Tak szczerze, to nie zniszczył mu się aż tak bardzo humor.
Znaczy, jasne, nie należało to wszystko do najprzyjemniejszych wydarzeń w dniu dzisiejszym, niemniej nie znaczyło to iż miał zamiar dzisiejszy wieczór kompletnie przekreślić, wyjść i nie patrzeć na cokolwiek innego.
Zresztą, Thomas wyszedł dzięki pomocy Michaela, dzięki czemu nie musieli się już przejmować tym debilem. I chociaż najbardziej w tym wszystkim martwił się o samą Riley, tak ona nie wykazywała złego samopoczucia - ba, wręcz była nim zniesmaczona na swój sposób. Tym, co zrobił i jak się zachował. Może i nawet faktem, że zdecydował postąpić tak, a nie inaczej. Ale to nie interesowało zbyt mocno Jamesa - skoro to mogło uratować kobietę od tego śliskiego typa.
Szkoda, że okazało się, iż trochę inaczej sytuacja wyglądała. Co prawda, widział jak przynosi jej drinki, niemniej ten taniec był zainicjowany przez nią, na co mocno się z początku zdziwił, jednocześnie mając na uwadze że przecież to Riley - a ona nie patrzyła na nikogo i na nic, chcąc się zwyczajnie dobrze bawić. Może i nawet jego kosztem, ale czym się przejmowała, skoro dobrze się bawiła?
Mimo wszystko nie miał zamiaru ukrywać swojego zdenerwowania na to, co przyszło mu usłyszeć. Dobrowolnie się w to wpakowała, a on - na to by wychodziło - niepotrzebnie reagował.
A może potrzebnie?
A może to była jej kolejna zagrywka, żeby sprawdzić czujność i reakcję Jamiego?
Cholera, czasem ta kobieta doprowadzała go do szaleństwa - i to nie chodziło w tym momencie o sprawy łóżkowe. O te zwyczajne, codzienne. Nie powinien tak się dawać tak łatwo prowokować, a jednak…
Przeklął pod nosem i pokręcił głową.
— No tak, taniec… — westchnął, mówiąc to na głos, uciekając na moment spojrzeniem, żeby tylko uspokoić szalejące nerwy. Ostatecznie prędko powrócił mu poprzedni humor, starając się zachowywać jakby tego nie było. I ponownie wykorzystując słowa Riley przeciwko niej, tak jak to zawsze robił. Tak, jak ona lubiła, gdy tak robił. Gdyby tak nie było - już dawno ukróciłaby to wszystko, zostawiając Jamesa i nie przejmując się jego osobą w jakikolwiek sposób. Uśmiechnął się jeszcze, aby miała pewność że nie ma zamiaru dłużej się złościć, zaczynając kolejną ich gierkę słowną.
Przycisnął ją do siebie, uśmiechając się pod nosem gdy poczuł jak zaczyna delikatnie kołysać w rytm muzyki - co by wyglądali, że po prostu zaczęli tańczyć po tym wszystkim. Wtapiając się w otoczenie, znów świetnie się bawiąc.
— Och, nie masz problemu? — zapytał z uniesioną jedną brwią zaczepnie i śmiejąc się cicho z tego, co powiedziała. Tak, zdecydowanie nie przejmowała się tym, jak inne panny na niego patrzyły, gdy ona akurat była w pobliżu. Wcale nie widział, jaka była zniesmaczona na to, co inne kobiety robiły koło niego i jakie spojrzenia mu posyłały. Niejednokrotnie zachowywała się dziwacznie, jak podejmował się rozmowy o sekundę za długo z inną, która
nie była nią.
Gdyby nie to, że nie miał zbyt wielkiej sposobności, zdecydowanie roześmiałby się znacznie głośniej. Widząc jak na kolejne jego podejrzliwe słowa reaguje, uśmiechnął się jeszcze szerzej. Trafił w czuły punkt? Miał rację, czy zgrywała się? Czy faktycznie nie chciała go widzieć z innymi kobietami? Spoważniała, bowiem została przyłapana na czymś, na czym nie sądziła iż zostanie zauważona?
Cholera, czemu Riley musi być taką skomplikowaną kobietą?
Czemu zawsze musi sobie robić pod górkę i decydować się na zainteresowanie taką, która jest najbardziej nieodgadnioną ze swoich przedstawicielek?
Przyglądał się jej jeszcze chwilę, póki miał możliwość, gdy stanęła na palcach i przybliżyła się do jego ucha - albo obawiała się, że nie zostanie usłyszana, albo chciała być znacznie bliżej jego osoby.
Parsknął, choć zastanawiał się czy mówiła to tylko po to, aby nie uznał sam jaka jest prawda i że miał rację. Nieświadomie ręką przycisnął ją bardziej ku sobie, a wtedy usłyszał kolejne kwestie Davis, na co się jeszcze szerzej zaczął wręcz szczerzyć.
— To co myślę, nie ma żadnego znaczenia, skoro widzę jak to wygląda — odpowiedział pewny swojego, oblizując dolną wargę.
— To Ty chcesz wracać bardziej z naszej dwójki. Nikt nie zna Cię lepiej. Nikt nie zna lepiej Twoich potrzeb i nie wie gdzie dotknąć, żebyś wiedziała już na samym starcie, że to będzie kolejna udana noc — dodał z jeszcze większym przekonaniem o słuszności swoich słów, badając ją uważnie spojrzeniem. Próbował coś odczytać z jej wyrazu twarzy, niemniej Michael - który dopiero co by ł tak pomocny - przeszkodził w najbardziej kluczowym momencie dzisiejszej rozmowy z Riley.
Przeniósł dosyć leniwie spojrzenie na kumpli, przenosząc najpierw na jednego, a potem na drugiego tęczówki, słysząc jak się nabijają. Czy byli rzeczywiście przez nich obserwowani? Liczył, że tak nie będzie!
Gdy Riley oderwała się - mając wrażenie iż bardzo niechętnie po raz kolejny dzisiejszego wieczoru - chwilę stał i oddychał nieco ciężej, wciskając dłonie w kieszenie. Wtedy jakoś intuicyjnie, a może z obawy iż znowu zauważy Thomasa w tym miejscu, co uprzednio, skierował wzrok na stoliki. Tam na jednym z nich zauważył charakterystyczne urządzenie należące do Riley. Uśmiech ponownie mu wrócił na usta, a nim zdecydował się powrócić do towarzystwa, przeszedł najpierw do tej miejscówki, zabierając telefon kobiety.
— To chyba Twoje — rzucił, odkładając na bar sprzęt przed Davis, po czym siadł na wolnym krzesełku barowym - tuż obok Daniela.
Ten nie mógł wytrzymać, od razu przechodząc do
ataku
— Ty, wy z Riley kręcicie, co nie? — wyszeptał, aby ta rozmowa pozostała bardziej prywatna. A słysząc to, James się aż trochę zmartwił. Czyli ich obserwował…
— Co? Co Ty pieprzysz, wypiłeś i gadasz głupoty — obrócił to prędko w żart, po czym zamówił dwie lufy dla siebie i dla Daniela.
— Weź mi tu nie pierdol. Przecież widziałem, jak się wręcz ruchacie wzrokiem na parkiecie — uznał to za zabawne, a Jamie poszedł jego śladem.
— Ruchamy wzrokiem? Kurwa, jesteś jednak obrzydliwy — zaśmiał się jeszcze głośniej, po czym pokazał kumplowi, aby wziął otrzymany kieliszek w dłoń. Stuknęli się szkłami i wypili całość.
— Nie pij już więcej — po czym poklepał mocniej Daniela po plecach, na co ten zaczął kasłać.
— Ja i tak wiem swoje! — rzucił głośniej, w międzyczasie trochę się krztusząc - i przez alkohol, i przez uderzenie, jakie przyjął.
— Zaraz przyjdę, Panie Ja Wiem Swoje. Idę się odlać — poklepał - ale znacznie delikatniej - przyjaciela, po czym wstał i odszedł od baru bez jakiegokolwiek słowa - a tym bardziej nie zwracając się do Davis. Przeszedł do łazienki męskiej, upewniając się iż nikogo nie ma. Zamknął za sobą drzwi, gdzie w sumie i tak już wszyscy byli w takim stanie, że nikt się nie przejmował do jakiej łazienki wypada iść, więc nie przejmował się blokowaniem jednej z nich na
własny użytek. Oparł się o ścianę i wyciągnął telefon.
wiadomość od James:
zapraszam do męskiej łazienki, nie pozwól mi czekać
riley davis