

Nieśmiało unosi krawędź koszuli. — Pozwól mi. — szepce, koniuszkiem nosa wodząc po szyi mężczyzny swojego życia Bukiet perfum pobudza jego zmysły, do czerwoności rozpalając wyobraźnię.
Wysokiej klasy lniana koszula ląduje na posadzce. Tuż obok niej opadają pozostałe ubrania, a na łożu nieopodal dwa męskie ciała oddają się miłosnemu uniesieniu.
Doświadczenie sprawia, że Romeo czuje się szczęśliwy, bo odnalazł osobę, która go pożąda; bo odnalazł kogoś, przy kim może być s o b ą.
Zasypia wtulony w silne męskie ramiona, nie spodziewając się, że nadchodzi koniec znanego mu świata.
Dwanaście minut po trzeciej do pokoju chłopaka wpadają rodzice; widząc syna w objęciach dużo starszego mężczyzny, nie ukrywają trudnych emocji: — Zawiodłeś mnie. — mówi ojciec, a w jego oczach widać, że intymne zbliżenie traktuje jak osobistą porażkę. — Wynoś się stąd. — zwraca się do kochanka Romeo, a potem odwraca wzrok. — Nie wstyd Ci? Przecież to jeszcze dzieciak, dopiero co skończył szkołę!
Nerwowo poprawia krawat i łapczywie chwyta powietrze. — Dasz radę — szepce, próbując zmusić swoje ciało do kooperacji. Dałby wiele, aby nie jechać na salę sądową; nienawidzi swoich rodziców, że postawili go w tak trudnej sytuacji i nie wysłuchali żadnych argumentów. Bo przecież Nestor — żaden z nich — nie zrobił niczego złego; bo ich związek jest l e g a l n y i nie ma w sobie znamion żadnego przestęptwa.
Stojąc przed sądem, koncentruje się na niepodważalnych faktach, dokładnie referując historię ich miłości (równocześnie czuje się ograbiony z resztek prywatności). Rumieni się, kiedy patrzy w oczy rodzicom i szybko odwraca spojrzenie, aby utkwić je w człowieku, który jest nie tylko największym wsparciem, ale także miłością życia.
— Wysoki Sądzie, moi rodzice nie mają pojęcia, co robią i kierują się uprzedzeniami — rzuca na zakończenie, a kiedy do jego uszu dobiega wyrok uniewinniający, czule wtula się w ciało partnera i czuje, jak schodzą z niego wszelkie, złe emocje.
Nie ucieka.
Wyjeżdża.
Nie panikuje, a zamyka rozdział, w którym zostawia ludzi działających na jego szkodę. Pakując walizki, nieustannie zerka na połyskujący na palcu sygnet i obrączkę. — Kochanie, pamiętasz o potwierdzeniu rezerwacji? — pyta, niecierpliwie wyczekując wejścia na pokład luksusowego samolotu.
Nie myśli o rodzicach i rodzeństwie, którzy zostaną w mieście; woli udawać, że jest sierotą, bo napsuli mu wystarczająco krwi. Poza tym wybrał; nie ich, a j e g o. — Zgubiłem ubranka Chanel — dodaje, ze smutkiem, przyglądając się morelowej pudel toy, która kręci się między pudłami.
A potem naprawdę zostawia wszystko za sobą; a potem naprawdę zaczyna nowe — lepsze — życie, w którym nikt nie będzie podważał jego decyzji.
