ODPOWIEDZ
21 y/o
For good luck!
185 cm
student, sprzedawca uniwersytet toronto, cukiernia
Awatar użytkownika
W deszczu zawsze jest coś, co przypomina nam o tym, jak kruche jest życie.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

02.

stars dancing on ice


Żartował z tym jointem i dodatkowym alkoholem. Spotkania z Kimberly nie zawsze kończyły się w ten sposób — przebywając w swoim towarzystwie, starali się raczej spędzać czas dość produktywnie. Raz, świeżo po przeprowadzce Raina, Kimberly zabrała go do skateparku. Niestety na zewnątrz było zimno i nie udało im się pójść na lody, ale byli za to na kawie. I to w kawiarni, której istnienia nawet się nie spodziewał; bo to była kawiarnia typowo dla nerdów. Kimkolwiek był właściciel, przekminił całkiem nieźle cały ten biznes. No bo miejsce, w którym można wypić kawę albo energetyka i jeszcze pograć na konsoli zdecydowanie robiło wrażenie. Zwłaszcza na Rainie. Lubił większość rzeczy powiązanych z tematyką gejmingu, dlatego takie wyjście bardzo mu odpowiadało. Obawiał się przyjazdu do Toronto, lecz im dłużej tutaj mieszkał, tym bardziej zaczął doceniać te miasto. Znajdywał coraz więcej plusów, bo Toronto naprawdę pomagało zapomnieć i zmuszało do wstrzymania wdechu. Lubił miejsca przesiąknięte wielobarwnością i miksem kulturowym. Ontario, nad którym stało miasto, było naprawdę niesamowitym jeziorem rozciągającym się aż po sam horyzont, a wszystkie te neony świecące wieczorami, wprawiały go w zachwyt.
W ostatnim czasie ze względów tak oczywistych, jak praca — w której udało mu się odnaleźć — i studia, miał dużo mniej czasu. Czuł się przemęczony przebywaniem z ludźmi. Klienci byli zbyt przytłaczający i było ich zbyt wielu jak na jego introwertyczną naturę. Dlatego po powrocie do domu wyciszał wszystkie możliwe komunikatory i siadał do komputera. Odpoczywał poprzez przemierzanie fantastycznych, wymyślnych światów i czilował do późnego wieczora. Z pokoju wychodził rzadko. Głównie po to, by coś zjeść i zamienić kilka słów z babcią Norą. Widząc ją, jak zwykle pełną energii, zastanawiał się, skąd w ogóle ją brała. Miała w sobie niewyczerpalne źródło energii i mimo wieku, miała w sobie dużo więcej życia niż jej wnuki. Chase też jakoś sobie radził. Najwidoczniej przeprowadzka wyszła na dobre całej trójce. Rain miewał problemy z organizacją czasu wolnego, dlatego na dzień spotkania z Kimberly wybrał dzień zupełnie wolny. Musiał się w końcu wyspać i nieco zregenerować, żeby mieć siłę na przebywanie w towarzystwie przyjaciółki — wbrew nerdowskiej osobowości, była bardziej kontaktowa od niego. Po długich debatach doszli do wniosku, że wybiorą się na całoroczne lodowisko. Dla niego? Pomysł świetny, bo naprawdę lubił łyżwy. Wcześniej spotkali się w miejscu zbiórki, u niej lub u niego, a następnie wyruszyli w dalszą podróż — dy dystryktu sportowego.
— Myślisz, że gorącą czekoladę tutaj mają? Bo niby nie jest już zima... — zagaił, mrużąc przy tym oczy, bo gorąca czekolada i lodowiska z reguł kojarzyły mu się ze świętami. Tutaj klimat był nieco inny, było dużo chłodniej niż w Orleanie, więc czekolada do kupienia na miejcu miała więcej sensu.

Kimberly Swanson
Donmachler
Nie lubię postów napisanych przez AI. Czytania w myślach mojej postaci i oczywiście klasyczek największy: utożsamiania postaci z autorem. To dwa oddzielne byty :/
20 y/o
For good luck!
169 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
ctrl + shift + c
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona | jej
typ narracjiteraźniejszy
czas narracji1 os
postać
autor

Chciałabym pokazać dla niego wszystkie atrakcje, które daje nam nasze miasto. Jest ich naprawdę dużo Toronto daje tyle możliwości, że można skakać z jednego miejsca do drugiego. Jednak najważniejszym dla mnie punktem jest lodowisko. Może zainspiruje go i zapisze się do miejscowej drużyny? A może zostanie wiernym fanem jednej z drużyn? Mam szczerą nadzieję, że polubi tę samą drużynę co ja. Nie chcę przecież się z nim kłócić, kto powinien wygrać i kto jest lepszy. Nie? No właśnie, jeszcze zniszczyłoby naszą całą przyjaźń. Dlatego chyba zbyt mocno zaczęłam się tym wszystkim ekstytować. Wiem, nie powinnam. Jednak zaczynamy od czegoś, co naprawdę lubię i kocham. Oczywiście zaraz za robotyką, to zawsze będzie na pierwszym miejscu w moim życiu.
— A czy banany są lekko radioaktywne? Czekolada na lodowisku jest przez cały czas. Czasem nawet przychodzę po samą czekoladę, ale nie mów tego nikomu — Wzruszyłam ramionami. Szłam obok niego, obserwując wszystkich wokół nas. Niektórzy dopiero zaczęli przeglądać ofertę, inni już coś wybrali, a dalsza część czekała na wolne miejsce, aby zacząć swoją przygodę na lodzie. Wybrałam swoje ulubione miejsce. Stąd można oglądać dosłownie wszystko, zaczynając od meczy i obserwowania ludzi. Zatopiłam się w sofie, menu znam na pamięć. Jednak dla pozoru zaczęłam ją czytać. Po chwili odłożyłam menu i spojrzałam się na Rain. — Potrafisz jeździć na łyżwach? Czy będzie potrzebny nam pingwinek? — Zapytałam się zaciekawiona. Nigdy się go nie zapytałam, czy potrafi jeździć na łyżwach. Zazwyczaj, jak kogoś tutaj przyprowadzałam, już jakaś styczność z lodem miał. Jednak jest zupełnie odwrotnie, nie będę zła. Rozumiem, że z tego miejsca, co się wyprowadził nie było lodowiska. Zresztą nie wszędzie one jest, a zima nie zawsze pozwoli pojeździć na łyżwach i cieszyć się z wolności.
Przyciągnęłam kolana do piersi, nie było mi zimno. Jest dość przyjemnie, patrząc na sam fakt, że temperatura musi być odpowiednia na lód i utrzymanie tego wszystkiego. Zmrużyłam oczy, widząc, jak zbliża się w naszą stronę większa grupa ludzi. Ciekawe, co się dzieje, skoro tyle ludzi kieruje się w stronę kawiarenki. Zrobiłam wielkie oczy, widząc moją ulubioną drużynę hokeja.
— O matko Rain, to moja ulubiona drużyna hokejowa. A oni zaraz usiądą blisko nas — Zapiszczałam z ekscytacji. Tego się nie spodziewałam, nie było to w moim bingo na ten rok. Szybko poprawiłam swoją pozycję. — Pamiętasz, jak opowiadałam Ci on nich? Wygrali nam większość meczy i zaraz tutaj będą!

Rain Chandler
21 y/o
For good luck!
185 cm
student, sprzedawca uniwersytet toronto, cukiernia
Awatar użytkownika
W deszczu zawsze jest coś, co przypomina nam o tym, jak kruche jest życie.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Toronto na pewno daje mnóstwo możliwości, których z początku Rain nie próbował brać pod uwagę. Jemu kojarzyło się przede wszystkim z szansą na rozwój osobisty. Wyjazd z Nowego Orleanu odbił się na jego samopoczuciu, ale musiał przyznać, że jak na razie nie żałował. Po pierwsze cieszył się, że był bliżej swojej przyjaciółki. Po drugie, w jego życiu pojawiła się Syd, którą uważał za cud natury, bo była cholernie urocza. Zastanawiał się nad sobą, oczywiście, czy traktował ją po prostu jak koleżankę, czy była dla niego kimś więcej. Podejrzewał, że się zauroczył, ale póki nie miał pewności, nie chciał mówić o tym głośno. To była całkiem nowa sytuacja. Rain rzadko się zakochiwał, a jeszcze rzadziej spotykał na swojej drodze osobę, która prawdopodobnie to zauroczenie odwzajemniała. Nie bardzo potrafił zrozumieć całą sytuację, więc… Po prostu próbował o tym nie myśleć. Czasem cisza w głowie przynosiła więcej korzyści, niż namolne myśli. Wyjście z Kimberly było jednym z kilku sposobów na poradzenie sobie z niechcianymi rozterkami. A jeśli miał wybierać między samotnym siedzeniem w domu i spotkaniem z przyjaciółką, to wybór był oczywisty.
Rain nie był zawodowym łyżwiarzem. Właściwie na lodzie radził sobie cóż, naprawdę kiepsko, ale czy ktokolwiek zwracał na to uwagę? Liczyła się głównie zabawa. To, że nie znał się zupełnie na hokeju, a łyżwy były dla niego czarną magią, nie oznaczało, że miał tutaj nie przychodzić. Skoro Kimberly zaproponowała spędzenie czasu na lodowisku, to cóż, zgodził się. Nie był pewien co do tych bananów. Prawdopodobnie były, tak jak większość rzeczy, którymi karmiono mieszkańców ziemi. — No pewnie są. Wiesz, że teraz wszędzie jest pełno chemii. Zwłaszcza w rzeczach, które smakują najlepiej. Więc trochę się trujemy i powoli zabijamy, ale ta gorąca czekolada jest tego warta — wzruszył delikatnie ramionami, wypowiadając się na ten temat w sposób nieco leniwy i powolny — typowy dla Raina, gdy nie targały nim silne emocje. Szedł tuż obok Kimberly, więc nie było opcji, żeby go nie usłyszała. Wolał trzymać się blisko, żeby się nie zgubić — z tym samym przekonaniem zajął obok niej miejsce i przejął od niej kartę, przyglądając się jej z leniwą uwagą.
— Dam radę bez pingwinka, ale będziesz musiała mnie d o t y k a ć — rzucił z lekką zgryźliwością w tonie, pochylając się w jej stronę, żeby go uważnie usłyszała. Miał oczywiście na myśli podtrzymywanie, w razie, gdyby stracił równowagę. Przesunął kciukiem po dolnej wardze, zerkając na nią z nieco łobuzerskim uśmiechem na ustach. Lubił sobie z nią pogrywać i testować granice.
Obserwował ją przez chwilę, rozważając, czego by się napił, ale Kimberly… Nagle zwróciła na siebie uwagę, wspominając o swojej ulubionej drużynie hokejowej. Nie znał się zupełnie na tym sporcie, ale zerknął w kierunku tłumu ludzi i… Poczuł się dziwnie. Nie dlatego, bo było ich MNÓSTWO. Bardziej dlatego, że nie spodziewał się spotkać tak znanej w świece hokeja grupy.
— Pamiętam, opowiadałaś mi. Cholera, serio myślisz, że tutaj podejdą? A oni nie powinni iść zaraz na lód? — zastanowił się na głos, ściągając w zaciekawieniu brwi.

Kimberly Swanson
Donmachler
Nie lubię postów napisanych przez AI. Czytania w myślach mojej postaci i oczywiście klasyczek największy: utożsamiania postaci z autorem. To dwa oddzielne byty :/
ODPOWIEDZ

Wróć do „Scotiabank Pond”