarwionymi opowieściami i takich starała się unikać, jak mogła. Problemy nie były jej potrzebne.
-Było dobrze. Okazałeś się nad wyraz przekonywujący - uśmiechnęła się z wdzięcznością, zajmując miejsce naprzeciwko niego. Było jej trochę wstyd, że pośrednio zmusiła go do zareagowania oraz pokazania swojej gorszej strony. A może normalnej? Nie umiała sprecyzować, niewiele o nim wiedziała. - Co? Hm. Nie, chyba nie, nie wiem - odpowiedziała, zaskoczona takim wnioskiem. Wiele czytało się o podobnych przypadkach. Nigdy nie brała pod uwagę, że mogłaby stać się jednym z nich. Może jednak powinna bardziej uważać.
-Mogę w zamian postawić ci drinka? Piwo? Coś bezalkoholowego? Obiecuję, że nie znajdzie się tam żadna podejrzana substancja. Ot, gest podziękowania - skomentowała, chcąc mu zrekompensować chwilę, którą jej poświęcał.

Jude Iverson
ODPOWIEDZ

Wróć do „Poor Romeo”