-
And I bet you think about me...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Każda poważna rozmowa w ich przypadku była ogromnym krokiem naprzód. Ona się tego uczyła i chyba on trochę też. Nawet jeśli w pewnych kwestiach był bardziej dojrzały od niej – chociażby jeśli chodziło o świadomość własnych uczuć – tak w pewnym oboje byli jak dzieci we mgle. Ale robienie tych kroków wspólnie było całkiem… satysfakcjonujące. I chociaż śmieszny dreszcz przemknął wzdłuż jej kręgosłupa, gdy stwierdził, że mogliby się tutaj kochać, a jego kciuk zahaczył o jej dolną wargę… i jakaś część jej po prostu chciała go na moment wsunąć między wargi i zdrażnić męską wyobraźnię to nie zrobiła tego. Nie oderwała od niego wzroku i nie zeszła ze swojego toru… nie musieli żartować, mogli poważnie porozmawiać.
I dobrze, bo jego słowa wywołały w niej dokładnie taki sam efekt. Śmieszny dreszcz przemknął wzdłuż jej kręgosłupa, lekko zadrżała i zagryzła wargę, wpatrując się w twarz Cadwaladera. Potrzebowała sekundy, dwóch albo pięciu, żeby tak naprawdę dotarł do niej sens wypowiedzianych przez niego słów. Ale nic nie powiedziała, jeszcze nie. Zamiast tego przysunęła się, mocniej zacisnęła palce na jego koszulce i pocałowała go. Zdecydowanie nie chciała uciekać.
- Nie wiem, czy to coś zmienia… może to dość niefortunny moment, ale próbuję się umówić z prawnikiem Daniela. Kimś, kto wie o większości trupów ukrytych w szafach tego klubu. Chciałabym, żeby zrobił z tym miejscem taki bardzo formalny porządek na wypadek jakbym chciała go sprzedać. Jak już znajdziesz to miejsce, w którym moglibyśmy zacząć od początku. – kącik ust drgnął jej w rozbawieniu – To na pewno nie będzie trwało tydzień, czy miesiąc… ale chciałabym to zrobić tak jak należy, żeby przez resztę życia nie musieć oglądać się przez ramię. – wyjaśniła i lekko wzruszyła ramionami. Wiedziała, że w przypadku tego całego bałaganu należało uzbroić się w cierpliwość… ale wierzyła, że będzie warto. Nawet jeśli miała na to zmarnować kilka następnych lat. Tym bardziej, że to nie zmieniało ich aktualnego życia. Wcale.
Arvel Cadwalader
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Z mojej perspektywy wygląda to na całkiem fortunny zbieg okoliczności. - uśmiechnął się już znacznie bardziej wyluzowany.
Dla niego były to dobre wieści. Od dawna wiedział już, że ten klub był pewną kotwicą. Czymś, co trzymało ją tutaj. Czasami spędzało jej sen z powiek. To była ta jedna rzecz, na którą nie miał wpływu. Nie mógł jej pomóc z tym tematem. Mógł ją chronić, zająć się niechcianą konkurencją, ale to tyle. Reszta zależała od niej. Darcy nie wydawała się w spełniona w tej pracy. Inaczej. Wierzył, że całkiem spełniała się w prowadzeniu klubu, lecz nie tego klubu. Gdyby znalazła sobie coś nowego wierzył, że częściej widziałby tę wersję swojej kobiety, którą widział na wakacjach. Tego właśnie chciał dla nich obojga.
- Nawet jeśli czasami musisz obejrzeć się przez ramię, to pamiętaj, że nie jesteś już z tym wszystkim sama. - puścił jej oczko z szerokim, pewnym siebie uśmiechem - Chciałabyś zostawić to wszystko za sobą? Zacząć od nowa? Ze mną? - zapytał lekko przechylając głowę patrząc jej w oczy.
Przesunął powoli swoje dłonie na jej szyję pocierając jej skórę swoimi kciukami wyczuwając pod nimi jej puls. Bynajmniej nie robił tego by ją sprawdzać. Wiedział, że lubiła gdy to robił. Powoli przesunął dłonie wyżej zaczynając muskać jej szczękę swoim dotykiem.
To dla niego niecodzienne, ale czuł się w tym momencie spokojnie. Nie lubił trudnych tematów. Planowanie przyszłości nadal nie przychodziło mu łatwo, ani rozmawianie o swoich problemach. Jednak w tym momencie widział przed sobą swoją partnerkę. Swoją kobietę, a z nią wszystko było jakieś łatwiejsze. Dlatego chwilę temu powiedział jej, że pragnie właśnie jej. Cała reszta jego świata mogła się spieprzyć, walić, ale jeśli ona była u jego boku wszystko wydawało się o wiele mniej istotne.
Darcy Bowman
-
And I bet you think about me...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Zacząć od nowa. Z nim.
Uśmiechnęła się i zanim cokolwiek odpowiedziała po prostu mu się przyglądała. Przez chwilę, nie dłużej i w końcu skinęła twierdząco. Bo chciałaby. Jakoś…
- Nie wiem, czy gdzieś na końcu świata, bo jestem dziewczyną z Toronto i nigdy nie mieszkałam w innym miejscu, a to miasto to mój dom. Trochę patologiczny, ale jednak dom. – kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu, bo nie dało się ukryć, że jej życie w dużej mierze było bardzo mocno patologiczne… często wpadała z deszczu pod rynnę! Czy teraz też tak było? Czy kolejny raz ryzykowała wszystko dla faceta? Czy kolejny raz trochę oddawała kontrolę nad swoim życiem facetowi – Niektórzy nie uczą się na błędach, jestem tego doskonałym przykładem. Powinnam być trochę bardziej niedostępna, a nie… – prychnęła, ale bardziej rozbawiona niż faktycznie oburzona. I na pewno nie żałowała tego, że ryzykowała i przesuwała swoje granice oraz burzyła zbudowane mury… Cadwalader miał w sobie coś, co sprawiało, że chciała mu ufać. W najgorszym wypadku złamie jej serce – nie on pierwszy i nie ostatni! – Parę wspólnych nocy i od razu rzucam wszystko. – zażartowała sama z siebie, podśmiechiwała się pod nosem i zanim jakkolwiek jej na to odpowiedział – znowu się przysunęła mocniej do krawędzi biurka, żeby być bliżej, oprzeć się o jego tors, zarzucić mu ręce na kark i pocałować go. Spokojnie, bez pośpiechu…
- Więc podsumowując… – mruknęła, odsuwając się od niego tak, że aż wcale i ciągle mógł czuć na wargach jej ciepły oddech – Jak ci minął dzień, Cadwalader? – czy było trochę lepiej niż w momencie, w którym przyszedł do klubu? Na pewno oglądanie tancerek pomogło, na pewno! – A swoją drogą powiedziałeś coś ciekawego.. – tak jej się jeszcze przypomniało i nie mogła sobie odmówić! Błysk w jej oku jasno dawał do zrozumienia, że nie była w tym momencie poważna, ani trochę! – Wspomniałeś o rozpieszczaniu swojej dziewczyny, więc… na czym miałoby to polegać?
Arvel Cadwalader
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Na jego twarzy pojawił się ten szeroki uśmiech zadowolenia gdy dostał jej odpowiedź. To właśnie chciał usłyszeć. To właśnie była jego kobieta i był z tego cholernie dumny. Kiedyś nie przeszłoby to jej nawet przez myśl, a dzisiaj jawnie się deklarowała. Pod tym względem czasami robiła większe postępy niż on.
- Każdy dom jest trochę patologiczny. - przewrócił oczami cicho się śmiejąc - I może właśnie dlatego powinniśmy wyjechać gdzieś na koniec świata? Żyje się tylko raz, a Kanada robi się chyba dla nas trochę za mała. Podobała mi się twoja opalenizna na Punta Canie... - uśmiechnął się zaczepnie bo na pewno doskonale pamiętała jak wiele rzeczy na ich wakacjach mu się podobało.
Może normalnie nie widział się w tak ciepłym klimacie, ale by mieć taki widok, jak tam? Swojej szczęśliwej, opalonej kobiety? Chyba by się trochę przemęczył, a z czasem przyzwyczaił. W końcu ludzie są jedną z najbardziej adaptacyjnych ras.
Pozwolił zamknąć sobie usta pocałunkiem i całkiem chętnie go odwzajemniając przenosząc swoje dłonie na jej policzki. Nie spieszył się. Wyszedł jej ciału na przeciw przywierając do niego swoim. W którymś momencie chyba nawet mruknął zadowolony w jej usta.
- To już było kilka? Naprawdę? - wyszczerzył się do niej zadziornie dość ostentacyjnie się z tego nabijając - Muszę być w tym łóżku całkiem dobry skoro tracisz dla mnie głowę. Ale nie martw się. Serce też dla mnie stracisz. - uśmiechnął się jeszcze szerzej mówiąc to nieco niższym głosem zaczepiając jej dolną wargę swoimi zębami.
Był tego absolutnie pewien. W końcu usłyszy te dwa magiczne słowa z jej ust. Nie bał się ciężkiej pracy. Wiedział, że to mu się opłaci. Czasami dobrze było poczekać.
- A mój dzień... Był całkiem słaby, ale wieczór oraz noc są prognozowane na zdecydowane polepszenie. - mruknął muskając jej usta swoimi i gładząc jej policzki swoimi kciukami.
Uwielbiał tę ich bliskość.
- Mam Ci opisać, czy pokazać? - spojrzał w jej oczy z tym nieco niebezpiecznym błyskiem w oku znów muskając jej dolną wargę swoim kciukiem, tym razem wyraźnie ją masując przenosząc swój wzrok na jej usta.
Darcy Bowman
-
And I bet you think about me...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Zamiast tego w jej głowie pojawiła się bardzo żywa myśl… wspomnienie Dominikany było przyjemne, podniecające i rozleniwiające jednocześnie. Błękitne niebo, mnóstwo słońca, ocean i bardzo mało ubrań. Wakacje idealne. Tylko no właśnie… wakacje. Czy daliby radę żyć tak na co dzień? Jak długo? Co mieliby ze sobą robić? W Toronto nawet żyjąc razem jednocześnie każde z nich miało swoje życie, sprawy i obowiązki, które jednak zajmowały większą część dni. Wytrzymywaliby ze sobą na dłużej gdzieś, gdzie nie mieliby tych swoich baniek? Oczywiście, że w jej głowie pojawiło się mnóstwo wątpliwości, którym jednak nie dała dojść do głosu. Zamknięcie sobie ust pocałunkiem miało więcej sensu, zdecydowanie.
- No taki całkiem, całkiem… – odbiła piłeczkę całkowicie niepoważnie, bo oboje doskonale wiedzieli, że całkiem całkiem to srogie niedopowiedzenie, a łóżko to była jedna z tych części ich wspólnego życia, w której dogadywali się absolutnie bezbłędnie. Mogły się zdarzać tarcia, mogli nie zawsze dochodzić do porozumienia, mogli czasami prowadzić życia obok siebie, ale łóżko… tak – seks był niebezpiecznie uzależniający. Nic więc dziwnego, że gdy wspomniał o prognozie na wieczór i noc… błysk w jej spojrzeniu był niepodrabialny – Wieczór chyba już właściwie mamy za sobą. – zrobiło się późno, może nawet nieprzyzwoicie późno, ale w klubie czas zawsze płynął szybciej – uparcie twierdziła, że to kwestia braku okien! Chociaż duży wpływ mogły mieć też przyjemne dla oka widoki.
- I najpierw opisz, później pokaż… najpierw rozgrzewka na pobudzenie wyobraźni. – czyli coś, co ona sama teraz zrobiła, bo jego kciuk przy jej ustach… nie odwracając od niego wzroku, nawet na sekundę nie przerywając z Arvelem kontaktu wzrokowego, wsunęła go między wargi i lekko zassała. I kto jak kto, ale doskonale wiedział, że to nie musiał być jego kciuk… jeśli tylko powie słowo. Z pełną premedytacją go prowokowała, ale hej – czy nie dlatego się w niej zakochał? No właśnie… - Swoją drogą skąd pomysł, że już go nie straciłam? – tego serca, o którym mówić zdecydowanie nie potrafiła.
Arvel Cadwalader