ODPOWIEDZ
33 y/o
For good luck!
193 cm
właściciel firmy ochroniarskiej Swift Security
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

001.
W upiornie uciążliwym wieczorze, wypełnionym hałasami obcych mu ludzi, bawiących się wokół, każdy detal zdawał się go drażnić. Wyżynał mu się nieprzyjemnym piętnem mrowienia na śniadej skórze, pozostawiając jego ciało spiętym; wręcz absurdalnie naprężonym, jak na to, że przecież nic nie robił. Nie wkładał w siedzenie żadnego wysiłku, a mimo tego, ręka, o którą opierał brodę, sztywniała pod ciężarem zniechęcenia. Był zmęczony dzisiejszymi obowiązkami i miał ochotę wrócić do mieszkania. Zamiast tego, niedługo po skończonej pracy i po szybkim prysznicu w domu, a także przebraniu się, zajmował stolik w Daldongdae, ubrany elegancko, ale w miarę swobodnie, jak na jego standardy. I może nieco tylko zbyt strojnie, jak na panujący w restauracji klimat. Siedział bowiem przy rozgrzanej płycie grzewczej i był przy tym zdecydowanie jedynym gościem lokalu, który pozostawał w marynarce. W kwestiach prezencji nigdy nie szedł na kompromisy. Oczekiwał na przybycie nieznanej mu studentki socjologii, która miała przeprowadzić wywiad na temat relacji między biznesem, a społeczeństwem, a to oznaczało, że wypadało mu wyglądać przynajmniej trochę profesjonalnie. Przestrzeń tymczasem gęstniała od różnorodnych zapachów i niemal płonęła od gorąca grilla, gdy przerzucając gruby płat boczku na drugą stronę, pozwolił, by ciche skwierczenie mięsa zastygło dźwiękiem w zagłębieniu jego ucha.
Można prosić drugi kieliszek? — dało się słyszeć jego pytanie, skierowane do kelnera w przerywniku od ciszy, gdy upijając porcję soju, zauważył brak szkiełka do pary.
Nie był w nastroju ani na towarzystwo, ani na rozmowy, ale mimo tego potrafił zagospodarować przestrzeń dla przyszłej towarzyszki rozmów. Z grubą opaską pobłażania, zarzuconą ściśle na dzisiejszy dzień, nie pozostało mu też nic innego, jak ignorować wszystkie symptomy ludzkie, które zwykle doprowadzały go do szału. Tym sposobem wyrzucał na przykład z pamięci głowy beztroską bliskość, widzianą przy stoliku obok – wilgotne pocałunki bezwstydnej młodej pary, zasiadającej w kącie restauracji w pobliżu baru i rękę mężczyzny na policzku partnerki, szarpiącą paznokciem za tkankę skóry, gdy ta dziwnie nachalna dłoń, drżąca od nietrzeźwości i bez równowagi w ruchach, rozerwała delikatny płat powierzchni tuż przy żuchwie dziewczyny.
Omal nie przewrócił oczami na ten widok.
Cienka linia skaleczenia, ku jego przewidywaniom szybko nasyciła się krwią i wyjaskrawiła się na bladym licu nieznajomej... na tym skończył jednak obserwację, uznając całą tę sytuację za brudny akt nieostrożności, ale również dobitny dowód na to, że nie powinien w tym kierunku patrzeć. Ignorował w zasadzie wszystko wokół, poza wchodzącymi do baru osobami (licząc na to, że którąś z nich będzie „jego” studentka). Gdyby nie to, że wisiał Derekowi przysługę, po tym jak ten załatwił mu kluczowego klienta, pewnie by go tu nie było. Obiecał mu jednak, że pomoże jego koleżance w badaniach, by w ten sposób wywiązać się z przykrego, ale koniecznego rytuału odwdzięczenia się. Zerknął jednak niecierpliwie na zegarek, chcąc zorientować się, czy wybiła już godzina umówionego spotkania.
Był przed czasem, wiedział o tym, ale jednocześnie nie chciał marnować zbędnych minut na wspólne przygotowywanie posiłku, dlatego przychodząc do baru wcześniej pozwolił sobie, by ta część obowiązków spadła na niego.
Z chwilą, gdy szyjka butelki soju znów przechyliła się w kierunku jego kieliszka, usłyszał ponownie charakterystyczne kołysanie dzwoneczka przy drzwiach, a oczy automatycznie przesunęły się w tamtym kierunku. Był niemal pewien, że tym razem ma do czynienia ze swoją rozmówczynią. Kobieta, która weszła do Daldongnae była młoda, ładna i sprawiała wrażenie osoby „poszukującej”, gdy przeciągała spojrzeniem po zebranych.
Przy tym, obręcze jej oczu i obrys twarzy wydawały się zadziwiająco znajome.
Piorunująco wręcz podobne do tych, które kojarzył z pracą jako Agent DEA.
...

...Kurwa!
Gdyby myśli mogły krzyczeć, jego odbiłyby się właśnie echem od wszystkich ścian.
Znał ją.
Znał nastrój ich wieczornych spotkań, pełnych zatęchłych oddechów w zamiejskiej melinie; znał też ciężkość i kaliber tamtych rozmów. Znośnych, ale również przy tym przygnębiająco samotnych, do których nie chciałby wracać. A jednak przewrotnością losu, właśnie to (nieumyślnie) zrobił. Groteska i absurd – nadgorliwie goniąca do przodu para – uderzyły przy tym gwałtowną falą w sprężystość bijącego w nim organu.
Oczy potrzebowały jeszcze chwili, by połączyć jej dzisiejszy wizerunek z obrazkiem wspomnień z przeszłości, za to pompowane w nagłym pobudzeniu serce nie dało się oszukać ani przez chwilę. Naparło na żebra z dziką furią.
Wsparty wciąż przedramieniem o blat stolika, z nadgarstkiem drętwiejącym od nacisku brody, zanurzył się w tej jednej chwili zbyt głęboko, omal nie tracąc oddechu.
Niech Cię szlag, Derek... — mruknął jeszcze przed podejściem kobiety do stolika, zastanawiając się przy tym, czy i ona rozpoznała w nim tego człowieka. Z tamtych nocy, pełnych płytkich i zwięzłych instrukcji.
Z tamtych spotkań, będących niejasnym wybojem emocji.

piper fox
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
nihilista
poza AI i niedbałością odpisów, wszystko inne dźwignę
ODPOWIEDZ

Wróć do „Daldongnae”