Lilian od czasu rozstania nie rozmawiała z rodzeństwem Nico. Raz, nie mieli ku temu okacji, a dwa nie mieli powodów, aby zamienić na ulicy chociaż zdanie. Dlatego kiedy los krzyżował ich drogi, zaczynało i kończyło się na krótkim, suchym ,,cześć”, które milkło wraz z ulicznym gwarem. Czuła, że mogli jej nie lubić; czuła i widziała to w ich spojrzeniach, ale mimo wszystko uważała, że mieli rację. W końcu wystawiła ich brata.
Obecnie Lilian nie pozwoliła, aby przeszłość tak kurczowo wśliznęła się go jej umysłu. Nie w tej chwili, kiedy świat zwęził się do tej nikłej przestrzeni między nimi. Wyjątkowo przestała analizować to, co dotychczas zaprzątało umysł i mąciło spokój w różnych moemntach; przestała wszystko rozkładać na możliwe wersje i błędy, które sama nieustannie sobie wypominała.
W końcu zrozumiała, że mieli tylko cztery godziny do odjazdu autobusu, więc powinna trwać: w spojrzeniu, które po wielu latach rozłąki mogła w końcu ulokować w oczach Nicolasa i w dłoniach, które pośród lodowatej wody, tak śmiało a zarazem ostrożnie przesuwał po jej skórze.
Prychnęła na tę swobodną wzmiankę o emeryturze i mimowolnie potaknęła. Nie byli
starzy, ale bez wątpienia byli starsi, więc czasami przyłapywała się na tym, że pewne rzeczy
mniej wypadały niż wcześniej. Z drugiej strony kiedy miała być nieodpowiedzialna, jeśli nie teraz, gdy nadal nie miała zbyt wiele do stracenia. Nie trzymał ją ani związek, ani rodzinne relacje ani żaden niebotyczny majątek.
Drgnęła, co zapewne poczuł, skoro asekurował jej ciało podczas pływania, i mimowolnie zerknęła na Nico. Nie pomyślała, żeby faktycznie ją podrywał, ale przez głowę Lilian przemknęło, że rzeczywiście mógł w ten sposób traktować inne dziewczyny. Ta myśl, zostawiła w niej tylko krótkie ukłucie dziwnej, nie do końca adekwatnej zazdrości i żałości; czegoś co nie jest trwałe i groźne, ale pojawia się znienacka. Jednak słysząc dalszą wypowiedź mężczyzny, żywo potaknęła, przyjmując jego poprednie słowa, jako dowcip.
—
Nie miałeś w Vancouver paczki znajomych? — dopytała, przypomniawszy sobie ich licealną grupkę, która pomimo różnych osobowości w składzie, naprawdę świetnie się dogadywała. I kąpała w jeziorach w blasku księżyca, co rozlało w sercu Lilian ciepło, które wywołały scenerie tamtych śmiesznych, beztroskich dni. —
Ostatnio praktykowałam, chociaż tak jak teraz, wcale tego nie planowałam — odpowiedziała zgodnie z prawdą, po czym wyplątała się z rąk Nico, aby znowu
stanąć na przeciwko jego twarzy. —
Babka sprowadziła do pensjonatu nowego majstra. Wrzucił mnie do wody, gdy jechaliśmy do sklepu budowlanego.
Było to dwa tygodnie temu. Obecnie znajdowała się w momencie, w którym nie wiedziała, co powinna sądzić o intencjach Maxa, które zrodziły się w nim tamtego dnia nad jeziorem. Nie było to jednak coś, o czym powinna mówić Nico podczas ich drugiego spotkania. Ba(!), nie zamierzała zaprzątać sobie tym głowy, skoro mieli okazję spędzić trochę czasu sam na sam.
W zasadzie chętnie przystała na propozycję powrotu na brzeg, choć zmartwiła się, wiedząc, że oboje byli cali przemoczeni, a zarazem zmarznięci. Trzymając ramiona ciasno przy sobie, podniosła buty, których nie zamierzała zakładać na mokre stopy i torebkę, po czym zwróciła się w stronę Nico. On również zbierał swój dobytek. Ubrania przylgnęły do jego ciała niczym druga skóra, przez co T-shirt wyraźnie podkreślił wyrzeźbioną klatkę piersiową oraz brzuch. Zagapiła się na moment, zupełnie intuicyjnie przygryzając wargę. Na chwilę zrobiło jej się odrobinę cieplej, gdy tak bezwstydnie wodziła wzrokiem wzdłuż męskego ciała.
—
Co? — bąknęła wytrącona, z nagłym rumieńcem na twarzy, jakby Nico przyłapał ją na czymś złym, ale szybko zrozumiała, że w ogóle nie poruszył tematu jej bezwstydnego gapienia się. Zadał pytanie, które musiała dokładnie przeanalizować, przy okazji patrząc mu prosto w oczy.
Propozycja była prosta i racjonalna, zważywszy na sytuację, w której się znaleźli, a jednak Lilian poczuła pewien dyskomfort. O ile otwarta przestrzeń w towarzystwie Nico jej nie przerażała, o tyle zamknięte cztery ściany brzmiały już osobliwie i trochę intymnie.
Szybko jednak zganiła się w myślach. Nic ich nie łączyło, powtórzyła sobie stanowczo. Ciepłe ubrania i gorąca herbata były po prostu potrzebne im obojgu i nie powinna dopowiadać sobie drugiego dna. W dodatku w domu nikogo nie było, więc nie musieliby tłumaczyć się z tego wybryku ani z tego, że wyglądali, jakby znów zaczęli się do siebie zbliżać.
Mimo tego czuła strach. Chyba najbardziej obawiała się, że powie coś nieodpowiedniego albo nie zdoła się powstrzymać (tak jak przed chwilą, kiedy spoglądała na Nico w sposób bardziej żarliwy i wstydliwy niż przyjacielski), gdyby znikąd pojawiło się między nimi niespodziewane napięcie.
—
W porządku, chodźmy — potaknęła i nawet się przy tym uśmiechnęła, choć niepewność wciąż krążyła w żyłach Lilian.
Odwiedziny w domu Rosenhall nie byłyby tak wyjątkowe, gdyby nie fakt, że próg przekroczyła razem z Nicolasem. Ostrożnie ułożyła w przedpokoju buty i zostawiła torebkę, rozglądając się dookoła, jakby była tu po raz pierwszy. Woda już nieco wolniej skapywała z jej sukienki, ponieważ większość cieczy zdążyła spłynąć podczas ich prędkiej drogi. Mimo to ciężar mokrego materiału wprawił Lilian w dyskomfort. Nie chciała też przypadkiem czegoś ubrudzić, dlatego w głąb domu weszła ze spiętymi ramionami, starając się nie dotknąć żadnej ze ścian.
We wnętrzu było przytulnie, czyli dokładnie tak, jak pamiętała, i przyjemnie cicho. Zaraz tę ciszę zmąciło pojawienie się psa, do którego Lilian ochoczo upadła na kolana i z radością pogłaskała go tu i ówdzie. A kiedy Nico poszedł po suche ubrania, Davenport już z większą śmiałością i bez pytania rozejrzała się po kuchni. Intuicyjnie, korzystając z tego, że pani Rosenhall nie zmieniła ułożenia naczyń ani produktów, zaczęła przygotowywać herbatę.
Położyła kubki na blat i poprawiła mokre włosy. W końcu, kiedy czajnik zaczął się nagrzewać, uniosła dłonie nad parą wydobywającą się z dziobka. Ciepło rozlało się po jej skostniałych palcach, ale prędko cofnęła ręce, kiedy dostrzegła w progu sylwetę mężczyzny.
—
Rozgościłam się — oznajmiła. Nie przypuszczała, aby Nico mógłby być o to zły. Pomimo pierwszego wrażenia, we wnętrzu jego domu czuła się wciąż swobodnie. W dodatku chciała odwdzięczyć się za towarzystwo, które zaproponował, aby nie czekała samotnie na przystanku.
Zaraz przesunęła wzrok na ubrania. Trzymał je w dłoniach i choć przez chwilę się wahała, to w końcu nabrała powietrza i powiedziała:
—
Musisz rozpiąć mi zamek w sukience.
Nie poradziłaby sobie z nim sama, skoro materiał lepił się do skóry i z trudem mogła przesunąć go w jakąkolwiek stronę. Dopiero po wypowiedzeniu tych słów dotarło do niej, jak dziwnie to zabrzmiało i jak wiele razy wypowiadała do Nico podobne kwestie w nieco i n n y c h momentach. Najpierw uciekła wzrokiem, ale zaraz powróciła nim do oczu mężczyzny i sugestywnie, choć nieco nieśmiało poruszyła ramionami. Potem podeszła bliżej i odgarnąwszy mokre włosy, odwróciła się plecami; tak, aby miał pełny dostęp do zamka.
Nico Rosenhall