31 y/o
For good luck!
170 cm
Pielęgniarka w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
What comes after love?
I wanna know there's something for me after us
I don't think my heart was made to break this much
Tell me there is happy ever after love
Tell me there is happy ever after us
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Nie było tak łatwo powrócić do równowagi po ostatnim spotkaniu.
Starała się przekonywać samą siebie, że dobrze zrobiła nie wchodząc do tej samej rzeki. To się przecież nie mogło udać, zwłaszcza że na horyzoncie była przecież narzeczona Tuckera. A mimo to jakoś ciężko przychodziło jej niewracanie myślami do ich ostatniego spotkania. W sumie wyszła od niego bez usłyszenia pożegnania złego strony, chociaż może to i lepiej. Nie miała pewność, czy nie rozkleiłaby się tam na całego. Jedyny plus był taki, że babcia i tak nie zwracała uwagi na nieco rozbitą emocjonalnie wnuczkę.
Jedynie w pracy udawało jej się zachować pełne skupienie, bo nie mogła sobie w niej pozwolić na błąd. Nie, gdy w grę wchodziło życie innych ludzi. Z tego też powodu zostawała po godzinach, gdy tylko mogła, a a resztę przesypiała. Tak było łatwiej nie roztrząsać tamtej rozmówmy, chociaż sny podsuwały jej obrazy Tuckera.
Wkradł się nieproszony w jej myśli, i nie pozwała o sobie zapomnieć. Nie wróżyło to dobrze, a jedynie wyjście jakie jej przyszło do głowy, to iść przy najbliższej okazji na randkę w ciemno. Może jeśli w końcu znajdzie odpowiednego kandydata to ruszy na przód?
Musiała sę komuś z tego wszystkiego wyżalić, a jedyną taką osobą był dziadek. Chociaż nie żył, jakoś takie monologi nad jego grobem pomagały. Jakkolwiek dziwnie to by nie brzmiało.
Na cmentarz wybrała się piechotom, bo spacery też dobrze robiły na skołatane nerwy. Mimo, że zajęło jej to więcej czasu niż jazda rowerem czy komunikacją miejską. Trudno jej było się tak całkowicie „wyłączyć”, nigdy tak nie potrafiła. Jej wzrok prześlizgiwał się po mijanych ludziach, jakby kogoś szukała. Doskonale wiedziała, o kogo je chodziło, ale nie chciała się do tego przyznać przed samą sobą.
Teraz karciła w myślach samą siebie, że jak ostatnia naiwna idiotka poleciała, do niego po jednym liście. Zupełnie jakby cokolwiek mogło to zmienić. Przecież nie odwoła zaręczyn i ślubi, żeby do niej wrócić, prawda?
Przegapiła moment przekroczenia bramy cmentarza. Nogi same ją niosły do ostatniego miejsca spoczynku dziadka Sama. Kiedy te cztery miesiące zleciały, a ona praktycznie stała się stałą bywalczynią tego miejsca?
Gwałtownie przystanęła, gdy zamiast znajomego widoku, tonącego w kwiatach grobu, widok zasłaniała jej znana sylwetka. Cmentarza to było stanie miejsce, gdy spodziewała się zobaczyć Tuckera. Jej serce mimowolnie przyspieszyło, a ona miała w głowie kompletną pustkę. W pierwszej chwili chciała zawrócić i gdzieś przeczekać, aż mężczyzna sobie pójdzie. Nie miała pewności, czy drugi raz uda jej się być tak neutralną jak ostatnio.

Tucker Darby
gall anonim
32 y/o
For good luck!
185 cm
asystent trenera Toronto FC
Awatar użytkownika
Sooner or later, you'll find out. I live in a pattern of breakdowns. You'll bend to my silence, it's so loud and then you'll lose me to the crowd
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji3os
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

3

Tucker przez dłuższą chwilę stał w całkowitym bezruchu, wpatrując się w wyryte w kamieniu nazwisko, jakby spodziewał się znaleźć tam odpowiedzi na pytania, które od miesięcy nie dawały mu spokoju. Dziadek Sorayi nie żył od jakiegoś czasu, a on dopiero teraz zdobył się na to, żeby przyjść na jego grób. Nie dlatego, że było mu to obojętne. Wręcz przeciwnie. Chyba właśnie dlatego tak długo zwlekał. Kiedy dowiedział się o jego śmierci, przez jakiś czas nie potrafił nawet właściwie tego przetworzyć. Był jednym z tych ludzi, o których człowiek podświadomie myśli, że będą zawsze. Nie dlatego, że byli niezniszczalni, ale dlatego, że ich obecność wydawała się czymś naturalnym, stałym i niepodważalnym. Nawet po rozstaniu z jego wnuczką wspomnienie rozmów z nim pozostało jednym z tych nielicznych elementów przeszłości, które nie budziły bólu ani żalu.
Nie potrafił oddzielić myśli o nim od myśli o niej. Każde wspomnienie prowadziło do kolejnego, a każde kolejne nieuchronnie kończyło się na jej twarzy. Miał wrażenie, że niezależnie od tego, jak bardzo próbował ruszyć naprzód, jego myśli nieustannie zataczały koło i wracały dokładnie do tego samego miejsca.
Kilka dni temu widział ją po raz pierwszy od dłuższego czasu. Przez lata wyobrażał sobie dziesiątki różnych scenariuszy takiego spotkania, ale rzeczywistość okazała się znacznie trudniejsza od wszystkich jego wyobrażeń. Napisał list. Powiedział jej wszystko, co przez tak długi czas tłumił w sobie. Wszystkie niewypowiedziane słowa, wszystkie uczucia, wszystkie żale i nadzieje, które uparcie nosił przez lata, w końcu ujrzały światło dzienne. I choć przez chwilę chciał uwierzyć, że to coś zmieni, bardzo szybko zrozumiał, że nie o niego chodziło w tej rozmowie. Patrząc na nią, widział zmęczenie. Widział emocje, z którymi sama próbowała sobie poradzić. Widział też wyraźnie granicę, której nie chciała przekroczyć. Nie powiedziała tego wprost, ale sygnał był wystarczająco jasny. Jego uczucia nie były tym, czego potrzebowała. Być może nie były nawet czymś, co chciała jeszcze rozważać. Ta świadomość bolała bardziej, niż chciał przyznać.
Westchnął ciężko, opuszczając wzrok na nagrobek. Myśli zawisły w nieruchomym powietrzu cmentarza, a on przez chwilę po prostu stał tam w ciszy, próbując uporządkować własne myśli. Dopiero wtedy poczuł czyjąś obecność za plecami. Tak wyraźną, że przez krótki moment miał wrażenie, jakby cały świat nagle wstrzymał oddech. Odwrócił głowę bardziej odruchowo niż świadomie. I wtedy ją zobaczył. Stała zaledwie kilka kroków od niego. — Przepraszam, właśnie się zbierałem — zakomunikował, po czym odwrócił się od grobu i chciał udać się w kierunku głównej ścieżki prowadzącej do wyjścia z cmentarza.

Soraya Cano
31 y/o
For good luck!
170 cm
Pielęgniarka w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
What comes after love?
I wanna know there's something for me after us
I don't think my heart was made to break this much
Tell me there is happy ever after love
Tell me there is happy ever after us
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Być może udałoby im się raz jeszcze, ale była przeszkoda, która niwelowała wszystko. Jego narzeczona. Soraya nie chciała być przyczyną czyjegoś nieszczęścia, nawet jeśli ona sama miałaby przez to coś zyskać. Z drugiej strony pozostawała ta nieznośna, uparta myśl, że skoro jednak spotkali się te kilka dni temu, coś jest na rzeczy. Gdyby faktycznie kochał narzeczoną, to po co to wszystko? Czy może faktycznie lepiej zerwać zaręczyny niż brać ślub, by się potem rozwodzić?
Czy może jednak powinna odbyć się jeszcze jedna taka rozmowa na spokojnie?
Stop.
Nie powinna sobie tym głowy zawracać. To już nie jej zmartwienie, jak sobie obydwoje ułożą życie. A jednak jakoś tak nachodziły ja ciągle te wszystkie myśli. Wątpliwości i gdyba nad przyszłością, nad którą nie miała wpływu. Chociaż w sumie miała, ale uparcie jeszcze się wzbraniała przed zrobieniem, czegoś, co mogłoby mieć dalekosiężne konsekwencje. Zwłaszcza, że jednak nie była mu obojętna.
Stop.
Myśli szły w bardzo niedobrą stronę. Nie pierwszy raz, gdy go widziała po raz drugi od tych paru lat. Nie potrafiła precyzyjnie określić, czy jej się ti podobało czy nie. Na pewno nie było to właściwe, skoro był w związku z inną kobietą. Oświadczył się jej.
- Nie musisz przepraszać - zapewniła, bo cmentarz był miejscem publicznym, a on dobrze znał je dziadka. - Myślę, że nie miałby nic przeciwko twoim odwiedzinom. Bardzo cię lubił.
I do końca wierzył, że pomimo przeciwności losu to właśnie oni razem wrócą do siebie, bo byli taką fajną parą. Tak mawiał jej dziadek, a ona tylko się uśmiechała wymijająco za każdym razem.
W sumie to tyle, jeśli chodziło o wymianę zdań. Powinna dać mu odejść i wyżalić się dziadkowi ze wszystkiego, co ją męczyło i nie dawało spokoju. By chociaż na chwilę poczuć ulgę, a co dalej? Dalej żyć jak do tej pory? W sumie to było racjonalne rozwiązanie, nie ważne że bolesne. W tym była dobra, w okłamywaniu siebie i otoczenia. Bycie rozsądną dziewczyną z sąsiedztwa, która nie potrafiła znaleźć, kawalera, jak mówiły koleżanki babci.
Przygryzła wargę, patrząc w ziemię i bijąc się z myślami. Rozsądek powoli przegrywał, bo czy to ni była ostatnia szansa? Tylko na co? Czego ona właściwie się spodziewała i oczekiwała? Szczęśliwego zakończenia? To było najgorsze.
Nie powiedziała jednak ani słowa, gdy ją minął. Nie była już nastolatką czy ledwo po dwudziestce, by iść za chwilowo podjęta decyzją.
Tucker, zaczekaj - odwróciła się zanim na dobre pomyślała, co robi. Było za późno, by się wycofać, ale jedną rzecz chciała wyjaśnić tak raz, a porządnie. - Czy te twoje wszystkie obawy są związane ze stresem przed ślubem czy ty po prostu coś do mnie jeszcze czujesz?

Tucker Darby
gall anonim
32 y/o
For good luck!
185 cm
asystent trenera Toronto FC
Awatar użytkownika
Sooner or later, you'll find out. I live in a pattern of breakdowns. You'll bend to my silence, it's so loud and then you'll lose me to the crowd
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji3os
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Tucker zatrzymał się natychmiast, gdy dziewczyna nie chciała, aby wychodził. Przez moment stał nieruchomo, plecami do niej, niepewny, czy powinien się odwrócić. Jeszcze kilka dni wcześniej powiedział jej wszystko, co przez lata nosił w sobie. Otworzył przed nią te części siebie, których nie pokazywał nikomu. Od tamtej pory próbował przekonać samego siebie, że to koniec. Że niezależnie od tego, czego pragnął, musi wreszcie zaakceptować rzeczywistość.
Powoli odwrócił się w jej stronę. Kiedy wspomniała o dziadku, jego spojrzenie na moment uciekło w stronę nagrobka. Na twarzy pojawił się słaby uśmiech, który równie szybko zniknął. — Ja też go bardzo lubiłem — uśmiechnął się pod nosem, ale przez chwilę milczał. — Zawsze miałem wrażenie, że rozumiał ludzi lepiej niż większość. A rozmowa z nim była łatwa nawet wtedy, kiedy człowiek nie wiedział, co właściwie chce powiedzieć — zakomunikował, po czym spojrzał na nią ponownie. — myślę, że to właśnie było jedną z rzeczy, które kiedyś nas połączyły. Oboje mieliśmy obok siebie ludzi, którzy byli dla nas czymś więcej niż tylko dziadkami. Byli częścią naszego świata. Taką stałą, której człowiek nawet nie zauważa, dopóki jej nie zabraknie — zakończył, a na potwierdzenie swoich słów pokiwał głową gdzieś w zamyśleniu. Nawet po ich relacji widać, że zabrakło mu Sorayi dopiero po czasie. Gdy już naprawdę zniknęła z jego życia.
Gdy jednak zadała swoje pytanie, poczuł, jak całe napięcie wraca ze zdwojoną siłą. Odwrócił wzrok. Przez kilka sekund patrzył gdzieś przed siebie, zbierając myśli. Odpowiedź była prosta. Problem polegał na tym, że wypowiedzenie jej na głos niczego nie ułatwiało. — Nie. To nie jest stres przed ślubem, bo gdyby chodziło tylko o to, nie napisałbym tamtego listu — jego głos był spokojny, ale stanowczy. Na moment zacisnął szczękę. Wypowiadając te słowa, nie poczuł ulgi. Poczuł jedynie zmęczenie człowieka, który zbyt długo próbował walczyć z własnym sercem. — Ale nie musimy już do tego wracać — zakomunikował, po czym spojrzał prosto w jej oczy, które ciągle widzi, gdy o niej myśli — nasza ostatnia rozmowa była dla mnie dużym ciosem, ale nie byłaś w tym okrutna. Nie odrzuciłaś mnie wprost. Po prostu zrozumiałem, że moje uczucia nie są tym, czego potrzebujesz — wzruszył tylko ramionami. Nie było w jego głosie pretensji. Był jedynie smutek. Opuścił wzrok, był po prostu zrezygnowany. Mimo wszystko doskonale ją zrozumiał, bo mogli mówić, że ich rozstanie było winą przypadku i tego, że w tamtym momencie mieli inne priorytety, ale prawda była taka, że to on zjebał wszystko po całości. Ona chciała o nich walczyć, a on był za słaby, aby te walkę podjąć.

Soraya Cano
31 y/o
For good luck!
170 cm
Pielęgniarka w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
What comes after love?
I wanna know there's something for me after us
I don't think my heart was made to break this much
Tell me there is happy ever after love
Tell me there is happy ever after us
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Obojgu w życiu poszczęściło się, że mieli takich wspaniałych przewodników w swoim życiu. Niestety ich obu zabrakło za wcześnie pozostawiając po sobie pustkę. Brak drogowskazów potrafił sprawić, że ich wnuki same się pogubiły. A przynajmniej ona miała takie odczucia.
- To prawda, dziadek rozumiał innych jak mało kto - miło było tak o nim powspominać, zwłaszcza że oboje go znali. I to nie przelotnie, a tak na prawdę. -Było dużo łatwiej w życiu, gdy znajdowali się tuż obok i spieszyli z pomocą oraz radą. I zawsze starali się dostrzegać w ludziach pozytywne cechy. Dawali więcej niż jedną szanse.
Szansa przechodziła jej koło nosa, ale ona widziała wciąż za dużo przeciwwskazań. Czy miałaby takie wątpliwości, gdyby nie ta jego narzeczona? Czy wtedy nie było by dużo proście, a nawet lepiej niż wcześniej?
Prawda była taka, że się miotała. Nie widziała jednej prostej drogi, do tego, co powinna zrobić. Perspektywa odbudowania tego, co mieli była nader kusząca. Wystarczyło w zasadzie tylko to porządnie wyjaśnić. Ale znów pojawiała się ta narzeczona. Ona w tym wszystkim byłaby ofiarą, a Soraya tą złą.
- Byłbyś w stanie tak po prostu zostawić narzeczoną? - Zapytała starając się nie uciec wzrokiem w bok. Cmentarz nie stanowił odpowiedniego miejsca na takie rozmowy, chociaż przychodziło się tu by uczcić pamięć o tym, co przemieniło. -Przekreślić wszystko, co was łączyło, dla czegoś, co może wyjść albo nie? - Było za późno, aby się teraz wycofać i odejść. Zdała sobie po czasie sprawę, że się zagalopowała, ale czy miała coś do stracenia?
Z Tuckerem wszystko było prostsze. Nie musiał nic robić, wystarczyło, że po prostu przy niej był, a ta świadomość potrafiła dużo zmienić. Dodawała siły, chęci czy motywacji do działania. Pocieszyła, gdy wszystko szło źle, gdy brakowało chęci czy nie widać było końca problemów. Czuła się przy nim bezpiecznie, pewnie i wtedy nie wyobrażała sobie życia bez niego. Był całym jej światem i chciała pokazać wszystkim jaką jest szczęściarą. Obecność drugiego człowieka potrafiła sprawiać cuda, a ona doskonale pamiętała to, co mieli i co stracili. Być może za mało się starała, by o nich wówczas walczyć? Gdzie popełniony został błąd niwelujący wspólne lata?
Była zmęczona walką z tym światem w pojedynkę, ale czy była na prawdę gotowa zaryzykować? Wciąż nie potrafiła określić tego na pewno, ale perspektywa kusiła.

Tucker Darby
gall anonim
32 y/o
For good luck!
185 cm
asystent trenera Toronto FC
Awatar użytkownika
Sooner or later, you'll find out. I live in a pattern of breakdowns. You'll bend to my silence, it's so loud and then you'll lose me to the crowd
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji3os
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Słysząc jej słowa, poczuł nieprzyjemny ciężar gdzieś pod mostkiem. Nie dlatego, że pytanie było niespodziewane. Przeciwnie. Odkąd zobaczył ją kilka dni temu, wiedział, że prędzej czy później ono padnie. Było zbyt oczywiste, zbyt ważne, żeby mogli je ominąć. Przez chwilę milczał. Wzrok uciekł mu na nagrobek. Na wyryte litery nazwiska człowieka, który jeszcze kilka lat temu potrafił jednym zdaniem sprawić, że wszystkie problemy wydawały się prostsze. — Masz rację — odezwał się cicho — tacy ludzie pojawiają się rzadko — przełknął ślinę przytakując głową. Brakowało mu swojego dziadka bardziej, niż przypuszczał. Tak samo jak dziadka byłej dziewczyny. Nie był rodziną, a jednak przez lata stał się częścią jego świata. Był jednym z tych ludzi, przy których człowiek nie musiał niczego udawać. Czasem Tucker zastanawiał się, co powiedziałby teraz starszy mężczyzna, gdyby widział ich oboje stojących tutaj, kilka metrów od jego grobu, nadal zagubionych mimo upływu lat. Pewnie kazałby im w końcu przestać uciekać przed tym, co oczywiste. Ale życie nie było już takie proste.
Pytanie Sorayi wróciło do niego z całą siłą. Czy byłby w stanie zostawić narzeczoną? Zacisnął szczękę, ale odpowiedział, bo chciał być szczery. — Nie chodzi o zostawienie kogoś dla kogoś innego — jego głos był spokojny, ale w środku czuł narastające zmęczenie. Zmęczenie człowieka, który od dawna prowadził walkę sam ze sobą. — ona jest dobrą osobą — to stwierdzenie przyszło mu łatwo. Bo było prawdą. Właśnie dlatego wszystko było jeszcze trudniejsze. Przez moment spoglądał gdzieś przed siebie. Totalnie zawieszony i zamyślony. — Problem polega na tym, że ciągle próbuję zbudować przyszłość, kiedy część mnie ciągle żyje przeszłością — wypowiedzenie tych słów zabolało bardziej, niż się spodziewał, ale mimo wszystko uśmiechnął się. Sztucznie, ale się uśmiechnął. Chciał w ten sposób zakryć rany, które wciąż upływ czasu pozostawił otwarte. Przez lata wmawiał sobie, że ruszył dalej. Że dorósł. Że nauczył się żyć bez niej. Potem poznał inną kobietę, zaczął układać sobie życie i naprawdę chciał wierzyć, że to wystarczy. Tylko że to wciąż za mało, bo niezależnie od tego, ile czasu mijało, wspomnienia Sorayi nigdy nie blakły tak, jak powinny. — Chyba od początku bardziej próbowałem zapomnieć o tobie niż zakochać się w kimś innym — spojrzał jej w oczy, bez jakiegokolwiek uciekania, choć było mu wstyd przyznać to na głos. Nie dlatego, że kochał Sorayę. Tego był pewien. Wstydził się dlatego, że dopiero teraz miał odwagę nazwać rzeczy po imieniu. — I właśnie dlatego nie potrafię odpowiedzieć ci tak, jak pewnie powinienem — westchnął ciężko — bo jak mam stanąć przed ołtarzem i obiecać komuś całe życie, jeśli kiedy zamykam oczy, nadal myślę o tobie? — nie spodziewał się, że to powie, ale to zrobił. Uciekł od niej spojrzeniem. Chyba bał się oceny i tego, że mimo wszystko jest niewierny kobiecie, która czeka na niego w domu. Ale postanowił być szczery. Chciał tego. — Ale nie mówię tego, żebyś coś zrobiła. Nie chcę wywierać na tobie presji. Nie mam do tego prawa. Ostatnim razem dałaś mi do zrozumienia, że potrzebujesz czegoś innego i naprawdę chcę to uszanować — uśmiechnął się słabo i przytaknął głową. Nie mógł jej na siłę przekonywać do tego, że tym razem mogłoby być inaczej.

Soraya Cano
31 y/o
For good luck!
170 cm
Pielęgniarka w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
What comes after love?
I wanna know there's something for me after us
I don't think my heart was made to break this much
Tell me there is happy ever after love
Tell me there is happy ever after us
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Chociaż nie życzyła źle jego narzeczonej, poczuła trochę rozczarowanie jego odpowiedzią. Jakby liczyła na coś innego, nie na wszystkie pytania da się tak po prostu odpowiedzieć tak lub nie. Podświadomie może właśnie na którąś z nich liczyła? Jakkolwiek źle mogło to o niej świadczyć.
Dziadek raczej nie popierałby jej rozterek, ale jego go już nie było. A zastanawianie się, co by doradził w takiej sytuacji pozostało jedynie w sferze domysłów.
- Nie mnie powinieneś to mówi tylko twojej narzeczonej, skoro dobra z niej osoba - wytknęła mu, nie chcąc dać po sobie poznać, że przejmuje się tą sytuacją bardziej niż powinna. - Nie zmarnuj jej życia, jeśli na prawdę masz jakiekolwiek wątpliwości.
Bardzo chciała być obiektywna, zdystansowana od tego wszystkiego. Wymazać te ostatnie dni z pamięcią, bo było wtedy łatwiej. Miała wypracowany rytm dnia, jakoś powoli życie toczyło się do przodu. Chciała odzyskać tamte chwile, gdy panowała nad własnymi emocjami, bez ciągłego roztrząsania przeszłości.
- Pomyślałeś chociaż przez chwile czy ja w ogóle chciałam to wiedzieć? - coś w niej pękło, nie zastanawiała się, co mówiła. Emocje. Wątpliwości. Uczucia. Nagromadziło się tego za dużo, w krótkim czasie, musiały znaleźć Ujście prędzej czy później. - Czy twoje własne obawy dawały ci prawo do ingerowania w moje życie? Czego ty się właściwie spodziewałeś ode mnie usłyszeć, po wysłaniu mi tego cholernego listu?
Przerastała ją ta sytuacja, rozchwianie emocjonalne i własne niezdecydowanie. Może wina tego całego zamieszania leżała po jego stronie, może po jej albo po środku. Starała się być racjonalna, ale prawdę mówiąc nie miała powoli na to siły. Skoro Tucker nie potrafił sam sprecyzować, czego chce, to co ona mogła na to poradzić?
Z jednej strony chciała znać odpowiedzi na dręczące ją pytania. Może istniał cień szansy, że potrafiłby skierować ją na właściwą drogę, co z tym fantem zrobić. Szczerze mówiąc potrzebowałby tego. Może przydałoby się to im obu, by móc na spokojnie ruszyć w swoje drogi osobno?
- Teraz chcesz uszanować moją decyzję? - Zaśmiała się słysząc te słowa. Rozum podpowiadał, aby dała spokoju, przyjęła to do wiadomości i zajęła się swoim życiem, tak jak do tej pory. Tylko, że znów emocje miały większą silę przebicia. - To mi nie zwróci spokoju, który został zrujnowany!
Dopiero po wypowiedzeniu ostatniego zdania zdała sobie sprawę, że przeholowała. Zrobiła krok w tył, zasłaniając usta rękoma.
Wypowiedziane słowa wcale nie przyniosły ulgi, ani spokoju. Niepotrzebnie wprowadziły nie potrzebny im obu chaos. Zdawszy sobie sprawę z tego, chciała po prostu odwrócić się na pięcie i uciec stąd jak najdalej.

Tucker Darby
gall anonim
32 y/o
For good luck!
185 cm
asystent trenera Toronto FC
Awatar użytkownika
Sooner or later, you'll find out. I live in a pattern of breakdowns. You'll bend to my silence, it's so loud and then you'll lose me to the crowd
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji3os
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Przez kilka długich sekund stał nieruchomo, pozwalając jej słowom wybrzmieć do końca. Nie próbował wejść jej w zdanie ani szukać usprawiedliwień. Był zmęczony usprawiedliwianiem samego siebie. Im dłużej słuchał, tym bardziej docierało do niego, że część tego gniewu nie pojawiła się wyłącznie przez ich rozmowę na cmentarzu. Narastał od kilku dni. Być może nawet od lat. Tucker powoli wypuścił powietrze z płuc. — Masz rację — powiedział spokojnie — powinienem jej o tym wszystkim powiedzieć — wypowiedzenie tego na głos sprawiło, że poczuł nieprzyjemny ciężar w klatce piersiowej. Do tej pory odkładał tę rozmowę, ponieważ bał się konsekwencji. Im dłużej jednak trwał w zawieszeniu, tym wyraźniej widział, że nie ma prawa budować czyjejś przyszłości na półprawdach i przemilczeniach. — Jeżeli naprawdę mam takie wątpliwości, nie mogę udawać, że wszystko jest w porządku. Nie zasługuje na życie z kimś, kto sam nie potrafi uczciwie odpowiedzieć sobie na podstawowe pytania — westchnął ciężko, po czym na chwilę odwrócił wzrok. Myśl o narzeczonej wywoływała w nim poczucie winy. Nie dlatego, że była złą partnerką. Właśnie odwrotnie. Była dobrą osobą. Dlatego świadomość, że może ją skrzywdzić, była tak trudna do zniesienia.
Po chwili ponownie spojrzał na Sorayę. — A jeśli chodzi o list, to nie napisałem go po to, żeby coś od ciebie uzyskać — jego głos pozostał spokojny, choć wyraźnie słyszalne było zmęczenie — Nie napisałem go dlatego, że oczekiwałem, iż rzucisz się w moje ramiona. Nie napisałem go dlatego, że chciałem wywrócić twoje życie do góry nogami. Napisałem go dlatego, że uznałem, iż zasługujesz na poznanie prawdy — przez moment milczał, po czym znów wypalił — Przez lata nie powiedziałem ci wielu rzeczy. Nie dlatego, że ich nie czułem, ale dlatego, że zabrakło mi odwagi. Kiedy zobaczyłem cię ponownie, doszedłem do wniosku, że dalsze milczenie byłoby zwyczajnie nieuczciwe. Wobec ciebie. Wobec mnie. Wobec wszystkiego, co kiedyś między nami było — zacisnął lekko szczękę. Nie miał pewności, czy podjął właściwą decyzję. Coraz częściej zastanawiał się, czy nie wyrządził więcej szkody niż pożytku. Mimo to nadal uważał, że prawda była lepsza od kolejnych lat życia w niewiedzy. — Być może byłem egoistą. Być może nie pomyślałem wystarczająco o tym, jak to na ciebie wpłynie. Jeżeli tak było, to naprawdę mi przykro — jego spojrzenie zatrzymało się na niej nieco dłużej.
Dopiero wtedy wrócił myślami do ostatnich słów, które wypowiedziała. Do tego, że zrujnował jej życie. Poczuł nieprzyjemne ukłucie. Nie dlatego, że chciał się bronić. Po prostu te słowa zabolały bardziej, niż się spodziewał. — Ale jest jedna rzecz, z którą chyba nie potrafię się zgodzić — jego głos pozostał cichy — rozumiem, że zrujnowałem ci spokój. Rozumiem, że namieszałem ci w głowie. Rozumiem nawet to, że jesteś na mnie zła, ale kiedy mówisz, że zrujnowałem ci życie... mam wrażenie, że to trochę niesprawiedliwe — nie powiedział tego z pretensją. Bardziej ze smutkiem. Po tych słowach opuścił wzrok. Tym razem zabrzmiało to szczerze i bez żadnych zastrzeżeń. Chciał po prostu odwrócić się na pięcie, wyjść z cmentarza i raz na zawsze dać jej spokój. Tak jak z pewnością tego od niego oczekiwała.

Soraya Cano
31 y/o
For good luck!
170 cm
Pielęgniarka w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
What comes after love?
I wanna know there's something for me after us
I don't think my heart was made to break this much
Tell me there is happy ever after love
Tell me there is happy ever after us
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

- Tu nie chodzi, czy mam rację, bo robisz tak, jak uznasz za stosowne - powiedziała chowając ręce do kieszeni.
Budowanie związku na kłamstwach raczej nie pociągnąłby za długo. Ale to była przyszłość Tuckera i jego narzeczonej, jej nic do tego jak sobie dalej z tym poradzą. W zasadzie to nawet nie powinną tą interesować. Jednak nie potrafiła tak po prostu.
Wysłuchała go, ale nie potrafiła do końca przyjąć jego tłumaczenia. Może i chciał dobrze, ale dla niej brzmiało to jednostronnie. W sumie dobrze było to wiedzieć, ale nic to w zasadzie nie zmieniało, bo przeszłości nie zmienią.
Teraz już wiedziała, że ta wiedza nie była jej potrzebna. Wzbudzała tylko tęsknotę za tym, co mieli, co stracili i nie wróci. Tamte lata zdecydowanie były najlepszymi jakie przeżyła i obawiała się, że raczej przepadły one bezpowrotnie.
Niestety nie poczuła się lepiej przez to, co mu powiedziała i co on mial jej do odpowiedzenia. Miała wrażenie, że wyszła przez to na pamiętliwą. Nadal ciężko jej było na duszy i sercu, jakby w sumie nic się nie zmieniło i nadal tkwiła w miejscu i nie miała pomysłu jak ruszyć dalej. W jakim kierunku się udać, żeby to miało jakiś sens? Westchnęła bezgłośnie chcąc chociaż na chwilę odzyskać równowagę na dalsze momenty tego spotkania.
- Doceniam, że chciałeś dobrze - starała się znów nie dać się ponieść niepotrzebnym emocjom, które raczej im nie pomogą. W końcu była dorosła i w teorii powinna umieć nad sobą panować, a wyszło jak wyszło. - Przepraszam, zagalopowałam się - dodała patrząc na niego, chociaż było to trudne.
Czuła nieprzyjemny uścisk w żołądku widząc jego spojrzenie, zmęczenie. Nie chciała dokładać mu zmartwień, ale życie nie było proste i kolorowe. A mając wspólną przeszłość i to tak do końca nie pozwala jej się od tego uwolnić, po części też nie koniecznie chce. Chociaż powtarzała sobie wielokrotnie, że przecież jej to nie dotyczy.
- Po prostu - urwała szukając właściwego słowa, chociaż w głowie miała pustkę. - To wszystko zbiegło się w złym czasie - westchnęła nie siląc się nawet na uśmiech. Obaj byli zmęczeni, a jednak coś im nie pozwalało o sobie zapomnieć, tak jak powinni. - Ciężko jest się pozbierać po śmierci - przeniosła spojrzenie na grób dziadka, a w jej oczach samoistnie pojawiły się łzy.

Tucker Darby
gall anonim
32 y/o
For good luck!
185 cm
asystent trenera Toronto FC
Awatar użytkownika
Sooner or later, you'll find out. I live in a pattern of breakdowns. You'll bend to my silence, it's so loud and then you'll lose me to the crowd
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji3os
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Tucker nie odpowiedział od razu. Słowa Sorayi zawisły między nimi, mieszając się z ciszą cmentarza i szumem poruszanych wiatrem drzew. Przez dłuższą chwilę stał nieruchomo, nie wiedząc, czy powinien powiedzieć cokolwiek więcej. Miał wrażenie, że każde kolejne zdanie mogłoby tylko pogorszyć sytuację, a przecież i tak zdążył już wystarczająco wiele skomplikować.
Jego spojrzenie zatrzymało się na grobie jej dziadka. Kamienna płyta, kwiaty i świeże znicze mówiły więcej niż słowa. Widać było, że Soraya regularnie tu wracała. To miejsce nie było dla niej jedynie punktem na cmentarzu. Było ostatnim miejscem, w którym mogła czuć bliskość człowieka, którego tak bardzo jej brakowało. Dopiero po chwili spojrzał na nią ponownie. Widok łez zbierających się w jej oczach sprawił, że poczuł nieprzyjemny ucisk w klatce piersiowej. Nagle wszystkie wcześniejsze rozmowy, niedopowiedzenia i wzajemne pretensje wydały mu się mniej istotne. W tej chwili nie widział przed sobą byłej dziewczyny ani kobiety, która przed chwilą wyrzucała mu swoje żale. Widział osobę, która od miesięcy próbowała poradzić sobie ze stratą i która zwyczajnie była już tym wszystkim zmęczona.
Opuścił wzrok i westchnął ciężko. Coraz wyraźniej docierało do niego, że ostatnie dni musiały być dla niej równie trudne jak dla niego. Być może nawet trudniejsze. Wkroczył w jej życie po latach nieobecności, wyciągnął na światło dzienne dawno zabliźnione rany i zmusił ją do mierzenia się z emocjami, o których prawdopodobnie wolałaby zapomnieć. — Rozumiem Cię — powiedział w końcu cicho. Nie próbował się tłumaczyć. Nie szukał usprawiedliwień. Wiedział, że niezależnie od swoich intencji namieszał bardziej, niż powinien. Chciał być szczery, ale szczerość nie zawsze przynosiła ulgę. Czasem zostawiała po sobie jedynie chaos — to wszystko jest bardziej skomplikowane, niż powinno być — przyznał spokojnie — I wiem, że dołożyłem do tego własną cegiełkę — przytaknął głową, a za chwilę zapadła cisza. Tym razem nie była jednak napięta. Bardziej przypominała zmęczenie dwóch ludzi, którzy przez długi czas dźwigali zbyt wiele na własnych barkach.
Tucker jeszcze raz spojrzał na grób jej dziadka. Na jego twarzy pojawił się ledwie dostrzegalny uśmiech, pełen nostalgii. — Odejście nigdy nie jest łatwe — to były jedyne słowa, które przyszły mu do głowy. Bo sam doskonale znał ten rodzaj pustki. Wiedział, że czas nie zabiera tęsknoty. Jedynie uczy człowieka żyć obok niej. Przez chwilę milczał, pozwalając jej zebrać myśli. Nie próbował jej pocieszać na siłę. Nie próbował przekonywać, że wszystko będzie dobrze. Takich obietnic nie dało się składać. — Ale myślę, że pamięć jest najważniejsza — dodał po chwili łagodniej — Dopóki pamiętamy o tych, których kochaliśmy, nigdy tak naprawdę nie odchodzą — jego spojrzenie zatrzymało się na Sorayi — A twój dziadek... jestem pewien, że byłby z ciebie dumny. Widząc wszystko, przez co przeszłaś, i to, że mimo tego nadal idziesz do przodu — Nie powiedział już nic więcej. Po prostu został obok niej. Bez oczekiwań, bez nacisku i bez prób naprawiania rzeczy, których nie dało się naprawić. Czasami sama obecność znaczyła więcej niż wszystkie słowa świata. Nie próbował jej przytulić, chociaż bardzo chciał. Bał się, że takowym gestem może przesadzić.

Soraya Cano
ODPOWIEDZ

Wróć do „St. John's Anglican Church”