ODPOWIEDZ
28 y/o
INSPIRUJĄCY MISIU
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
She loved like a storm. Loud, messy, and destructive enough to ruin everything around her, including herself.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Boss's sisterঔৣ꧂

Wejście we wir pracy było naturalne.
Dostała nową sprawę związaną z niepozornym dealerem i cały czas głowiła się, w jaki sposób go obronić. Narkotyki. Jedno słowo starczyło, by znów zaczęła myśleć o Williamie. Mógłby wyjść jej z głowy, przynajmniej, gdy chciała zadbać o klienta. Wtedy finalnie mogłaby odpocząć, ochłonąć, pójść dalej. Tak byłoby łatwiej.
Zwłaszcza po ich durnej kłótni na balkonie.
Głęboki wdech, łyk kawy i powrót do policyjnych akt. Coś w końcu musiała znaleźć. Nie od dziś wiadomo, że policja nie należała do ulubieńców Kovalski. Ba, widziała w nich jedynie wrogów. Chłopak ledwo osiągnął pełnoletność i chciał zarobić pieniądze dla jedzenie dla własnego rodzeństwa. Mógł robić to na wiele sposobów. Popełnił błąd. Jeszcze większym okazałoby się zostawienie go na lata we więzieniu.
Nagle rozbrzmiał telefon.
Siostra szefa? Miała się nią zająć? No tak, oprócz przynoszenia kaw, do jej obowiązków dołączyło zabawianie innych. Tłumaczenia nic nie dały. Miała zająć się tym teraz. Wstała niechętnie od własnego biurka, a wzrokiem poszukiwała kobiety, przypominającej Percivala. Po ostatniej współpracy z nim, chciała, by miał o niej dobre zdanie. Jest i ona! Już przyśpieszała tempo, ale zatrzymała się. Kojarzyła ją. Tylko nie była pewna, w którym kościele właśnie wybiły dzwony.
Dzień dobry, pan Gardner kazał mi się panią zająć — na jej twarzy pojawił się firmowy uśmiech, po czym wyciągnęła dłoń — Charlotte Kovalski, jestem tu adwokatką — za każdym razem gdy wypowiadała te słowa, pękała sama z dumy. Tyle lat studiów, durnej nauki, by znaleźć się w tym miejscu. Już niedługo stanie się bardziej rozpoznawalna, a kiedyś może jej nazwisko pojawi się w nazwie firmy. Albo założy własną.
Kawa, herbata, coś mocniejszego? — od tego wypadało zacząć. Prosta procedura, rozmowa, napój, coś słodkiego. Wiele razy była już tego uczona.
Przepraszam, że tak patrzę... — musiała wyglądać na wariatkę, na okrągło na nią zerkała ciekawskim spojrzeniem — ale wydaje się być Pani bardzo znajoma — tylko skąd ją kojarzyła? Wspólnie razem imprezowały? Nie, niemożliwe... Gdzieś musiała ją widzieć!
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obrazek
Zablokował ją, okej? Odblokował, ale wcześniej zablokował do tego stopnia, że z wiadomości do brata zrobiła sobie listę zakupową. No i mieli się zobaczyć, miała mieć widzenie — boże jak to patologicznie brzmi — z jego psem, a on co? Aaaa nieważne, wkurzył ją naprawdę bardzo mocno, że serio ją to ruszyło w pewnym stopniu i naprawdę długo wzbraniała się przed kolejnym nalotem. Wcale nie zamierzała nachodzić go w pracy, ale prawdę mówiąc po tym jak dowiedziała się, że nie mieszka już z Gigi nie była pewna gdzie właściwie nocuje i gdzie powinna na niego zapolować. Dlatego po raz kolejny — który? nie liczyła ale było ich sporo — wbiła do biurowca w którym mieściła się jego robota i znienacka zjawiła się pod jego gabinetem, ale tym razem nie przedostała się do środka tak łatwo jak ostatnio. Nietęgą miała minę, gdy okazało się, że jest w trakcie spotkania, ale jeszcze gorszy grymas wkradł się na jej twarz, kiedy okazało się, że zafundował jej opiekunkę. W planach miała urządzić Heldze piekło w stylu Wendy — pełne wpadek, wypadków i głupich pogadanek. Żując gumę rozglądała się za nieszczęśnikiem dnia dzisiejszego, ale gdy zobaczyła, że w jej stronę nadciągają Patelowskie usta marzeń to prawie się tą gumą zakrztusiła. W sumie odrobinę żałowała, że sama się z opresji wyratowała, bo może miałaby wymarzone usta usta, a tak to pozostało się jej tylko szeroko uśmiechnąć, gdy tak ładnie do niej mówiła. Pan Gardner kazał mi się panią zająć… Ależ Perci dzisiaj łaskawy! — Cześć, jestem Wendy i jestem przedszkolanką — powiedziała pękając z dumy prawie tak jak Charlotta obwieszczając jej, że jest adwokatką. i nie, wcale się nie zgrywała. Była po prostu… sobą.
Coś mocniejszego, serio? Jest dopiero jedenasta — oznajmiła szukając sobie jakiegoś miejsca by przycupnąć. — Tutaj mogę? — dzisiaj nie była po plastycznych zajęciach z dziećmi, a brokat nie sypał się z niej w nielimitowanych ilościach więc się rozgościła. — Kawę. Czarną i mocną poproszę — wyznała zaciskając delikatnie usta, by się nie zaśmiać pod nosem, ale serio… William padnie z wrażenia jak mu podeśle to ukradkiem zrobione zbliżenie ust Kovalskiej.
wendi
Obrazek
Poznajesz?
Wiadomość...
Szybko zdała sobie sprawę, że jest wnikliwie obserwowana i nieco się speszyła, ale zrozumiała, że nie została przyłapana na gorącym uczynku tylko dziewczyna ją rozpoznała. — Byłam tu już kilka razy — odparła początkowo wymijająco — to tu, to tam. Świat jest mały— puściła zalotnie oczko nieco się zgrywając. Może nie była Helgą, której zamierzała uprzykrzyć życie, ale wciąż miała ochotę się powygłupiać.

Helga :loff:
Winnie the Pooh ( dc: winniethepooh91 )
28 y/o
INSPIRUJĄCY MISIU
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
She loved like a storm. Loud, messy, and destructive enough to ruin everything around her, including herself.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

(ෆ˙ᵕ˙ෆ)♡

Otwartość Wendy zaskoczyła ją. Wyprostowała się jak struna, wpatrując się w nią z całkowitym niezrozumieniem. Naprawdę ktoś potrafił być tak otwarty? Przypominała jej kogoś. Zacisnęła mocno obie pięści, wpuszczając powietrze do płuc. Nie, nie mogła kojarzyć się z Patelem, brzmiało to co najmniej ironicznie, albo iluzja.
Miło mi poznać panią Gardner — uśmiechnęła się firmowo. Przedszkolanka? Spodziewała się kogoś poważniejszego. W końcu Percival był partnerem w kancelarii, ale nie jej oceniać. Każda praca miała swoje plusy oraz minusy. Każda na swój sposób była wyjątkowa i przejmująca. Chociaż samej siebie nie wyobrażałaby sobie wśród dzieci, za bardzo lubiła porządek. Jedynie melanż potrafił odpalić jej wrotki nie do zatrzymania.
Ohh, przepraszam, ma pani rację — aż brakowało typowego facepalm'a. Miała rację. Wybijała jedenasta, ale czy byłoby to takie złe? Było. Zdała sobie sprawę, że siostrze partnera oferowała alkohol przed południem. Wzdrygnęła się na samą myśl, w jaki sposób spojrzałby na nią Gardner. Fatalnie, fatalnie, a myślała, że biedny dealujący chłopak będzie najgorszym problemem — tak, oczywiście, że tak — stwierdziła, kiwając raz jeszcze głową — dobrze, już idę zrobić — nerwowo udała się do ekspresu, wyciągając własny kubek. Różowy, brokatowy, idealny dla Wendy. Przynajmniej taką miała nadzieję, że doceni brak białej filiżanki, w której wszystkim serwowali kawę.
Hmm... No tak, w końcu jest pani siostrą pana Percivala — kolejne idiotyczne pytanie. Ile jeszcze skuch będzie miała w trakcie jednego spotkania? Pierwsza alkoholowa, druga ze skojarzeniem, byle nie istniała trzecia jeszcze gorsza, bo chyba by padła — przepraszam, po prostu wydawało mi się, że widziałam Panią gdzieś indziej — mruknęła, bo i za to dałaby sobie rękę odciąć. Spięcie jej nie opuszczało. Chciała móc zrobić dobre, pierwsze wrażenie, dlatego postanowiła odpuścić.
Praca w przedszkolu jest wymagająca? — zagadnęła, nosząc kubek na miejsce — proszę, kawa — podała ją Wendy, by sekundę później usiąść obok niej — jeszcze jakoś mogę pomóc? — kawa ogarnięta, to czas na zabawę? Obawiała się trzeciej skuchy — albo jak umilić Pani czekanie na brata? — o ile się w ogóle pojawi... Był na spotkaniu z wymagającym klientem, na którym każdy potrafił spędzić cały dzień.
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wendy jeszcze nawet nie zaczęła być otwarta, więc skoro ten przedsmak tak zaskoczył właśnie Charlotte to strach pomyśleć jaką minę będzie miała za chwilę, jak tylko młoda Gardner poczuje jak wiatr dmucha jej w żagle. Dobrze, że nie potrafiła czytać w myślach, bo ostatnio trochę się nasłuchała, a jej samoocena pikowała okrutnie, więc gdyby usłyszała, że ma niepoważny zawód to jeszcze biednej by się oberwało, a ona miałaby dożywotni zakaz wstępu do bardzo poważnej roboty brata. Teraz jednak było miło. — Mi również! — choć musiała przyznać, że miała lekkie obawy, bo po tych wszystkich opowieściach Williama sprzed rozmowy o jej ustach naprawdę miała mieszane uczucia co do niej. Z rozbawieniem więc obserwowała jak jej dziewczyna paniowała to tu, to tam grzecznie przytakując. Na pewno nie brzmiała jak upierdliwa i szalona sąsiadka. I tak obserwowała ją i słuchała rozsiadając się wygodnie i przyglądając jej z rozbawieniem. — Może się gdzieś widziałyśmy, świat jest mały — odparła luźno i sięgając po łyżeczkę przemieszała nieco kawę uśmiechając się pogodnie, co pewnie było nie lada odmianą, kiedy pracowało się z gburkiem Percivaldem, prawda? — Możesz mi opowiedzieć jak ci się pracuje z moim bratem — zagaiła na dobry początek, bo od czegoś trzeba zacząć. Chyba chciała też wybadać grunt, ale to nie jej wina, że ni stąd ni zowąd wypalił, że z gigi coś nie pykło i teraz nagle zaczęła się zastanawiać, czy w jakiś romans się nie wkręcił. Przecież to bardzo popularne w pracy mieć kochankę, a kto by nie chciał takiej Charlotty z takimi ustami? W sumie to by była patowa sytuacja, bo i szczęścia brata chciała i szczęścia Williama, a tu by była gdzieś pomiędzy nimi i co wtedy? Gdy tak rozważała to w swojej głowie to brzmiało nawet prawdopodobnie, ze nie kontrolując się za bardzo wypaliła. — Mam nadzieje, że ci się nie naprzykrza — cokolwiek to miało znaczyć. — No bo wiesz, spodziewałam się jakiejś Helgi, a ty całkiem ładna jesteś — wypaliła upijając łyka kawy, wciąż gorącej ale taka smakowała najlepiej. — I serio, Wendy jestem. Powiedziałaś przez pani chyba z pięć razy i czuję się przez to tak staro, jakbym była własnym bratem — a przecież była w kwiecie wieku.

:stickkawa:
Winnie the Pooh ( dc: winniethepooh91 )
28 y/o
INSPIRUJĄCY MISIU
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
She loved like a storm. Loud, messy, and destructive enough to ruin everything around her, including herself.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

:szpagat:

Charlotte posiadała dwa tryby działania: impreza oraz praca. Znajdowanie się w tym drugim oznaczało posiadanie przed sobą najbardziej sztywnej osoby, jaką można było zobaczyć. Cały czas chodziła wyprostowana, sprawdzała maile, a w styczności z inną osobą zachowywała się w stu procentach oficjalnie.
Przynieść Pani coś słodkiego? — zagadnęła z czystej grzeczności. Spoglądając na ociekającą radością i optymizmem Wendy, spodziewała się sporego apetytu na słodycze. Co prawda nie miała ukrytego żadnego ciasta, jedynie delicje, czy inne kruche ciasteczka, ale liczył się przede wszystkim.
Bardzo dobrze, pani Gardner — i nie kłamała. Percy budził przed nią respekt, za to wielu rzeczy mogła się od niego nauczyć. To wydawało się dla niej najistotniejszą kwestią, zwłaszcza że wszystkich pracowników traktował sprawiedliwie — jest wymagającym, ale za to wspiera cały zespół. Z każdą wątpliwością mogę się do niego udać — wiele rzeczy mogłaby o nim powiedzieć. Dobrze się jej pracowało w tej kancelarii, miała swobodę działania oraz zaufanie szefa, o ile nie dochodziło do głośniejszych spraw — chociaż bardziej działam jako wolny strzelec, głównie z własnymi sprawami... — stąd dostanie zlecenia jako opiekunki wydało się jej dość niecodzienne. Była wręcz pewna, że Wendy sama poradziłaby sobie w biurze szefa, ale czy mogła cokolwiek kwestionować? Niekoniecznie. Była od wykonywania, a nie od dyskutowania.
Naprzykrza? — przechyliła delikatnie głowę — a co to właściwie znaczy? — myśli od razu samodzielnie się jej uruchomiły. Percival wydawał się być dla niej osobą tajemniczą, nie mówiącą zbyt wiele, nie posądziłaby go o romanse w miejscu pracy. Poza tym jej serce biło w stronę kogoś innego, ale to nie miało racji bytu.
Dziękuję — i aż lekko się zarumieniła. Nie spodziewała się takiego komplementu w miejscu pracy, gdzie miała na sobie czarny, damski garnitur — ty też jesteś piękna — dodała praktycznie od razu, lustrując kobietę wzrokiem. Miała w sobie coś magicznego, co trudno było określić jednym słowem — a co oznacza, że jakaś Helga? — do jej głowy wpadło wspomnienie z La Palmy, kiedy próbowała wzbudzić w kimś zazdrość. Niemalże od razu na jej twarzy pojawił się sielski uśmiech, to było przepiękne wspomnienie — ostatnio na wakacjach spotkałam jedną i mój sąsiad próbował ją podrywać — zaśmiała się pod nosem, przypominając sobie dalszą sekwencję prowadzącą do katastrofy, a później do prawdziwego nieba. Aż chciała z powrotem wrócić na wyspę. Raz jeszcze zaznać tego luzu, w którym podążała za Patelem.
Na pewno? — nie spodziewała się przejścia propozycji na ty — jesteś jego siostrą, a to już wymaga odpowiedniej kurtuazji — odchrząknęła cicho pod nosem, po czym uniosła wzrok — no dobrze... paa- — zdążyła ugryźć się w język. Słowa same jej grzęzły. Cokolwiek miała powiedzieć, wychodziła na solidną frajerkę — przepraszam, Wendy — westchnęła finalnie, drapiąc się po głowie — jestem beznadziejna, kiedy się stresuję — nie dość, że życie dawało jej w kość, to podrzuciło jej siostrę szefa. Oczywiście, że musiała się teraz odpowiednio zachowywać, a obejście jakichkolwiek formalności wydawało się jej obcym zjawiskiem.
Jak się pracuje w przedszkolu? — coś innego chodziło jej po głowie — dzieci są... fajne? — spytała odrobinę ciszej, bo w końcu... wpadła z Williamem. Już o tym wiedziała, a serce biło jej niemiłosiernie szybko. Musiała podjąć decyzję. Może rozmowa z przedszkolanką, by jej w tym pomogła?
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Oficjalna wersja Charlotte była po prostu żeńskim odpowiednikiem jej brata — n u d a. Wendy pewnie się to nie stykało w myślach, no bo ona była sobą praktycznie cały czas, nawet podczas zmiany w przedszkolu. Okej, trzeba było tam pilnować tonu, ładu i porządku, a także wykazać się większą odpowiedzialnością niż na co dzień, gdzie jest odpowiedzialna tylko dla siebie, ale nie były to jakieś diametralne zmiany w zachowaniu. U Charlotte było chyba nieco inaczej, ale też nie miała pewności, bo w sumie jej nie poznała w imprezowym wydaniu. Znała ją jedynie z opowieści Williama, ale zupełnie nie pasowała do obrazu, który prezentowała aktualnie.
Na słodycze przytaknęła z radością, ale miała do nich słabość, podobnie jak do śmieciowego żarcia i gazowanych napojów. Dziwne, że jeszcze przemierzała ten świat radośnie chuda jak szczypiorek, a nie toczyła się niczym kula śnieżna przybierając na masie. Wysłuchała też słów o swoim bracie zastanawiając się czy im tu przypadkiem podsłuchu nie założył i biedna Charlotte musiała mówić w samych superlatywach. Choć w to wspieranie była w stanie uwierzyć, był jaki był — sztywny i wyglądał jakby był naburmuszony przez większość czasu — ale wsparcia nie można byłoby mu odmówić. Poniekąd ją wychował, kiedy rodzice woleli swoje bajlando i mieli magic moment. Przytaknęła więc grzecznie nie krytykując go w żaden sposób, bo o ile on by tu był i mogłaby serwować mu siostrzane wybryki, to jednak podczas jego nieobecności byłoby to zwyczajnie niefajne.
No wiesz… naprzykrza — powtórzyła trochę konspiracyjnie i poruszała głową dziwacznie, jakby to miało jej cokolwiek wyjaśnić. No nie wyjaśniało i cholera wie co oznaczało. — Oj nieważne — dodała uśmiechając się tak słodko, że aż niepokojąco. Potencjalny romans szybko odfrunął z jej głowy po tym, jak Charlotte nie załapała od razu o co chodzi. Gdyby było coś na rzeczy to zaraz by podłapała.
A Helga to taka niezbyt urokliwa persona — dla Wendy zwykle były to masywne starsze panie, z wielkim pieprzykiem nad ustami z którego wychodzi włos, pomarszczonymi wargami muśnięty babcinym kolorem szminki i trwałą na głowie. — Więc twój sąsiad albo ma kiepski gust albo był nieźle napruty, zazwyczaj wtedy podrywa się Helgi — wyjaśniła uśmiechając się uroczo, bo czyżby chodziło o Patela we własnej osobie. No na pewno!
Słysząc o odpowiedniej kurtuazji roześmiała się tak, że chyba zwróciła uwagę wszystkich wokół. Odpowiednia kurtuazja, taaa jasne. — Daj spokój, to że jestem jego siostrą wcale niczego nie oznacza — różnili się tak bardzo, że aż trudno było tego nie zauważyć na pierwszy rzut oka. Fakt, że Charlotte wciąż się wahała po tych kilku chwilach z nią był przekomiczny.
Widzę właśnie, jak ty w szkole cokolwiek ściągałaś? — chociaż pewnie jak miała tak porządną pracę w tak porządnej firmie to była prymuską, a nie ciągnęła jak Wendy po najmniejszej lini oporu. I to nie tak, że była złą uczennicą — wręcz przeciwnie, całkiem niezłą, ale nie przykładała się jakoś szczególnie, a gdy mogła to ściągała.
Dzieci? — przekręciła oczami tak, jakby właśnie z wojny wróciła po czym uśmiechnęła się wesoło. — Fan-ta-sty-czne, serio — zapewniła a ten temat jej siadł tak bardzo, że po prostu zaczęła wyrzucać z siebie lawinę słów zupełnie bez skrępowania. — Istny czysty chaos, jak zresztą cała praca w przedszkolu — brzmiało niepokojąco, ale Wendy i tak uśmiechała się promiennie jakby ona się w tym chaosie perfekcyjnie odnajdywała. — Każdy poranek to jak wejście do strefy wojny, gdzie brokat miesza się ze łzami, a rzygi z tęczą. D o s ł o w n i e — kontynuowała opowieść jakby własnie streszczała jej wakacje życia. — Ostatnio z mojej grupy Krabików taki mały Leo wpadł na świetny pomysł by sprawdzić, czy plastelina smakuje tak jak spaghetti, a kiedy kolega chciał mu ją wyrwać rozpoczęła się bitwa stulecia. Finalnie skończyliśmy z jednym podbitym okiem, trzema ugryzieniami i glutami na mojej bluzce, bo ktoś ich musiał finalnie przytulić, co nie — gluty to podstawa przebywania z dziećmi. — A najlepsze w tym wszystkim jest to, że dziesięć minut później siedzieli ramię w ramię dzieląc się chrupkami kukurydzianymi — w przyszłości pewnie wyrosną na Madoxa i Williama 2.0, co to się kłócić będą burzliwie, ale na zgodę zawsze znajdą pięć minut, nawet gdy wokół rozgrywa się chaos.
Gardner była zadowolona ze swojego opisu pracy w przedszkolu, więc upiła łyka kawy i spoglądając na Charlotte w swoim nienagannym stroju uśmiechnęła się uroczo. — Ogólnie jeśli lubisz jak ktoś krzyczy ci prosto w twarz, że nienawidzi cię do stopnia nieskończonej nieskończoności, a chwilę później wręcza ci stokrotkę oświadczając, że jesteś jego żoną to myślę, że to praca idealna. Ja lubię rollercoaster emocji, więc no fajnie jest — przytaknęła mrugając do Charlotty wesoło nie zdając sobie sprawy, że to co ona nazywa wesołym miasteczkiem dla kogoś może brzmieć jak postapokaliptyczna wizja świata.

Charlotte Kovalski
Winnie the Pooh ( dc: winniethepooh91 )
ODPOWIEDZ

Wróć do „Philips and Gardner LLP”