-
What comes after love?
I wanna know there's something for me after us
I don't think my heart was made to break this much
Tell me there is happy ever after love
Tell me there is happy ever after usnieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Starała się przekonywać samą siebie, że dobrze zrobiła nie wchodząc do tej samej rzeki. To się przecież nie mogło udać, zwłaszcza że na horyzoncie była przecież narzeczona Tuckera. A mimo to jakoś ciężko przychodziło jej niewracanie myślami do ich ostatniego spotkania. W sumie wyszła od niego bez usłyszenia pożegnania złego strony, chociaż może to i lepiej. Nie miała pewność, czy nie rozkleiłaby się tam na całego. Jedyny plus był taki, że babcia i tak nie zwracała uwagi na nieco rozbitą emocjonalnie wnuczkę.
Jedynie w pracy udawało jej się zachować pełne skupienie, bo nie mogła sobie w niej pozwolić na błąd. Nie, gdy w grę wchodziło życie innych ludzi. Z tego też powodu zostawała po godzinach, gdy tylko mogła, a a resztę przesypiała. Tak było łatwiej nie roztrząsać tamtej rozmówmy, chociaż sny podsuwały jej obrazy Tuckera.
Wkradł się nieproszony w jej myśli, i nie pozwała o sobie zapomnieć. Nie wróżyło to dobrze, a jedynie wyjście jakie jej przyszło do głowy, to iść przy najbliższej okazji na randkę w ciemno. Może jeśli w końcu znajdzie odpowiednego kandydata to ruszy na przód?
Musiała sę komuś z tego wszystkiego wyżalić, a jedyną taką osobą był dziadek. Chociaż nie żył, jakoś takie monologi nad jego grobem pomagały. Jakkolwiek dziwnie to by nie brzmiało.
Na cmentarz wybrała się piechotom, bo spacery też dobrze robiły na skołatane nerwy. Mimo, że zajęło jej to więcej czasu niż jazda rowerem czy komunikacją miejską. Trudno jej było się tak całkowicie „wyłączyć”, nigdy tak nie potrafiła. Jej wzrok prześlizgiwał się po mijanych ludziach, jakby kogoś szukała. Doskonale wiedziała, o kogo je chodziło, ale nie chciała się do tego przyznać przed samą sobą.
Teraz karciła w myślach samą siebie, że jak ostatnia naiwna idiotka poleciała, do niego po jednym liście. Zupełnie jakby cokolwiek mogło to zmienić. Przecież nie odwoła zaręczyn i ślubi, żeby do niej wrócić, prawda?
Przegapiła moment przekroczenia bramy cmentarza. Nogi same ją niosły do ostatniego miejsca spoczynku dziadka Sama. Kiedy te cztery miesiące zleciały, a ona praktycznie stała się stałą bywalczynią tego miejsca?
Gwałtownie przystanęła, gdy zamiast znajomego widoku, tonącego w kwiatach grobu, widok zasłaniała jej znana sylwetka. Cmentarza to było stanie miejsce, gdy spodziewała się zobaczyć Tuckera. Jej serce mimowolnie przyspieszyło, a ona miała w głowie kompletną pustkę. W pierwszej chwili chciała zawrócić i gdzieś przeczekać, aż mężczyzna sobie pójdzie. Nie miała pewności, czy drugi raz uda jej się być tak neutralną jak ostatnio.
Tucker Darby
-
Za kilka miesięcy bierze ślub z Esmeray, ale wciąż kocha swoją pierwszą miłość czyli Sorayę. Napisał do niej list, w którym wyznał swoje uczucia tuż przed sakramentalnym powiedzeniem sobie "tak" z obecną narzeczoną.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracji3osczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Tucker przez dłuższą chwilę stał w całkowitym bezruchu, wpatrując się w wyryte w kamieniu nazwisko, jakby spodziewał się znaleźć tam odpowiedzi na pytania, które od miesięcy nie dawały mu spokoju. Dziadek Sorayi nie żył od jakiegoś czasu, a on dopiero teraz zdobył się na to, żeby przyjść na jego grób. Nie dlatego, że było mu to obojętne. Wręcz przeciwnie. Chyba właśnie dlatego tak długo zwlekał. Kiedy dowiedział się o jego śmierci, przez jakiś czas nie potrafił nawet właściwie tego przetworzyć. Był jednym z tych ludzi, o których człowiek podświadomie myśli, że będą zawsze. Nie dlatego, że byli niezniszczalni, ale dlatego, że ich obecność wydawała się czymś naturalnym, stałym i niepodważalnym. Nawet po rozstaniu z jego wnuczką wspomnienie rozmów z nim pozostało jednym z tych nielicznych elementów przeszłości, które nie budziły bólu ani żalu.
Nie potrafił oddzielić myśli o nim od myśli o niej. Każde wspomnienie prowadziło do kolejnego, a każde kolejne nieuchronnie kończyło się na jej twarzy. Miał wrażenie, że niezależnie od tego, jak bardzo próbował ruszyć naprzód, jego myśli nieustannie zataczały koło i wracały dokładnie do tego samego miejsca.
Kilka dni temu widział ją po raz pierwszy od dłuższego czasu. Przez lata wyobrażał sobie dziesiątki różnych scenariuszy takiego spotkania, ale rzeczywistość okazała się znacznie trudniejsza od wszystkich jego wyobrażeń. Napisał list. Powiedział jej wszystko, co przez tak długi czas tłumił w sobie. Wszystkie niewypowiedziane słowa, wszystkie uczucia, wszystkie żale i nadzieje, które uparcie nosił przez lata, w końcu ujrzały światło dzienne. I choć przez chwilę chciał uwierzyć, że to coś zmieni, bardzo szybko zrozumiał, że nie o niego chodziło w tej rozmowie. Patrząc na nią, widział zmęczenie. Widział emocje, z którymi sama próbowała sobie poradzić. Widział też wyraźnie granicę, której nie chciała przekroczyć. Nie powiedziała tego wprost, ale sygnał był wystarczająco jasny. Jego uczucia nie były tym, czego potrzebowała. Być może nie były nawet czymś, co chciała jeszcze rozważać. Ta świadomość bolała bardziej, niż chciał przyznać.
Westchnął ciężko, opuszczając wzrok na nagrobek. Myśli zawisły w nieruchomym powietrzu cmentarza, a on przez chwilę po prostu stał tam w ciszy, próbując uporządkować własne myśli. Dopiero wtedy poczuł czyjąś obecność za plecami. Tak wyraźną, że przez krótki moment miał wrażenie, jakby cały świat nagle wstrzymał oddech. Odwrócił głowę bardziej odruchowo niż świadomie. I wtedy ją zobaczył. Stała zaledwie kilka kroków od niego. — Przepraszam, właśnie się zbierałem — zakomunikował, po czym odwrócił się od grobu i chciał udać się w kierunku głównej ścieżki prowadzącej do wyjścia z cmentarza.
Soraya Cano
-
What comes after love?
I wanna know there's something for me after us
I don't think my heart was made to break this much
Tell me there is happy ever after love
Tell me there is happy ever after usnieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Czy może jednak powinna odbyć się jeszcze jedna taka rozmowa na spokojnie?
Stop.
Nie powinna sobie tym głowy zawracać. To już nie jej zmartwienie, jak sobie obydwoje ułożą życie. A jednak jakoś tak nachodziły ja ciągle te wszystkie myśli. Wątpliwości i gdyba nad przyszłością, nad którą nie miała wpływu. Chociaż w sumie miała, ale uparcie jeszcze się wzbraniała przed zrobieniem, czegoś, co mogłoby mieć dalekosiężne konsekwencje. Zwłaszcza, że jednak nie była mu obojętna.
Stop.
Myśli szły w bardzo niedobrą stronę. Nie pierwszy raz, gdy go widziała po raz drugi od tych paru lat. Nie potrafiła precyzyjnie określić, czy jej się ti podobało czy nie. Na pewno nie było to właściwe, skoro był w związku z inną kobietą. Oświadczył się jej.
- Nie musisz przepraszać - zapewniła, bo cmentarz był miejscem publicznym, a on dobrze znał je dziadka. - Myślę, że nie miałby nic przeciwko twoim odwiedzinom. Bardzo cię lubił.
I do końca wierzył, że pomimo przeciwności losu to właśnie oni razem wrócą do siebie, bo byli taką fajną parą. Tak mawiał jej dziadek, a ona tylko się uśmiechała wymijająco za każdym razem.
W sumie to tyle, jeśli chodziło o wymianę zdań. Powinna dać mu odejść i wyżalić się dziadkowi ze wszystkiego, co ją męczyło i nie dawało spokoju. By chociaż na chwilę poczuć ulgę, a co dalej? Dalej żyć jak do tej pory? W sumie to było racjonalne rozwiązanie, nie ważne że bolesne. W tym była dobra, w okłamywaniu siebie i otoczenia. Bycie rozsądną dziewczyną z sąsiedztwa, która nie potrafiła znaleźć, kawalera, jak mówiły koleżanki babci.
Przygryzła wargę, patrząc w ziemię i bijąc się z myślami. Rozsądek powoli przegrywał, bo czy to ni była ostatnia szansa? Tylko na co? Czego ona właściwie się spodziewała i oczekiwała? Szczęśliwego zakończenia? To było najgorsze.
Nie powiedziała jednak ani słowa, gdy ją minął. Nie była już nastolatką czy ledwo po dwudziestce, by iść za chwilowo podjęta decyzją.
Tucker, zaczekaj - odwróciła się zanim na dobre pomyślała, co robi. Było za późno, by się wycofać, ale jedną rzecz chciała wyjaśnić tak raz, a porządnie. - Czy te twoje wszystkie obawy są związane ze stresem przed ślubem czy ty po prostu coś do mnie jeszcze czujesz?
Tucker Darby
-
Za kilka miesięcy bierze ślub z Esmeray, ale wciąż kocha swoją pierwszą miłość czyli Sorayę. Napisał do niej list, w którym wyznał swoje uczucia tuż przed sakramentalnym powiedzeniem sobie "tak" z obecną narzeczoną.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracji3osczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Powoli odwrócił się w jej stronę. Kiedy wspomniała o dziadku, jego spojrzenie na moment uciekło w stronę nagrobka. Na twarzy pojawił się słaby uśmiech, który równie szybko zniknął. — Ja też go bardzo lubiłem — uśmiechnął się pod nosem, ale przez chwilę milczał. — Zawsze miałem wrażenie, że rozumiał ludzi lepiej niż większość. A rozmowa z nim była łatwa nawet wtedy, kiedy człowiek nie wiedział, co właściwie chce powiedzieć — zakomunikował, po czym spojrzał na nią ponownie. — myślę, że to właśnie było jedną z rzeczy, które kiedyś nas połączyły. Oboje mieliśmy obok siebie ludzi, którzy byli dla nas czymś więcej niż tylko dziadkami. Byli częścią naszego świata. Taką stałą, której człowiek nawet nie zauważa, dopóki jej nie zabraknie — zakończył, a na potwierdzenie swoich słów pokiwał głową gdzieś w zamyśleniu. Nawet po ich relacji widać, że zabrakło mu Sorayi dopiero po czasie. Gdy już naprawdę zniknęła z jego życia.
Gdy jednak zadała swoje pytanie, poczuł, jak całe napięcie wraca ze zdwojoną siłą. Odwrócił wzrok. Przez kilka sekund patrzył gdzieś przed siebie, zbierając myśli. Odpowiedź była prosta. Problem polegał na tym, że wypowiedzenie jej na głos niczego nie ułatwiało. — Nie. To nie jest stres przed ślubem, bo gdyby chodziło tylko o to, nie napisałbym tamtego listu — jego głos był spokojny, ale stanowczy. Na moment zacisnął szczękę. Wypowiadając te słowa, nie poczuł ulgi. Poczuł jedynie zmęczenie człowieka, który zbyt długo próbował walczyć z własnym sercem. — Ale nie musimy już do tego wracać — zakomunikował, po czym spojrzał prosto w jej oczy, które ciągle widzi, gdy o niej myśli — nasza ostatnia rozmowa była dla mnie dużym ciosem, ale nie byłaś w tym okrutna. Nie odrzuciłaś mnie wprost. Po prostu zrozumiałem, że moje uczucia nie są tym, czego potrzebujesz — wzruszył tylko ramionami. Nie było w jego głosie pretensji. Był jedynie smutek. Opuścił wzrok, był po prostu zrezygnowany. Mimo wszystko doskonale ją zrozumiał, bo mogli mówić, że ich rozstanie było winą przypadku i tego, że w tamtym momencie mieli inne priorytety, ale prawda była taka, że to on zjebał wszystko po całości. Ona chciała o nich walczyć, a on był za słaby, aby te walkę podjąć.
Soraya Cano