-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Miał na ten dzień nieco inne plany, ale pewne rzeczy nie były po prostu już w jego kontroli. Powiedział jej o problemach w pracy, ale niekoniecznie dzielił się tym jak to wszystko się rozwijało. Starał się ją mimo wszystko trzymać z dala od tego.
Dzisiaj jednak wszystko się już nieco za mocno nawarstwiło. Napisał do Darcy żeby była gotowa pod klubem za dwadzieścia minut. Dopisał, że to pilne. Praktycznie nigdy tego nie robił, więc będzie wiedziała, że to coś ważnego.
Podjechał pod tylne wyjście klubu na swoim motorze. Wiedziała, że miał na nie prawko, ale do tej pory nie miała okazji z nim jeździć. Miał dla niej skórzaną kurtkę oraz porządny kask. Był narwany i czasami szalony, ale bezpieczeństwo przede wszystkim. Zwłaszcza kiedy chodziło już faktycznie o jego kobietę.
- Wsiadaj bejbe, nie mam czasu wyjaśniać. - powiedział dość zestresowany dając jej cały rynsztunek i czekając bez kolejnego słowa aż wsiądzie z nim na tył i złapie go w talii.
Ruszył dość żwawo. Nie popisywał się, ale nie można też powiedzieć żeby jechał przepisowo. Chciał jak najszybciej wydostać się z miasta. Nie powiedział jej o co dokładnie chodzi. Skąd ten pośpiech. Sam nie wiedział jak powinien zacząć tę rozmowę. Jechali poza miastem przez kilkadziesiąt minut zanim skręcił w jedną z leśnych dróżek. Wjechali w głąb lasu. Krętą ścieżką aż dojechali do małego, drewnianego domku niedaleko jeziora. Dopiero tutaj się zatrzymali, a on poczekał aż ona zsiądzie z motoru by on mógł zrobić to samo.
Ściągnął kask, zrzucił kurtkę by wspiąć się na werandę po której zaczął dość nerwowo chodzić w tę i z powrotem. Raz po raz przeczesywał włosy aż w końcu przystanął i spojrzał na nią z mieszaniną złości, stresu oraz pewnej dozy upokorzenia.
- Mają mnie Darcy, nie jestem już policjantem. - to wyznanie przyszło mu całkiem łatwo i nie zdawało się być tym głównym, przynajmniej wnioskując po tym, że jego maniera w ogóle się nie zmieniła - Znaleźli na mnie kilka dowodów. Nie tylko odebrali mi odznakę ale grożą też postawieniem mi zarzutów. Szukają kozła ofiarnego. Według związkowców jedyną obroną jest wyjaśnienie pewnych niedopowiedzeń w tym jednego, dość ważnego... Skąd miałem swoje informacje. - tu spojrzał prosto na nią i raczej nie było trudno domyślić się, że chodzi właśnie o nią.
Kiedyś pewnie miałby do tego mniejsze skrupuły, ale odkąd się w niej zakochał nie wyobrażał sobie określić jej oficjalnie jako swojej informatorki. Te osoby nigdy nie miały później łatwego życia, a ona nadal miała pewne związki ze światem przestępczym. Nawet jeśli potrafił ją ochronić nie zamierzał brać pod uwagę nawet postawienia jej w takiej sytuacji.
- Co się oczywiście nie stanie. - zapewnił ją szybko - Co znaczy tyle, że może będę musiał wyjechać z kraju, a to będzie znaczyło, że nie będę w stanie wrócić... - opadł na drewniane schody prowadzące na werandę chowając na chwilę twarz w swoich dłoniach.
- Przepraszam, nie tak miało to wyglądać. - po krótkiej chwili pozwolił dłoniom opaść i miał odwagę na nią spojrzeć.
Widać było, że żałował. Czuł się upokorzony tym, że rysował jej inny obraz tej relacji. Jego standardowa pewność siebie wyparowała. Nie był już gliną. Był po prostu facetem, który zawiódł swoją kobietę. Nie sądził, że kiedyś znajdzie się w takim punkcie.
Darcy Bowman
-
And I bet you think about me...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Wiadomość od Arvela ją zaskoczyła, ale nie protestowała i nie próbowała wyciągnąć od niego więcej informacji. Wiedziała, że będzie musiał jej wytłumaczyć, jak się zobaczą… albo trochę później, bo nie w takim wydaniu się go spodziewała. W myślach podziękowała sobie, że miała na tyłku jeansy, a nie króciutką sukienkę i bez zbędnych pytań usiadła za mężczyzną. Zupełnie nieświadoma, gdzie ją wiezie.
Domek w lesie… normalnie uznałaby nawet, że jest to ładna okolica, że mogliby spędzić ty miły, całkiem nieprzyzwoity, weekend za miastem. Gdyby tylko nie… no właśnie, jego zdenerwowanie. Obserwowała go przez chwilę zanim nie rzuciła cichym – Przestań, bo mnie przerażasz. – tym nerwowym chodzeniem w tą i z powrotem. A kiedy wreszcie to z siebie wyrzucił, kiedy powiedział, co zdaje się leżało mu na wątrobie – aż ją wcięło.
Tym bardziej, że był to dopiero początek.
Słuchała i niedowierzała. Tylko, że dla niej to było proste… tak. Jego wymowne spojrzenie było bardzo wymowne i nie miała grama wątpliwości o jakie informacje im chodziło i o jakiego informatora. Nigdy nie była oficjalnie zarejestrowana w bazie jako jego człowiek, nigdy nie podawał jej nazwiska, ale to wszystko… to wszystko wtedy działo się w zupełnie innym momencie życia. Teraz? Ściągnęła mocniej brwi i podeszła do niego bliżej, gdy usiadła na jednym ze schodków.
Złapała go za podbródek, żeby na nią spojrzał i nie miał wątpliwości, że mówiła poważnie, bardzo poważnie.
- Jeśli wyjedziesz z kraju… to dlatego, że będziesz chciał odwiedzić rodzinę albo zabrać mnie na wakacje. A nie dlatego, że będziesz przed czymś uciekał albo ktoś cię deportuje… nie dopuścimy do tego. – i była tego bardziej niż pewna – Masz prawnika? Dobrego prawnika? Kogoś, kto za się na takich sprawach, czy liczysz tylko na związki? – to było bardzo dobre pytanie i naprawdę miała nadzieję, że Cadwalader miał w sobie na tyle rozsądku, że po prostu do kogoś zadzwonił – A poza tym… posłuchaj ich. – to było jednak najważniejsze – Nigdy nie zrobiłam nic złego… nic tak złego, żeby miało to mieć z perspektywy czasu wpływ na moje życie. Nawet jeśli niekoniecznie w to wierzycie, jako policja, to naprawdę nie zabiłam Daniela. Jestem jedynie winna tego, że za dużo słyszałam i równie dużo powiedziałam tobie. Nie mówimy o publicznej rozprawie, a o wyjaśnieniach przed wydziałem wewnętrznym. A nawet jeśli…. Naprawdę myślisz, że bym tego dla ciebie nie zrobiła? – nie zeznawałaby? Oczywiście, że by zeznawała. Dzisiaj? Teraz? Nie miała nic do stracenia. Poza nim... wyjeżdżającym z kraju.
Arvel Cadwalader
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Był sfrustrowany nie tylko całą sytuacją, ale też samym sobą. Tym, że nie potrafił tak po prostu się otworzyć. Nie chciał by tak na niego patrzyła. Tak jakby ją przerażał. W duchu przeklinał się za to jak reagował dlatego w końcu po prostu opadł na ten stopień starając się zapanować nad nerwami.
Uniósł na nią wzrok gdy złapała go za podbródek. Nie bał się patrzeć jej prosto w oczy i nawet lekko się uśmiechnął gdy mówiła do niego z tym pełnym przekonaniem. Imponowała mu. Nieczęsto widział ją w takim wydaniu. Zazwyczaj to on miał pełną kontrolę, dominował. Gdy ona to robiła... Cóż, powiedźmy, że widział jakie to potrafi być pociągające.
- Zawsze jesteś cholernie pociągająca, ale kiedy przejmujesz kontrolę..? Mmm... Mmm... Babe... - mruknął nisko i gardłowo patrząc w jej tęczówki pożądliwym spojrzeniem.
Tak, to pewnie było nie na miejscu i nie na to liczyła, ale musiał to z siebie wyrzucić. To znaczyło, że wszystko, co robiła już działało. Uspokoiło go na tyle by mógł żartować, flirtować. To dobry znak.
- Mam prawnika, podpowiada mi to samo co Ty. - nieco spoważniał muskając jej palce swoimi ustami i zatrzymując je tam swoją dłonią - Nie zrobiłaś nic złego i nie to mnie martwi... - westchnął cicho przesuwając jej dłoń na swój policzek.
- Bycie oficjalnym informatorem wiąże się z pewnymi przywilejami, ale w moim doświadczeniu... Również z zagrożeniem. Wydział wewnętrzny oraz biurokracja powiedzą Ci, że to jest całkowicie bezpieczne, że dokumenty są przechowywane w bezpiecznych lokacjach, że nikt się nie dowie. Niestety... Dowiadują się. Mają wtyki w policji. - spojrzał na nią porozumiewawczo bo pewnie wiedziała, że on też święty nie był i swego czasu brał w łapę.
Może nigdy nie sprzedał żadnego informatora ale pomógł kilku gangsterom skutecznie uniknąć wymiaru sprawiedliwości. To było jego brzemię do dźwigania.
- Jeśli jest chociaż cień szansy, że ktoś się dowie i później to wykorzysta... Nie mogę na to pozwolić Darcy. Po prostu nie mogę. - spojrzał na nią całkowicie poważnie.
Nie wyglądał na takiego, którego można było odwieść od tej decyzji. Nie sprowadzi na nią większego niebezpieczeństwa niż już zrobił. To w ogóle nie wchodziło w grę. Był gotów zmierzyć się z konsekwencjami swoich akcji.
Darcy Bowman
-
And I bet you think about me...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Kącik ust drgnął jej w rozbawieniu, bo jego reakcja była tak bardzo… jego, że dawało jej to cień szansy, że wszystko będzie jeszcze po staremu, że nie jest wcale tak źle jak jej to pierwotnie przedstawił. Żartował, to dobrze. Ale jeszcze lepiej byłoby, gdyby po prostu zrozumiał, że ona chciała podjąć dla niego ryzyko – jakiekolwiek się wiązało z tym, że podałby jej nazwisko jako swojego informatora. Bo nie bała się konsekwencji, a przynajmniej nie tych. Patrzyła na niego, wpatrywała się w niego intensywnie i próbowała zrozumieć. I poniekąd… w jakimś stopniu rozumiała. Jednak nie całkowicie.
- Więc twierdzisz, że lepiej będzie dla mnie… gdy po prostu wyjedziesz, deportują cię albo będziesz uciekał przed wymiarem sprawiedliwości? Wtedy będę bezpieczna, tak? – no jakoś ciężko było jej w to uwierzyć… albo inaczej. Byłaby tak samo bezpieczna jak była przed jego powrotem do jej życia, czyli jednak średnio – Wiem, że chciałbyś zapytać, czy wyjadę z tobą… ale nie wiem. To nie jest pytanie, na które potrafię odpowiedzieć pod wpływem chwili i emocji, bo mogę cię kochać Cadwalader, ale całe życie spędziłam w Toronto… tu jest mój dom. – i on nim również był – Chociaż spróbujmy, zawalcz. Gdy zrobi się niebezpiecznie, gdy moje nazwisko wypłynie w nieodpowiednich kręgach… będziemy myśleć, co dalej. – wtedy nie będzie miała wyboru, będzie musiała wyjechać z kraju i spróbować ułożyć sobie życie w innej części świata. Czy wierzyła, że będzie tak źle? Nie. Podejrzewała, że to nic nie zmieni w jej życiu… poza tym, że nie straci kogoś, kto stał się dla niej zaskakująco ważny – Zresztą, proszę cię… striptizerka pieprzy się z policjantem, później wiąże się z gangsterem, za którego wychodzi za mąż, a po jego tajemniczej śmierci znowu ląduje w łóżku policjanta. I przez wylądowanie w jego łóżku mam na myśli, że bardziej mieszka u niego niż u siebie. Wiem, że większość z tych ludzi nie jest najbystrzejsza, ale nie są chyba aż tak głupi, żeby nie połączyć kropek… moja reputacja w tym przestępczym świecie nie jest najlepsza i nie wydaje mi się, żeby miałbyś to jakoś bardzo pogorszyć. – uśmiechnęła się pod nosem, bo musiał przyznać, że nie brzmiało to najlepiej dla jej wiarygodności jeśli chodzi o uczciwość względem tajemnic przestępczego świata, do którego należał jej mąż. Jej nazwisko w jakikolwiek papierach było tylko formalnością i chyba dlatego robiło na niej mniejsze wrażenie niż powinno.
Usiadła obok niego na schodku prowadzącym do werandy i przez chwilę wpatrywała się przed siebie, zastanawiajac się jeszcze nad tym wszystkim, co z siebie wyrzuciła. – To proste rozwiązanie… a ja chcę dla ciebie zaryzykować.
Arvel Cadwalader
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Powoli przekonywała go do tego, że faktycznie nie musiał. Może pokazanie tej miękkiej strony nie było takie złe? Powinien to wcześniej zauważyć. Nie uciekła, kiedy powiedział jej pierwszy raz, że ją kocha. To już całkiem duże słowa, zwłaszcza jak na niego. To było pokazanie tej słabszej, uczuciowej strony. Nie oceniała go za to. Ba, nawet zdecydowała się właściwie do niego wprowadzić. Po prostu ciężko było mu się przestawić na prawdziwą relację. Dorosłą relację, którą nie sądził, że kiedykolwiek będę mieć.
- To... Bardzo złożone pytanie. - uśmiechnął się trochę z bezsilności bo miała w tym zdecydowanie trochę racji - Nie wiem czy będziesz bezpieczniejsza Darcy. Traktowałem to jak czysty rachunek matematyczny. Jeśli coś ze swojej strony dodaję, tego niebezpieczeństwa jest więcej. Nie do końca wziąłem pod uwagę to jak to będzie wyglądać kiedy będę musiał wyjechać albo mnie wyrzucą. - westchnął kręcąc lekko głową.
Naprawdę wolałby nie zrzucać na niej swoich problemów. Nadal miał z tym pewien problem, ale starał się powoli na to otworzyć. Sytuacja nie tyle go przerastała, co była po prostu trudna. Wiedział, że ich wspólne życie nie będzie usłane różami, lecz miał nadzieję, że uda mu się jeszcze przez jakiś czas po prostu nacieszyć się tym, co mieli.
- Nie zamierzałem Cię o to zapytać Darcy. - pokręcił głową wracając do niej wzrokiem - Nie dlatego, że bym nie chciał, ale rozmawialiśmy o tym jakiś czas temu i wiem, że masz jeszcze wiele spraw do załatwienia zanim będziesz na to gotowa. - wyjaśnił całkiem spokojnie na chwilę przenosząc wzrok na pobliskie drzewa - Będę walczyć, oczywiście, że będę walczyć Darcy. Mam chwilę słabości, ale to nie znaczy, że poddałem się jak jakiś mięczak. - przewrócił oczami łagodnie się do niej uśmiechając.
Prawie się zaśmiał słysząc jej wyjaśnienia. Faktycznie, spoglądając na to z boku miało to dużo sensu i nie trzeba było wybitnego IQ by połączyć sobie trochę kropek. Z drugiej strony wiedział, że kręgi, w których czasami się poruszali takie właśnie były. Niezbyt rozgarnięte. Nie uciekło też jego uwadze słowo kocham Cię, chociaż nie zamierzał teraz tego rozdmuchiwać. Trzeba było mieć wyczucie momentu.
To, że chciała dla niego zaryzykować wiele dla niego znaczyło. Znała zagrożenie. Lepiej niż inni. To mówiło więcej niż puste słowa. Dlatego wziął jej dłoń żeby ułożyć ją sobie na karku. Usiadł trochę bliżej i nachylił się żeby pocałować ją w policzek.
- Dziękuję Kochanie. - uśmiechnął się do niej czule - Nie wiem jeszcze czy na to pójdziemy. Potrzebuję trochę czasu na decyzję. Ale naprawdę doceniam to, że chcesz dla mnie zaryzykować. - musnął jeszcze jej policzek swoim kciukiem patrząc na nią cholera... jak zakochany kundel.
Darcy Bowman
-
And I bet you think about me...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie do końca wziął to pod uwagę… uśmiechnęła się pod nosem, bo tak jej się właśnie wydawało. Bo ona wiedziała, że ta sytuacja, w której on wyjeżdża jest dla niej najmniej korzystna. Nie tylko ze względu na bezpieczeństwo – do tego tematu zawsze podchodziła dość lekką ręką i mocno niefrasobliwie. Niedziwne, że teraz było tak samo. Dużo ważniejsze było dla niej, żeby nigdzie nie wyjeżdżał i nie stracił pracy – a jeśli już nie mógł jej „nie stracić” to żeby uniknął jakichkolwiek problemów prawnych. Już raz była dziewczyną gangstera, wystarczy.
- Nigdy nie pomyślałabym, że jesteś mięczakiem, Cadwalader. – bo mógł mieć chwilę słabości, ale jedno z drugim nie miało nic wspólnego. Sam fakt, że nie poszedł od razu do wewnętrznych i nie powiedział wszystkiego, co wiedział i co chcieli usłyszeć – pokazywało, że było mu bardzo daleko do bycia mięczakiem. Swoja drogą to, że nie chciał tego zrobić… w jakiś sposób ją rozczuliło. Nie przywykła do takich związków. W większości swoich dotychczasowych relacji, gdyby sytuacja tego wymagała i to miałoby coś uratować – bez najmniejszych wyrzutów sumienia byłaby wrzucona pod pędzący pociąg. On tego nie chciał tego zrobić, a jej właśnie dlatego wydawało się to najprostszym i najbardziej oczywistym rozwiązaniem. Miło było mieć wreszcie jakąkolwiek moc sprawczą i móc o czymś takim zdecydować. To była jej decyzja… i gdzieś tam z tyłu głowy pojawiła się jej myśl, że może to zrobić bez jego wiedzy. Tylko to byłoby głupie i jak szybko ta myśl się pojawiła – tak szybko ją od siebie odsunęła.
I uśmiechnęła się, gdy przez chwilę patrzyli sobie w oczy. Przez ułamek sekundy chciała coś powiedzieć, coś ważnego, coś szczerego. Gdy przed chwilą gdzieś między wierszami i innymi słowami powiedziała coś o kochaniu wcale nie było to przypadkiem. I to było w jej spojrzeniu, w tym jak na niego patrzyła i jak się do niego uśmiechała. Tylko nie umiała tego z siebie jeszcze raz, porządniej wydusić. Dlatego wróciła do żartów.
- No wiesz… jestem trochę samolubna. Jak pomyślę, że musiałabym zacząć chodzić na randki albo szukać przypadkowych mężczyzn do łóżka bez pewności, że będą wiedzieć, co robić… to aż mnie wzdryga. Za bardzo lubię orgazmy, żeby tak po prostu z nich zrezygnować. – rzuciła swobodnie, spłycając wszystko do seksu, chociaż oboje doskonale wiedzieli, że tym razem nie o niego chodziło. Wychyliła się do męskiej twarzy i pocałowała go. Krótko i spokojnie, ale z całkiem sporą dawką uczucia – Więc, Cadwalader… co to za miejsce i dlaczego ukrywamy się tutaj, a nie w domu? – zmieniła temat, oderwała spojrzenie od mężczyzny i rozejrzała się po najbliższej okolicy. Naprawdę mogłoby być tu ładnie – I jak długo planujemy tu zostać? – oni, razem… nawet jeśli zupełnie nie była na to przygotowana.
Arvel Cadwalader
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Jej uśmiech był dokładnie tym, czego potrzebował. Darcy jest cholernie pociągającą kobietą. Nikt zdecydowanie by jej tego nie odmówił, a on sam podkreśla to swoimi akcjami przy każdej możliwej okazji. W tym jednak momencie nie miał ochoty zerwać z niej ubrań. W tym momencie była dla niego najpiękniejszą kobietą na świecie, a on czuł się po prostu cholernym szczęściarzem, że to właśnie on może zobaczyć taki uśmiech. Ten był tylko dla niego. Moment, którego nikt im już nie odbierze.
- Oh skarbie... - prychnął kręcąc głową - Jesteś moją kobietą i już zawsze będziesz. Więc lepiej się módl żebym za szybko nie zszedł bo nikt już nigdy nie zadowoli Cię tak jak ja. - wyszczerzył się do niej bez ani krzty wstydu.
Oboje doskonale wiedzieli, że jeśli coś w tej relacji działało to właśnie seks. Mówił to z pełnym przekonaniem. Już nikt nie zaspokoi jej tak jak on. Po pierwsze dlatego, że on na to nie pozwoli. W końcu jest jego kobietą. Po drugie, nikt nie pozna jej tak dobrze jak on. Bo znów, nikomu na to nie pozwoli i nie da na to czasu.
- To... - obrócił się przez ramię na drzwi wejściowe oraz jezioro po drugiej stronie, o którym jeszcze nie wiedziała - Jest mój największy sekret. - spojrzał na nią przez chwilę nieco enigmatycznie zanim po prostu się do niej uśmiechnął - Musiałem zrobić coś z moimi mniej legalnymi pieniędzmi. Ulokowałem go w tej działce i domku na czarną godzinę. Wszystko jest oficjalnie na mojego znajomego z Walii, jednak nie ma żadnych praw do jego dysponowaniem. Jakoś to tam prawnie rozwiązali. - machnął jedynie dłonią bo doskonale wiedziała, że nie był za dobry w tej całej papierologii - To już sprawia, że trudno znaleźć właściciela. Dwa, jakbyś nie szukała, nie byłabyś w stanie połączyć tego miejsca ze mną. Więc gdyby przyszło mi się kiedyś gdzieś zaszyć, zniknąć. To jest właśnie to miejsce. Teraz znasz je również Ty. - uśmiechnął się łagodnie wstając ze schodków.
- Ale zanim Cię oprowadzę. Jeszcze jedna rzecz... - zrobił krótką pauzę przebiegle się uśmiechając - Czy Ty praktycznie powiedziałaś mi, że mnie kochasz? - uniósł pytająco brew.
Znała ten wyraz twarzy, wiedziała, że teraz tak łatwo jej nie odpuści.
Darcy Bowman
-
And I bet you think about me...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
- Odważna deklaracja, Cadwalader. – kącik ust drgnął jej w rozbawieniu, bo musiał przyznać, że zabrzmiało to trochę jak wyzwanie… którego jednak nie zamierzała podejmować, bo w jej żarcie było ziarenko prawdy. Naprawdę nie miała ochoty wracać na randkowy rynek, a jeszcze bardziej nie chciała umierać w samotności i niezaspokojona. Proste – Ale żeby dotrzymać tego słowa musisz zostać w kraju, więc nie zostaje ci nic innego jak zrobić ze mnie swojego oficjalnego informatora. Dawnego. To w ogóle legalne? Sypiać z informatorem? Być z informatorem? – bo wtedy w grę wchodził wyłącznie seks, ale teraz zaszło to dużo dalej, a większość nocy spędzali w jednym łóżku. Nie miała zielonego pojęcia jak to wygląda od strony prawnej i formalnej… z drugiej strony już dawno zakończyli tą przygodę, więc może nie powinno to stanowić problemu? Naprawdę nie chciała kolejnych problemów.
I tak jak się nie znała na stronie prawnej relacji policjantów z informatorami – tak doskonale rozumiała posiadanie majątku zapisanego na słupa. Cóż… sama takim była dla Daniela. Większość jego majątku była zapisana na nią, bo przecież była tylko głupiutką striptizerką, a on się wcale nie wybierał na tamten świat. Wszechświat miał dla niego inny plan, ale przynajmniej Darcy nie miała problemów… wszystko było po prostu jej. Nie mogła się więc nie uśmiechnąć pod nosem, gdy wyjaśnił, co to za miejsce. Czy ją to zaskoczyło? Trochę tak, a trochę wcale. Za to musiała przyznać, że było to całkiem sprytne z jego strony i pewnie miałaby na ten temat tysiąc pięćset kolejnych pytań, oprowadzona też chciałaby zostać, ale musiał wspomnieć o tych uczuciach.
Aż westchnęła teatralnie! Ale nie ze złością czy irytacją, że wyciąga takie rzeczy… raczej żartobliwie, bo uśmiech też wcale nie zniknął z jej twarzy – Nie wiem, muszę się nad tym jeszcze zastanowić. Skoro okazuje się, że ukrywałeś przede mną takie miejsce? Co jeszcze ukrywasz, Cadwalader? Nie mogę się przecież zakochać w kolejnym kłamcy i manipulatorze z milionem tajemnic, które będą po czasie wybijać jak szambo. – wzruszyła lekko ramionami, dość beztrosko, bo przecież nie mówiła poważnie. Znaczy… mówiła poważnie – ale trochę teatralnie dramatyzowała, bo wiedziała, że nie był kłamcą i manipulatorem, przynajmniej nie w stosunku do niej – Poza tym… nawet jeśli to co zamierzasz zrobić z tym fantem? – brew drgnęła jej wymownie do góry, założyła ręce na piersi i wbiła uważne spojrzenie w mężczyznę. Jakby to on miał sobie radzić z jej wyznaniem! Jakby to nie ją przerażało rozmawianie o uczuciach.
Arvel Cadwalader