— Jeszcze chwila i zostaniecie z Otto najlepszymi przyjaciółmi — spojrzała z rozbawieniem na Swanson. Kto by przypuszczał, że ojciec kiedykolwiek zaakceptuje wybory swojej najstarszej córki i w końcu zacznie dogadywać się z Eviną? Na pewno nie Zaylee. Właściwie była przekonana, że ojciec już do końca swoich dni będzie łypał na detektywkę spode łba. A tu proszę bardzo, całkiem miłe zaskoczenie! Oby tylko nic się po drodze nie wyjebało i wszyscy będą jedną wielką, szczęśliwą rodziną. Chociaż to byłoby zbyt piękne, żeby się nie wyjebało, więc nie ma coś czarować. Może akurat nie teraz i nie w tym momencie, ale w końcu cała rodzina Millerów była trochę jebnięta.
— A mogłam dodać to do listy? — udała wielce zaskoczoną. Nawet przycisnęła sobie dłoń do piersi, żeby dodać jeszcze więcej dramatyzmu. — Jak mogłam o tym nie wiedzieć? — westchnęła ciężko i pokręciła głową. Dodanie bójki na weselu jako jedną z atrakcji? To byłoby coś! — Lepiej wracajmy, zanim faktycznie ktoś da sobie po mordzie — dodała, chociaż nie mówiła poważnie. Nie musiała mieć wszystkiego aż tak pod kontrolą. Wiedziały, kogo zapraszają na ślub i że ich goście potrafili się zachować, nawet po sporej dawce spożytego alkoholu.
Mimo to ruszyły z powrotem w stronę altany, gdzie od razu uderzył je znajomy gwar rozmów, śmiechów i przyśpiewek ludzi, którzy najwyraźniej nie zamierzali kończyć zabawy przed świtem. I dobrze! Zaylee omiotła spojrzeniem parkiet. Kilka osób tańczyło w samym środku, nie przejmując się rytmem ani krokami, ktoś próbował przekonać DJ-a do puszczenia kolejnego klasyka sprzed trzech dekad, a przy stołach trwały dyskusje, które z każdą godziną stawały się coraz głośniejsze i coraz mniej logiczne.
Kąciki ust Miller uniosły się w lekkim uśmiechu. Potem bez większego namysłu splotła palce z palcami ukochanej i zaprosiła ją do tańca. W końcu miały jeszcze całą noc przed sobą.
Evina J. Swanson