38 y/o
For good luck!
163 cm
przemytniczka i antykwariuszka w Cabinet of Curiosities
Awatar użytkownika
all I see is a monster in me, she is made of skeletons I tried to bury long ago, her finger's always on the trigger
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitry/me
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiw 99% przeszły
postać
autor

Zaciekłość, z jaką zaprzeczali własnym potrzebom, kiedy te tylko wydawały się nadmiernie ludzkie, była doprawdy niemal komiczna. Kiedy to ciało domagało się czegoś — alkoholu, nikotyny, brutalnej w swej surowości pieszczoty — nie starali się odmawiać tym żądzom, wręcz przeciwnie, rzucali się w nie bez opamiętania, a destrukcyjne decyzje były chyba jedynym stałym elementem ich codzienności.
Ale kiedy to dusza okazywała się złakniona… to tam oboje rysowali granicę. Tam, gdzie opadała zasłona chłodu i niewzruszenia, a pojawiał się głód interakcji na poziomie innym niż ten czysto fizyczny, tam tych dwoje ludzi wykutych z najtrwalszego metalu i zahartowanych w samym piekle gubili swoją odwagę. Dlatego teraz tak krążyli wokół siebie, jakby miareczkowali swoją słabość i czekali na tę trudną do zauważenia zmianę barwy odczynnika, która powiedziałaby wyraźnie, że osiągnięto już limit.
Odważni tchórze, tacy właśnie byli. Odważni w obliczu zagrożenia, które dało się wskazać wyraźnie, objąć dłonią, ogarnąć wzrokiem, ale kulili się w trwodze, wkraczając na niepewne wody złożoności ludzkiej natury i wrażliwości duszy.
Oboje byli po prostu siebie warci.
Być może dlatego — mimo pewnej niezręczności i przedłużającej się chwilami napiętej ciszy — żadne z nich wcale nie chciało rezygnować z kojącej obecności tego drugiego. Bez oceniania, bez moralizowania, po prostu tkwili we współdzielonym bólu i rosnącej żądzy zemsty, zagłuszając podszepty rozsądku alkoholem i rozrzedzając nim krew krążącą ślamazarnie po zmarzniętych, napiętych ciałach.
Czasami mam wrażenie, że to te próby ochrony przyczyniły się do jej buntu — mruknęła Paloma, uciskając palcami grzbiet nosa. — Wiesz, co mam na myśli? Im bardziej staraliśmy się ją trzymać z daleka od kłopotów, tym bardziej ona się w nie pchała, niech ją cholera…
Nie spodziewała się, że stworzy z tą dziewczyną taką więź, a jednak. W końcu Martin też nie był tylko jej wspólnikiem, a mentorem i opiekunem, przewodnikiem po tym brutalnym świecie, w który na własne życzenie postanowiła wkroczyć; zresztą idąc przy tym w ślady własnego ojca. Niezłą stworzyli sobie rodzinkę — posklejaną wspólnymi traumami i tajemnicami, za których wyjawienie idzie się na tamten świat, pozlepianą niemal chorobliwym poczuciem lojalności, które zmuszało do czynów niewybaczalnych tylko w imię ochrony tej małej grupy ludzi, na których życiu faktycznie im zależało.
Bawili się w Boga nie wierząc, że ten kiedykolwiek sam ich dosięgnie.
Paloma w końcu odpuściła nerwowe kręcenie się po salonie; musiało być dziwne obserwowanie jej w tym roztrzęsionym stanie. Zwykle nie wykonywała gwałtownych ruchów, nie marnowała nadmiernie ani słów, ani gestów, a jej nienaganna prezencja przywodziła na myśl niewzruszony posąg z zimnego marmuru. Nie teraz. Wyłamywała sobie palce, wodziła opuszkami po karku, jakby próbowała tą drobną pieszczotą dodać sobie otuchy. Zmieniała pozycje w taki sposób, jakby nie mogła znaleźć sobie miejsca, jakby nie mogła znieść zbyt długo ani bliskości Carlosa, ani zbyt dużego dystansu, który sama narzucała.
Skórzane obicie sofy nie zdążyło jeszcze wystygnąć po kontakcie z jej ciałem, gdy z powrotem opadła na szerokie siedzisko. Nie chciała dać tego po sobie poznać, ale… pytanie Carlosa ukoiło jej nerwy.
Nie chciała dać tego po sobie poznać, ale ona też nie chciała być tej nocy sama.
Nie powiedziała więc nic, a skoro gin jeszcze się nie skończył, to przejęła butelkę od Carlosa.
Wiesz też, co mówią o piciu we dwójkę. A może nic nie mówią? Sama już nie wiem. — Wahała się przy każdym słowie, można było odnieść wrażenie, że to alkohol w końcu zaczyna przejmować kontrolę i chyba nawet Paloma nie była pewna, co konkretnie się z nią dzieje. Przeładowany układ nerwowy zaczynał się wyciszać, a wraz z tym procesem jej ciało zdawało się coraz cięższe, coraz głębiej zapadała się w skórzaną sofę, przyjmując pozycję zupełnie odmienną od tej, w której zazwyczaj można było ją zobaczyć.
Brak sztywnych pleców i perfekcyjnie trzymanej linii ramion. Podbródek wtulony w pierś, barki przyciągnięte do uszu, bose stopy oparte teraz o krawędź siedziska.
Nie była maszyną bez uczuć, a zwykłą kobietą, przytłoczoną rzeczywistością.
Jej głowa opadła na męskie ramię bez dramatyzmu i bez czułości, a po prostu jakby szukała fizycznego kontaktu, który mógłby zatrzymać ją w tym konkretnym momencie.
Od czego mamy zacząć, Carlosie?
Nie powinna była zadawać tego pytania; powinna wiedzieć, co należy teraz robić. W ciągu swojej całej kariery starała się w to nie angażować, pozostawać w tej bardziej logistycznej sferze interesów, ale przecież… i ona miała krew na rękach. A jednak myśl o tym, by znaleźć tego skurwysyna, który odebrał im przyjaciela, dziwnie ją teraz przytłaczała; jakby naprawdę nie miała pojęcia, jaki powinien być pierwszy krok.
Z pewnością nie upijanie się do nieprzytomności, ale to w tym kierunku właśnie zmierzali, egoistycznie wybierając zapomnienie ponad zrozumieniem.


Carlos Salazar
jak mnie rozpoznasz to stawiam gin&tonic
nie lubię narracji pierwszoosobowej, braku zaangażowania, fikołków logicznych i wielu równoległych czasoprzestrzeni
45 y/o
For good luck!
185 cm
Przemytnik, właściciel The Painted Lady The Painted Lady
Awatar użytkownika
God save us everyone, will we burn inside the fires of a thousand suns?
For the sins of our hand, the sins of our tongue, the sins of our father, the sins of our young.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Ciało dało się zaspokoić. Dać mu wystarczająco dużo, by przestało prosić o więcej. Miało limit, którego nie chciało przekraczać. Wystarczająca dawka alkoholu, narkotyków, bólu i przyjemności. Ciało odpowiadało i można było go słuchać. Prościej było poruszać się w takiej rzeczywistości i o nią dbać – albo ją niszczyć. Mogli przekraczać wszelkie granice i liczyć na to, że znów podniosą się z kolan, wrócą do dawnej sprawności, przecież robili to już tyle razy. Podnieśli poprzeczkę wysoko, ten próg wytrzymałości, który tak lubili sprawdzać.
Duszy nie dało się zaspokoić. Zawsze była głodna, tym rodzajem głodu, który nie miał końca. Prosiła o coś, a kiedy to dostawała, pragnęła więcej. Zawsze było zbyt mało, zbyt płytko, niewystarczająco dobrze. I, o ile rosnący apetyt ciała można było kontrolować i zmieniać, duch już nie potrafił zrobić kroku wstecz. Jeśli raz zapragnie mocniej, to odczucie już na zawsze w nim pozostanie. Na chwilę wygłuszone i zaspokojone, w końcu wróci ze zdwojoną siłą. To dlatego tak często nie chcieli wsłuchiwać się w to skomlenie duszy, która żebrała o bliskość i potrzebę bycia zrozumianym. Nie chcieli się z tym mierzyć. Nie, kiedy w ostateczności, gdzieś na końcu drogi, zostaną sami ze swoimi demonami, z pistoletem w dłoni i butelką alkoholu – kto wtedy pomoże im wypełnić dziurę?
Paloma mogła mieć rację. Im bardziej naciskali na Cassandrę, chcąc zapewnić jej bezpieczeństwo, tym bardziej próbowała uciec. Wydostać się z klatki. Nie potrafiła znieść ograniczeń. Nie pojmowała zagrożenia, które mogło na nią czyhać – jak dziecko, które podświadomie zdaje sobie sprawę z własnej nieostrożności, ale i tak próbuje sięgnąć ręką po nieznane. Miała w sobie masę ciekawości, która była wspaniała. Miała równie dużo braku pokory i buntu, co sprawiało, że stawała się trudna do opanowania.
Tak. Kto z nas taki nie był — roześmiał się gorzko, spoglądając na Palomę. — Ale nie mogę po prostu pozwolić się jej rozpędzić, bo się nie zatrzyma. Albo skończy jak my. — Była w jego głosie niechęć, której nie potrafił ukryć. Czy czuł się źle z powodu bycia dokładnie takim samym człowiekiem, jak ci, którymi kiedyś gardził? Nie. Za późno było na żałowanie i rozlewanie łez nas własnym losem. Kiedy jednak myślał o tym, że Cassandra mogłaby stać się kimś podobnym, podążającym ich ścieżkami, pełnymi autodestrukcji i nienasyconego pragnienia zemsty… to wizja, której nie mógł zaakceptować. Zasługiwała na inne życie. Nawet jeśli sądziła, że chciałby mieć to, co mieli oni, zamierzał stawać opór tak długo, póki nie odpuści.
Paloma krążyła po pokoju nerwowo, jakby nie była pewna jaką przestrzeń mogłaby zająć. Rozumiał ją, tej nocy żadne miejsce nie było odpowiednie i zapraszające. Wszystko wydawało się tragicznie niepasujące i niepoprawne, jakby znaleźli się w jakimś przykrym śnie, z którego nie potrafili się obudzić. Przez moment chciał wycofać się ze swojej prośby, zaoferować jej samotną kontemplację nad życiem, w towarzystwie tylko i wyłącznie niepełnej butelki ginu, ale w końcu zajęła miejsce. Obok Carlosa, umieszczając głowę na jego ramieniu – ciepło drugiego ciała był przyjemnie kojące. Nie był… nie byli sami.
Nie wiem. — Uśmiechnął się słabo, bo on również nie znał satysfakcjonującej odpowiedzi. Przechylił butelkę alkoholu i wziął spory łyk, po czym znów przekazał go Palomie. Wahał się przez moment, nie będąc pewnym co zrobić dalej - czy w ogóle powinien coś robić, czy może lepiej zostawić ich w tym zawieszeniu – w końcu jednak objął ją ramieniem. I to też nie było czułe, przynajmniej nie tak, jak zazwyczaj wygląda czułość między ludźmi, których coś łączy. — Myślę, że najpierw powinniśmy wytrzeźwieć. Przestać… to robić.
Robić co?
Zatracać się? Uciekać? Podejmować wybory, które wystarczają tylko na chwilę? Nie wiedział jak to ująć, jak w ogóle o tym rozmawiać. Pozwolił więc ciszy przedłużyć się, aż stanie się niewygodna i dusząca, albo do momentu, w którym to Paloma nie zdecyduje się pociągnąć tematu (oby tego nie zrobiła, przecież nie chcieli wymagać od siebie więcej, już i tak pozwoli sobie na zbyt dużo).
Później sprawdzimy kontakty Martina. Zaczniemy szukać. Ktokolwiek to zrobił, nie mógł zniknąć. Każdy zostawia ślad. — Odchylił głowę i oparł ją o zagłówek kanapy, wpatrując się w Palomę. — Ale to jutro. Wszystko jutro.


Paloma Cortés
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
sheriam
nic co ludzkie nie jest mi obce
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”