-
„Granice istnieją tylko do momentu, w którym ktoś decyduje się je przesunąć.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOn, jegotyp narracji1 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
- To nie będzie żaden casting - odpowiedziałam spokojnie na słowa córki. Oczywiście, że będzie to casting, ale ona wcale nie musiała o tym wiedzieć. To była teraz moja mała słodka tajemnica. - I proszę nie zachowuj się tak, jakbym miała cię sprzedać jakiemuś lalusiowi przy kasie.
Wstałam na chwilę od stołu i odstawiłam filiżankę do zlewu, a serwetkę z okruchami wyrzuciłam do kosza. - Nie wyznaczyłam żadnego terminu - kontynuowałam rozmowę. - Nie spędzam też nocy nad opracowywaniem listy odpowiednich kandydatów. - Uniosłam lekko brew. - Naprawdę przeceniasz ilość wolnego czasu, jaką posiadam. - Przecież nie będę babrała się w tym sama. Mam odpowiednich ludzi, którzy znajdą mi właściwego zięcia.
Nie miałam ochoty dalej kontynuować tej rozmowy. Dobrze wiedziałam, że nie ważne co powiem, to Audrey i tak będzie robiła na przekór. - Chcesz popełniać własne błędy? Dobrze - odpowiedziałam. - Rozumiem to bardziej niż myślisz. Przypomnę jeszcze raz, że błędy mają swoje konsekwencje, które nie zawsze kończą się kolejną szansą.
Zamilkłam na moment, przyglądając się córce uważnie. - A jeżeli któregoś dnia rzeczywiście spotkasz kogoś, przy kim będziesz szczęśliwa - odezwałam się ciszej. - To chciałabym tylko mieć pewność, że nie obudzisz się po latach z poczuciem, że oddałaś całe swoje życie komuś, kto nie zasługiwał na nie. - Dopiero po chwili się zorientowałam, że wypowiedziane przeze mnie słowa były zbyt osobiste. I właśnie dlatego odwróciłam wzrok.
Audrey LeBlanc
-
I didn’t want him morally grey. I wanted someone with a soul as black as night. Someone who would burn the world down for me and not lose a single minute of sleep over it.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona | jejtyp narracji1 osobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
— Nie jestem tak silna jak ty mamo, ale sądzę… że nawet jak źle wybiorę to mam ciebie. Ty nie miałaś nikogo, w takiej sytuacji. Nie mogłaś zrobić głupiego błędu, a ja? Sama nie wiem, mój jedyny błąd to Noah. Jego unikam jak ognia… Wiesz, że masz mnie i resztę swoich dzieciaków, nie? — Złapałam ją za rękę. Nie uważam, że ta rozmowa będzie łatwa oraz przyjemna. Jednak każda z nas, chce kompromisu oraz jakoś wygrać. Nawet jeśli wygrana będzie na swój własny sposób. Zazwyczaj zawsze starałam się ją zadowolić i robić wszystko tak, aby była zadowolona. Tym razem naprawdę ciężko mi to zrobić. Zwłaszcza jeśli chodzi o moją przyszłość. Studia, na jakich jestem, nie są takie złe. Mimo tego, że nie chciałam ich. Pokochałam je z czasem, ale ten plan jest o wiele trudniejszy. Nie wiem sama jak go wykonam i ile go wykonam. A tym bardziej jak ją zadowolę z efektem końcowym.
— Gdyby nie błędy w twoim życiu, pewnie, by mnie nie było w twoim życiu. Tak samo reszty, czasem błędy jednak są dobre. Jednak koszty tych błędów, są trudne w przeżyciu — Uśmiechnęłam się smutno. Chciałam, żeby wiedziała, że zawsze przy niej będę.
Cordelia LeBlanc
-
„Granice istnieją tylko do momentu, w którym ktoś decyduje się je przesunąć.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOn, jegotyp narracji1 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Nie zabrałam jednak ręki. Słuchałam córkę w milczeniu i próbowałam ukryć narastające zmęczenie. Nie byłam przyzwyczajona do myśli, że moje dzieci mogłyby być dla mnie oparciem. To ja zawsze rozwiązywałam ich problemy. A pozwalanie sobie na zależność od kogokolwiek, nawet od własnych dzieci, wydawało mi się niebezpieczne.
- Wiem, że mam was - powiedziałam w końcu ciszej. - Po prostu nigdy nie nauczyłam się zakładać, że ktoś zostanie tylko dlatego, że łączą nas więzy krwi. - Przesunęłam kciukiem po grzbiecie jej dłoni. Gest ten był krótki i nieco niezręczny, ale za to jak najbardziej szczery.
- Masz rację. Błędy czasem prowadzą do czegoś dobrego. Gdybym nigdy ich nie popełniła, to moje życie byłoby znacznie bardziej uporządkowane. Ale przez to znacznie uboższe.
Posłałam córce delikatny uśmiech. - Nie będę zmuszać cię do ślubu. Możesz sama zdecydować z kim chcesz być i czy w ogóle chcesz z kimś być.
Wypowiedzenie tych słów nie przyszło mi łatwo. Wciąż byłam przekonana, że potrafiłabym wybrać dla niej lepiej. Miałam w głowie nawet listę kandydatów, których mogłam postawić jej na drodze tak, aby każde spotkanie wyglądało na przypadkowe. W najbliższej przyszłości na pewno to zrobię, ale nie dzisiaj.
- Nie obiecuję, że przestanę się martwić ani że nie będę zadawała trudnych pytań - dodałam już spokojniej. - Jestem twoją matką i pewnych wad nie zamierzam naprawiać.
Dopiero wtedy zabrałam dłoń i sięgnęłam po filiżankę. Został tam jeszcze jeden łyk. Co prawda kawa już dawno wystygła, ale mimo to wypiłam ją do końca.
- A teraz chodźmy może do ogrodu. Chciałabym spędzić trochę czasu na świeżym powietrzu.
2 x zt
Audrey LeBlanc