34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nawet gdyby miała nadmiar wolnego czasu, nigdy nie przyszłoby jej do głowy wbijanie się obcym ludziom na wesela. Zaylee nie znosiła takich imprez. Właściwie nie przepadała za żadnymi. Kojarzyły jej się głównie z hektolitrami alkoholu, a sama piła przecież tylko od święta. Po części dlatego, że miała słabą głowę, ale przede wszystkim dlatego, że najebane towarzystwo błyskawicznie wystawiało na próbę granice jej cierpliwości. Chodzenie na cudze wesela dla przyjemności wydawało jej się zresztą równie idiotyczne, co włóczenie się po pogrzebach ludzi, których nigdy się nie znało. Okoliczności może i były inne, ale wydźwięk pozostawał dokładnie ten sam.
Jak tak potrzebujesz wyrwać się gdzieś od czasu, to wiesz, że możemy wybrać miejsce, gdzie akurat nie będzie odbywał się żaden ślub? — zaproponowała równie żartobliwym tonem. Przynajmniej zamiast dudniącej muzyki i krzyków będą mieć ciszę i święty spokój.
Uśmiechnęła się pod wpływem kolejnego pocałunku. Dlaczego nie mogły zachowywać się w podobny sposób pośród gości? Pewnie dlatego, że to nie było do nich podobne. Nie miały w sobie tej dozy szaleństwa, która zwykle pojawiała się u innych par. Ale tak też było dobrze, przynajmniej miały takie momenty na wyłączność.
Jesteś trochę pijana, to fakt — pokiwała głową, spoglądając w Swanson w oczy. — Ale nie mów, że nie czujesz ulgi, że mamy to już za sobą — dodała w przekonaniu, że w tej kwestii myślą bardzo podobnie.
W końcu było zwyczajnie po wszystkim. I Zaylee wcale nie było jakoś szczególnie żal. I tak organizacje przeciągnęły się w czasie, więc teraz obie będą mogły na nowo skupić się wyłącznie na pracy. A potem na formalnościach związanych z adopcją Sama. Tak wyglądała ich rutyna, do której Miller zdążyła przywyknąć i niespecjalnie zależało jej na to, żeby znaleźć dodatkowe miejsce na następne zmiany.
Należałam do ciebie nawet bez tego krążka — przypomniała jej, chociaż wcale nie chodziło tutaj o żadną kwestię posiadania. Od zawsze powtarzały, że nie potrzebują żadnych świstków papieru, żeby być razem. Obrączki również nie definiowały tego, kim dla siebie były. Miller dalej uważała, że te formalności po prosu ułatwią im życie. Jak widać, ani trochę nie zmieniła się po zawartym małżeństwie i dalej nie było w niej ani krzty romantyzmu. W przeciwieństwie do Eviny, która ewidentnie za dużo wypiła, skoro włączyły jej się jakieś sentymenty. Na szczęście jutro wszystko wróci do normy.
Zimno? Dlaczego miałoby być mi zimno? Przecież jestem taka gorąca — uniosła figlarnie brew, kiedy ukochana przesunęła dłonią po jej odsłoniętych plecach.
Wieczór może i nie należał do najgorętszych, ale tego samego nie dało się powiedzieć o Miller. Poza tym za chwilę i tak wrócą pod altanę, gdzie nie docierał chłód ciągnący od jeziora.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Dream, if you can, a courtyard
An ocean of violets in bloom
Animals strike curious poses
They feel the heat
The heat between me and you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Takie imprezy na pewno nie były dla nich. Jednak taka spokojna atmosfera gdzieś na łonie natury z jedynie mglistą świadomością tego, że inni ludzie gdzieś tam funkcjonowali poza granicami ich poznania? To już zdecydowanie było do przyjęcia. Pewnie mogłyby jednak coś takiego osiągnąć także mniejszym kosztem. Powinny chyba znaleźć sobie na urlop jakieś miejsce, które nie ocieka turystami. To na pewno dobrze im zrobi.
- Wiem i chyba to jest najlepsza opcja. Zamkniemy to śledztwo w cholerę i pojedziemy gdzieś, gdzie nikt nie będzie nam przeszkadzał - stwierdziła, mrucząc z zadowoleniem na samą myśl o podobnym pomyśle. Właśnie to powinny zrobić.
Z reguły nie były zbyt wylewne jeśli chodziło o uczucia. Musiały naprawdę mieć nastrój, aby stawać się bardziej dotykalskie niż ustawa przewidywała. Dodatkowo były też pewne granice przyzwoitości, których nie należało przekraczać przy rodzinie. Jednak w tym momencie były same i nie musiały się przejmować tym jak dla postronnego obserwatora wyglądać będzie Ten czy inny gest. Mogły zatem zwyczajnie nacieszyć się sobą.
- Jasne, że czuję. Cieszę się, że to zrobiłyśmy, ale zorganizowanie tego wszystkiego to była mordęga - przyznała szczerze, wypowiadając na głos to, co obie uważały na temat tego całego weselnego zamieszania.
Nie nadawały się do tego wszystkiego. Nie miały głowy do tego, aby planować jakie serwetki powinny znaleźć się na stołach, jaki odcień obrusów wybrać ani też zastanawiać się nad milionem innych kwestii, które w gruncie rzeczy nie były istotne. Nie wspominając już o tym, że Zaylee jednak ze swoją potrzebą kontroli nie umiała po prostu oddać tego wszystkiego komuś innemu.
Może i ten dzień już minął, ale będą miały z niego cudowne wspomnienia oraz pamiątkę w postaci zdjęć oraz nagrań. To powinno im wystarczyć. Potem też będą mogły sobie urządzać jakieś miłe rocznice ślubu tak długo jak tylko praca nie pokrzyżuje im planów w wyjątkowo nieprzyjemny sposób. Były obie świadome tego jak wyglądało ich życie. Mimo wszystko miło było mieć jeszcze jeden powód do świętowania.
- Wiem o tym doskonale - mruknęła, spoglądając w oczy ukochanej, które w nikłym świetle księżyca wydawały się być jeszcze ciemniejsze niż zwykle. - Należymy od siebie od dawna.
Żadna z nich nie traktowała drugiej przedmiotowo. Nie chciała jej zagarnąć dla siebie i uważać za swoją własność. Było jednak coś cudownie magicznego w słowie moja, które wydawało się być wyjątkowe w swoim wybrzmieniu. W końcu też oddały się sobie całkowicie, wiedząc, że trafiają w dobre ręce.
- Fakt, jesteś gorąca. No, ale jeśli nie jest ci zimno to nie ma potrzeby, żebym cię rozgrzewała - dorzuciła jeszcze odrobinę żartobliwie i dla podkreślenia swoich słów postanowiła dodatkowo zabrać dłonie z ciała żony, odsuwając się od niej na kilka kroków. - Sama tego chciałaś.
Uwielbiała się z nią droczyć. To na pewno nigdy nie ulegnie zmianie. Nie ważne czy za trzy dni czy za dekadę lub dwie: wciąż będą sobie działały na nerwy w ten niepowtarzalny sposób, który potrafił zarówno doprowadzić do frustracji jak i rozbawić.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na ten moment zamknięcie śledztwa brzmiało dość abstrakcyjnie. Nie miały nic. Znalezione przy klifach narzędzia i truchło szczura zaprowadziły je donikąd. Seryjny morderca pogrywał z nimi, a one błądziły jak dzieci we mgle. Nie miały nawet pewności, że znów zaatakował, kiedy bawiły się w najlepsze na własnym weselu. Z drugiej strony istniało spore prawdopodobieństwo, że gdyby tak było, ktoś z komisariatu dawno zakłóciłby ich sielankę.
Podziwiam twoje optymistyczne nastawienie — parsknęła śmiechem, bo w przeciwieństwie do Eviny, nie łudziła się jakoś szczególnie, że faktycznie zdołają w najbliższym czasie domknąć śledztwo i wyjechać na upragniony odpoczynek. Zaylee wolała się nie nastawiać, żeby się nie rozczarować. Później co najwyżej miło się zaskoczy. Lepiej w tę stronę.
Na pewno bardziej ekscytowałaby się przygotowaniami do całej uroczystości, gdyby mogła w pełni w nich uczestniczyć, jednak przez pracę nie była w stanie kontrolować przygotowań na miejscu, co trochę ją frustrowało. Na szczęście zdołała zaufać przemiłej menadżerce, która zajęła się organizacją. Co nie zmieniało faktu, że gdyby Miller pracowała w zupełnie innym zawodzie, miałaby znacznie więcej czasu, żeby zrobić to jeszcze bardziej po swojemu.
Była zadowolona, że ostatecznie zgodziła na urządzenie wesela, choć dalej po części uważała, że nic by się nie stało, jeśli wzięłyby cichy ślub. Później mogłyby zaprosić rodzinę na obiad i też byłoby dobrze. Ale kochała Swanson i wiedziała, że zależy jej, żeby ten dzień dzielić z bliskimi. Zaylee bywała uparta, ale nie była głupia. Wolała uniknąć niepotrzebnych sprzeczek o coś, co w dużej mierze nie miała dla niej aż takiego znaczenia. A skoro mogła tym uszczęśliwić ukochaną, to dlaczego miałaby jej pod tym względem nie ulec?
Było warto — stwierdziła w końcu na wspomnienie tej całej mordęgi. — Dla ciebie mogłaby znieść sto trzydzieści takich wesel — dodała z uśmiechem, a to w przypadku Miller była naprawdę poważna deklaracja. — Wszystko, byle mogłabym cię nazywać cię żoną — poruszyła wymownie brwiami, bo żona brzmiało jeszcze lepiej niż narzeczona.
Jej brwi uniosły się jeszcze wyżej, kiedy Swanson bezczelnie postanowiła zwolnić uścisk i odsunąć się zdecydowanie za daleko. Prychnęła pod nosem, niezadowolona z takiego obrotu spraw. Tak chciała z nią pogrywać? Bardzo nieładnie.
Nic nie rozumiesz — pokręciła z dezaprobatą głową. — Jestem taka gorąca, że nie powinnaś móc oderwać ode mnie rąk — mruknęła i żeby potwierdzić te słowa, zbliżyła się do Swanson i zacisnęła palce na jej nadgarstku. Pochyliła się w jej stronę, jednocześnie podciągnęła swoją sukienkę, wsuwając dłoń ukochanej pod błękitny materiał i ulokowała ją między swoimi nogami. — Widzisz? Dokładnie tak to powinno działać — wyszeptała tuż przy jej uchu, po którym delikatnie przejechała koniuszkiem języka. Jej palce na moment zacisnęły się mocniej na jej dłoni, a potem rozluźniły uchwyt, jakby zostawiała Swanson z wyborem, czy chce zostać w tej bliskości, czy jednak woli się wycofać.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Dream, if you can, a courtyard
An ocean of violets in bloom
Animals strike curious poses
They feel the heat
The heat between me and you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wydawało się, że naprawdę ich sprawa znajdowała się daleko od tego, aby zostać rozwiązaną, ale chyba mogły na ten moment nieco pofantazjować. Swanson zdecydowanie coraz bardziej nosiło w kierunku optymizmu, który na co dzień w jej wykonaniu był nie do pomyślenia. Chyba naprawdę alkohol i endorfiny robiły swoje.
- Dziękuję bardzo, kochanie - mruknęła, nie przejmując się na razie tym śmiechem, który pobrzmiewał w jej głosie.
Tego dnia w końcu powinny się skupiać na pozytywach, więc nie było sensu w tym, aby myśleć o tym, że miały na wolności mordercę, który na ten moment wydawał się nieuchwytny i możliwe było, że zamorduje jeszcze sporo osób nim w końcu wpadną na jego ślad. O ile to w ogóle nastąpi.
Nie była do końca pewna czy ilość wolnego czasu, którą byłyby w stanie dysponować zmieniłaby szczególnie wiele. Przynajmniej tak było w przypadku Eviny, która nie potrafiła się zabrać do podobnych rzeczy. Nie miała zwyczajnie w sobie pewnego drygu jeśli chodziło o organizowanie imprez i ustalanie pewnych szczegółów, które w wielkiej mierze były jej obojętne.
Były momenty, gdy naprawdę Swanson była bliska tego, aby jednak w swojej frustracji raz jeszcze przemyśleć propozycję cichego ślubu, ale coś podobnego nie godziło się z nią po prostu. Wolała dzielić ten dzień z innymi. Pokazać to jak bardzo zależy jej na Zaylee i choć wcale nie musiała tego robić to tego chciała. Cichy ślub byłby dla niej prawie jak ucieczka. Nie chciała czuć, że się czegokolwiek wstydzi lub ukrywa. Takie rzeczy trzeba było robić porządnie. Choć może wychodziła teraz z niej swoista tradycjonalistka lub to, że należała do starszej daty.
- Nie zapędzaj się tak z tą liczbą - uprzedziła ją żartobliwie. - Wiem, że obie chciałyśmy nazywać się małżeństwem, ale chyba jest jakaś granica, co?
Na razie chyba nie znalazły tej granicy. Obie na pewno były zdolne do tego, aby uczynić wiele, aby być razem i móc mówić o sobie per żona. Nie do wiary, że naprawdę to wszystko się ziściło. Ta nowa rzeczywistość musiała się jeszcze osadzić na dobre w świadomości detektywki. W końcu jednak przywyknie do tego, aby myśleć o koronerce jako o swojej małżonce.
- Ach tak? - zapytała z pewnym niedowierzaniem, uśmiechając się bezwiednie, gdy tylko postanowiła się podjąć tego swoistego wyzwania.
Rzadko kiedy miała problemy z utrzymaniem rąk na ciele Miller. Zwykle jak już to nie potrafiła trzymać tych rąk przy sobie. Może i ostatnio uczyniły w tej kwestii spore postępy, ale nie znaczyło to, że Zaylee działała na nią słabiej.
Dała poprowadzić swoją rękę pomiędzy uda małżonki, które były tak cudownie ciepłe. Przesunęła pieszczotliwie palcami po materiale bielizny, starając się już tym drobnym gestem wydobyć z ukochanej upragnioną reakcję. Zadowoliłaby się nawet najlżejszym drżeniem lub cichym jękiem. Spojrzała jeszcze na chwilę w stronę altany i pchnęła żonę w kierunku pobliskiego drzewa, do której ją przyparła.
- Chyba mamy chwilę na skonsumowanie małżeństwa? - zapytała kusząco niskim pomrukiem, dociskając mocniej do niej swoje palce ii nachyliła się, aby skraść jej jeszcze jeden namiętny pocałunek w cieniu otaczających je drzew.
Pewnie niedługo ktoś się zorientuje, że zniknęły i nie daj Boże zacznie ich szukać. Musiały zatem jak najlepiej wykorzystać każdą chwilę, którą tylko miały dla siebie z dala od ciekawskich oczu.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chyba faktycznie trochę się zapędziła z tą imponującą kolekcją ślubów. Im dłużej o tym myślała, tym bardziej dochodziła do wniosku, że mogłaby jeszcze kiedyś pojawić się na weselu, ale wyłącznie jako gość. Najlepiej taki, który przychodzi na gotowe, siada przy stole, zjada ciasto, tańczy przez kilka godzin i wraca do domu bez konieczności podejmowania choćby jednej decyzji dotyczącej odcienia serwetek. Sama organizacja ślubu okazała się doświadczeniem graniczącym z próbą charakteru. A przynajmniej charakteru Zaylee. Na szczęście nie planowała się rozwodzić ani żenić po raz drugi. Gdyby miała jeszcze raz przechodzić przez cały proces wybierania sali, menu, dekoracji, kwiatów, muzyki i miliona innych rzeczy, o których wcześniej nawet nie wiedziała, że istnieją, prawdopodobnie skończyłaby łysa. I to nie z powodu modnego cięcia. Prawda była taka, że jej perfekcjonizm stanowił największe zagrożenie dla całego przedsięwzięcia. Miller potrafiła godzinami zastanawiać się, czy świece nie stoją przypadkiem o trzy centymetry za blisko siebie i czy winietki mogłyby być minimalnie bardziej winietkowe. I nawet, jeśli wszystko było już dopięte na ostatni guzik i nie było czego poprawiać, jej mózg nie zamierzał się poddawać, bo wciąż wynajdywał nowe, całkowicie zbędne rzeczy do analizowania.
Nigdy więcej żadnych ślubów — oświadczyła stanowczo, unosząc palec i kierując go wymownie w stronę Eviny, jak surowa nauczycielka udzielająca ostatniego ostrzeżenia wyjątkowo niesfornemu uczniowi. — Ty masz już na swoim koncie całe dwa. To powinno ci wystarczyć do końca życia — stwierdziła, a na jej twarzy pojawił się zadziorny uśmiech.
Oczywiście żadna z nich nie mogła wiedzieć, co przyniesie przyszłość. Życie potrafiło zaskakiwać, mieszać szyki i wywracać wszystko do góry nogami. Mimo to, kiedy wiązało się z kimś na poważnie, nikt nie wchodził w relację z myślą o jej końcu. Nikt nie patrzył na ukochaną osobę i nie zastanawiał się, jak będzie wyglądało rozstanie za kilka lat. Właściwie wszyscy zakładali, że właśnie znaleźli swoje na zawsze. Nawet Zaylee. A to było dość sensacyjne odkrycie, bo na co dzień była specjalistką od czarnych scenariuszy i przygotowywania się na najgorsze.
Westchnęła rozkosznie, czując, jak palce żony muskając materiał bielizny. Już chciała zaczepnie pociągnąć zaczepnie za jej dolną wargę, ale nie zdążyła, bo została przyparta do drzewa. Wydała z siebie ciche stęknięcie i spojrzała prosto w błękitne tęczówki.
Ale że tutaj? Ile ty masz lat, Swanson, żeby brać mnie przy drzewie? Szesnaście? — uśmiechnęła się tuż przy jej ustach. Wszystko wskazywało na to, że za moment ją pocałuje, ale Miller zrobiła nagły unik, jednocześnie zabierając dłoń ukochanej spomiędzy swoich nóg. — Masz mnie za strasznie łatwą — odparła, ostentacyjnie wywracając oczami. Zaylee nigdy nie była szczególnie cnotliwa, ale to nie oznaczało, że da się przelecieć w miejscu, gdzie ktoś może je dostrzec. Jeszcze kilka miesięcy temu nie miałaby skrupułów, ale teraz nie w głowie były jej takie rzeczy.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Dream, if you can, a courtyard
An ocean of violets in bloom
Animals strike curious poses
They feel the heat
The heat between me and you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zdecydowanie przesadziła. Może i Swanson była przekonana o tym, że żona darzy ją niesamowicie silnym uczuciem, ale nawet dla niej podobne poświęcenie było delikatnie rzecz ujmując nierealne. Nie znaczyło to jednak, że zaczynała wątpić w to jak bardzo ceniła ją małżonka. Po prostu: ludzie mieli swoje granice i udział w takiej ilości wesel był po prostu niemożliwy. Żadna z nich nie powinna się do czegoś takiego zmuszać.
Całe szczęście udało im się wziąć ślub raz a porządnie, więc nie było potrzeby, aby cały ten proces powtarzać. Coś takiego mogłyby powielić jedynie jeśli jakimś cudem coś by im przeszkodziło w zawarciu małżeństwa lub któraś z nich doszłaby do wniosku, że jednak nie chce formalizować związku, a potem raz jeszcze zmieniła zdanie. Całe szczęście żadna nie była tak niestała w swoich decyzjach, a i nic nie stanęło im na przeszkodzie, gdy składały sobie śluby.
- Nigdy więcej - potwierdziła po czym uśmiechnęła się z lekkim rozbawieniem na jej komentarz. - Wiesz. Niektórzy mawiają, że pierwsze małżeństwo jest jak pierwszy naleśnik: do wyjebania. Całe szczęście, że ożeniłam się z kimś kto nie wyrzuca naleśników.
Oczywiście, Evina miała świadomość tego, że niezwykle często wszelkie obietnice składane na zawsze były składane na wyrost, ale tym razem naprawdę była zdeterminowana i zamierzała dołożyć wszelkich starań, aby tym razem wszystko poszło tak jak trzeba. Była przekonana, że faktycznie udało jej się wyciągnąć wnioski z poprzedniej próby ułożenia sobie życia u boku byłego męża.
Zdecydowanie zdążyła już wypić za dużo. Ten jeden gest odebrała jako bezwstydne i jednoznaczne zaproszenie. Nie myślała kompletnie o tym, że w każdej chwili mogłyby zostać nakryte przez któregokolwiek z gości. Najwyraźniej jej wyobraźnia działała aktualnie w sposób niezwykle ograniczony.
- Cholerna kusicielka - westchnęła ze śmiechem, opierając się o drzewo spod którego chwilę wcześniej uciekła Zaylee. - Podwyższyły ci się standardy odkąd zostałaś żoną?
Nie potrafiłaby się na nią gniewać za coś podobnego. Zamiast tego powoli odbiła się od pnia i ruszyła w kierunku Miller, aby raz jeszcze objąć ją w pasie. Faktycznie miała pewien problem z tym, aby utrzymać ręce od niej z daleka chociaż udawała, że było inaczej.
- Chcesz już wracać czy jeszcze trochę się tu pokręcimy? - zapytała, spoglądając na chwilę w stronę altany, od której dochodziły je odgłosy trwającej imprezy.
Na pewno nikt jeszcze się za nimi porządnie nie stęsknił. Mogły zatem pozwolić sobie na jeszcze odrobinę spokoju z dala od innych ludzi.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Słyszała to samo powiedzenie, ale odnośnie dzieci. I tak się składało, że była najstarsza w rodzinie. Odpowiedzialna, rozsądna i zdecydowanie najmądrzejsza z całej czwórki. Przynajmniej według samej Zaylee, ale akurat w tym przypadku trudno było się z nią kłócić. Z każdym kolejnym dzieckiem poziom inteligencji w rodzinie zdawał się bowiem systematycznie spadać. Wystarczyło spojrzeć na Lucasa. Dobry dzieciak. Serce miał we właściwym miejscu, był lojalny i potrafił rozśmieszyć człowieka nawet wtedy, kiedy ten bardzo nie chciał się śmiać. Problem polegał na tym, że inteligencja najwyraźniej ominęła go szerokim łukiem. Czasem Zaylee patrzyła na jego decyzje i zastanawiała się, czy on w ogóle ma jakikolwiek instynkt samozachowawczy. Z drugiej strony nie mogła być zbyt surowa. Lucas przynajmniej był wyluzowany. Nie chodził wiecznie spięty jak ona i nie miał kija w dupie wielkości masztu flagowego.
Miło było za to usłyszeć, że ona i Evina zgodnie ustaliły brak kolejnych ślubów. Brzmiało to jak jeden z nielicznych planów, które miały szansę powodzenia. A plan był dość prosty - zostać ze sobą do końca życia. Teoretycznie nic trudnego. W praktyce musiały jedynie nie pozabijać się nawzajem, nie dać się zabić komuś innemu, nie zwariować i nie podejmować żadnych wielkich decyzji pod wpływem emocji. To mogło się udać!
Wyrzucanie naleśników to grzech ciężki — skwitowała, chociaż nie była szczególnie religijna. Za to była ostatnią osobą, która marnowała jedzenie. Wepchnęłaby w siebie wszystko, co do ostatniego kęsa, byle tylko niczego nie skazywać na straty. Dobrze, że miała żołądek bez dna! — Twojemu eks mężowi byłoby przykro, że tak o nim mówisz. Dlaczego go nie zaprosiłaś? Nie chciałaś, żeby patrzył na twoje szczęście? — zapytała, odpychając się od drzewa, żeby nie kusić dalej Swanson.
Czy podwyższyły jej się standardy? Raczej nie. Po prostu trochę spuściła z tonu, ale to wcale nie ze względu na małżeństwo. Evina na pewno zdążyła zauważyć, że Zaylee dużo wcześniej stała się mniej narwana i nie szukała pretekstu, żeby dobrać jej się do majtek. Detektywka trochę sama była sobie winna, kiedy kilka razy dała jej po łapach. Teraz wyglądało to tak, jak wyglądało. Ale przecież miały ważniejsze rzeczy na głowie niż jakieś tam ruchanie.
Może, a co? — uniosła wymownie brwi, znów przerzucając sobie szpilki przez ramię. Nie dbała o to, że ktoś może je zobaczyć. Jakby kiedykolwiek obchodziła ją opinia innych ludzi. Może rodzice poczuliby się trochę zgorszeni, ale bez przesady. To, że nie miała ochoty gździć się pod drzewem, to już odrębna kwestia. — Chodź, przejdziemy się — dodała, wyciągając rękę w stronę żony, aby pociągnąć ją w kierunku jeziora.
Nie musiały jeszcze wracać. Śpiewy i śmiechy świadczyły o tym, że goście radzą sobie bez nich wyśmienicie. A skoro zabawa trwała w najlepsze pod ich nieobecność, nie były im potrzebne do szczęścia. Wszyscy byli najedzeni i napici. Szczególnie napici, bo widziała w oddali, jak wujek Randall zatacza się między stołami.
Nie wspominałaś przypadkiem, że Randy ma mocną głową? — parsknęła śmiechem, wskazując głową w kierunku altany. Jeszcze chwila, a dla tego pana skończy się impreza. Chyba, że Swansonowie szybko trzeźwieli i mogli balować dalej.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Dream, if you can, a courtyard
An ocean of violets in bloom
Animals strike curious poses
They feel the heat
The heat between me and you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Były pewne popularne mądrości, które można było dowolnie modyfikować tak, aby dopasować je do aktualnych potrzeb mówiącego oraz kontekstu. Sama nigdy nie wyrzucała naleśników, bo nawet ten pierwszy powstający dopiero na rozgrzewającej się patelni wychodził jej całkiem dobry. Przynajmniej dzięki temu Zaylee nie miała powodów, aby się jej doczepić. Wiedziała doskonale jak koronerka uwielbiała jeść i wyrzucanie czegoś zjadliwego byłoby dla niej jedną z największych zbrodni.
To w ilu kwestiach były ze sobą zgodne czy też zwyczajnie kompatybilne dobrze wróżył. W wielu kwestiach były też skłonne do wypracowania swoistych kompromisów lub zwyczajnie nie były skłonne zamordować się w dosłowny sposób z powodu jakiejś głupoty. Może i ich kłótnie bywały niezwykle intensywne, ale zwykle szybko im przechodziło, a i ostatnio zdarzały się naprawdę coraz rzadziej. Czyżby w końcu nieco wydoroślały?
- Wiem. Dlatego go nie popełniam - przytaknęła na jej słowa. - Jeśli o niego chodzi to myślę, że mógłby mi przytaknąć. No i zapraszałam go... Po prostu nie mógł przyjechać.
Po tylu latach mieli na tyle dobre relacje, że raczej nie podejrzewała, aby była to zwyczajna wymówka. Był kiedyś dla niej kimś niezwykle ważnym. Ich drogi się rozeszły, ale stało się to w na tyle naturalny sposób, że nie mogli mieć do siebie większej urazy. Może jedynie po jego stronie znajdował się żal z powodu tego, że rodzina nigdy nie była dla Eviny tak ważna jak praca, ale z tym mógł się pogodzić już dawno temu. Zwyczajnie nie byli ze sobą tak kompatybilni jak myśleli mając ledwie dwadzieścia kilka lat.
Zdawała sobie sprawę, że o podwyższeniu standardów nie mogło być mowy. Co najwyżej mogło chodzić o zwyczajny brak chwilowej ochoty lub miejsce i czas. Przyłapanie przez rodzinę na pewno byłoby też czymś zupełnie innym niż wpadka przed kompletnymi nieznajomymi. Zresztą: faktycznie w ostatnim czasie nieco się uspokoiły. Brak czasu i szalejące hormony Swanson miały w tym na pewno jakąś swoją rolę. Przynajmniej tyle dobrego, że dzięki temu łatwiej będzie im się hamować przy dziesięciolatku.
- Nic. Chyba będę musiała się z tym pogodzić - odpowiedziała z drobnym uśmiechem i ujęła dłoń wyciągniętą w jej stronę przez żonę.
Zrobienie rundki wokół jeziora wydawało się być aktualnie całkiem dobrym pomysłem. Być może Evinie uda się w tym czasie nieco rozchodzić wlane w siebie procenty, które wypiła pod wpływem rodziny. Na pewno przyda jej się taki drobny wysiłek, a i nie mogła narzekać na odrobinę spokoju i chwile spędzone u boku koronerki.
Wesele okazało się być naprawdę wesołą imprezą skoro udało im się nawet dostrzec wuja Randy'ego w stanie więcej niż wskazującym. Drżeć można było jedynie o los jego kompanów do picia. Oby żaden z nich nie spał już gdzieś w krzakach. Mogła się tylko domyślać jak wyglądali inni imprezowicze.
- Bo ma - odpowiedziała od razu. - Musiał chyba przepijać każdego z osobna, aby się doprowadzić do takiego stanu.
Chyba nigdy nie widziała go takim, co było widokiem na tyle szokującym, co wypadek na autostradzie. Nie można było oderwać od niego przez chwilę oczu.
- Miejmy tylko nadzieję, że nie przepił twojego ojca - mruknęła do małżonki, a altana coraz bardziej zaczynała im znikać z pola widzenia, gdy wspólnie znalazły się nad brzegiem jeziora, aby przejść się nim we względnym spokoju.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Brakowało jej kłótni. Nie takich głupich awantur o nic, tylko porządnych sprzeczek, po których człowiek przez godzinę chodzi obrażony, a potem wraca, jakby nigdy nic się nie wydarzyło. Musiał jednak istnieć jakiś konkretny powód. Zaylee nie należała do osób, które wszczynają wojny o pietruszkę. Nie będzie przecież dopierdalać się do własnej żony o to, że znowu zostawiła kubek na kuchennym blacie albo wrzuciła czarne skarpetki do jasnego prania. Problem polegał na tym, że nie miały powodów, żeby się kłócić. To znaczy, pewnie jakieś by się znalazły, gdyby bardzo się postarała. Mogłaby zacząć wyliczać wszystkie drobne rzeczy, które ją czasem irytowały. Tylko po co? Żadna z nich nie była na tyle istotna, żeby urosła do kolosalnych rozmiarów. Właściwie powinna się z tego cieszyć. Miała dobrą pracę. Miała stabilne życie. Miała żonę, którą kochała bardziej, niż kiedykolwiek planowała kogokolwiek kochać. Wszystko układało się dokładnie tak, jak powinno, więc dlaczego miałaby szukać dziury w całym? Teraz największym problemem było to, że ktoś znowu zostawił kubek na blacie. I nawet nie była pewna, czy to była Swanson. Całkiem możliwe, że ona sama. Co, szczerze mówiąc, trochę psuło jej potencjalną awanturę. Oczywiście Evina uważałaby takie myślenie za kompletnie absurdalne. I pewnie miałaby rację. Ale Zaylee, pomijając pracę, od dawna nie podejmowała wszystkich decyzji na podstawie racji. Była pierdolnięta i nie do końca stabilna emocjonalnie.
Szkoda. Chętnie bym go w końcu poznała — stwierdziła, kiedy ruszyły w stronę jeziora. Relacje Miller z dziećmi ukochanej były... no, jakieś tam były. Nie była pewna, czy akceptowali obecność koronerki w życiu matki, ale na pewno przyjęli to do wiadomości. I nie zabrakło ich na weselu, więc pragnęli ich szczęścia. Swanson na pewno źle czułaby się z faktem, gdyby nie zaszczycili jej swoją obecnością.
Seks przestał być istotnym elementem ich życia i dopadła je rutyna. Nie było w tym nic złego, po prostu trzeba było przyjąć to do wiadomości. Kiedy Sam zamieszka z nimi na stałe, ich życie łóżkowe już w ogóle odejdzie na bok. Miller będzie musiała znaleźć inny sposób na rozładowanie napięcia. Zaradna z niej dziewczyna, na pewno sobie poradzi.
Och, na stówę przepił mojego ojca — westchnęła ciężko, już widząc minę matki, która każe Otto ogarnąć się wreszcie. A może nawet już zaganiała go do pokoju? Tak, jak synów, którzy nie mieli umiaru w alkoholu i zawsze przeceniali swoje możliwości. Zaylee za to doskonale znała swoją odporność na procenty i przeważnie wiedziała, kiedy podziękować i odstawić kieliszek na bok. Nie pamiętała już, kiedy upiła się do tego stopnia, żeby nie móc utrzymać równowagi. Nie wspominając już o urwanym filmie. — Jeszcze tylko jakieś mordobicie i wesele można uznać za udane — dodała żartobliwym tonem, choć nie podejrzewała, żeby ktokolwiek chciał dać sobie po ryju. Millerowie nie byli skorzy do rękoczynów. W sumie po pijaku nawet Otto stawał się potulny jak baranek.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Dream, if you can, a courtyard
An ocean of violets in bloom
Animals strike curious poses
They feel the heat
The heat between me and you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W przeciwieństwie do Zaylee, Swanson nie brakowało wcale ich kłótni. Ciągle prowadziły drobne utarczki słowne, ale wielkie awantury były jej kompletnie niepotrzebne. Już i tak miały wystarczająco stresującą pracę, która jedynie generowała niepotrzebne napięcie. To właśnie sprawy związane z pracą w zawodzie generowały najwięcej problemów, więc dołożenie do tego jeszcze jakiś osobistych dramatów byłoby wyjątkowym przegięciem. Chociaż w tej sferze mogły próbować cieszyć się spokojem.
Istniało tyle innych sposobów na jakie mogłyby się wyżyć. Nie musiały się one sprowadzać do kłótni o rzeczy, które w istocie nie były szczególnie ważne. Z drugiej strony oczywistym było to, że wiecznie wszystko nie mogło być w porządku. Na pewno czeka je jeszcze sporo rzucanych ostrych słów, walk o kompletne głupoty, ale nawet to będzie mile widziane. Tak długo o ile będą mogły być ze sobą razem.
- Może innym razem - zaproponowała, nie będąc pewną tego czy na pewno był to najlepszy pomysł.
Nie tyle ze względu na fakt, że jej żona miałaby poznać mężczyznę, za którego kiedyś zgodziła się wyjść (a nawet i poślubiła na kilkanaście lat), ale bardziej o to, że mogli naprawdę stanowić potężną mieszankę charakterów. Może nawet dogadywaliby się ze sobą aż za bardzo? Kto wie. Wtedy ona byłaby wyjątkowo stratna.
Zdawały sobie sprawę z tego, że ten dzień w końcu nastąpi. Może i namiętność nie płonęła między nimi w ten sam sposób, co dawniej, ale dalej mogły liczyć na wyjątkowo intensywne doznania. Nawet pomimo popadania w swoistą rutynę oraz coraz dłuższego stażu związku, wychodzącego ze swojej fazy miesiąca miodowego dalej potrafiły patrzeć na siebie z pożądaniem i zatracić się w sobie całkowicie, gdy przyszła na to odpowiednia pora.
- Oby tylko nie oberwał za bardzo od Dorothy - westchnęła ciężko i naprawdę nie była w stanie uwierzyć, że zaczynała dobrze życzyć staremu Millerowi.
Może jednak faktycznie ten ślub coś zmienił? Na pewno jej nastawienie do teścia i vice versa. Przynajmniej teraz byli w stanie się dogadywać, a chociaż w dalszym ciągu Swanson nie była jego wymarzonym zięciem to chociaż została zaakceptowana jako odpowiednia partia.
- Marzy ci się taka akcja? Nie wiedziała, że było to na twojej liście organizacyjnej wesela z marzeń - rzuciła, lekko żartobliwie.
Na pewno żadna z nich nie chciałaby żadnej burdy, ale kto wie: może była możliwa taka, która doprowadziłaby je w końcu do śmiechu i stanowiła naprawdę miłe wspomnienie, gdy spojrzy się na nią z perspektywy czasu. Na razie jednak wystarczało jej, że goście dobrze się bawili, wlewali w siebie kolejne litry alkoholu, szaleli na parkiecie i raczyli się kolejnymi specjałami z pobliskiej kuchni.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”