ODPOWIEDZ
32 y/o
For good luck!
166 cm
patolog sądowy Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Even if everyone turns a blind eye, I'm fine
Even if it's a little far, I still climb
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

-Sally, ja nawet nie lubię hokeja.
Tak brzmiała odpowiedź Olivii, kiedy została poproszona o dotrzymanie towarzystwa podczas otwartego treningu jednej z hokejowych drużyn. Ile ich właściwie było? Jedna na całe miasto? Jedna na rejon? Czy to były jakieś szkolne, czy bardziej profesjonalne zespoły? Miała o tym takie pojęcie, jak na temat pielęgnacji roślin, gdzie każda, którą posiadała, umierała. To wyjaśniało wiele.
Nie pozostawiono jej jednak wielkiego wyboru. Koleżanka miała na tyle dobrze rozwiniętą perswazję, że udało jej się przekonać zapracowana patolożkę, kusząc ją wyśmienitą i drogą czekoladą. Miała do niej słabość i nie podobało jej się, iż niektórzy tak jawnie to wykorzystywali. Jeśli jednak za opakowanie lub dwa miała wysiedzieć kilka godzin na lodowisku, była skora do poświęceń. Tym bardziej, że zdawała sobie sprawę po co Sally w ogóle się tam wybierała. Upatrzyła sobie jednego ze sportowców i planowała mu zaimponować, przy okazji pokazując zainteresowanie.
Kiedy ostatnio i ona stosowała takie praktyki? Po Victorze nie związała się z nikim, chociażby na krótko, ale czuła, że było za wcześnie. Zaledwie kilka miesięcy minęło odkąd odkryła, jakim był dupkiem i zakłamaną szuja. Wolała na chwilę obecną zostawić romansowanie komuś innemu, skupiając się na pracy. Dość złamanego serca. Potrzebowała odpoczynku, bo jej życie było dostatecznym rollercoasterem.
Przeklinając w duchu, że dała się wyciągnąć, spięła włosy, przeglądając się w lustrze. Nie, nie miała zamiaru się stroić, bo nie było mowy, by za namową koleżanki dała się wepchnąć w ramiona jakiegoś mięśniaka, prężącego się na lodzie pod wpływem kobiecych spojrzeń. Ten kiepski romans nie był jej. Zadowolona z ostatecznego, zupełnie nie przesadzonego efektu, wyszła z mieszkania, przelotnie zerkając, czy na wycieraczce nie leży koperta. Z ulgą przyjęła, że nie było tam niczego.
Ciesząc się z własnej przezorności w postaci zabranego swetra, usiadła na ławce chłodnego lodowiska. Oczywiście, że przypadło im miejsce w pierwszym rzędzie, niczego innego nie spodziewała się po zalotnej blondynce, z którą przyszła.
Powiodła spojrzeniem po śliskiej tafli, na której znajdowali się zawodnicy. Skakała z sylwetki jednego do drugiego i odniosła wrażenie, że wszyscy wyglądali tak samo. Wierne kopie sportowych standardów, gdzie poza mięśniami i talentem liczył się również wygląd. Byli przystojni, nie odmówiła im tego, ale i młodzi. Ile mogli mieć lat? Skomplikowane pytanie, na które nie umiała odpowiedzieć, mając poważne problemy z ocenianiem wieku. Ktoś mógł wyglądać na dwadzieścia, a mieć dwa razy więcej. I odwrotnie.
Obserwowała ich poczynania, kiedy grali. nie dostrzegała w tym sporcie niczego fascynującego, ale był urzekający, hipnotyzując ją. Uśmiechnęła się, lekko kręcąc głową, kiedy obok bandy przejechał ciemnowłosy hokeista, puszczając jej oczko. Jeśli to działało na na kobiety, nic dziwnego, że mieli takie branie.
-Zaraz wracasz - powiedziała do Sally, która była na tyle zafascynowana swoim obiektem, że nie zauważyłaby zniknięcia patolożki.
Oby jej wyczyny nie poszły na marne.
Kierując się w stronę łazienki, nie zwróciła szczególnej uwagi na dwóch czy to zawodników, czy innych dryblasów stojących nieopodal szatni, póki ci nie postanowili się odezwać.
-Hej, lala. Zgubiłaś się? - rzucił jeden.
-Chętnie wskażemy ci drogę - wtórował mu drugi.
Starając się ich zignorować, bez słowa minęła młodych mężczyzn, co najwidoczniej spodobało im się tyle, co odchody psa na podeszwie buta. Jeden z nich zagrodził jej drogę, nie odpuszczając.
-Te najbardziej niedostępne są najlepsze, co Bard? - skomentował ten przed nią.
-Zdecydowanie - odpowiedział mu głos, tuż za plecami Liv.
Czy to był jakiś kiepski żart?

Dallas Jensen
27 y/o
For good luck!
188 cm
hokeista w Maple Leafs
Awatar użytkownika
and this line ties me to this place
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie chciało mu się. Miał mieć tydzień przerwy od wszystkiego, co było związane z hokejem. Reset, że tak można powiedzieć. Należyty odpoczynek po męczącym, ostatnim sezonie hokejowym, zanim znowu wrócą do intensywnych treningów. Tylko że jego stary znajomy poprosił, czy nie uczestniczyłby w otwartym treningu Toronto Marlies, drugoligowego zespołu, w którym sam kiedyś grał, zanim udało mu się dostać do pierwszoligowego Toronto Maple Leafs. Z nostalgii, a może po prostu z braku laku, stwierdził, że jednak się tam zjawi i pomoże chłystkom, którzy aspirowali do tego, by kiedyś dostać taką samą szansę jak on.

Ostatnie dwie godziny spędził na jeżdżeniu po lodzie, wykonywaniu różnych manewrów i upewnianiu się, że jego dzisiejsi podopieczni, chociaż od wielu lat byli już pełnoletni, wykonują dokładnie to, o co ich prosił. Dzisiaj sala była otwarta, więc publika mogła po prostu przyjść i ich poobserwować. Miał tylko nadzieję, że nie zostanie przez nikogo rozpoznany, chociaż jego tatuaże nie należały do najbardziej dyskretnych rzeczy, jakie można było znaleźć na tym lodowisku. Raz po raz uśmiechał się tylko do kobiet machających z ławek, robił swój standardowy salut w ich kierunku, po czym z powrotem skupiał się na jeździe, żeby przypadkiem nie wywinąć koziołka i nie zbłaźnić się przed bandą ludzi, którzy pewnie i tak tylko czekali, aż zawodowy hokeista zaliczy spektakularny pocałunek z lodem. Postanowił rzucić całemu zespołowi kilka gorących słów na koniec i zakończył trening. Gracze powoli zaczęli schodzić z lodowiska, chociaż kilku zostało jeszcze dłużej, żeby poćwiczyć ruchy, które im pokazał. Dallas zdecydował się zjechać z lodu, rzucił kij na bok i powoli, wciąż na łyżwach, ruszył w kierunku szatni. Swoją drogą, można by to porównać do czegoś w rodzaju chodzenia na obcasach, ale po tylu latach przywykł i było to dla niego niczym chleb powszedni.

Wtedy zauważył z oddali dwóch kolesi z treningu, którzy zaczepiali drobną kobietę. Przewrócił tylko oczami i wypuścił ciche przekleństwo pod nosem. Za dużo, kurwa, testosteronu miały łajzy we krwi. Podszedł do nich szybszym krokiem, stanął obok dziewczyny, zarzucił ramię na jej ramiona i przyciągnął ją do siebie. - Może następnym razem okażcie trochę szacunku nie tylko mojej kobiecie, ale ogólnie zachowujcie się tak, jak przystało, hm? - uniósł brew. - Dallas? To t-twoja dziewczyna? - wystękał jeden dryblas, który nagle w oczach Jensena stał się cholernie malutki. Dallas tylko prychnął pod nosem, uśmiechając się krzywo, zanim zerknął w dół na dziewczynę przy swoim boku. - No tak. A teraz proszę mi ją ładnie przeprosić i spływać stąd - rzucił, samym spojrzeniem nakierowując ich na nią, żeby do tych ich pustych półgłówków dotarło, że jednak mają coś do zrobienia. Obaj spojrzeli na dziewczyne... po czym wymamrotali pod nosem, - Tak… ppp-pprzepraszamy. - I zwiali, gdzie pieprz rośnie. Jensen odsunął się od kobiety, unosząc ręce do góry w ramach kapitulacji, jakby chciał od razu udowodnić, że nie zamierzał jej tym nagłym 'moja kobieta' wcisnąć w żaden związkowy kontrakt. - Wybacz - uśmiechnął się do niej delikatnie. - Testosteron najwyraźniej zabrał im resztki szarych komórek. - Pokręcił głową, zerkając jeszcze w stronę, w którą uciekli. - Upewnię się, że ich trener o tym usłyszy. I że odpowiednio im za to podziękuje -dodał, po czym podszedł do ściany obok łazienki i oparł się o nią plecami. - Mam poczekać i odprowadzić cię z powrotem tam, skąd przyszłaś?

to chyba nie fanka
32 y/o
For good luck!
166 cm
patolog sądowy Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Even if everyone turns a blind eye, I'm fine
Even if it's a little far, I still climb
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Powoli miała dość traktowania jej jak słabego stworzenia, które można było na każdym kroku zaczepiać. Dość też miała chłopaków, którzy myśleli, że podobne zaczepki i dość mało oryginalne, chamskie teksty, działały na płeć piękną oraz sprawią, że niewiasta ochoczo rozłoży przed nimi nogi. Jak można było traktować ich poważnie, skoro prezentowali sobą tak marny poziom, zbliżony do płytki chodnikowej? Może to faktycznie był już czas, żeby zapisać się na zajęcia z samoobrony, o których coraz częściej myślała, głównie za sprawą podobnych sytuacji. Nie chciała być bierna i liczyć, że ktoś łaskawie przyjdzie i jej pomoże. Uczyła się niezależności i pomimo niskiego wzrostu nie chciała polegać na osobach trzecich nawet, jeśli wiązało się to z pewnego rodzaju wyzwaniem, biorąc pod uwagę gabaryty przykładowych osiłków. Ciekawe, czy gdyby wymierzyła im siarczystego kopniaka w miejsca strategiczne, daliby jej spokój. Kuszące i o ile mogłoby jej się udać uwolnić od jednego, tak nie było mowy, żeby drugi poległ w taki sam sposób.
Westchnęła, analizując sytuację. Teksty na nich nie podziałają, grzeczna prośba by dali jej spokój również. Przemoc, jak najbardziej, ale nie w jej wykonaniu, bo umówmy się, daleko jej było do mistrza karate, nie mówiąc już o jakimś boksie.
Wzdrygnęła się, czując na ramieniu czyjąś rękę, a później delikatne objęcie. W pierwszej chwili pomyślała, że chłopak stojący za nią postanowił przypuścić atak, wpychając się dobitnie w jej przestrzeń osobistą. Obrzydliwe, tyle mogła o tym powiedzieć. Gdy jednak usłyszała głos dotarło do niej, że pojawił się ktoś jeszcze. Wewnętrznie zaczęła protestować i już otworzyła usta, by skomentować zajście, kiedy jej, jak się okazało, obrońca wparował pierwszy, stawiając wszystkich w sytuacji trochę niezręcznej.
Uśmiechnęła się pod nosem; kolejny, który myślał, że wszystkie kobiety były jego zdobyczą. Ale czy nie w podobny sposób jeszcze niedawno nie zwerbowała Jude, by pomógł jej z nachalnym jegomościem?
Szybko wywnioskowała, że wysoki mężczyzna, który stanął obok niej jest kimś, kto miał autorytet, przynajmniej wśród graczy hokeja. jak to u nich działało? niczym mafia, gdzie każdy miał przypisaną rolę?

Za dużo seriali.
-Następnym razem chłopcy musicie lepiej wybierać ofiary. Chociaż na waszym miejscu całkiem bym się przed tym powstrzymała, bo jak traficie na żonę mafioza, skończy się więcej, niż na zdeptanym ego - uśmiechnęła się do nich, chwilowo napawając się widokiem zmieszanych graczy. Była pewna, że nie takiego zakończenia się spodziewali w chwili, gdy w ich głowach pojawił się pomysł zastąpienia jej drogi. Plus dla niej. I dla wybawcy.
Rad, że mężczyzna się odsunął, mogła teraz spojrzeć na jego twarz.
-To ty - uniosła lekko brwi. Rozpoznała w nim jednego z hokeistów, którzy śmigali po lodzie zaledwie kilka minut wcześniej. - Niezłych masz kolegów - zauważyła, zakładając z góry, że musieli się znać. Po pierwsze, grali razem, a po drugie zwrócili się po imieniu do hokeisty. Skąd miała wiedzieć, że grał w drużynie innej, niż szkolna? Była słaba w ocenianiu wieku i dodatkowo nie znała się na sporcie.
-Dziękuję za pomoc. Nigdy nie zrozumiem czemu niektórzy myślą, że takie zaczepki ujdą im na sucho. To nie bardzo robi wrażenie na kobietach - stwierdziła. Pewnie znalazłyby się takie, których samoocena była wyniszczona przez doświadczenie i podobne zainteresowanie by im zaimponowało, niemniej Liv daleko było do tego poziomu. - Myślisz, że to coś da? Oboje wiemy, że sportowcom wszystko się upiecze. Czy to w szkole, czy wyżej - lekko wzruszyła ramionami. Chodziła do liceum, była też na studiach. Pamiętała z jaką nabożną czcią traktowano poszczególne drużyny sportowe, tym bardziej, jeśli przynosiły chwałę placówce edukacyjnej.
-A nie powinieneś teraz rozdawać autografów swoim fankom? - rzuciła do niego zaczepnie. Wcześniej nie uszło jej uwadze, jak wiele dziewcząt na trybunach wodziło wzrokiem za graczami wśród których był i on.

Dallas Jensen
ODPOWIEDZ

Wróć do „Scotiabank Pond”