ODPOWIEDZ
31 y/o
For good luck!
170 cm
Pielęgniarka w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
What comes after love?
I wanna know there's something for me after us
I don't think my heart was made to break this much
Tell me there is happy ever after love
Tell me there is happy ever after us
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Nie było tak łatwo powrócić do równowagi po ostatnim spotkaniu.
Starała się przekonywać samą siebie, że dobrze zrobiła nie wchodząc do tej samej rzeki. To się przecież nie mogło udać, zwłaszcza że na horyzoncie była przecież narzeczona Tuckera. A mimo to jakoś ciężko przychodziło jej niewracanie myślami do ich ostatniego spotkania. W sumie wyszła od niego bez usłyszenia pożegnania złego strony, chociaż może to i lepiej. Nie miała pewność, czy nie rozkleiłaby się tam na całego. Jedyny plus był taki, że babcia i tak nie zwracała uwagi na nieco rozbitą emocjonalnie wnuczkę.
Jedynie w pracy udawało jej się zachować pełne skupienie, bo nie mogła sobie w niej pozwolić na błąd. Nie, gdy w grę wchodziło życie innych ludzi. Z tego też powodu zostawała po godzinach, gdy tylko mogła, a a resztę przesypiała. Tak było łatwiej nie roztrząsać tamtej rozmówmy, chociaż sny podsuwały jej obrazy Tuckera.
Wkradł się nieproszony w jej myśli, i nie pozwała o sobie zapomnieć. Nie wróżyło to dobrze, a jedynie wyjście jakie jej przyszło do głowy, to iść przy najbliższej okazji na randkę w ciemno. Może jeśli w końcu znajdzie odpowiednego kandydata to ruszy na przód?
Musiała sę komuś z tego wszystkiego wyżalić, a jedyną taką osobą był dziadek. Chociaż nie żył, jakoś takie monologi nad jego grobem pomagały. Jakkolwiek dziwnie to by nie brzmiało.
Na cmentarz wybrała się piechotom, bo spacery też dobrze robiły na skołatane nerwy. Mimo, że zajęło jej to więcej czasu niż jazda rowerem czy komunikacją miejską. Trudno jej było się tak całkowicie „wyłączyć”, nigdy tak nie potrafiła. Jej wzrok prześlizgiwał się po mijanych ludziach, jakby kogoś szukała. Doskonale wiedziała, o kogo je chodziło, ale nie chciała się do tego przyznać przed samą sobą.
Teraz karciła w myślach samą siebie, że jak ostatnia naiwna idiotka poleciała, do niego po jednym liście. Zupełnie jakby cokolwiek mogło to zmienić. Przecież nie odwoła zaręczyn i ślubi, żeby do niej wrócić, prawda?
Przegapiła moment przekroczenia bramy cmentarza. Nogi same ją niosły do ostatniego miejsca spoczynku dziadka Sama. Kiedy te cztery miesiące zleciały, a ona praktycznie stała się stałą bywalczynią tego miejsca?
Gwałtownie przystanęła, gdy zamiast znajomego widoku, tonącego w kwiatach grobu, widok zasłaniała jej znana sylwetka. Cmentarza to było stanie miejsce, gdy spodziewała się zobaczyć Tuckera. Jej serce mimowolnie przyspieszyło, a ona miała w głowie kompletną pustkę. W pierwszej chwili chciała zawrócić i gdzieś przeczekać, aż mężczyzna sobie pójdzie. Nie miała pewności, czy drugi raz uda jej się być tak neutralną jak ostatnio.

Tucker Darby
gall anonim
32 y/o
For good luck!
185 cm
asystent trenera Toronto FC
Awatar użytkownika
Za kilka miesięcy bierze ślub z Esmeray, ale wciąż kocha swoją pierwszą miłość czyli Sorayę. Napisał do niej list, w którym wyznał swoje uczucia tuż przed sakramentalnym powiedzeniem sobie "tak" z obecną narzeczoną.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji3os
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

3

Tucker przez dłuższą chwilę stał w całkowitym bezruchu, wpatrując się w wyryte w kamieniu nazwisko, jakby spodziewał się znaleźć tam odpowiedzi na pytania, które od miesięcy nie dawały mu spokoju. Dziadek Sorayi nie żył od jakiegoś czasu, a on dopiero teraz zdobył się na to, żeby przyjść na jego grób. Nie dlatego, że było mu to obojętne. Wręcz przeciwnie. Chyba właśnie dlatego tak długo zwlekał. Kiedy dowiedział się o jego śmierci, przez jakiś czas nie potrafił nawet właściwie tego przetworzyć. Był jednym z tych ludzi, o których człowiek podświadomie myśli, że będą zawsze. Nie dlatego, że byli niezniszczalni, ale dlatego, że ich obecność wydawała się czymś naturalnym, stałym i niepodważalnym. Nawet po rozstaniu z jego wnuczką wspomnienie rozmów z nim pozostało jednym z tych nielicznych elementów przeszłości, które nie budziły bólu ani żalu.
Nie potrafił oddzielić myśli o nim od myśli o niej. Każde wspomnienie prowadziło do kolejnego, a każde kolejne nieuchronnie kończyło się na jej twarzy. Miał wrażenie, że niezależnie od tego, jak bardzo próbował ruszyć naprzód, jego myśli nieustannie zataczały koło i wracały dokładnie do tego samego miejsca.
Kilka dni temu widział ją po raz pierwszy od dłuższego czasu. Przez lata wyobrażał sobie dziesiątki różnych scenariuszy takiego spotkania, ale rzeczywistość okazała się znacznie trudniejsza od wszystkich jego wyobrażeń. Napisał list. Powiedział jej wszystko, co przez tak długi czas tłumił w sobie. Wszystkie niewypowiedziane słowa, wszystkie uczucia, wszystkie żale i nadzieje, które uparcie nosił przez lata, w końcu ujrzały światło dzienne. I choć przez chwilę chciał uwierzyć, że to coś zmieni, bardzo szybko zrozumiał, że nie o niego chodziło w tej rozmowie. Patrząc na nią, widział zmęczenie. Widział emocje, z którymi sama próbowała sobie poradzić. Widział też wyraźnie granicę, której nie chciała przekroczyć. Nie powiedziała tego wprost, ale sygnał był wystarczająco jasny. Jego uczucia nie były tym, czego potrzebowała. Być może nie były nawet czymś, co chciała jeszcze rozważać. Ta świadomość bolała bardziej, niż chciał przyznać.
Westchnął ciężko, opuszczając wzrok na nagrobek. Myśli zawisły w nieruchomym powietrzu cmentarza, a on przez chwilę po prostu stał tam w ciszy, próbując uporządkować własne myśli. Dopiero wtedy poczuł czyjąś obecność za plecami. Tak wyraźną, że przez krótki moment miał wrażenie, jakby cały świat nagle wstrzymał oddech. Odwrócił głowę bardziej odruchowo niż świadomie. I wtedy ją zobaczył. Stała zaledwie kilka kroków od niego. — Przepraszam, właśnie się zbierałem — zakomunikował, po czym odwrócił się od grobu i chciał udać się w kierunku głównej ścieżki prowadzącej do wyjścia z cmentarza.

Soraya Cano
ODPOWIEDZ

Wróć do „St. John's Anglican Church”