Denver spędzał długie wieczory przy biurku, przeglądając swoje notatki. Kiedyś zapisywał w nich głównie techniczne uwagi o tym, jak lekarze unikają odpowiedzialności, ale po rozmowach z Grace zmienił podejście. Teraz kiedy otwierał notes, nie szukał już sensacji ani dowodów na to, że chirurdzy są bezduszni. Zaczął pisać o czymś innym. Zamiast opisywać medyczne procedury, skupiał się na człowieku, który stoi przy stole operacyjnym. W swoich szkicach opisywał moment, kiedy lekarz kończy pracę i zostaje sam ze swoimi myślami. Zauważył, że to, co mówiła Grace o ciężarze porażki, jest o wiele ciekawsze niż jakikolwiek medyczny błąd. Często poprawiał całe akapity, próbując oddać to, jak trudno jest żyć z wiedzą, że nie wszystko da się naprawić. Nie używał już oskarżycielskiego tonu, a zamiast tego, starał się opisać emocje – to, jak lekarze muszą dbać o siebie nawzajem, bo inaczej system ich wykończy.
Coraz częściej łapał się też na tym, że zamiast skupiać się na szukaniu mrocznych aspektów lekarskiego fachu do swojej książki, przyłapywał się na śledzeniu gestów Grace. Jego notes stał się symbolem natręctwa, który robił niego faceta od dziwnych pytań. Z czasem jednak te wymiany zdań w szpitalnych korytarzach przestały mu wystarczać. Zauważył, że kobieta, choć trzymała go na dystans, wcale nie uciekała. Każda kolejna rozmowa, była dla niego sygnałem, że pod maską obojętnego lekarza, kryje się ktoś, kogo chciałby poznać lepiej, na neutralnym gruncie.
Dzień, w którym podjął decyzję był zwyczajny. Stał pod ścianą, obserwując ją przez szybę dyżurki. Wtedy właśnie poczuł, że notes w jego dłoni stał się przeszkodą i zrozumiał, że jeśli chce usłyszeć coś więcej, musi wyjść poza szpital. Potrzebował miejsca, gdzie spokojnie porozmawiają, gdzie być może zmyje z siebie piętno dziwaka, za jakiego go pewnie uważała, a przy okazji potrzebował też kawy, więc warto było połączyć jedno z drugim.
Minęło kilka dni od ich ostatniego spotkania w szpitalu. Denver wiedział, że musi zmienić swoje zachowanie, jeśli chce, żeby Grace przestała traktować go jak natręta. Zaproponował spotkanie w Balzac’s Coffee Roastery. Znał to miejsce i uznał, że będzie tam łatwiej o luźną rozmowę. Przyszedł nieco wcześniej i usiadł przy stoliku w rogu, gdzie miał widok na wejście, a jednocześnie było tam trochę ciszej. Kiedy zobaczył ją wchodzącą do kawiarni, poczuł lekkie zdenerwowanie, ale też radość, a gdy Grace podeszła do stolika, wstał i poprawił koszulę, uśmiechnął się szczerze, chcąc pokazać, że nie ma złych intencji.
– Cieszę się, że przyszłaś – powiedział zwyczajnie, lekko kiwając głową. – Chciałem, żebyśmy pogadali bez tego całego szpitalnego zgiełku nad głową. To miejsce jest dużo lepsze na rozmowę.
Grace LeBlanc