25 y/o
Welkom in Canada
186 cm
Pisarz/złota rączka what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Ludzie myślą, że najtrudniej jest żyć z cudzymi sekretami. Nie mają pojęcia, jak bardzo boli życie z własnymi.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, Jego
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Lilian musiała zrozumieć, że Max nie miał we własną naturę wpisanej wścibskości. Nawet jeśli czasami ciekawość potrafiła drapać go od środka do tego stopnia, że niemal fizycznie odczuwał potrzebę zadania jeszcze jednego pytania, usłyszenia jeszcze jednego wyjaśnienia czy poznania brakującego fragmentu historii, nigdy nie sięgał po więcej, niż ktoś był gotów mu zaoferować. Zwłaszcza gdy chodziło o rzeczy ważne. O sprawy, które człowiek nosił głęboko pod skórą i których nie wyciągał na światło dzienne bez powodu.
Dlatego tamtego dnia nie naciskał. Widział złość, napięcie. Widział również, że nie był ich przyczyną, a jedynie znalazł się w niewłaściwym miejscu i czasie. To wystarczyło. Nie potrzebował szczegółów, żeby zrozumieć, że Lilian zmaga się z czymś znacznie większym niż rozmowa o Dolores. I właśnie dlatego przyjął jej przeprosiny bez zbędnych pytań, tak samo jak teraz przyjmował fakt, że zrobiła krok w jego stronę. Z własnej woli.
Problem polegał na tym, że znacznie łatwiej było ignorować cudze tajemnice niż własne reakcje. Zwłaszcza kiedy stała tak blisko. Kiedy zapach jaśminu mieszał się z aromatem kawy i słodkiego kremu borówkowego, a jej ciemne oczy uparcie zatrzymywały się na jego twarzy. Max coraz częściej odnosił wrażenie, że Lilian nieświadomie wystawia na próbę wszystkie jego postanowienia dotyczące zachowywania zdrowego rozsądku. I, co było szczególnie irytujące, robiła to z całkowitą niewinnością.
Kiedy wyciągnęła przed niego dłoń i oskarżycielsko wskazała palec, Max przez chwilę patrzył na nią w absolutnym milczeniu. Potem powoli uniósł brwi. — Naprawdę chcesz, żebym odpowiedział na to pytanie? — zapytał. — Bo mam wrażenie, że oboje wiemy, kto był inicjatorem tej katastrofy. - pokręcił głową z rozbawieniem. Im dłużej ją znał, tym częściej dochodził do wniosku, że Lilian funkcjonowała według zasad niedostępnych zwykłym śmiertelnikom. Co gorsza, z jakiegoś powodu zaczynało mu się to podobać.
Kiedy zrobiła krok do przodu, zauważył to od razu. Tak samo jak zauważył, że nie pozwoliła mu zwiększyć dystansu między nimi. W normalnych okolicznościach pewnie sam zrobiłby kolejny krok w tył. Problem polegał na tym, że przy Lilian coraz rzadziej miał ochotę zachowywać się rozsądnie. Nic więc dziwnego, że na pytanie odnośnie zaproszenia odpowiedział przytakująco — Tak. Zaproszenie. — i to bez najmniejszego wahania, upijając łyk kawy. — Chyba że masz w planach spędzić sobotni wieczór na kłótni z Dolores. Wtedy nie będę przeszkadzał. - dodał, wkładając w to zdanie odrobinę złośliwości, chociaż w gruncie rzeczy nadal podszyte była ona rozbawieniem widocznym w uśmiechu Korhonena.
Gdy nagle zawisła na jego ramieniu, Max spojrzał najpierw na nią, potem na jej dłoń, a następnie z powrotem na nią. Wyglądał jak człowiek próbujący ustalić, czy właśnie jest szantażowany emocjonalnie. Ostatecznie dochodząc do wniosku, że tak. — Więc taki jest plan? — mruknął. — Najpierw wciągasz mnie w remont muru, potem w rodzinny konflikt, a teraz jeszcze mam uczestniczyć w porwaniu wnuczki spod nadzoru babci? - uśmiechając się ponownie. Nie potrafił tego powstrzymać. — Jaśminku, mam bardzo złe przeczucie, że pójdę z tobą wszędzie tylko po to, żeby pilnować, w jakie kłopoty zamierzasz się wpakować.- przyznał, nazbyt otwarcie, jak na niego samego. Bo dopiero trzy sekundy po wypowiedzeniu tych słów dotarł do niego ich sens. -Przyjadę po ciebie o 20:13 i zostawię drabinę przy murze, złapię cię po drugiej stronie - dopowiedział na zakończenie, konspiracyjnym szeptem, wcześniej pochylając się ku Lilian, tak, że słowa szeptał tuż jej uchu - w ramach odwetu.


Lilian Davenport
wanilia
ODPOWIEDZ

Wróć do „#14”