
W Withby nigdy nie było miejsca dla Lorelai - tak przynajmniej odczuwała sama dziewczyna, która to odnaleźć się w rodzinnej miejscowości od najmłodszych lat nie potrafiła. Coś ciągnęło ją do większego miasta. Chociaż, czy to na pewno było przyciąganie? Może wręcz przeciwnie, to rodzinna miejscowość ją odpychała? Ku tej wersji z biegiem lat jeszcze bardziej się przekonywała.I wanted to be a ballerina.
A ballerina?
Yes. They retire young, ballerinas.
Lorrie urodziła się jako ostatnie dziecko w rodzinie, która dzieci miała już zdecydowanie wystarczająco. Przychodząc na ten świat miała już czwórkę starszego rodzeństwa i to w wieku takim, że bliskich relacji z nimi Lorelai po prostu nie była w stanie zbudować - nim poszła do podstawówki, wszyscy już zdążyli z rodzinnego gniazda wylecieć. Nie za daleko, bo mało które z nich marzyło o czymś więcej niż własnych kilku metrach kwadratowych z dala od rodziców, ale w granicach rozsądku. Na tyle daleko, żeby mama znienacka nie wpadała, a żeby w razie czego oni mogli szybko podjechać. Tylko jeden brat wybrał się gdzieś dalej, bo do Toronto, jednak nie do końca była to jego własna i nieprzymuszona wola.
Jej rodzina nie była najbogatsza, aczkolwiek jedzenia za kartki również nie kupowali. Stać ich było na utrzymanie się i chodzenie w niepodartych (ale czasami zacerowanych) ubraniach, ale nic poza tym. Lorrie omijało większość wycieczek szkolnych czy innych przedsięwzięć, które wymagały opłaty. Sama wmawiała sobie, że nawet nigdy nie chciała. Uczęszczała jedynie na zajęcia z baletu, które w jej szkole w pierwszych klasach prowadzone były z dobroci serca instruktorki, a gdy później trzeba było już jakieś opłaty wnosić zwracała się z prośbą do brata, który zawsze jakieś zaskórniaki był w stanie wynaleźć.
I to było to, co sprawiało jej największą przyjemność, coś na co była w stanie poświęcać dnie i noce, widząc w tym swoją szansę na ucieczkę z tego miasta. Często wyobrażała sobie, że już niewiele dzieli ją od tańca na deskach wielkich teatrów, a wszyscy instruktorzy i choreografii tego pomysłu z głowy jej nie wytrącali, bo dziewczyna naprawdę miała talent. Wiedziała, co robi i po prostu była świadoma swojego ciała i swoich ruchów. Brakowało jej jednak najważniejszej rzeczy - funduszy, które pozwoliłyby jej faktycznie temu kierunkowi się poświęcić. Rodzice nawet nie wpadliby na pomysł, aby najmłodszemu dziecku pomóc, a żadne z rodzeństwa aż takich pieniędzy na zbyciu nie miało. Sama Lorrie na stypendium się nie załapywała, bo o ile przedmioty ścisłe szły jej nawet dobrze, to z angielskim miewała problemy, a jej niechęć do Szekspira jej tego nie ułatwiała.
Mimo wszystko, nie poddała się. Po zakończeniu liceum wyjechała do Toronto z nadzieją, że "jakoś jej się uda". Startowała w castingach i to nawet skutecznie! Problem polegał jednak na tym, że próby były bardzo czasochłonne a zdecydowanie za mało płatne, aby w Toronto się utrzymać. nie mogła tego pogodzić z "normalną" pracą, jaką było bycie pokojówką w pierwszym lepszym hotelu, który odpowiedział na jej CV. Nie rezygnuje jednak z marzeń - odłożył je na razie po prostu na później.
- w każdy wtorek i czwartek prowadzi zajęcia taneczno-ruchowe dla dzieci w publicznym przedszkolu - fuchę tę załatwiła jej dziewczyna, którą poznała na jednym z pierwszych castingów w mieście.
- w rodzinne strony wracała mniej więcej regularnie, żeby matka aż tak źle o niej nie mówiła (i tak mówi).
- zdecydowanie najczęściej spotkać ją można w rozpuszczonych włosach. Upina je jedynie na potrzeby choreografii albo gdy instruktorka jej tego nakaże. I oczywiście w pracy.
- bardzo chciałaby mieć psa, najlepiej jakiegoś kundelka, jednak jest świadoma, że nie jest w stanie pozwolić sobie na to w tym momencie.
- ledwo starcza jej "od pierwszego do pierwszego", jednak stara się tym nie przejmować. Wierzy, że wszystko co dobre dopiero przed nią.

