
- Ludzie nigdy nie odpuszczają, co? Uwielbiają wpychać się w życie innych sądząc, że dzięki temu uda im się poznać ich lepiej. Jesteś taki sam, nie ma co ukrywać.
Skoro jednak tak ci zależy, żeby o mnie posłuchać, proszę bardzo. Ale po wszystkim nawet przez sekundę nie myśl, że mnie znasz, bo to będzie gówno prawda.
Trzask zapalniczki przystawionej do papierosa. Chwila ciszy, po której nastąpił świst towarzyszący wypuszczeniu pierwszej porcji dymu.
- Urodziłem się przypadkiem, jestem tego pewien i nie zmieniłem zdania do tej pory. Takie rzeczy się wie, jeśli tylko człowiek się nie oszukuje. A po co, skoro rodzina to po prostu przymus, w którym musimy wytrwać konkretną ilość lat.
Mój ojciec nie pałał do mnie sympatią, obwiniając mnie o to, że jego żona, a moja matka, zachorowała na depresję poporodową, z której już się nie wykaraskała. Zamiast tego leczyła się alkoholem, który doprowadził ją do poważnego alkoholizmu. Oboje byli słabi, a tę słabość starali się przenieść i na mnie. Podobnie jak wszelkie niepowodzenia. Bo, tu pewnie cię zaskoczę, moja matka mnie nie chciała. Nie planowała rodzić, ale była zbyt tchórzliwa, żeby usunąć ciążę. Jestem pewien, że to każdemu z nas wyszłoby na dobre.
Kolejna dawka dymu zalała pomieszczenie, sprawiając, że powietrze stawało się coraz gęstsze. Zbyt mała przestrzeń na dwie osoby siedzące tak blisko siebie.
- Jako dziecko nie dowiedziałem się, czym jest miłość i nie wiedziałem, czy mi tego brakowało. Bo jak można tęsknić za czymś, o czym nie ma się pojęcia. Nie byłem ich dzieckiem; byłem koniecznością, którą musieli się zajmować. Czemu mnie nie oddali? Pewnie z tchórzostwa przed stanięciem twarzą w twarz z komentarzami sąsiadów.
Byłem ich ograniczeniem, którego nie umieli się pozbyć. Wielu psychologów pewnie by powiedziało, że tu zaczął się kształtować mój odklejony charakter i pojawiły się braki na wielu płaszczyznach, chociażby na emocjonalne. Dobro i zło? Dla mnie miały wtedy inne klasyfikacje, niż u moich rówieśników. Widziałem je odmiennie, co przekładało się na upośledzone relacje międzyludzkie. Miałem wielu wrogów, i za młodziaka i później.
Lekki uśmiech zagościł na twarzy młodego mężczyzny, kiedy wspominał młodsze lata. Wiele komentarzy rzekomych specjalistów bawiło go niezmiennie. Przykład ludzi, którzy uważali, że świetnie znają osobę, z którą gadają. Czy to nie było żałosne?
- Mniej więcej w okresie wczesnoszkolnym zainteresowałem się tańcem. Zobaczyłem w telewizji program, gdzie ludzie fantastycznie się ruszali i to mnie zafascynowało. Niby zwykłe, a jednak hipnotyzujące. To stało się dla mnie prawdziwą odskocznią i zbawieniem pozwalającym zapomnieć o beznadziejności życia i zazdrości, która się we mnie rodziła, kiedy patrzyłem na szczęśliwe rodziny swoich kolegów. To nie było sprawiedliwe, ale jako dziecko nie wiedziałem jeszcze, że sprawiedliwość na tym świecie istnieje tak, jak lubiany rząd. Kiedy się ruszałem, czułem się sobą. Czułem się panem czasu. Im bardziej jakiś układ był skomplikowany, tym większą przyjemność mi sprawiał. Upijałem się tym ulotnym uczuciem. Może wtedy byłem szczęśliwy; tak bym to teraz nazwał. Zacząłem brać udział w castingach i konkursach marząc, by osiągnąć jak najwięcej. Ukształtowałem swoją przyszłość.
Wiele udało mi się wygrać, ale poniosłem też porażki. Nie byłem ideałem, chociaż teraz brakuje mi do niego mniej.
Każde potknięcie dodawało mi energii i motywowało, by stawać się coraz lepszym. Nikt nie lubi przegrywać, zwłaszcza, jeśli wytyczyło sobie konkretny cel. A ja chciałem coś osiągnąć, by odgrodzić się od swoich marnych rodziców i od ich marnego życia.
Krótkie westchnienie towarzyszące przeciągnięciu. Ta kanapa nie była ani trochę wygodna, a jemu miało przyjść spędzić tu jeszcze trochę czasu.
- Nigdy nie byłem wzorem do naśladowania. Nie podobało mi się narzucanie głupich zasad. Na jakiej podstawie starsi ode mnie ludzi mówili mi, jak powinienem się zachowywać, co?
Nic dziwnego, że w szkole średniej wpakowałem się w poważne problemy i wylądowałem w poprawczaku. Szkoła życia, z pewnością, ale ktoś taki jak ty nie zrozumie jak wygląda nawet chwila w takim miejscu. Jesteś za porządny.
Z racji tego, że nie umiałem trzymać języka za zębami i nie widzę powodu, by robić to nawet kilkanaście lat później, podpadłem policjantowi. Wiesz, jacy są przewrażliwieni na swoim punkcie. To nie ma niczego wspólnego z praworządnością, oni po prostu mają niskie poczucie własnej wartości.
W każdym razie zostałem wrobiony i oskarżony jako prowodyr całego zajścia, dopisali mi kilka innych wyssanych z palca zarzutów, i tym oto sposobem spędziłem kilka miesięcy w zakładzie, przez co zawaliłem szkołę. Nie podobało mi się to, bo zaczynało coraz bardziej przypominać życie moich starych. A ja chciałem poprawić komfort swojej egzystencji, uwalniając się od patologicznej rodziny.
Prychnięcie, które zabrzmiało donośniej w ciszy, która zapanowało po ostatnim zdaniu mówiącego. Skupienie słuchającego było zaskakujące. Zero pytań, zero przerywników.
- Kiedy wyszedłem z poprawczaka postanowiłem dokończyć ostatni rok nauki. Moja relacja z ojczulkiem ani trochę się nie zmieniła. Ba, mam wrażenie, że po tym czasie nienawidził mnie jeszcze bardziej pewnie zdając sobie sprawę, że jestem problematyczny do granic możliwości. Nie umiał sobie ze mną radzić, a ja mu niczego nie ułatwiałem. To nie pomagało nam zacieśnić relacji, które stały się tak toksyczne, że zaczynały kipieć. Częste kłótnie, do tego alkohol, który matka w siebie wlewała. Mieszanka wybuchowa, która zniszczyła nasz chory układ zwany rodziną.
Poddaliśmy się, każde na swój sposób. Ojciec zwiał z jakąś panną, którą poznał na jakimś wyjeździe. Matka zmarła z powodu wyniszczonej wątroby, nie mając już siły by o siebie zawalczyć. A ja? Ja przeprowadziłem się do swojej ciotki mieszkającej w Toronto. Nigdy nie miała niczego przeciwko mojej obecności. Odkąd pamiętam miałem z nią bardzo dobry kontakt. Zastanawiasz się, czemu nie wyniosłem się wcześniej? Po pierwsze rodzice by mi nie pozwolili, a po drugie najwidoczniej skłonności masochistyczne mnie powstrzymywały, bo naiwnie myślałem, że rodzina mimo wszystko powinna się trzymać razem. Może to był po prostu chory rodzaj syndromu sztokholmskiego, kto wie. Jedno jest pewne - taki balast rodzinny pozostawia ślad.
Mam nadzieję, że to ci wystarczy.
- drugą, tuż po tańcu, pasją chłopaka jest fotografia. Potrafi pojechać w jakieś przypadkowe miejsce i spędzić tam niemal cały dzień, robiąc zdjęcia wszystkiemu, co tylko w jakiś sposób przyciągnie jego uwagę. Najbardziej lubi pracować ze zwierzętami. Uważa, że są zdecydowanie bardziej wymagające niż robienie zdjęć budynkom oraz mniej upierdliwe, niż ludzie, którym nigdy nic nie pasowało
- ma psa imieniem Loki. Adoptował go w schronisku, do którego zaciągnęła go przyjaciółka chcąca zaadoptować kota. W chwili, w której smutne oczy spojrzały na chłopaka, ten wiedział, że musi zabrać go z tego koszmarnego miejsca. Rozumiał jego ból odrzucenia jak nikt inny
- po tym jak zostawiła go dziewczyna, uciekając do jego byłego najlepszego przyjaciela, Dean jest sceptycznie nastawiony do wszystkich związków. Unika odpowiedzialności, jak również bardziej zażyłych relacji. Seks na noc? Nie ma sprawy, ale z całą pewnością nikt nie mógł liczyć, że nagle będzie to zapowiedź spędzenia ze sobą reszty życia
- na jedne urodziny ciotka postanowiła kupić mu studio tańca, którego jest właścicielem od paru lat; pewnie w ten sposób chciała mu wynagrodzić wszystkie swoje wyjazdy i mniejszą ilość czasu, jaką mogła z nim spędzać
- nie należy do osób otwartych. Jeśli coś go trapi, zachowuje to dla siebie. Po co mówić o swoich problemach innym, skoro niewiele mogliby na to poradzić. Znacznie wygodniej było mu radzić sobie ze wszystkim samemu.
- nie lubi wysokości i jest to jego największa obawa. Nie licząc oczywiście tej związanej z zupełną niemożnością tańca, bo gdyby ostatecznie ktoś mu powiedział, że już nigdy nie będzie mógł tego robić z całą pewnością popełniłby samobójstwo
- kucharz z niego raczej marny, ale potrafi przygotować proste dania na własny użytek. Do tej pory nie musiał nikomu gotować, dlatego nie przywiązuje do tego wielkiej wagi
- trouble maker to jego drugie imię. Nie musi specjalnie pakować się w kłopoty, by w nie wpadać. Działa niczym magnes, niekiedy wplątując w to innych ludzi (dość często specjalnie). Sposób jego bycia, własne idee i otwarte podejście do życia w niczym nie pomagały. Co jednak zrobić, że nigdy nie ukrywał własnych myśli, nie potrafiąc dogadać się z urzędasami i przedstawicielami władzy, którzy byli sztywniejsi niż kij od miotły.

