27 y/o
For good luck!
185 cm
strażak w Toronto Fire Station 132
Awatar użytkownika
But my head is full of poison, and my heart is full of doubt. I got toxins in my bloodstream, you tried hard to suck 'em out.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

1 | Impreza...

Obrazek


Russell od dobrych kilkunastu minut miał wrażenie, że znalazł się w najgłośniejszym miejscu na świecie. Muzyka dudniła gdzieś z salonu, ktoś śmiał się zbyt głośno przy schodach, a dwóch jego znajomych właśnie próbowało przekonać stojącą lampę, że jest doskonałym słuchaczem. Jeszcze kilka lat temu pewnie siedziałby obok nich z butelką w ręku, śmiejąc się z tych samych idiotyzmów. Dzisiaj jednak było inaczej. Dziś jakoś wyjątkowo mu to wszystko przeszkadzało, a impreza totalnie odbiegała od jego oczekiwań. Od dłuższego już czasu nie pił alkoholu. Nie dlatego, że musiał. Po prostu pewnego dnia uznał, że ma dość budzenia się z urwanymi wspomnieniami i głową ciężką od błędów. Początkowo wydawało mu się, że nic się nie zmieni. Że nadal będzie potrafił odnaleźć się na takich imprezach. Tymczasem z każdą kolejną godziną coraz bardziej czuł się jak obserwator, a nie uczestnik. Właśnie dlatego jego wzrok po raz kolejny powędrował w stronę kuchni. Stała tam sama. Opierała się biodrem o blat, obracając w dłoniach szklankę z czymś, co wyglądało bardziej na sok niż drinka. Nie rozmawiała z nikim. Nie sprawiała też wrażenia osoby, która świetnie się bawi. A mimo to od momentu, gdy pojawiła się na imprezie, trudno było mu oderwać od niej wzrok. Doskonale ją kojarzył. Był u niej kiedyś na kontroli przeciwpożarowej i od tamtego czasu zapadła mu w pamięci.
Przez chwilę wahał się, po czym ruszył w jej stronę — Coven, prawda? Jeśli też liczysz minuty do końca tej imprezy, to mam świetną wiadomość. Właśnie znalazłem drugą osobę, która wygląda na równie znudzoną jak ja — zakomunikował, a kącik jego ust uniósł się lekko ku górze. Może i nie była znudzona, ale gdyby świetnie się bawiła to nie stałaby tutaj sama, prawda? Oparł się ramieniem o szafkę obok, zostawiając jej wystarczająco dużo przestrzeni. Spojrzał na brunetkę z rozbawieniem, ale bez nachalności — Chociaż przyznam, że istnieje też druga możliwość. Może po prostu wszyscy tutaj są strasznie nudni, a tylko ty wyglądasz interesująco — duknął z siebie, totalnie w swoim stylu. Nie miał w zwyczaju nie podchodzić do pięknych kobiet i nie próbować zwrócić na siebie ich uwagi. Tym razem uśmiechnął się szerzej obracając kubkiem z gazowanym napojem w dłoni.

coven bremers
russell
27 y/o
For good luck!
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
zostanę tylko w obietnicach, w myślach, niedopalonych papierosach - na nich moja szminka
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

002.
Obrazek
Kochała imprezy! Kto ich nie kochał? Bremers zdecydowanie zaliczała się do imprezowych świrów i przyjmowała każde zaproszenie, z których zawsze korzystała. Jeśli nie pojawiała się na jakiejś domówce, to tylko dlatego, że była obłożnie chora albo musiała o świcie stawić się w second handzie, żeby odebrać poranną dostawę. A ile razy stawiała się w pracy na kacu, tego nawet nie była w stanie zliczyć. Młodość rządziła się własnymi prawami. I właśnie dlatego nikt nie był szczególnie zaskoczony, kiedy pojawiała się w sklepie z włosami w nieładzie i zamglonym spojrzeniem. Pani Wilson patrzyła na nią wtedy tym swoim wymownym spojrzeniem, ale nigdy nic nie mówiła. W końcu Coven i tak robiła swoje, tylko może trochę wolniej i z większą ilością kawy.
Bawiła się wyśmienicie, ale zaraz została zawołana na szota do kuchni, stąd w jej rękach coś, co przypominało sok. To był sok pomarańczowy, którym chwilę wcześniej przepijała wódkę. Uniosła wysoko brwi, słysząc swoje imię. Odwróciła się i dojrzała młodego chłopaka. Twarz to mu chyba Michał Anioł dłutem haratał. Nic dziwnego, że oczy Bremers zaczęły się świecić jak miliony monet, a świat zamigotał tysiącem barw.
Cześć — wyszczerzyła się jak głupi do sera. — Tak jest, wszystko się zgadza — przytaknęła energicznym skinieniem głowy. — Czekaj, a ty to... — znał jej imię, więc musieli się już gdzieś widzieć, prawda? Tylko gdzie? I tutaj zaczynała się prawdziwa zagwozdka. Nie byłaby w stanie zapomnieć tak ładnej buźki. — Czy przypadkiem nie sprawdzałeś instalacji i zabezpieczeń przeciwpożarowych w lumpie? Tego w West End? — umówmy się, to był totalnie ślepy strzał. Niby miała pewność, że gdzieś się już widzieli, ale nie potrafiła przypasować tej boskiej twarzy i jeszcze bardziej boskiego ciała do miejsca i sytuacji. O imieniu już nie wspominając.
Wyglądała na znudzoną? O nie! Wyprostowała się natychmiast, napinając jak struna, żeby nie zostać uznaną za kompletną nudziarę, bo przecież wcale taka nie była! Była wesoła i skora do zabawy. Może w jego oczach wyglądała na jakąś biedną i zagubioną dziewczynkę, która stała samotnie w kuchni, bo ludzie, z którymi przed momentem gadała, wyszli na papierosa.
Właściwie bawię się wyśmienicie. Może tego nie widać na pierwszy rzut oka, ale naprawdę tak jest. Przed chwilą tańczyłam w salonie! Szkoda tylko, że nie z tobą, ale to chyba jest do naprawienia? — puściła do niego oko i zamoczyła usta w soku. Skrzywiła się jednak ostentacyjnie, przypominając sobie, że to nawet nie był drink. — Nie mów tylko, że nie tańczysz — wydęła usta w podkówkę, zawiedziona samą możliwością, że tak może być. Zawsze robiło jej się smutno, kiedy okazywało się, że faceci mieli dwie lewe nogi. No dobrze, niech sobie mają, ale żeby przynajmniej czuli jakiś rytm! Plus był taki, że chłopak uznał ją za interesującą. Chyba? Nie no, na pewno! Inaczej by do niej nie zagadał!

Russell Decker
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
27 y/o
For good luck!
185 cm
strażak w Toronto Fire Station 132
Awatar użytkownika
But my head is full of poison, and my heart is full of doubt. I got toxins in my bloodstream, you tried hard to suck 'em out.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Russell uśmiechnął się mimowolnie, gdy Coven bez większego zawahania połączyła jego twarz z tamtą kontrolą w second handzie. Szczerze mówiąc, nie spodziewał się, że zostanie zapamiętany. Przez jego pracę przewijały się dziesiątki miejsc i setki ludzi, większość spotkań była krótką wymianą uprzejmości, która znikała z pamięci równie szybko, jak się pojawiała. Dlatego przez krótką chwilę patrzył na nią z autentycznym zaskoczeniem, które szybko ustąpiło rozbawieniu. — Tak, dokładnie ten gość od instalacji i zabezpieczeń przeciwpożarowych to Ja — przyznał, unosząc lekko kubek w geście potwierdzenia — chociaż muszę powiedzieć, że chyba wyjątkowo dobrze wykonałem wtedy swoją robotę, skoro mnie zapamiętałaś — kącik jego ust drgnął zaczepnie, a w oku pojawił się ten jego specyficzny, magiczny błysk. W jego głosie pobrzmiewała zaczepność, ale nie było w niej ani grama pewności siebie na pokaz.
Nie potrafił też nie zauważyć, jak bardzo różniła się od obrazu, który zdążył sobie o niej stworzyć. Jeszcze chwilę wcześniej był przekonany, że znaleźli się tutaj z tego samego powodu — że oboje czują się trochę obco pośród rozkrzyczanego tłumu, szukając schronienia w kuchni przed kolejną falą hałasu. Tymczasem Coven szybko zakomunikowała że czuje jak ktoś, kto czerpie z tej atmosfery energię. W jej oczach błyszczało życie, w sposobie mówienia była lekkość i spontaniczność, których nie dało się udawać. Russell odruchowo pokręcił głową, bardziej sam do siebie niż do niej. Coraz częściej łapał się na tym, że po latach pracy i obserwowania ludzi wydawało mu się, że potrafi ich szybko odczytywać. Wystarczało kilka spojrzeń, kilka gestów, żeby zbudować sobie jakiś obraz. A później pojawiał się ktoś taki jak ona i w ciągu minuty udowadniał mu, że nie ma pojęcia, o czym mówi.
A skoro faktycznie bawisz się tutaj wyśmienicie, to najwyraźniej kompletnie źle cię oceniłem — dodał z cichym rozbawieniem — chyba naprawdę mam jeszcze sporo do nauczenia się o ludziach — tym razem zaśmiał się krótko. Dziwnie łatwo rozmawiało mu się z Coven. Nie musiał wymyślać kolejnych błyskotliwych tekstów ani zastanawiać się nad każdym słowem.
Na wspomnienie tańca uniósł lekko brew. Wiele osób zakładało, że nie tańczy. Może przez wzrost, może przez sposób bycia, a może przez to, że zwykle trzymał się raczej z boku niż w centrum parkietu. Prawda była jednak znacznie prostsza. — Tańczę — odpowiedział spokojnie — po prostu potrzebuję odpowiedniego towarzystwa — ponownie uniósł kącik ust ku górze, a jego spojrzenie na moment zatrzymało się na jej twarzy, a potem zsunęło niżej, na dłoń zaciskającą się wokół szklanki z sokiem.
I po raz pierwszy od początku imprezy pomyślał, że może jednak nie wyjdzie stąd tak szybko, jak planował.

coven bremers
russell
27 y/o
For good luck!
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
zostanę tylko w obietnicach, w myślach, niedopalonych papierosach - na nich moja szminka
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przyglądała się uważnie temu gościowi od instalacji i zabezpieczeń przeciwpożarowych, jakby próbowała wygrzebać jego imię z odległych odmętów własnego umysłu. Dumała i dumała, jednak nic konkretnego nie przychodziło jej do głowy. Na pewno był jakimś Ronem. Albo Rossem? Coś w ten deseń. Na pewno na R, bo takie inicjały widniały na jego plakietce na mundurze.
Pamiętam, bo musiałam was pilnować, zamiast pracować — odparła, bo kto nie lubił mieć fajrantu od pracy na poczet innych, ważnych obowiązków wyznaczonych przez szefostwo? Zawsze to była jakaś odmiana od przerzucania sterty ubrań. — Pamiętam też, że byliście we trzech i jeden twój kolega miał skarpetki nie do pary — dodała z cichym parsknięciem. Może i Coven nie miała łba do imion, ale za to tak nieistotne szczegóły zapamiętywała bardzo dobrze! Inni nawet nie zwróciliby uwagi na to, co wystawało strażakowi spod nogawek munduru, ale Bremers nie zdołała tego przeoczyć. Strasznie raziły ją takie detale. No bo kto nosił skarpetki nie do pary? Ta moda odeszła do lamusa dawno temu!
Czy naprawdę chłopak twierdził, że mogłaby się tutaj źle bawić, kiedy w rzeczywistości była w swoim żywiole i czuła się jak lew salonowy? Fakt, że stała w kuchni całkiem sama, mógł być trochę mylący. Nie chciała być jednak wzięta za totalną nudziarę, co mocno gryzło się z jej naturą.
Mama nie uczyła cię, żeby nie oceniać książki po okładce? — zażartowała, spoglądając na niego znad szklanki z sokiem. Zdecydowanie powinna wlać do środka jakąś wkładkę, żeby podkręcić smak. Tylko czy skąpy strój Coven świadczył o tym, że była szarą myszką? Też niekoniecznie. No i jej matka akurat niczego jej nie nauczyła, bo dała nogę z jakimś facetem zaraz po jej ósmych urodzinach, więc nie mogła tak z góry zakładać, że chłopak pochodził z pełnej rodziny. Może jego rodzicielka również odwaliła coś podobnego?
No to na co czekasz? — uniosła wymownie brwi i wolną ręką wykonała zamaszysty gest ręką, jakby chciała go zachęcić do działania. — Poproś mnie do tańca — dodała pewnie, dostawiając szklankę na kuchenny blat. — Masz w ogóle jakieś imię? Na pewno masz. Każdy jakieś ma — stwierdziła, już przestając udawać, że doskonale wie, z kim rozmawia. To znaczy, od początku wiedziała, tylko jego imię wyleciało jej z głowy. A może w ogóle nigdy go nie poznała? Strażacy, którzy przybywali na interwencję, raczej nie mieli w zwyczaju się przedstawiać. Wykonywali swoją robotę i tyle. A Coven też nie pomyślała, żeby zagadać. Była zbyt zaoferowana tym, żeby sprawdzanie instalacji poszło sprawnie i żeby panowie niczego nie spierdolili. Pani Wilson byłaby wściekła i już nigdy nie powierzyłaby jej tak odpowiedzialnego zadania. A Bremers bardzo chciała jej udowodnić, że nadawała się do czegoś więcej, niż tylko do odbierania towaru i rozwieszania ubrań. Nawet, jeśli prawda była zupełnie inna i nadawała się dokładnie tylko do tego.

Russell Decker
Ostatnio zmieniony sob cze 06, 2026 4:28 pm przez coven bremers, łącznie zmieniany 1 raz.
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
27 y/o
For good luck!
185 cm
strażak w Toronto Fire Station 132
Awatar użytkownika
But my head is full of poison, and my heart is full of doubt. I got toxins in my bloodstream, you tried hard to suck 'em out.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Russell przez chwilę po prostu jej się przyglądał. Nie dlatego, że zabrakło mu odpowiedzi, ale dlatego, że coraz bardziej fascynował go sposób, w jaki funkcjonowała. Większość ludzi zapamiętywała imiona, stanowiska albo twarze. Brunetka natomiast pamiętała skarpetki jakiegoś strażaka sprzed kilku miesięcy. I mówiła o tym z taką pewnością, jakby była to najistotniejsza informacja na świecie. Mimowolnie pokręcił głową, a cichy śmiech wyrwał się spomiędzy jego warg. — Czekaj, czekaj. Chcesz mi powiedzieć, że ze wszystkich rzeczy, które wydarzyły się tamtego dnia, zapamiętałaś faceta w skarpetkach nie do pary? — pokręcił głową z niedowierzaniem — to jest jednocześnie imponujące i trochę przerażające. Przypomnij mi, żebym nigdy nie próbował niczego przed tobą ukrywać — zaapelował, a chwilę później uśmiechnął się szerzej pokazując jej swoje śnieżno-białe ząbki.
Russell coraz wyraźniej dostrzegał, jak bardzo pomylił się przy pierwszej ocenie. Wziął ją za kolejną osobę szukającą chwili ciszy, podczas gdy ona przypominała raczej iskrę zdolną podpalić całe towarzystwo. A może właśnie dlatego tak trudno było mu oderwać od niej wzrok.
Gdy wspomniała o ocenianiu książki po okładce, uniósł lekko brew, ale nie próbował nawet się bronić. Było w tym coś rozbrajającego — ta pewność siebie, z jaką potrafiła podważyć jego założenia, a jednocześnie ani przez moment nie sprawić wrażenia osoby aroganckiej. Russell przywykł do ludzi, którzy starali się coś udowodnić. Wychodzi na to, że ona po prostu była sobą, a on uniósł dłonie w geście kapitulacji. — Dobra, przyznaję. Punkt dla Ciebie. Ale dla własnej obrony dodam, że stałaś sama w kuchni, patrzyłaś na szklankę soku jak na największe rozczarowanie swojego życia i wyglądałaś, jakbyś rozważała ucieczkę przez okno — uśmiechnął się szerzej — trudno było nie wyciągnąć błędnych wniosków — zakomunikował, po czym przytaknął głową. Może i miała rację. Może za często ocenia ludzi zanim się do nich odezwie. Kto wie, był jaki był.
Kiedy zażądała, żeby zaprosił ją do tańca, uśmiech sam pojawił się na jego twarzy. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz ktoś zrobił to z taką bezczelnością. I kiedy ostatni raz aż tak mu się to spodobało. Odstawił kubek na blat, nie odrywając od niej wzroku. W jego ruchach nie było pośpiechu. Czuł się zaskakująco swobodnie, choć jeszcze kilkanaście minut wcześniej planował wymknąć się stąd przy pierwszej nadarzającej okazji. — Widzisz, problem polega na tym, że zwykle lubię udawać, że jestem trudny do zdobycia — w jego oczach pojawił się zaczepny błysk, a usta same zaczęły cieszyć się jak głupie — a Ty właśnie pozbawiłaś mnie całej tajemniczości — wyciągnął w jej stronę dłoń. Zapomniał jej się przedstawić. Głupi myślał, że może pamiętać jego imię — Russell — przez krótką chwilę nie cofnął ręki — I skoro już ustaliliśmy moje imię, to oficjalnie chciałbym zaprosić Cię do tańca i uczciwie ostrzegam. Jeśli zgodzisz się teraz, istnieje spore ryzyko, że będę chciał drugi taniec — kącik jego ust uniósł się wyżej, a twarz wylądowała bardzo blisko jej ucha, niemalże szepcząc powiedział — a potem trzeci — po czym się odsunął i nawilżył usta końcówką języka. Prawda była taka, że od początku rozmowy nie myślał już o wyjściu. Nie myślał nawet o muzyce, alkoholu czy znajomych rozsianych po całym domu. Coraz bardziej interesowało go tylko jedno — ile jeszcze rzeczy potrafi go w niej zaskoczyć, jeśli zostanie przy niej do końca wieczoru. Więc po prostu podał jej rękę i oboje powędrowali na parkiet.

coven bremers
russell
27 y/o
For good luck!
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
zostanę tylko w obietnicach, w myślach, niedopalonych papierosach - na nich moja szminka
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie rozumiała, skąd to całe zaskoczenie. Dla niej parowanie skarpetek było sprawą absolutnie fundamentalną. Nawet podczas wywieszania prania Coven zawsze starała się, żeby każda para trafiała obok siebie na suszarkę. I nie ze względu na bycie perfekcjonistką, bo koło perfekcjonizmu to ona nigdy nawet nie stała. To po prostu naprawdę bardzo ułatwiało życie, a Bremers nie lubiła go sobie na siłę komplikować. Zdecydowanie wolała chodzić na skróty. Wtedy przynajmniej istniała pewność, że nie zrobi niczego durnego.
No tak — odparła, wzruszając przy tym ramionami. — Jedna była zielona, a druga czerwona. Przekaż koledze, że powinien poprosić o większy mundur, bo jeszcze poparzy sobie kostki — dodała, bo przecież bezpieczeństwo w tak ryzykowanej pracy było najważniejsze. Chociaż z drugiej strony, może wtedy te paskudne skarpety sfajczyłyby mu się na stopach i Coven nie musiałaby więcej o tym myśleć? To nie tak, że tylko tyle zapamiętała z tamtego dnia! Pamiętała, że sprawdzanie instalacji przebiegło bezproblemowo, inaczej pani Wilson chodziłaby wściekła i wymyślała jej jakieś zadania totalnie od czapy.
Też patrzyłbyś na szklankę soku z rozczarowaniem, gdybyś miał w niej tylko sok — zauważyła, zresztą całkiem słusznie. Kto normalny pił na imprezie bezalkoholowe drinki. — Tak dla jasności, przepijałam szota i zrobiło mi się smutno, że nikt nie polał mi na drugą nóżkę — powiedziała, teraz zgrywając wielce rozczarowaną. Mogła napić się sama, ale przecież nie wypada pić do lustra, bo to już objawy alkoholizmu, a Bremers piła tylko od święta. Czyli w każdy weekend i zawsze, gdy ktoś zaprosił ją na imprezę. Albo postawił jej drinka.
Zacisnęła usta w wąską linię, czując jego usta przy swoim uchu. Musiała bardzo się postarać, żeby nie parsknąć śmiechem. Przynajmniej w końcu poznała jego imię. Wiedziała, że to było coś na R! Ujęła jego dłoń i uścisnęła ją pewnym ruchem, a nie jak jakaś pizda. Miała dwóch braci, którzy zadbali o to, żeby umiała się porządnie przywitać.
Russell Tajemniczy — spojrzała mu w oczy tuż po tym, jak się od niej odsunął. — Taki z ciebie bajerant? Sprawdźmy, czy równie dobrze radzisz sobie na parkiecie — oznajmiła i nie czekając na jego reakcję, złapała go za dłoń i pociągnęła do salonu, gdzie z Cher w swojej piosence śpiewała, czy wierzy się w życie po miłości. Utwór miał prawie trzydzieści lat, a dalej porywał tłumy. — Pokaż, na co cię stać. Tylko poudawaj niedostępnego i nie pozwól, żebym w jeden wieczór owinęła cię wokół małego plauszka — uśmiechnęła się łobuzersko, przyciskając palec wskazujący do jego klatki piersiowej. A potem wkradła się rękami pod jego koszulkę i zbliżyła swoje do usta, ale tylko na krótki moment, bo zaraz wykonała energiczny piruet i odskoczyła na taką odległość, żeby nie mógł jej dosięgnąć. Bardzo chciałoby się powiedzieć, że Coven wcale nie była taka łatwa. Sęk w tym, że była, ale musiała zachować jakieś pozory.

Russell Decker
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
27 y/o
For good luck!
185 cm
strażak w Toronto Fire Station 132
Awatar użytkownika
But my head is full of poison, and my heart is full of doubt. I got toxins in my bloodstream, you tried hard to suck 'em out.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Russell poczuł, jak kącik jego ust drgnął ku górze, kiedy Coven z całkowitą powagą zaczęła rozwodzić się nad bezpieczeństwem kostek jego kolegi. Im dłużej mówiła o tych nieszczęsnych skarpetkach, tym bardziej był przekonany, że nigdy wcześniej nie spotkał nikogo podobnego. Większość ludzi zapamiętywała ważne wydarzenia. Ona zapamiętywała źle dobrane części garderoby. I robiła to z rozbrajającą pewnością siebie. — Obiecuję przekazać mu tę uwagę przy najbliższej okazji — odpowiedział z rozbawieniem przytakując głową. Chciał już raz na zawsze zakończyć ten temat, bo zbiegał w totalnie bezsensownym kierunku. Chciał zdobyć ją. Nie rozmawiać o swoich kolegach.
Wychodziło więc na to, że on jest jedynym na tej domówce, który nie pije. A myślał, że znalazł w tej kwestii kompana. No cóż. Nie przeszkadzało mu to gdy kobieta pije. Wtedy są zabawniejsze i bardziej napalone, a to zdecydowanie był dla niego green flag. W końcu nie oczekiwał na chwilę obecną niczego innego poza dobrą imprezą i laską w swoim wyrku.
Kiedy nazwała go Russellem Tajemniczym, zaśmiał się szczerze. Nie pamiętał, kiedy ostatnio ktoś nadał mu przydomek po niespełna kwadransie rozmowy. — Brzmi trochę jak bohater kiepskiego romansu — stwierdził — ale mogę z tym żyć — pozwolił, by śmiech wybrzmiał między nimi jeszcze przez chwilę, zanim znaleźli się pośród wirujących ludzi. Muzyka była głośna, bas przyjemnie dudnił w klatce piersiowej, a salon pulsował energią. Jeszcze godzinę temu miał ochotę stąd uciec. Teraz nie pamiętał nawet, dlaczego. W jego oczach coś błysnęło... a potem poczuł jej palec oparty o swoją klatkę piersiową. Spojrzał najpierw na jej dłoń, a później wrócił wzrokiem do jej twarzy. — bajerant? — powtórzył spokojnie. — myślę, że po prostu trafiłem na wyjątkowo wymagającą publiczność — zaapelował, mając oczywiście na myśli brunetkę we własnej osobie. Przez krótką chwilę nie odrywał od niej wzroku. A potem jej dłonie wsunęły się pod materiał jego koszulki. Gest był szybki, niemal przelotny, ale wystarczył, żeby przez jego twarz przemknął wyraźnie rozbawiony uśmiech. Już miał coś odpowiedzieć, kiedy Coven nagle wykonała piruet i odskoczyła poza jego zasięg. Russell zatrzymał się w miejscu. Patrzył na nią przez moment, jakby oceniał sytuację. Jakby właśnie rzuciła mu wyzwanie. Powoli pokręcił głową. — O nie. Teraz rozumiem — zrobił krok do przodu — to wszystko było zaplanowane — kolejny — najpierw przyciągasz uwagę — następny — potem uciekasz. Sprytne — Russell roześmiał się pod nosem. Muzyka nabierała tempa, a ludzie wokół zaczynali śpiewać refren. Nie próbował jej jednak złapać. Zamiast tego pozwolił rytmowi przejąć kontrolę. Tańczył swobodnie, bez skrępowania, doskonale odnajdując się w muzyce. Kilka osób obok zaczęło zwracać na nich uwagę, a atmosfera wokół wyraźnie gęstniała. W pewnym momencie spojrzał na Coven i uniósł brew.
Bez pośpiechu chwycił dół koszulki i przeciągnął ją przez głowę jednym płynnym ruchem. Materiał wylądował na jego ramieniu. Wówczas posłał jej niewinny uśmiech. — Skoro już próbujesz działać mi na wyobraźnię, uznałem, że wypada się odwdzięczyć — zakomunikował, po czym znów pojawił się koło niej. Objął ją dłonią w pasie i mocno przysunął do siebie, zaczynając rytmicznie poruszać biodrami. Ich czoła niemalże się stykały.

coven bremers
russell
27 y/o
For good luck!
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
zostanę tylko w obietnicach, w myślach, niedopalonych papierosach - na nich moja szminka
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Russell z pewnością miał większe szanse, żeby ją zdobyć niż jego koledzy. Przynajmniej nosił skarpetki do pary. Chyba. Coven dla pewności zerknęła w dół, próbując ocenić sytuację. Wszystko wydawało się w porządku - dwie takie same skarpetki i żadnych rażących odstępstw od normy. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Kto wie, co dokładnie kryło się w butach, ale to już była zagadka na później. Poza tym, umówmy się, zdobycie Bremers nie wydawało się jakimś szczególnym wyzwaniem. Świadczył o tym choćby fakt, że wystarczył jej ktoś, kto potrafił się w miarę sensownie ubrać i zachować, a już uznawała to za wystarczający powód, żeby zwrócić na niego uwagę. Łatwo przyszło, szybko poszło.
W jej głowie Russell Tajemniczy bardziej przypominał postać z kreskówki. Trochę jak Doug Zabawny. Albo Martin Tajemniczy. W sumie istniał już taki bohater, więc nic oryginalnego nie wymyśliła. Kreatywność nigdy nie była jej najmocniejszą stroną. Podobnie jak kilka innych rzeczy, o których wolała nie myśleć zbyt długo. Ale miała też swoje zalety i było ich całkiem sporo! Na przykład świetnie kołysała biodrami, co strażak mógł właśnie mieć okazję zauważyć.
Żadne z nas nie jest zbyt wymagające — stwierdziła z zawadiackim uśmiechem. Może to i dobrze. Nie potrzebowali skomplikowanych zasad ani wielkich deklaracji. Wystarczyło, że między nimi pojawiła się chemia i żadne z nich nie próbowało jej na siłę zagłuszyć. A właściwie, to dlaczego mieliby? Byli na imprezie, muzyka sprzed trzech dekad brzmiała zaskakująco dobrze, a oni byli młodzi, w miarę beztroscy i zdecydowanie nie nastawieni na ponoszenie konsekwencji. Naprawdę wyglądało to tak, jakby ten wieczór naprawdę nie mógł potoczyć się lepiej.
Nigdzie nie uciekam — zastrzegła natychmiast, unosząc ręce w obronnym geście. I kiedy tylko je podniosła, to poczuła, jak chłopak obejmuje ją w pasie i przyciąga bliżej. — Widzisz? Jestem cały czas. I to całkiem blisko — puściła do niego oko, opierając swoje czoło o jego. Zajrzała mu głęboko w brązowe tęczówki i stanęła na palcach, chcąc sięgnąć rozchylonymi wargami jego ust, które tak strasznie ją kusiły, ale ostatecznie nie skradła mu pocałunku. Zamiast tego znów wykonała obrót wokół własnej osi, ciągnąc go za materiał koszulki, żeby jeszcze bardziej go rozruszać. Niech się chłopak trochę nagimnastykuje, jeśli chciał dzisiaj zaliczyć!
Chyba w straży nie ma zbyt wiele kobiet, z którymi można tak powywijać, co? — zagaiła, bo straż pożarna wydawała jej się typowo męskim zawodem. Nie dlatego, że kobiety nie nadawały się do tej pracy, bo przecież była feministką, nawet kiedy trzeba było wnieść lodówkę na czwarte piętro bez windy i w ogóle girls power, ale ta praca wydawała się dosyć ciężka. Oprócz odporności na stres trzeba było mieć siłę, dźwigać ciężki sprzęt i mieć porządną parę w łapie. Coven zupełnie by się do tego nie nadawała. Prędzej sama wyrządziłaby sobie jakąś krzywdę niż faktycznie komuś uratowała życie.

Russell Decker
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
27 y/o
For good luck!
185 cm
strażak w Toronto Fire Station 132
Awatar użytkownika
But my head is full of poison, and my heart is full of doubt. I got toxins in my bloodstream, you tried hard to suck 'em out.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Russell nie odpowiedział od razu. Przez moment po prostu patrzył na nią, kiedy obracała się wokół własnej osi i ciągnęła go za koszulkę z tym swoim bezczelnym uśmiechem, jakby doskonale wiedziała, jaki efekt wywołuje. A może naprawdę wiedziała. Jeszcze godzinę temu ten wieczór był dla niego jedną wielką pomyłką. Za głośna muzyka, za dużo alkoholu, za dużo ludzi próbujących udowodnić sobie nawzajem, że bawią się lepiej niż w rzeczywistości. Miał już nawet w głowie gotowy plan wyjścia. Pożegnać się z kilkoma osobami, wymyślić wymówkę i wrócić do domu.
Tymczasem teraz nie słyszał połowy rozmów wokół. Nie interesowały go grupki znajomych rozsiane po salonie ani dziewczyny, które jeszcze wcześniej próbowały łapać z nim kontakt wzrokowy. Cała jego uwaga skupiała się wyłącznie na Coven. Na sposobie, w jaki się poruszała. Na błysku w jej oczach. Na tym, jak bez żadnego skrępowania wchodziła w jego przestrzeń, a sekundę później z niej uciekała. I cholera, podobało mu się to bardziej, niż powinno.
Kiedy zadała pytanie o kobiety w straży, uśmiechnął się pod nosem. — Była jedna — odpowiedział spokojnie, przesuwając dłonią po jej biodrze, prowadząc ją w rytm muzyki — ale szybko mi się znudziła — wzruszył lekko ramionami, jakby była to najzwyklejsza rzecz na świecie — problem polegał na tym, że po dwóch tygodniach wiedziałem już o niej wszystko — zakomunikował, po czym jego spojrzenie zatrzymało się na jej twarzy. Przy Coven miał dokładnie odwrotne wrażenie. Im dłużej rozmawiali, tym bardziej miał poczucie, że odkrywa kolejną niespodziankę. Najpierw skarpetki. Potem wielka pomyłka w ocenie jej zainteresowania tą imprezą. A teraz to.
Zaśmiał się cicho. — Z tobą mam znacznie większy problem — przysunął się bliżej, nachylając głowę tak, żeby mogła go usłyszeć mimo muzyki — bo za każdym razem, kiedy wydaje mi się, że już cię rozgryzłem, mówisz albo robisz coś, czego kompletnie się nie spodziewam — w jego głosie nie było już typowego flirtu ani tanich tekstów. Była szczerość - rzadka, której zwykle nie rozdawał ludziom po kilkunastu minutach znajomości. Russell złapał jej dłoń i uniósł ją nad głowę, obracając ją raz jeszcze w rytm muzyki. Kiedy wróciła do niego, zatrzymał ją od razu przy sobie. Blisko. Zdecydowanie bliżej niż wypadało dwójce ludzi, którzy poznali się właściwie dopiero dzisiaj, ale miał to gdzieś. Chciał się dziś zabawić i chciał, aby ona mu w tym towarzyszyła. Nie miał najmniejszej ochoty się odsuwać.
I wiesz co jest najgorsze? — mruknął z rozbawieniem. Obrócił brunetkę plecami do siebie i dosłownie się do niej przykleił. Położył dłoń na jej biodrze i szedł coraz wyżej zatrzymując się na żebrach, tuż pod piersiami. Oparł swój podbródek o jej bark, a woń jej perfum od razu zadziała na niego i jego wyobraźnię — Miałem być tutaj maksymalnie pół godziny, a teraz patrzę na ciebie i dochodzę do wniosku, że nie interesuje mnie już ani impreza, ani ludzie, ani nawet to, co leci z głośników. Chyba zostałaś jedynym co naprawdę przykuwa dziś moją uwagę — i tym razem nie próbował tego obrócić w żart.

coven bremers
russell
27 y/o
For good luck!
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
zostanę tylko w obietnicach, w myślach, niedopalonych papierosach - na nich moja szminka
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zdawała sobie sprawę z tego, jak działała na ludzi. Widziała ich reakcje, choć przez długi czas naiwnie wierzyła, że każdy jest dla niej po prostu miły, bo na to zasługuje. Bo była fajna i sympatyczna. Dopiero z czasem zaczęła dostrzegać, że dużą rolę odgrywała jej uroda. Najpierw były dłuższe spojrzenia i nagłe uprzejmości, a potem drobne ustępstwa, które nie zawsze miały logiczne uzasadnienie. W końcu zrozumiała, że ludzie często reagują nie na to, kim ktoś jest, ale na to, jak wygląda. Coven zaczęła świadomie korzystać z tego, co wcześniej było tylko przypadkowym atutem i od tamtej pory była ładna i cwana.
Aha, czyli szybko nudzisz się dziewczynami. Nie dość, że tajemniczy, to jeszcze wielki Casanova — parsknęła pod nosem. Czy się z niego nabijała? Trochę tak. I tak naprawdę nie spodziewała się po tym żadnej wielkiej historii. Ani tym bardziej wielkiej miłości. Bremers lubiła flirt, lubiła tę grę spojrzeń i słów, ale nie do końca widziała siebie u boku któregoś z mężczyzn na dłużej. Jeśli już miałaby się kiedyś w coś zaangażować, to z kobietą, która potrafiłaby ją zaskoczyć, wciągnąć bez reszty i zamieszać jej w głowie. Chłopy to jednak były jełopy. Dobrze się ruchali, ale nic poza tym.
Znasz mnie jakieś piętnaście minut. Jestem naprawdę prostą dziewczyną — spojrzała na Russella, nawet nie starając się ukryć swojego rozbawienia. Niby jak chciał ją rozgryźć w trakcie tak krótkiej znajomości? Z drugiej strony, to nie powinno być aż takie skomplikowane! Z Coven można było czytać jak z otwartej książki, właśnie przez wspomnianą szczerość. Zwykle nikt nie bywał od razu tak beztroski i naiwny. Jeśli chłopak liczył na to, że kryje się w niej jakaś ogromna tajemnica, to mocno się rozczaruje.
Nie interesuje cię już impreza? — zapytała, ponownie wpadając w jego ramiona. Bliskość była przyjemna. W gruncie rzeczy prosta i niewymagająca. Można było być tak blisko z każdym, kogo akurat się spotkało na swojej drodze. Bo dlaczego nie? Bremers nigdy nie przywiązywała do tego większej filozofii. Jeśli coś działało, nie szukało się w tym ukrytych znaczeń. — Szkoda, bo mnie interesuje bardzo. I zamierzam się świetnie bawić. Z tobą albo bez ciebie — dodała, żeby zaznaczyć, po co tutaj przyszła. Nie zamierzała go odepchnąć, tylko żeby dać mu do zrozumienia, że jej wieczór nie kręci się wokół jednej osoby. Jej świat kręcił się sam w sobie, trochę od ilości wypitego alkoholu, a trochę od obracania się w tańcu. Może jeszcze odrobinę od zapachu perfum Russella, ale nie do tego stopnia, żeby nagle wszystko dla niego porzucić. Czy on nie zauważył jeszcze, jak doskonale czuła się w tańcu i odnajdowała w towarzystwie? Na tej domówce było jeszcze mnóstwo osób, z którymi chciałaby się pobujać do starych numerów.

Russell Decker
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”