-
What comes after love?
I wanna know there's something for me after us
I don't think my heart was made to break this much
Tell me there is happy ever after love
Tell me there is happy ever after usnieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Niemniej jednak chwilowo wady oraz zalety poruszania się po mieście różnymi środkami lokomocji nie były ważne. Jechała, żeby zakończyć definitywnie te lata temu. Nie miała pojęcia, co strzeliło do głowy dawnemu partnerowi pisząc jej po latach, że nie przestał jej kochać. Być może to zbliżający się ślub zaczął sprawiać, że naszła go panika czy coś? Nie wiedziała, ale nie chciała, by kolejna kobieta przez niego płakała.
Gdy dotarła na miejsce to w zasadzie to sama nie wiedziała, po co tu przyszła. Dała się ponieść emocjom, które zawładnęły jej myślami po przeczytaniu listu i odkopywaniem tego, co powinno zostać zakopane dawno temu. Byli dorosłymi ludźmi, ale jak widać pewne sprawy jeszcze nie zostały przepracowane. Powinna zignorować wszystkie myśli i odejść jak gdyby nigdy nic.
Obecnie wciąż przeżywała żałobę, starała zająć się sobą oraz babcią.
Zsiadła z roweru i stała przez dłuższą chwilę bijąc się z myślami, nieświadomie zaciskając ręce na kierownicy. Przyjechała tu w konkretnym celu, ale trudno było się zebrać w sobie ze świadomością, że znów go zobaczy. Może nawet mieszkał już z narzeczoną?
Wzięła głęboki oddech. Nie ma co przedłużać, bo to nic nie da, a on się tylko niepotrzebnie nakręci. Odstawiła rower na stojak, zarzuciła blokadę i zamaszystym krokiem ruszyła ku drzwiom i dzwonku do drzwi.
Tucker Darby
-
Sooner or later, you'll find out. I live in a pattern of breakdowns. You'll bend to my silence, it's so loud and then you'll lose me to the crowd
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracji3osczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Od momentu wysłania listu nie potrafił odnaleźć sobie miejsca. Sam nie wiedział, czego właściwie oczekiwał — odpowiedzi, wybaczenia, awantury czy może kompletnej ciszy. Przez kilka pierwszych dni niemal żałował, że w ogóle go napisał. Potem zaczął łapać się na tym, że co chwilę zerkał przez okno albo sprawdzał telefon, jakby podświadomie liczył na znak od niej.
Mieszkanie było dziś wyjątkowo ciche. Narzeczona została na noc u koleżanki, zajęta dopinaniem rzeczy związanych ze ślubem, a on po raz pierwszy od dawna został sam ze swoimi myślami. I chyba właśnie to było najgorsze. Cisza. Taka, w której wracały wszystkie wspomnienia, które przez lata próbował skutecznie zakopać pod obowiązkami, pracą i nowym życiem. Od ponad godziny kręcił się bez celu po salonie. Włączył telewizor tylko po to, żeby po kilku minutach go wyciszyć. Zaparzył kawę, ale zdążyła wystygnąć zanim wypił choć łyk. Nie powinien był tego robić. Wiedział o tym od samego początku. Miał przed sobą poukładane życie, kobietę, z którą za kilka miesięcy miał stanąć przed ołtarzem, rodzinę cieszącą się na ślub i znajomych powtarzających, że w końcu wszystko mu się ułożyło. A mimo to jedno przypadkowe wspomnienie wystarczyło, by cała ta pewność zaczęła się sypać. List pisał długo. Kilka razy zaczynał od nowa, darł kartki i wyrzucał je do kosza. Ostatecznie wysłał tylko kilka zdań, bo żadne bardziej rozbudowane tłumaczenie nie miało sensu. Nie po tylu latach.
Kiedy usłyszał dzwonek do drzwi, zamarł.
Przez moment po prostu stał nieruchomo na środku salonu, jakby próbował upewnić się, że naprawdę go usłyszał. Serce biło mu zdecydowanie za szybko. Dopiero po kilku sekundach ruszył w stronę przedpokoju, przeczesując dłonią włosy i poprawiając rękawy koszuli bardziej z nerwów niż potrzeby. Spojrzał przez wizjer i momentalnie poczuł znajomy ścisk w żołądku. To naprawdę była ona.
Wyglądała inaczej niż wtedy, gdy widział ją ostatni raz — dojrzalej, poważniej. Życie odcisnęło na niej ślad, tak samo jak na nim. A jednak wystarczył jeden widok jej twarzy, by wszystkie lata pomiędzy nagle przestały mieć znaczenie. Otworzył drzwi powoli. Przez chwilę tylko na nią patrzył, nie wiedząc nawet od czego zacząć. W głowie miał setki słów, ale żadne nie chciało przejść przez gardło. W końcu uśmiechnął się blado, bardziej nerwowo niż szczerze. — Soraya... — powiedział, nie spodziewając się chyba do końca tego, że faktycznie poruszy ją to w jakiś sposób, co napisał w tym liście.
Soraya Cano
-
What comes after love?
I wanna know there's something for me after us
I don't think my heart was made to break this much
Tell me there is happy ever after love
Tell me there is happy ever after usnieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Najbardziej chyba obawiała się tej chwili, gdy zobaczy zamiast znajomej twarzy Tuckera, jego obecną narzeczoną. Kobietę, która zamiast niej stanie u jego boku w białej sukni, w której swego czasu widziała siebie.
Pokręciła głową, by odgonić te niepotrzebne myśli. Miała mu wygarnąć, żeby dał sobie z nią spokoju i skupił się na swoim obecnym życiu. Skoro zdecydował się na ślub, to powinien się skupić na tym, co najważniejsze.
Chociaż nie stała długo przed zamkniętymi drzwiami i miała nadzieję, że jednak się nie otworzą. Może wyszłoby to jej na dobre
- Cześć - wydusiła z siebie nieprzygotowana na widok byłego po tylu latach.
Serce momentalnie zaczęło pić szybciej, gdy trwali przez chwilę w ciszy jaka zapadała po tym, jak wypowiedział jej imię. Sądziła, że obejdzie się bez żadnych dodatkowych emocji na spotkanie po latach, ale się myliła i to bardzo.
Nie zapomniała jaki był przystojny, jak wszystkie koleżanki jej go zazdrościły, a ona pękała z dumy. Jaka była wtedy naiwna, ale zakochana i szczęśliwa jak nigdy. Te czasy jednaniem bezpowrotnie i nie wrócą.
- Możemy porozmawiać? - Zapytała zbierając się w sobie, gdy minął ten pierwszy szok. Teraz byli sobie zupełnie obcymi ludźmi. - Zakładam, że wiesz co mnie tu sprowadza - popatrzyła mu prosto w oczy, a ton jej głosu przybrał trochę pewności siebie oraz złości.
Pofatygował się tu pierwszy i ostatni raz, jak już rozwiążą ten niefortunny problem, wrócą do dawnego trybu życia. Poza tym nie chciała zostawiać babci na zbyt długo z sąsiadką, która jak mogła to służyła pomocą, której obecnie Raya potrzebowała.
Tucker Darby
-
Sooner or later, you'll find out. I live in a pattern of breakdowns. You'll bend to my silence, it's so loud and then you'll lose me to the crowd
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracji3osczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Odsunął się od drzwi, robiąc jej miejsce, choć ruch był niepewny, jakby sam nie wiedział, czego właściwie chce. Może chciała wejść do środka? W mieszkaniu panowała przytłaczająca cisza. Jeszcze nigdy nie wydawała mu się taka jak teraz. Jej spojrzenie bolało bardziej, niż powinno. Było w nim tyle dystansu, tyle chłodu. I miał świadomość, że sam do tego doprowadził. Przesunął dłonią po karku i odwrócił wzrok na krótką chwilę, próbując zebrać myśli. Bezskutecznie. Wszystko, co planował sobie wcześniej powiedzieć, nagle straciło sens. Zostało tylko to nieprzyjemne ściskanie w żołądku i wspomnienia, których nigdy nie potrafił się pozbyć.
— Wiem — odezwał się w końcu cicho przytakując głową. To jedno słowo zabrzmiało ciężko, jakby kosztowało go więcej, niż powinno. Patrzył na nią długo, dostrzegając zmiany, których nie było kiedyś. Dojrzałość i smutek ukryty gdzieś głęboko pod opanowaną twarzą. — Nie chciałem znowu mieszać Ci w życiu — powiedział zmęczonym głosem — Naprawdę — zakomunikował i wtedy dotarło do niego jeszcze mocniej, ile czasu stracili. Opuścił głowę, zaciskając szczękę. Czuł narastające poczucie winy, bo przecież nie miał prawa znowu pojawiać się w jej życiu. Nie po tym, jak ją zostawił. A mimo to od momentu wysłania listu myślał praktycznie tylko o niej. O niej i o tym, że nigdy tak naprawdę nie przestało boleć.
Soraya Cano
-
What comes after love?
I wanna know there's something for me after us
I don't think my heart was made to break this much
Tell me there is happy ever after love
Tell me there is happy ever after usnieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Ona sama była echem jego przeszłości, które na moment pojawiło się, by lada chwila zniknąć. Niczym oka mgnienie, ledwo zauważalne i ulotne. Dla niej po prostu nie było już tu miejsca, a ta świadomość spowodowała nieprzyjemny uścisk w żołądku. Powinna załatwić to jak najszybciej i wyjść zanim sytuacja wymknie się im obu spod kontroli.
Przemknęło jej przez myśl, że nie powinna jednak przychodzić, a po prostu zignorować ów list i nie tracić czasu na coś, cokolwiek miało przynieść to spotkanie. Bo chociaż Tucker był pomysłodawcą, pisania listów po latach, to ona jak ostatnia idiotka dała się na to złowić. Rozmowa twarzą w twarz, nie była dla niej wcale łatwa. Łączyło ich za dużo wspólnych, tych dobrych wspomnień.
- Skoro nie zamierzałeś mi mieszać, to w zasadzie po co to całe przedstawienie? Żenisz się - momentalnie zagotowała się ze złości. Inna kobieta kradła jej marzenie, wepchała się na miejsce, które powinno być zarezerwowane dla niej! - Nic nie da wracanie do tego, co jest już przeszłością.
Musiała zadrzeć głowę do góry, by móc spojrzeć mu prosto w twarz. Kosztowało ją to wiele trudno i samozaparcia, bo serce nie chciało wrócić do normalnego tempa. Miała wrażenie, że było je słychać w całym mieszkaniu. Jak odbija się od ścian, sufitu oraz podłogi, by wrócić ze zdwojoną siłą.
- Myślałam, że wszystko zostało wyjaśnione dawno temu - podjęła, bo ostatnie czego chciała, to zapadająca pomiędzy nimi cisza.
Kiedyś nie miało znaczenia czy rozmawiali, czy trwali w milczeniu, ważna była sama świadomość, że on jest obok. Czy teraz też pozwoliłoby to na łatwiejsze zaakceptowanie odejścia dziadka? Straciła już dwóch ważnych mężczyzn w swoim życiu.
Tucker Darby
-
Sooner or later, you'll find out. I live in a pattern of breakdowns. You'll bend to my silence, it's so loud and then you'll lose me to the crowd
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracji3osczas narracjiczas przeszłypostaćautor
— Myślisz, że ja tego nie rozumiem? — spytał ciszej — Rozumiem aż za dobrze. Codziennie sobie powtarzałem, że powinienem zostawić Cię w spokoju. Że po tym, co zrobiłem, najlepsze co mogę zrobić, to już nigdy więcej nie pojawiać się w Twoim życiu — Zacisnął szczękę i odwrócił wzrok na moment, bo coraz trudniej było mu utrzymać emocje pod kontrolą. — Ale nie potrafię, Soraya — To wyznanie przyszło z niego bardziej bezwiednie niż świadomie — Próbowałem. Naprawdę próbowałem żyć dalej tak, jak powinienem. Wszystko sobie poukładałem. Mam narzeczoną, pracę, ludzi wokół siebie… a mimo to od lat jest we mnie jakaś pieprzona pustka, której nic nie potrafi wypełnić — Spojrzał na nią z bólem, którego już nawet nie próbował ukrywać. Z jednej strony było mu z tym wszystkim coraz gorzej, bo czuł, że sam położył na nią nacisk tego spotkania. Mimo to zrobił to co uznał za słuszne w momencie pisania listu i już nie było odwrotu. Wolał żeby go znienawidziła niż nie poznała nigdy prawdy. Zrobił krok bliżej, ale zaraz się zatrzymał, jakby sam sobie nie ufał.
— Po prostu… kiedy dowiedziałem się, że mogę już nigdy więcej Cię nie zobaczyć, że naprawdę znikniesz z mojego życia na zawsze… spanikowałem. I chyba dopiero wtedy dotarło do mnie, że mimo tych wszystkich lat nadal cholernie trudno mi bez Ciebie — urwał na chwilę, opuszczając wzrok. — Ale to nie znaczy, że chcę rozwalić Ci życie drugi raz — zaznaczył. Nie oczekiwał niczego. Chciał po prostu, aby o tym wiedziała. Tylko tyle. Ona zawsze była z nim szczera i tym razem chciał, aby było tak w drugą stronę. Zasługiwała na prawdę. Nawet jeśli ona tak cholernie ich zaboli.
Soraya Cano
-
What comes after love?
I wanna know there's something for me after us
I don't think my heart was made to break this much
Tell me there is happy ever after love
Tell me there is happy ever after usnieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
- Nie miałeś, a jednak postanowiłeś go napisać, chociaż to nic nie zmieni - powiedziała uciekając wzrokiem w bok. Przyjście tu było najprostszą rzeczą, trudniejsza się sama rozmowa, a najbardziej bliskość byłego chłopaka. - Nas nie ma od dawna.
Cofnęła się o dwa kroki w tył, gdy on zrobił jeden do przodu. Większy dystans pomiędzy nimi dawał jej złudne poczucie kontroli nad sytuacją. Powinna zachować neutralną postawę, chociaż miewała problemy z udawanie,, że coś ją nie rusza.
- Więc już skoro mam masz te przemyślenia, to dobrze byłoby się do nich zastosować - mimochodem znów na niego spojrzała i to był poważny błąd.
Widok bólu na jego twarzy uderzył w nią, jakby dostała w głowę obuchem. Ten obraz nie pokrywał się z tym, jaki Tucker był w jej wspomnieniach. Po raz pierwszy poczuła się parszywie prawiąc mu te wszystkie kazania. W pierwszej chwili chciała do niego podejść i przytulić, zrobiła pierwszy krok po czym zamarła przerażona tym, co mogło się wydarzyć.
- Ja nie jestem w stanie ci pomoc się jej pozbyć - zaczęła przytłoczona tymi wszystkimi informacjami zwiększając ponownie dystans. Jeden zły ruch i mogło się wydarzyć cos, czego oboje mogliby żałować. -Tucker - zebrała się w sobie, by spojrzeć mu prosto w oczy- mnie nie ma w twoim życiu od lat. Dawałeś sobie rade beze mnie, a teraz przecież masz narzeczoną, która zajęła moje miejsce.
Dopiero po wypowiedzeniu tych słów dotarło do niej jak to zabrzmiało. Jakby robiła mu wyrzuty, że po ich rozstaniu śmiał sobie znaleźć nową partnerkę, podczas gdy ona nie mogła wciąż zaagnażować się w jakikolwiek związek.
Tucker Darby
-
Sooner or later, you'll find out. I live in a pattern of breakdowns. You'll bend to my silence, it's so loud and then you'll lose me to the crowd
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracji3osczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Przez chwilę wydawało się nawet, że odpowie od razu, ale milczał. Cisza między nimi nie była jednak niezręczna. Była zbyt znajoma. Zbyt pełna wspomnień, których żadne z nich nie potrafiło tak naprawdę zostawić za sobą.
W końcu parsknął cichym, pozbawionym humoru śmiechem i pokręcił głową, patrząc gdzieś obok niej.— Nadal mnie rozumiesz bardziej, niż powinno ci być wolno —pokręcił głową. To zdanie padło prawie szeptem. Bez ironii, bez tej typowej dla niego zaczepności. Bardziej jak przyznanie się do czegoś, czego sam przed sobą nie chciał wypowiadać na głos. Odetchnął głębiej i odsunął od blatu pustą szklankę, jakby nagle zaczęła mu przeszkadzać. W jego spojrzeniu było zmęczenie. Takie, którego nie dawało się ukryć żartem ani cynizmem. To nie było zmęczenie spowodowane tą rozmową, a sytuacji, w której się znalazł i do której sam doprowadził.
— Jasne, potrafiliśmy się ranić. Oboje. Nie zamierzam udawać, że było idealnie, bo nie było. Byliśmy uparci, toksyczni momentami, za dumni, żeby odpuścić pierwszy raz, drugi czy dziesiąty. Ale mimo wszystko.. przy tobie wszystko było prawdziwe. Nawet te nasze najgorsze momenty — kącik jego ust drgnął ledwie zauważalnie, ale zaraz zniknęło to pod ciężarem poważniejszej myśli. Przesunął wzrokiem po jej twarzy, trochę za długo, trochę zbyt uważnie, bo mimo wszystkiego nadal reagował na nią dokładnie tak samo.
I to właśnie chyba irytowało go najbardziej.
Opuścił na moment głowę, biorąc krótki oddech, jakby zastanawiał się, czy powinien mówić dalej. Ostatecznie jednak spojrzał na nią znowu, tym razem już całkowicie szczerze — Powiedz mi tylko jedno... nie żałujesz czasem, że się rozstaliśmy? I nie masz wrażenia, że to wszystko było trochę pochopne? — nie oczekiwał wymijającej odpowiedzi. Oczekiwał szczerości, bo oboje na nią zasługiwali.
Soraya Cano
-
What comes after love?
I wanna know there's something for me after us
I don't think my heart was made to break this much
Tell me there is happy ever after love
Tell me there is happy ever after usnieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
- Mamy wspólną przeszłość, więc nic nie poradzę, że coś jeszcze o tobie pamietam - powiedziała po protu, bo wydawało jej się to czymś naturalnym.
W pierwszej chwili po przeczytaniu listu myślała, że dopadła go zwykła panika przedślubna. I w takich sposób chciał ją odreagować, żeby na spokojnie zająć się przygotowaniami do ślubu, będących prawdopodobnie na ostatniej proste.
Mimowolnie znów naszła ją ochota go przytulić, uspokoić i zapewnić, że wszystko się jakoś ułoży. W ostatniej chwili powstrzymała się, by tego nie robić. Przekroczyłaby wówczas granicę, zza której mógłby nie być powrotu. Sam zresztą wspomniał, że nie miała prawa. Niespecjalnie spodobał jej się ten zakaz, chociaż się podporządkowała.
- Gdybyśmy nigdy się nie kłócili byłoby za idealnie. Nawet moi dziadkowie, którzy byli zgranym małżeństwem, miewali gorsze dni - na moment załamał jej się głos, gdy wspomniała o dziadku, chociaż nie bezpośrednio. - Pamiętam jak w większości to ja ustępowałam pierwsza i zawsze piekłam różne wymyślne ciasteczka, chociaż nie zawsze mi one wychodziły- uśmiechnęła się smutno do tych wspomnień. To bezwątpienia był piękny czas, nawet jeśli momentami bolesny. - I tylko raz nie udało nam się ostatecznie pogodzić.
Zaskoczyły ją te wszystkie emocje przewijające się przez jego twarz i zachowanie. Zazwyczaj to z niego trudniej się czytało, niż z niej, potrafiła być jak otwarta księga. Chociaż starała się z całych sił być głosem rozsądku, to widząc Tuckera w takim stanie, stanowiło to nie lada wyzwanie. Był prawie na wyciągniecie ręki. Wystarczyło zrobić parę kroków do przodu, ale jej nie było wolno.
Podniosła na niego wzrok, gdy zadał ostatnie pytanie i nie wiedziała jak na nie odpowiedzieć. Milczała dłuższą chwile zastanawiając się, co odpowiedzieć. Stojąc naprzeciwko niego odżywały dawne emocje, odczucia, które jak sądziła już przepracowała.
- Były takie chwile - przyznała w końcu szczerze-ale teraz to już bez znaczenia. Nie zmienimy przeszłości, nawet jakbyśmy chcieli.
Tucker Darby
-
Sooner or later, you'll find out. I live in a pattern of breakdowns. You'll bend to my silence, it's so loud and then you'll lose me to the crowd
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracji3osczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Wiedział, że powinien odpuścić. Powinien pozwolić jej wyjść, wrócić do swojego życia i zamknąć ten rozdział raz na zawsze. Tylko że świadomość tego wcale nie czyniła tego łatwiejszym. Oparł dłonie o krawędź blatu za sobą, bardziej po to, żeby zająć czymś ręce niż z potrzeby podparcia się. W jego spojrzeniu pojawiło się coś ciężkiego. Coś, co przypominało żal, ale znacznie bardziej uporczywy. — Wiesz — zaczął cicho, nie odrywając od niej wzroku — Chyba przez długi czas byłem zły — parsknął gorzkim śmiechem — Na Ciebie. Na siebie. Na cały świat — pokręcił głową — Najłatwiej było wmówić sobie, że to wszystko wydarzyło się dlatego, że nie pasowaliśmy do siebie tak bardzo, jak wtedy myśleliśmy. Że po prostu byliśmy młodzi i głupi, ale im jestem starszy, tym mniej w to wierzę — nie było w tym wyrzutu. Bardziej smutna konstatacja człowieka, który zbyt długo próbował oszukiwać samego siebie.
Przesunął wzrokiem po jej twarzy, zatrzymując się na moment dłużej, jakby próbował zapamiętać każdy szczegół. Jednocześnie coś w nim desperacko walczyło z potrzebą skrócenia dzielącego ich dystansu. Nie zrobił jednak ani kroku. Tym razem uszanował granicę, którą wyznaczyła. — Nie chcę, żebyś myślała, że próbuję cię do czegokolwiek przekonać — powiedział spokojniej — Bo nie próbuję. Po prostu pierwszy raz od bardzo dawna jestem wobec ciebie i siebie szczery. Tak naprawdę szczery — A przynajmniej bardzo chciał w to wierzyć. Na jego twarzy pojawił się słaby, zmęczony uśmiech. Nie był szczęśliwy. Nie był nawet spokojny. Był raczej pogodzeniem się z czymś, czego nie potrafił już zmienić. — Mimo wszystko cieszę się, że przyszłaś — zaapelował, a głos lekko mu zadrżał przy ostatnich słowach. Odwrócił na moment wzrok. Nie dlatego, że nie chciał na nią patrzeć. Właśnie dlatego, że chciał za bardzo. Chyba nie chciał już dalej kontynuować tej rozmowy. Bolała ona bardziej niż tęsknota, która przepełniała go od góry do dołu.
Soraya Cano