ODPOWIEDZ
26 y/o
For good luck!
185 cm
miał szukać pracy jako dziennikarz a zakłada krawaty nieboszczykom
Awatar użytkownika
Oficjalnie: absolwent dziennikarstwa. Nieoficjalnie: gość, który uciekł z trumny, żeby w niej ostatecznie wylądować.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

4


Wspomnienie przejażdżki Mustangiem wciąż pulsowało pod skórą Noego, jak niezagojona rana, której nie potrafiił przestać rozdrapywać. Dyskusja, która się wtedy wywiązała, była jak stąpanie po kruchym lodzie; próba nazwania czegoś, co od lat balansowało na granicy przyjaźni i obsesji. A potem przyszedł seks. Gorący, niemal brutalny w swoim desperackim pędzie, jakby oboje chcieli wymazać dotychczasową przeszłość albo zmusić teraźniejszość do bycia czymś więcej, niż była w istocie. Było w tym coś zwierzęcego, całkowicie pozbawienie zahamowań. Do czasu. Wypowiedziane przez nią imię – imię faceta, którego kochała – zadziałało jak ostre cięcie, które w ułamku sekundy przerwało jego odurzenie. To było jak płachta na byka, jak wyrok, który ostatecznie uświadomił mu miejsce w tej układance. W jednej chwili pożądanie zmieniło się w lodowatą pustkę, w gniew, który odebrał oddech. Nie potrafił dłużej udawać, nie potrafił dokończyć tego aktu. Zerwał się z niej gwałtownie, zostawiając ją w pół słowa, w pół ruchu, zdezorientowaną i nagą na tle narastającej furii. Pamiętał palący wstyd, który nie opuścił go ani na chwilę od tamtego momentu. Teraz, idąc do Elsy, wciąż czuł na sobie ten cień – piętno faceta, który dał się omamić iluzji, by w finale zostać z niczym, poza świadomością, że dla Gabrieli zawsze był tylko rozrywką, a nie wyborem.
Czuł, jak ciężar ostatnich dni go przygniata. Przed oczami wciąż miał ten sam obraz: maska mustanga, rozgrzane powietrze i ten moment, w którym wszystko runęło. Teraz, w tej rodzinnej dzielnicy, w której oboje z Elsą odnaleźli się po własnych życiowych katastrofach, świat wydawał się jeszcze bardziej nie do zniesienia. Elsa była jedyną osobą, która mogła go w tej chwili znieść – jedyną, która od czasów liceum nie bała się mówić prawdy prosto w oczy. Była tą, która zawsze stawała po jego stronie, gdy inni szydzili, ale która nie miała litości, gdy widziała, że znowu robi z siebie idiotę. Wiedział, co zaraz usłyszy. Wiedział, że po raz kolejny wygarnie mu, jak bardzo był naiwny, dając się wciągnąć w toksyczną grę Gabrieli. Ale musiał to usłyszeć. Musiał usłyszeć z jej ust, że był niewyobrażalnym idiotą, bo tylko to mogło go w tej chwili ocucić.
Stanął przed jej drzwiami, czując, jak w lustrzanym odbiciu szyby twarz wykrzywia mu się w wyrazie przejmującej żałości, że sam nie mógł na siebie patrzeć. Opadnięte kąciki ust, wzrok pełen upokorzenia i wygasłe oczy – wyglądał jak wrak człowieka, który przyniósł swoje złamane serce na tacy, w nadziei, że ktoś zechce na nie spojrzeć. Podniósł drżącą dłoń i zapukał. Czekał, słuchając szumu deszczu i własnego, przyspieszonego oddechu, gotowy na to, by przestać uciekać przed samym sobą. W jednej ręce ściskał papierową torbę z dwoma zestawami sushi – „klasyką” dla siebie i wegetariańską porcją dla niej – a w drugiej butelkę whisky, która miała stać się paliwem na ten wieczór.
Elsa Eriksen
Ostatnio zmieniony śr cze 03, 2026 3:32 pm przez Noe Villeneuve-Scott, łącznie zmieniany 2 razy.
25 y/o
Welkom in Canada
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Powrót ze szpitala i próba na nowo odnalezienia się w otaczającej ją rzeczywistości zdawała się być o wiele trudniejsza niż przypuszczała. I choć mogła liczyć na wsparcie Dantego, który najwyraźniej nadal miał wyrzuty sumienia, że to przez niego wylądowała w tej przerażającej sali, podpięta dziwnymi przewodami do jeszcze dziwniejszych urządzeń, a także rodziców, to jej wewnętrzna Zosia Samosia nie pozwalała na korzystanie z wyciągniętych dłoni zbyt często. Oczywiście, miło było zjeść coś, co nie było zupką chińską albo na szybko odgrzanym w mikrofali posiłkiem, ale aby całkowicie nie zwariować, musiała wrócić do swojej własnej rutyny i to jak najszybciej. To ona musiała wychodzić na poranne spacery z Olive, to ona musiała chodzić do salonu i nadrobić wszystkie zaległości jakich sobie narobiła tym niespodziewanym urlopem i to ona musiała się uczyć do zbliżającej się sesji. Na znajomych rzadko wystarczało czasu. Może problem jednak polegał na tym, że niekoniecznie mogła się pochwalić jakimś wielkim gronem przyjaciół. Oczywiście, przez jej studio przechodziła masa ludzi, tych bardziej lub mniej znanych, podobnie było z pokazami, na których to czesała światowej klasy modelki albo zwykłe dziewczyny chcące zaistnieć w świecie modelingu. I choć zawsze się starała zamienić z każdym chociaż kilka słów to nie były to raczej tego rodzaju kontakty, do których wysłałaby wiadomość z zapytaniem, czy nie wybiorą się może razem do klubu po tańczyć. I najwyraźniej miała spore problemy z utrzymywaniem jakichkolwiek znajomości, ponieważ te wszystkie koleżanki i koledzy, którzy w ostatni dzień szkoły zapewniali ją, że nadal będą się spotykać, nie odezwali się do niej ani razu, nie wspominając o odpisaniu na głupie smsy. Ale kilka lat temu, dziwny zbieg okoliczności sprawił, że odnowiła kontakt z jednym z chłopaków z jej rocznika. Noe… kto by przypuszczał, że ten nastolatek, który nigdy nie był szczególnie zainteresowany jej towarzystwem na szkolnym korytarzu stanie się jej tak bliskim przyjacielem? Do dziś pamiętała moment ich spotkania – przypadkowe, dosłowne zderzenie ze sobą na ich dzielnicy. Trafił na jeden z gorszych momentów w jej życiu i choć przy standardowym hej, co u ciebie? starała się brzmieć i wyglądać na kogoś, kto miał wszystko poukładane, on przejrzał jej maskę. Co więcej, ściągnął ją i pozwolił, aby gorzkie łzy pierwszy raz ujrzały coś i kogoś więcej niż cztery ściany i pluszowa panda.
Był idealnym dowodem na to, że prawdziwych przyjaciół poznawało się w najtrudniejszych chwilach.
A na ten wieczór nie miała żadnych planów. Po długich godzinach spędzonych w studio wróciła do domu, wyprowadziła małą Olive na szybki spacer, całą drogę powrotną pokonując w biegu przez deszcz, który zdążył je złapać. Dlatego poszła pod prysznic i gdy przebrana już w koszulę nocną zamierzała usiąść do notatek z uczelni, usłyszała pukanie do drzwi. Nie umawiała się z Dante, ale była niemal pewna, że to właśnie jego ujrzy w progu. W końcu ten człowiek raczej nie miał w zwyczaju informować innych o swoich planach, nawet nie zdziwiłaby się, gdyby jako wymówkę podał rozładowany telefon, pomimo że kilka dni temu podarowała mu głupi powerbank z prośbą, aby miał go zawsze przy tyłku. Jednak kiedy zamiast niego ujrzała Noe… nie, tego spotkania nie przewidywała w swoim dzisiejszym bingo.
– O, hej, coś się… – Nie dokończyła, bo zaraz jej oczy spoczęły na papierowej torbie z logiem pobliskiej knajpy z sushi oraz butelce whisky. Z pewnością nie przyszedł świętować jej urodzin, nawet nie dlatego, że te obchodziła w grudniu. – Rudy alarm? Wchodź, wchodź… Pójdę się przebrać i zaraz do ciebie przyjdę, zaczekaj w salonie– odparła spokojnie, wpuszczając go do środka. Nie zamykała jednak za nim drzwi tylko pognała do sypialni, aby nie paradować przed nim w koronkowej halce. Tak jak obiecała, wróciła dosłownie po dwóch minutach, ubrana w granatowe legginsy i oversizową bluzę, najprawdopodobniej z tego samego kompletu. Zabrała z kuchni szklankę dla niego, a dla siebie kieliszek i butelkę wina bezalkoholowego i wszystko położyła na stoliku w salonie, gdzie miał na nią czekać.
– Jak bardzo jest źle? – zapytała cicho, nieco smutno. Wiedziała jak wyglądała sytuacja między nim a Gabrielą i naprawdę ją to martwiło. Noe był jej bardzo bliski i widok go w takim stanie… ranił jej kolorowe serducho.
Przypomniała sobie zaraz, że przecież przyniosła jeszcze z sypialni ręcznik, który po chwili zarzuciła na głowę chłopaka i bardzo delikatnie zaczęła odciskać wodę z jego włosów. Nawet jak się wyrywał to twardo się upierała, że to ona powinna się zająć jego kłakami. Bo co jak co, ale na włosach to z ich dwójki ona znała się najlepiej.


Noe Villeneuve-Scott
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
26 y/o
For good luck!
185 cm
miał szukać pracy jako dziennikarz a zakłada krawaty nieboszczykom
Awatar użytkownika
Oficjalnie: absolwent dziennikarstwa. Nieoficjalnie: gość, który uciekł z trumny, żeby w niej ostatecznie wylądować.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To, że kiedyś zauważył jej łzy i jako jedyny pozwolił jej przy sobie odpuścić, nagle wydało mu się strasznie odległe i naiwne. Teraz to on się całkowicie sypał i czuł, że nie ma już żadnej maski, za którą mógłby się schować. Świadomość, że Elsa zna go na wylot – że widziała go w najgorszych momentach i się nie odwróciła – sprawiała, że jej obecność była dla niego jednocześnie jedynym ratunkiem i najtrudniejszą rzeczą na świecie. Czuł, że wraca do niej jak pies, który znowu dał się nabrać na ten sam numer. A ona, lojalna jak zawsze, była jedyną osobą, przed którą nie musiał udawać, że wszystko jest w porządku. I właśnie to poczucie bezpieczeństwa, które budowali przez lata wspólnych kryzysów, sprawiało, że teraz ten wstyd palił go jeszcze mocniej.
Noe poczuł, jak żołądek wywraca mu się na drugą stronę, kiedy zobaczył jej minę. Widok Elsy w takim domowym wydaniu – z mokrymi jeszcze włosami, w tej luźnej halce – uderzył go mocniej, niż przypuszczał. W głowie od razu odpaliła mu się myśl, że totalnie nie wpisuje się w to, czego mogła się spodziewać. Przez chwilę po prostu stał jak kołek, nie potrafiąc wykrztusić ani słowa. Czuł, że butelka w jego dłoni waży tonę, a papierowa torba z sushi wrzyna mu się w palce. Widział w jej oczach, że kompletnie nie była gotowa na takie odwiedziny. Przez moment chciał nawet obrócić się na pięcie i po prostu stąd zwiać, zostawiając ją w tym całym szoku. Ale nie potrafił. Zamiast wejść normalnie do środka, oparł się jakoś tak niezgrabnie o framugę drzwi. Wyglądał jak facet, który kompletnie nie wie, co ze sobą zrobić. Od razu widziała, że to nie jest kolejna luźna wizyta bez zapowiedzi. Stał lekko zgarbiony i gapił się gdzieś w podłogę za jej plecami. Całą swoją postawą krzyczał, że problem, który go tu przygnał, jest cięższy niż ten deszcz. Nie czekał na żadne „wejdź” – po prostu stał i liczył na to, że ona pierwsza przerwie tę ciszę. W końcu zaprosiła go do środka i wszedł do środka. Jej dom zawsze go uspokajał, ale teraz, z tym całym syfem w głowie, wszystko wydawało się ostrzejsze i bardziej namacalne. Odstawił torbę z sushi na stół z taką precyzją, jakby to była jakaś bomba, po czym bezwładnie klapnął na kanapę.
Gdy tylko usiadł na kanapie, poczuł, jak cały ten koszmarny dzień uderza w niego ze zdwojoną siłą. W głowie cały czas tłukło mu się hasło „rudy alarm” – Elsa zawsze potrafiła podsumować sytuację jednym, celnym tekstem. Kiedy wróciła z pokoju, przebrana w bluzę i legginsy, nawet na nią nie spojrzał. Czuł się przy niej tak cholernie prześwietlony, że każde jej zachowanie – to, jak spokojnie rozstawiła kieliszki i to, że w ogóle nie naciskała – sprawiało, że miał ochotę albo się poryczeć, albo czymś rzucić. Siedział cały spięty, a oddech wciąż nie chciał mu odpuścić. W końcu wyprostował się trochę i odetchnął głęboko, ale i tak nie odważył się spojrzeć jej w oczy.
Nie miałem gdzie pójść – rzucił nagle, po czym złapał za butelkę whisky i zaczął z nią walczyć. Ręce tak mu latały, że musiał użyć obu dłoni, żeby korek w końcu puścił. – Wszystko się posypało, Elsa. Znowu. I tym razem czuję, że nie ma już czego zbierać. - Nalał sobie pełną szklankę, w ogóle nie patrząc, ile leje. – Wiem, że ty nie pijesz alko, ale wziąłem nam sushi, dla ciebie wege – rzucił jeszcze do przyjaciółki, zanim w ogóle zacznie opowiadać jej tę całą historię rodem z jakiejś taniej telenoweli.
Zamarł ze szklanką w garści. Jej pytanie – proste i prosto z mostu – wbiło go w kanapę mocniej niż jakikolwiek opieprz. W jej głosie nie było ani grama złośliwości, której podświadomie tak bardzo się bał. Była tylko ta cholerna, szczera troska, a to w jego stanie bolało bardziej niż cokolwiek innego. Przez chwilę gapił się, jak bursztynowy płyn drży w szklance, bo ręka wciąż mu latała. W końcu wziął pierwszy, długi łyk. Alkohol przyjemnie wypalił mu gardło i na sekundę odciął go od natłoku myśli. Odstawił szklankę na stolik z cichym stuknięciem i wreszcie spojrzał jej w oczy.
Jest tak źle, że aż wstyd się przyznać – odpowiedział zachrypniętym głosem. – Dałem się podejść jak ostatni dzieciak. Myślałem, że... nie wiem, że to coś znaczy. Że to, co stało się przy samochodzie, to był początek czegoś na poważnie. – Urwał na moment i zawiesił wzrok na ścianie za jej plecami. – A potem, w samym środku seksu, ona wypaliła z imieniem Williama. No jakby to był dla niej tylko sposób na nudę, żeby przestać o nim myśleć. Dotarło do mnie, że jestem dla niej tylko... jakimś dodatkiem. Zabawką, którą rzuca się w kąt, jak tylko przyjdzie ochota na coś prawdziwego. Czułem się, jakby mi ktoś normalnie wybił zęby. - Mocno zacisnął szczękę, żeby głos mu się nie załamał. – Jestem skończonym idiotą, co? Powiedz to. Muszę to usłyszeć, żeby w końcu dotarło do mojego łba, że nie ma już czego ratować.
Kiedy poczuł na głowie miękki ręcznik, czuł, jak deszczowa wilgoć znika z jego włosów. Elsa wyżymała mu te włosy tak pewnie i delikatnie, że zadziałało to na niego jak jakiś wyłącznik. Opuścił głowę jeszcze niżej i wbił wzrok w podłogę. Ina zawsze idealnie wiedziała, jak go rozbroić – nawet kiedy on sam chciał po prostu siedzieć, wściekać się i użalać nad sobą.
Serio, Elsa, powiedz mi – wydukał – co ten facet ma w sobie? Co on takiego ma, że dla niej to zawsze on jest numerem jeden, a ja... ja jestem tylko pieprzoną rozrywką? Przecież widziałem, jak na mnie patrzyła. Przysięgam ci, że tego nie dało się udawać. To było... prawdziwe. Znowu złapał za szklankę i tym razem osuszył ją prawie do dna. Czuł, że alkohol zaczyna mu już lekko szumieć w głowie, ale to i tak było za mało, żeby zagłuszyć to cholerne pytanie, które cały czas wierciło mu dziurę w mózgu.
Elsa Eriksen
25 y/o
Welkom in Canada
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

To nie tak, że liczyła, że zobaczy w drzwiach kogoś innego. Nie była z nikim umówiona, a jej koronkowa halka, którą można było uznać za ubranie godne randki z kolacją i śniadaniem, wcale nie czekała az te konkretne dłonie wsuną się pod nią i uraczą swoim gorącem. Nie, Elsa po prostu wolała mieć już na sobie coś do spania jakby nagle oczy jej się przymknęły pod napływem zbyt dużej dawki wiedzy czerpanej z książek i notatek. Bo jedyna randka jaką planowała to właśnie ta z materiałami do nauki przed zbliżającymi się egzaminami na studiach.
I choć widok Noe totalnie ją zaskoczył i zbił z tropu to nie zamierzała zamykać mu drzwi przed nosem. Pozwoliła mu się oprzeć o framugę i czekała. Nie pospieszała, nie narzekała. Chciała dać mu tyle czasu, ile potrzebował, bo dobrze wiedziała z jakim bólem do niej przychodził. Wiedziała, że każde przyznanie się do porażki i kolejnego błędu było dla niego trudne, a tupanie nogą i wymowne spojrzenie tylko i wyłącznie pogorszałoby całą sprawę. A przecież była tu po to, żeby mu pomóc. Te kilka lat temu obiecała mu, że jak będzie jej potrzebował to znajdzie dla niego czas i nie zamierzała łamać danego słowa.
Gdy zareagował na jej zaproszenie, posłała mu ciepły uśmiech i pognała do sypialni, aby założyć coś odpowiedniejszego do zaistniałej sytuacji. Między ściąganiem halki, a wciąganiem na tyłek legginsów wymieniła kilka wiadomości z Dante, informując go, żeby może jednak nie robił jej żadnej niespodzianki i w ten jeden wieczór nie wpraszał jej się do domu z Murphym. Bo jak kochała spędzać z nimi czas, nawet jeśli miało to być obejrzenie jednego odcinka serialu, a potem uśnięcie na kanapie, to uwielbiała każdą z tych leniwych minut, którą mogła spędzić w jego ramionach. Jednak tym razem to nie był dobry moment na odwiedziny. Tym razem potrzebował ją przyjaciel. Tak, chyba jedyny przyjaciel. Nawet jeśli Dante sugerował coś innego to ani przez chwilę się nie wahała, żeby wybić mu te głupoty z głowy. Bo Noe był tym prawdziwym wsparciem, kiedy ten postanowił sobie wyjechać i przestać się do niej odzywać. Kiedy postanowił wrócić po latach z nową dziewczyną… tylko jemu mogła to wszystko powiedzieć i się wypłakać. Dlatego zamierzała stać murem za nim i za ich czystą i naprawdę piękną relacją.
Widziała jak bardzo było z nim źle dlatego każdy jej ruch był naprawdę przemyślany. Miał wystarczająco dużo chaosu w głowie, żeby jeszcze doświadczał go przy niej, bo wbrew pozorom, mimo tej swojej pogodnej – czasami aż nazbyt – natury, potrafiła wprowadzić też spokój i ciszę. A tego właśnie potrzebował.
– Miałeś… dom numer sześć… o, popatrz, właśnie się tutaj znajdujesz. W takim razie wszystko jest w porządku – odparła z ciepłym uśmiechem, poprawiając ułożenie szklanek na stoliku. Zniknęła jeszcze na chwilę w kuchni, aby przynieść kolorową zastawę do sushi i pałeczki. Oczywiście, że mogli zjeść je prosto z opakowania, ale czy tak nie byłoby przyjemniej? Wyciągnęła więc zaraz ich zestawy i rozłożyła je na prostokątnych talerzykach, wylewając też sos sojowy do jednego z tych z głębszym dnem.
– Nie przejmuj się, pij… ja sobie naleję wina bezalkoholowego, żebyś miał towarzystwo, zgoda? – zapytała spokojnie i sama sięgnęła po swoją butelkę białego trunku. Wbiła korkociąg i sprawnych ruchem uwolniła szyjkę od nieprzyjemnego nacisku. Ciekawe było to, że posługiwanie się nożami było dla niej czarną magią, ale otwieranie wina nie stanowiło dla niej żadnego problemu. Napełniła kieliszek do połowy, ale nie upiła nawet łyka. Czekała aż Noe wyrzuci z siebie w końcu wszystko, co mu ciążyło, w międzyczasie przypominając sobie o przyniesionym ręczniku. Aż w końcu to się stało. Słowa wylewane z jego ust jak wodospad rozpaczy dotknęły ją do reszty. Czuła jak z każdą chwilą, z każdą wypowiedzianą sylabą, słowem, zdaniem… serce ściska ją coraz mocniej. Bolało, a co dopiero jego. I może dlatego w końcu podniosła się z kanapy i zabrała się za osuszanie jego włosów z kropel deszczu. Może potrzebowała coś zrobić z rękoma, aby móc wymyśleć jakieś rozwiązanie. Tak, zawsze jej się lepiej myślało, gdy zajmowała się włosami, zwłaszcza czyimiś.
– Shhhh… oddychaj, dobrze? Wiem, że to ciężkie, ale musisz oddychać, bo nie wiem czy wiesz, ale zajęcia z pierwszej pomocy w liceum zaliczyłam tylko dlatego, że nauczyciel mnie lubił. Także lepiej przy mnie się nie dusić. Zgoda? – powiedziała łagodnie, ostatni raz dociskając ręcznik do jego włosów. Chwilę po tym odłożyła go na oparcie kanapy i obeszła ją dookoła, aby na nowo zająć miejsce obok chłopaka. Mimowolnie uniosła dłoń, aby przeczesać mu te jeszcze trochę wilgotne kosmyki i ułożyć je tak jak sama lubiła go oglądać. Jakby próbowała w ten sposób oszukać zarówno siebie jak i jego, że wcale nie było tak źle.
– Po pierwsze, pokaż mi zęby. Bo może ktoś ci je wybił i stąd te uczucie, co? – Uśmiechnęła się i delikatnie złapała go za wargi, aby je lekko rozszerzyć i sprawdzić stan uzębienia przyjaciela. Na szczęście – był komplet. Zaraz też zabrała łapki od jego twarzy, ale prawą ułożyła na jego ramieniu i powoli zaczęła nią sunąć po karku, plecach, znów po barkach i znów po plecach… – A po drugie… nikt za miłość nie powinien płacić płaczem. Nikt nie powinien przeżywać tego, co ty – odpowiedziała już znacznie ciszej, zawieszając na moment spojrzenie na bursztynowej cieczy w jego szklance. – Jesteś idiotą. Cholernym idiotą o cholernie dobrym, a jednocześnie czułym sercu. Ale musisz postawić sobie sprawę jasno. Czy potrafisz być tylko jej przyjacielem? Czy potrafiłbyś jej pomóc nie jako Noe wierny szczeniaczek, który rzuci wszystko w cholerę, aby tylko jego pani była szczęśliwa? Bo… ona chyba wybrała, wiesz o tym? I przykro mi to mówić, ale nie wybrała szczęśliwej przyszłości z tobą u boku jako ktoś więcej niż kumpel. – Odetchnęła ciężko. Trudno było dawać mu takie rady, kiedy dobrze wiedziała, co czuł, jak bardzo kochał i jak każda komórka jego ciała wręcz krzyczała za tamtą dziewczyną.
– Noe… nie potrafisz. I nie będziesz potrafił. Przepraszam, ale jeśli chcesz się wreszcie poczuć szczęśliwy to musisz się uwolnić z tej relacji. Ona cię niszczy i pali… w tej chwili pewnie akurat pali cię whisky, ale… to nie jest zdrowa relacja, jeśli tylko jedna osoba chce coś więcej.


Noe Villeneuve-Scott
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
26 y/o
For good luck!
185 cm
miał szukać pracy jako dziennikarz a zakłada krawaty nieboszczykom
Awatar użytkownika
Oficjalnie: absolwent dziennikarstwa. Nieoficjalnie: gość, który uciekł z trumny, żeby w niej ostatecznie wylądować.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Doskonale pamiętał tamten wieczór, kiedy cały jej świat runął przez Dantego. Nie próbował jej wtedy pouczać ani dawać złotych rad – wiedział, że słowa nie posklejają złamanego serca po tym, jak Dante wrócił z tamtą dziewczyną. Wtedy po prostu przy niej był, pozwalał jej się wypłakać i przytulał mocno, stając się pocieszycielem, której tak rozpaczliwie potrzebowała. Wtedy właśnie zaczęła się ich przyjaźń i stała się nierozerwalna, a teraz wszystko się odwróciło i to Elsa odgrywała rolę pocieszycielki.
- Zawsze mogłaś po prostu wywalić mnie za drzwi, przecież masz dość własnych problemów, a ja zachowuje się jak rozkapryszony dzieciak, co nie potrafi poradzić sobie z porażką - odpowiedział, ale był jej wdzięczny, że mimo późniejszej pory, zechciała z nim pogadać i słuchać jego ubolewań.
Patrzył jak przyjaciółka krząta się po mieszkaniu, donosząc talerze i pałeczki. Nigdy nie zwracał uwagi na takie detale, ale o wiele lepiej to wyglądało ładnie przygotowane niż prosto ze sklepowej torby. Czekał, aż naleje sobie wina i nawet chciał je jej otworzyć, jednak Elsa go ubiegła i sama sobie poradziła z upartym korkiem. Zawsze była jak samodzielny, kolorowy ptaszek.
Dlaczego zawsze to robisz? – zapytał głosem, który teraz był tylko cichym, zachrypniętym pomrukiem. – Dlaczego po prostu nie powiesz mi, żebym wziął się w garść i przestał marnować twoje życie? Przecież dobrze wiesz, że to, co mówię o niej i o tym wszystkim... to po prostu dno. Nie masz dość tego bycia tą, która zawsze musi słuchać moich żali? - Noe nie drgnął, gdy jej palce wsunęły się w jego włosy i przymknął oczy, przechylając głowę lekko w stronę jej dłoni, co było odruchem niemal bezmyślnym.
Kiedy przywołała wspomnienie liceum, na ułamek sekundy kącik jego ust drgnął w stronę słabego uśmiechu – była to jedyna oznaka, że wciąż potrafił dostrzec w tym wszystkim cień ironii, nawet jeśli jego serce wydawało się być w strzępach. – I to mocno musiał cię lubić, skoro puścił cię z taką wiedzą – wymamrotał pod nosem, ale w jego głosie nie było już dawnej goryczy.
Elsa... – zaczął, ale urwał, gdy złapała go za wargi, zaglądając mu w usta. Kiedy sprawdziła jego zęby, parsknął krótkim śmiechem. – Kompletne. Jeszcze – mruknął, odchylając głowę lekko do tyłu, gdy jej dłoń zaczęła wędrować po jego karku, barkach i plecach. Ten dotyk był czymś, co znał od lat – uspokajający, terapeutyczny, zupełnie pozbawiony podtekstów. Kiedy dłoń przyjaciółki wędrowała po jego plecach, on w odpowiedzi tylko lekko pochylił głowę, pozwalając, na tę bliskość. Przez długą chwilę milczał, a jedynym dźwiękiem było tykanie zegara gdzieś w głębi domu oraz ich oddechy.
Zacisnął dłoń na kolanie, czując, jak po raz pierwszy od wielu godzin myśl o niej, o Gabrieli, przestaje być palącym żarem, a staje się czymś niemal obcym. Odwrócił się nieco, by móc wreszcie spojrzeć jej w oczy.
Myślisz, że to w ogóle możliwe? Żeby przestać tak płacić? – zapytał, przyglądając się jej uważnie, szukając w jej twarzy potwierdzenia. Nagle wzdrygnął się, bo słowa Elsy, choć szczere, były jak lodowaty prysznic. - Wierny szczeniaczek – powtórzył cicho, wykrzywiając usta w pozbawionym wesołości uśmiechu. – Masz rację. Dokładnie tak się czuję. Jak wierny piesek, czekajacy na powrót pani, która wpada tylko na chwilę. - Przymknął na chwilę powieki, walcząc z pieczeniem pod nimi. Odpowiedź na jej pytanie czy potrafiłby być tylko przyjacielem była dla niego jak wyrok, którego nie chciał wygłosić na głos. – Nie wiem, czy potrafię. Bo bycie przyjacielem oznaczałoby patrzenie, jak znowu się rozpada, jak znowu do niego wraca, jak znowu mnie ignoruje. A ja... ja chyba już nie mam z czego brać siły, żeby to udźwignąć.
Słuchał jej słów z wbitym w podłogę wzrokiem, z których każde kolejne wydawało się odcinać go od złudzeń, a potem podniósł oczy na kobietę obok siebie.
Tylko jak to zrobić? Jak wyciąć z siebie to coś, co sprawia, że wciąż wierzę, iż jutro będzie inaczej? Jak mam przestać być tym cholernym idiotą? Uwolnić się. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Ale chyba sama wiesz, najlepiej, nie? - Doskonale pamiętał jak jeszcze sama była w rozsypce po tym jak Dante zniknął bez słowa i zjawił się z inną laską. Tylko że, najgorsze było to, że miała rację. Musiał się uwolnić od tej relacji, wbić do głowy, że to tylko przyjaciółka i zacząć się tak zachowywać.
Elsa Eriksen
25 y/o
Welkom in Canada
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Wywróciła teatralnie oczami, słysząc, że przecież miała swoje zmartwienia, że mogła go wywalić za drzwi i ogólnie zbesztać jak gówniarza. Cóż, oczywiście, że mogła. Mogła zrobić naprawdę wiele rzeczy, zaczynając od zablokowania jego numeru a skończywszy na wyprowadzeniu się do innej dzielnicy miasta. Problem chyba jednak polegał na tym, że naprawdę tego nie chciała. Zależało jej na tym, żeby mu pomóc, choćby nie wiadomo jak często i regularnie do niej wracał. Był jej przyjacielem, najlepszym i jedynym, to oczywiste, że nie potrafiłaby zostawić go sobie samego, gdy tak bardzo jej potrzebował.
Ale skoro zależało mu na dosyć dosadnej formie przekazu to pozwoliła sobie na to, aby zdzielić go otwartą dłonią w potylicę za te wszystkie głupoty, które właśnie powiedział. Żeby jednak nie wyjść na tą złą i bezlitosną, niemalże od razu zaczęła czule gładzić to obolałe miejsce – jakby wierzyła, że dzięki temu nie będzie się az tak długo boczył za jej samowolkę.
Usiadła zaraz na swoim miejscu, podkulając jedną nogę i bawiąc się winem w kieliszku. I słuchała. I naprawdę miała ochotę wstać i zdzielić go drugi raz, tym razem po drugiej stronie, i tylko obserwować czy aby na pewno każda z nich równo puchła.
– To trochę smutne, że uważasz, że mogłabym tak powiedzieć, wiesz? No ale nie powiem tego, bo to byłoby za łatwe. Posiedziałbyś tu dziesięć sekund i od razu wyszedł. A tak… no przykro mi, ale będziesz musiał posłuchać mnie nieco dłużej. Wydajesz się być jednak przygotowany. – Posłała mu ciepły uśmiech, mimowolnie przenosząc wzrok na butelkę whisky. Już za czasów szkolnych Elsa słynęła ze swojego gadulstwa. Kiedy już chwyciła się jakiegoś tematu, potrafiła o nim nawijać w nieskończoność. Dlatego też nie raz dotarły do jej uszu plotki, że na trzeźwo nie dało się jej w ogóle słuchać. Z tego samego powodu jak już chodziła na jakieś domówki to raczej w towarzystwie Dantego, który wydawał się być dziwnie odporny na jej słowotok, albo być może posiadał umiejętność wyłączania się przy jednoczesnym zachowaniu skupionej miny, która sugerowałaby, że naprawdę był zaaferowany przebiegającą rozmową.
Może nie zachowywała się nazbyt poważnie – w końcu, kto normalny pchał paluchy do czyichś ust i sprawdzał stan uzębienia, nie będąc przy ty stomatologiem – ale nawet nie próbowała. Chyba po cichu liczyła, że trochę jej roztrzepanego zachowania wprowadzi go w nieco mniej depresyjny nastrój. Nawet jeśli najgorsza rozmowa była dopiero przed nimi. Ale na to też była przygotowana, dlatego pozwoliła sobie na kolejny kontakt fizyczny. Na czułą i uspokajającą wędrówkę jej dłoni po jego plecach i karku. Przez te lata zdążyła się nauczyć, co go odprężało i sprawiało, że czuł się, może nie tyle dobrze co po prostu [/i]lepiej.
I znów słuchała. Jego bólu i rozpaczy. Tego jak trudno było mu pogodzić się z myślą, że mógłby już nigdy nie zobaczyć tej, którą kochał. A kiedy wspomniał, że ona powinna to wszystko wiedzieć najlepiej, drgnęła mimowolnie. Oczywiście, że porównywał w tym momencie ich miłosne rozterki. Tylko… choćby bardzo chciała przyznać mu rację, nie mogła.
– To nie do końca tak… Wiesz, gdy byliśmy w liceum to Dante mnie kochał. Byliśmy razem, ja i on, nikt więcej. Nie zdradzał mnie, nie porównywał do nikogo… widział tylko mnie. No, i zioło, ale o to nie mogłam być aż tak zazdrosna. – Uśmiechnęła się delikatnie, spoglądając na tańczącą w kieliszku ciecz po czym upiła z niego mały łyk. Potem pojechał, a ona nie potrafiła, a jednocześnie nie chciała go zatrzymać. I przez rok zdawało się być naprawdę dobrze! Do czasu aż napisał, że zostanie jeszcze trochę za miastem i to jeszcze troche przeciągnęło się do kilku lat, podczas których zerwał z nią jakikolwiek kontakt. I wrócił. A ona zobaczyła go z inną, którą z pewnością też kochał i nawet jeśli w tamtej konkretnej chwili nie marzyła o niczym innym jak o tym, żeby go znienawidzić… to za cholerę nie potrafiła.
— Ona ci nigdy nie powiedziała, że kocha. To ty zachowujesz się jakbyś brał udział w jakimś konkursie tylko problem polega na tym, że ona żadnego nie organizuje. Nie musisz jej udowadniać, że jesteś najbardziej lojalny, że najszybciej odpisujesz na jej wiadomości i najszybciej pojawiasz się w tym miejscu, który ona wskaże w smsie. Tylko później po spotkaniu z nią wracasz do domu i to ciebie trzeba zbierać z podłogi. — Westchnęła cicho i odłożyła kieliszek na stół. Gdy już miała wolne dłonie, ujęła nimi policzki chłopaka i przekręciła te jego smutną głową w swoją stronę i zmusiła, aby na nią spojrzał. Bez wymigiwania się, bez tchórzostwa.
— Jak będziesz się karmił nadzieją, że ona w końcu cię wybierze to nigdy nie wyzdrowiejesz, wiesz? Przestań ją ratować. Nie mówię, że jak napadnie ją dwóch typów to masz się odwrócić na pięcie… — Parsknęła cichym śmiechem. Już sobie wyobrażała rozprawę sądową, na której Noe przyznał, że nie pomógł Gabrieli, bo mu Eriksenówna zabroniła. — Po prostu nie bądź kołem ratunkowym, kiedy utknęła na mieliźnie. Jest dorosła, w wiele kłopotów wpakowuje się na własne życzenie i może przy okazji coś zrozumie jak będzie musiała wreszcie polegać na sobie… a ty po prostu odpoczniesz. I może kiedy przestaniesz ciągle szukać jej na horyzoncie, w końcu zadbasz i uratujesz siebie. — Pogładziła go opuszkami palców po skórze, zbierając z niej pojedyncze krople, które skapnęły mu z włosów. Znała to uczucie, ciągłego porównywania się do tamtej blondynki, z którą widziała Dantego, wiecznego zastanawiania się w czym ta była lepsza od niej. Nadal o tym myślała, mimo że ten, którego kochała całym sercem, został jej po prostu zwrócony. Tylko Noe i Gabriela nigdy parą nie byli. Choć ona bardzo chciał i miał nadzieję… to miała dziwne wrażenie, że nawet jego serce było zmęczone nadzieją i oczekiwaniem. A to był chyba najgorszy rodzaj bólu.


Noe Villeneuve-Scott
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
26 y/o
For good luck!
185 cm
miał szukać pracy jako dziennikarz a zakłada krawaty nieboszczykom
Awatar użytkownika
Oficjalnie: absolwent dziennikarstwa. Nieoficjalnie: gość, który uciekł z trumny, żeby w niej ostatecznie wylądować.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Patrzył, jak Elsa przewraca oczami i chociaż wiedział, że robi to z irytacją, w jakimś sensie go to uspokoiło. Ta reakcja była szczera, taka, do jakiej przywykł przez lata ich znajomości. Czuł wdzięczność, ale i poczucie winy, że marnuje jej czas użalaniem się nad sobą, a mimo to, go słucha, a nawet daje własne rady, a jej obecność sprawiła, że nie odczuwał już potrzeby rozmyślania o Gabrieli tak mocno, jak godzinę temu. Uświadomił sobie, jakie ma szczęście, mając ją obok i była to zupełnie inna bliskość niż ta, której szukał u Gabi, ale nie wyobrażał sobie, by zabrakło Elsy w jego życiu.
Dziesięć sekund? Chyba mocno mnie nie doceniasz – mruknął z lekkim, choć nieco wymuszonym uśmiechem, patrząc na nią z dołu, gdy siedział na skraju kanapy. - Ale dobra, wygrałaś. Skoro nie mam wyjścia i jestem skazany na twoje towarzystwo dłużej niż zakładane dziesięć sekund, to słucham. Tylko ostrzegam, że mój poziom optymizmu jest dzisiaj bliski zera.
Pamiętał doskonale, że Elsa już w liceum potrafiła wtedy zagadać każdego na śmierć, a on sam często był jedną z tych osób, które po prostu poddawały się pod naporem jej słów. Patrząc na nią teraz, w jej salonie i widział wciąż tę samą dziewczynę, że nawet lata doświadczeń i życie, które nie zawsze było dla niej łaskawe, nie zmieniły dawnego gadulstwa.
Zioło – powtórzył cicho i wypuścił z siebie powietrze, które miało być śmiechem. – Tego akurat szczegółu jakoś nie wyłapałem wtedy w szkole. Zawsze myślałem, że po prostu jesteście nierozłączni, bo pasujecie do siebie jak ulał. I to zabawne – odezwał się po dłuższej chwili – że teraz, kiedy o tym mówisz, brzmi to tak, jakbyś opowiadała o zupełnie innej osobie. Jakby ten Dante, którego znałaś, nigdy nie miał nic wspólnego z tym gościem, który... no wiesz, zniknął i wrócił z inną.
Jego oddech stał się nieco płytszy. Patrzył na nią, w jej oczy, które znał od tylu lat i poczuł wstyd. Nie za to, że czuł to, co czuł do Gabrieli, ale za to, jak bardzo tracił czas na czekanie.
Masz rację – wychrypiał, a jego głos brzmiał teraz zupełnie inaczej, ciszej. Drgnął nieco, gdy ujęła go za policzki, zmuszając do patrzenia sobie w oczy i przełknął ślinę. Patrzył na nią nie mrugając, jakby bał się, że jeśli zamknie oczy, wszystko zniknie i on znów wróci do swojego pokoju. – Ale powiedz mi, jak się z tego wychodzi? Bo ja... ja się czuję, jakbym utknął w tym momencie na zawsze.
Noe słuchał, czując, jak każde słowo Elsy powoli wygładza napięcie, które od godzin gnieździło się w jego barkach, a kiedy parsknęła śmiechem, on również pozwolił sobie na lekki uśmieszek. To był ten rodzaj humoru, który rozumieli tylko oni, oparty na latach wspólnych doświadczeń i niezliczonych głupotach, które razem przeżyli. Przeniósł wzrok na kieliszek, który zostawiła na stole, a potem z powrotem na nią. Czuł się pusty, ale w pozytywnym sensie, jakby w końcu wypuścił z siebie powietrze, które wstrzymywał przez zbyt długi czas.
Czyli twierdzisz, że jeśli nie będę pierwszy przy jej telefonie, to świat się nie zawali, a ja przestanę być wiernym szczeniaczkiem? – zapytał nieco normalnym głosem. Zamknął na moment oczy, gdy jej opuszki palców dotknęły jego skóry, bo chociaż nie było w nim nic więcej, poza zwykłą troską przyjaciółki, to czuł, jakby budził się z głębokiego snu.
Zawsze myślałem, że jeśli przestanę być pod ręką, to po prostu zniknę z jej życia, a ja zostanę sam, ale kiedy mówisz to wszystko, zaczynam rozumieć, że ja i tak jestem sam, nawet jak przy niej trwam. - Upił kilka łyków swojej whisky, by zwilżyć wargi i dać sobie kilka słów na dalsze słowa.
Jak ty to robisz? – zapytał, tym razem bez cienia ironii. – Jak ty potrafisz tak po prostu odciąć się od tego wszystkiego, co cię bolało i nie pozwolić, żeby to cię zjadało każdego dnia od środka? Bo przy tobie czuję się, jakbym musiał się tego wszystkiego nauczyć od nowa. - Znowu upił kilka łyków bursztynowego trunku, a cierpki smak na moment odwrócił jego uwagę od gonitwy myśli.
Elsa Eriksen
ODPOWIEDZ

Wróć do „#6”