Mimo wszystko pomogła jej też kilkudniowa wycieczka do Amsterdamu. Już dawno nie widziała się z rodzicami, a musiała im też opowiedzieć jak odnalazła się w nowym kraju. Trochę się tego nazbierało przez tyle miesięcy, ale przynajmniej czuła swego rodzaju dumę, mogąc pochwalić się czymś nowym. Przynajmniej wiedziała, że małymi kroczkami w końcu rozwija się samodzielnie, bez ich pomocy. To bardzo pozytywnie wpłynęło na jej samopoczucie.
Choć rodzicom jeszcze nie wspominała o kimś takim jak Filippo, bo zwyczajnie było jeszcze za wcześnie na bycie stuprocentowo pewnym w tej kwestii, nie zapomniała o nim. Kupiła mu tam parę pamiątek, które czekały na niego w starannie zapakowanym prezencie. Nie było to dużo, tylko tyle na ile pozwalały jej fundusze, ale miała nadzieję że chłopak ucieszy się z nieplanowanego upominku.
Przygotowała też babeczki z motywem Spider-Mana. Było ich kilka, każda z czerwonym lub niebieskim lukrem, posypane kolorowymi wiórkami lub ozdobione kawałkiem czekolady, M&Msami lub kawałkiem Kinder Bueno. Pierwszy raz robiła taki wypiek sama, przez co nie wiedziała czy wyszło dobrze, ale taką miała nadzieję. Specjalnie jeszcze w Holandii piekła „próbne” babeczki po latach ze swoją mamą. Tamte wyszły idealne, ale pewnie przez duży wkład jej rodzicielki. Ale cóż, musiał być u niej ten samotny, pierwszy raz.
Zadbała również o inne przysmaki, tak w razie czego. Miała tylko nadzieję, że nie przesadziła, natomiast na filmowo-klockowy wieczór zapotrzebowanie mogło być spore. Sama już zdążyła podjeść kilka żelek, których jeszcze nigdy nie próbowała. Jednocześnie sprawdzała też czy na pewno Lilo i Stitch w wersji live action na pewno znajduje się w jej bibliotece. Byłby przypał, gdyby okazało się, że nie.
— Hej! Zapraszam. — gdy tylko usłyszała dzwonek, natychmiast pomaszerowała w kierunku drzwi i otworzyła je, by Filippo wszedł do środka. Nikogo innego się dzisiaj nie spodziewała, więc nawet nie skorzystała z wizjera.
Filippo Carissoni.
