ODPOWIEDZ
27 y/o
For good luck!
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
zostanę tylko w obietnicach, w myślach, niedopalonych papierosach - na nich moja szminka
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

001.
Obrazek
Przyszła do pracy jak zwykle - trochę spóźniona, ale nie na tyle, żeby wywołać komentarze. Szefowa jedynie spojrzała na nią znad lady, poinformowała, że na zapleczu czeka nowa dostawa i wróciła do swoich zajęć. Faktycznie, w pomieszczeniu obok leżało kilka worków z ubraniami, które miały trafić na sklep. Coven zaczęła je rozpakowywać metodycznie, choć jej metoda była znana tylko jej samej. Część rzeczy od razu trafiała na wieszaki, część do naprawy, a część odkładała na bok z myślą, że wyjaśni to później, co w jej przypadku oznaczało, że albo wróci do tego za godzinę. Albo nigdy.
Nawet nie zauważyła, kiedy czas tak zleciał i sklep zaczął się zapełniać klientami. Wtedy musiała wyłonić się zza zaplecza i zająć obsługą. Zwykle nie narzucała się, ale też nie unikała kontaktu. Właściwie chętnie lgnęła do ludzi i robiłaby to ciągle, gdyby nie upomnienia pani Wilson, która nie lubiła, gdy Bremers za za bardzo spoufalała się z klientami. Dlatego pomagała, jeśli ktoś potrzebował pomocy. A jeśli ktoś wyglądał na zagubionego, podsuwała kilka rzeczy bez zbędnych pytań. Czasami dodawała tylko, że coś może do czegoś pasować i zostawiała decyzję drugiej osobie. Ku jej własnemu zaskoczeniu, jej sugestie często trafiały w punkt! W międzyczasie wracała na zaplecze, żeby kontynuować rozpakowywanie dostawy. Praca była powtarzalna, ale Coven nie miała z tym problemu - lubiła rzeczy, które nie wymagały zbyt wielu decyzji naraz. Dawało jej to poczucie, że przynajmniej niczego nie spierdoli. Szefowa tylko sporadycznie przechodziła obok i sprawdzała, co robi, ale rzadko wtrącała się w jej sposób działnia. Doświadczenie nauczyło ją, że poprawianie Bremers zwykle kończy się tym, że sklep wygląda gorzej, a dochód spada.
W przerwie Coven wyciągnęła telefon i wcisnęła się w róg sklepu, żeby przejrzeć cotygodniowe nowości muzyczne na Spotify. Kawałki, które wpadały jej w ucho, zaznaczała jako ulubione, a jak będzie mieć więcej czasu, powrzuca je do odpowiednich playlist. Podniosła wzrok znad ekranu akurat kiedy przy wieszaku z koszulami kręciła się młoda kobieta, którą skądś kojarzyła, ale nie miała pojęcia skąd. Może właśnie stąd? Second hand cieszył się popularnością i miał tutaj stałych bywalców. Równie dobrze mogła kojarzyć ją zewsząd indziej, ale no zabijcie ją, Bremers nie potrafiła sobie przypomnieć.
Dzień dobry! — rzuciła, podrywając się z niskiego stołka, najwyraźniej uznając, że klienta potrzebuje pomocy. — Szukasz czegoś konkretnego? — zagadnęła, zaczesując palcami włosy, które za nic w świecie nie chciały dzisiaj współpracować. No trudno, najwyżej będzie wyglądać jak debil. W sumie to żadna nowość. — Interesuje cię jakiś konkretny wzór albo kolor? Na końcu jest świeżutki towar z porannej dostawy. Te kraciaste wyglądają naprawdę fajnie — podrzuciła z uśmiechu, chcąc podeprzeć się nonszalancko o sąsiadujący wieszak z topami. Oczywiście zrobiła to z tak dużą pewnością siebie, że nie trafiła i zachwiała się żałośnie, z ledwością utrzymując równowagę. Nie dała jednak niczego po sobie poznać i wyprostowała się błyskawicznie, udając, że tak ma właśnie być i że to coś, co wyglądało jak paraliż mózgowy, było totalnie zamierzone.

Bonnie Miller
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
For good luck!
163 cm
malarka / baristka The Big Guy's Little Coffee Shop
Awatar użytkownika
don't let me think I'm enough then disappear when the wine runs out
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dni wolne od pracy nie przytrafiały się Bonnie często. Odzwyczaiła się od nich do tego stopnia, że gdy w końcu jakiś nadchodził, to zupełnie nie wiedziała co ze sobą zrobić. Szef doznał chyba jakiegoś nagłego olśnienia - dotarło do niego, że zbyt długo harowała dzień w dzień i przydałaby jej się może chwila oddechu. Miller wprawdzie była pracowita, ale nie sądziła, że kiedykolwiek będzie trzeba ją zmuszać do skorzystania z urlopu. W ostatnim czasie przywykła do tego, że każdy jej dzień wyglądał tak samo - od rana kawiarnia, wieczorami malowanie. Rutyna, która powinna ją męczyć i doprowadzać do szaleństwa, o dziwo zaczęła przynosić jej spokój. Coraz rzadziej widywała się z bliskimi, o randkowaniu już nie wspominając. To drugie akurat martwiło ją znacznie mniej, biorąc nawet pod uwagę to, że na ślub siostry musiała się wybrać w pojedynkę. Wbrew temu co na początku sobie myślała, jakoś to „upokorzenie” przeżyła.
Trzydziestoletnia Bonnie Miller zaczynała dojrzewać. Lepiej późno niż później.
Wiedziała, że jeśli nie obudzi się z samego rana i nie wyjdzie z domu jeszcze przed południem, to utknie w nim na cały dzień - albo gnijąc bezsensownie w łóżku albo pracując nad obrazem. Choć zdążyła zaakceptować nudę rutynę i ciężką harówkę, to nie mogła pozwalać sobie na takie depresyjne dni! Zaraz po porannym ogarnięciu się do względnie zadowalającego stanu, opuściła mieszkanie bez żadnego konkretnego planu. Będąc prawie całkowicie bez kasy, nie miała zbyt wielu możliwości jeśli chodzi o rozrywkę. Przez chwilę zastanawiała się nad pójściem do kina - może Lucas zdołałby ogarnąć jej darmowy bilet albo chociaż jakąś pracowniczą zniżkę? Całkiem niezła opcja.
Nogi jednak zaprowadziły ją w inne miejsce (chociaż w sumie to bardziej koła, bo oczywiście wskoczyła na rower). Wylądowała w swoim ulubionym lumpeksie. Do tej pory zwiedziła już chyba wszystkie w całym Toronto, ale ten się wyróżniał. Zawsze udawało jej się tam wyszperać coś fajnego, mieli uczciwe ceny i w dodatku miłą obsługę. Tak, miła obsługa. W szczególności ta jedna dziewczyna, która - nie ma się co czarować - zapadła jej w pamięć. Miller była jednak beznadziejnym przypadkiem, pozbawionym uroku i umiejętności flirtowania - zwłaszcza z kobietami. Chociaż miała kilka dobrych ku temu okazji, to nigdy nie próbowała jej nawet zagadać, nie wspominając już o podrywaniu. Przyjęła więc dobrze sobie znaną i niezwykle prostą taktykę podziwiania z daleka, wiedząc doskonale, że to prowadzi absolutnie donikąd.
Po wejściu do środka, od razu rozejrzała się po wnętrzu. Nie zauważając brunetki, która stała gdzieś ukryta w kącie, przeszła szybko do przeglądania ciuchów. W ten dzień tygodnia zwykle mieli dostawy - Bonnie o tym pamiętała i najwyraźniej nie tylko ona, bo przez sklep przewijało się naprawdę sporo osób. Miała nadzieję, że uda jej się znaleźć chociaż jedną rzecz, która poprawiłaby jej nastrój. Była w stanie poświęcić kilka dolców na ten szczytny cel.
Odwróciła się natychmiast, słysząc powitanie.
Dzień dobry, hej! — odpowiedziała, chyba trochę bardziej entuzjastycznie niż zamierzała, gdy tylko zobaczyła do kogo należał ten głos.
W sumie to nie-… — urwała nagle, gdy dziewczyna znów się odezwała, po czym odruchowo zerknęła na koniec wieszaka i skinęła głową, w ogóle nie zauważając tego jak zabawnie się zachwiała.
Uwielbiam kraciaste flanele. Przypominają mi nastoletnie czasyJezu… Bonnie nie była szczególnie religijna, ale to nie przeszkadzało jej w przywoływaniu w myślach imienia Chrystusa, za każdym razem, gdy z jej ust padało takie wyznanie albo inna głupota. Powiedziała to w taki sposób i z tak przesadnym sentymentem, jakby wcale nie miała trzydziestu lat, ale co najmniej sześćdziesiąt — Znaczy, no… tak się kiedyś ubierałam, ale nadal mam do nich słabość, mimo że są niemodneI pewnie nigdy nie były - dokończyła znów w myślach i posłała brunetce blady uśmiech albo coś co miało go przypominać.
Przez moment miała wrażenie, że czuje na sobie czyjeś spojrzenie. Przeniosła wzrok w stronę kas i dostrzegła wychylającą się z zaplecza kobietę, która przyglądała się im dość intensywnie.
Słuchaj, masz pewnie masę innych obowiązków, więc jakby co, to nie musisz tracić na mnie czasu, poradzę sobie — zapewniła, już nieco bardziej rozluźniona i z pogodniejszym wyrazem twarzy — Sprawdzę szybko co macie nowego i znikam.


coven bremers
do you feel bonita?
jak masz zamiar uciekać bez słowa, to lepiej w ogóle nie podchodź
27 y/o
For good luck!
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
zostanę tylko w obietnicach, w myślach, niedopalonych papierosach - na nich moja szminka
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kojarzyła tę dziewczynę - bywała w sklepie dość często i w sumie można ją było uznać za stałą klientkę. Coven dałaby jej jakiś rabat, gdyby w lumpeksach tak to działało. Pani Wilson nie była jednak największą zwolenniczką upustów. Uważała, że i tak mają bardzo tanio, a w wybrane dni można trafić na naprawdę dobre promocje. Na przykład w środy obowiązywała oferta dwóch rzeczy w cenie jednej, a w czwartki wybrane wybrane ubrania kosztowały po pięć dolarów za sztukę. Nawet Bremers, która nie była żadnym matematycznym mózgiem, wydawało się ro całkiem uczciwym układem! Co z tego, że za niektóre przecenione ciuchy nie dałaby złamanego centa, ale zawsze znalazły się jakieś bezguścia.
Ale dziewczyna stojąca między wieszakami zdecydowanie do takich nie należała i Coven nawet nie próbowała wciskać jej byle czego. Jej styl był na pewno… jakiś. Nie należał do kategorii tych wyzywających ani takich, które zapamiętuje się na miesiąc, ale umiała się ubrać. W każdym razie nic się ze sobą nie gryzło, a to już przecież połowa sukcesu!
Bzdura! Flanele zawsze są w modzie. Zwłaszcza te w kratę — pokiwała głową w przekonaniu, że doskonale wie, o czym mówi. — Na przykład len. Albo jeans. Chociaż jeans, to chyba bawełna? Musiałabym sprawdzić na metkach. Nawet sztruks ostatnio wraca do łask — dodała, przypominając sobie, jak jedna kobieta po pięćdziesiątce, która była opatulona samymi drogimi markami, wparowała do sklepu i wykupiła wszystkie sztruksowe spodnie.
Na stwierdzenie, że miała pewnie dużo roboty, Coven machnęła tylko ręką.
Szefowa powtarza, że rozmowy z klientami też należą do moich obowiązków. O ile nie spoufalam się z nimi za bardzo, cokolwiek to znaczy — wzruszyła lekko ramionami. Nie do końca rozumiała, co pani Wilson ma na myśli. Nie chciała, żeby Bremers była z nimi zbyt blisko? A co ona myślała, że zacznie obściskiwać się na zapleczu albo w przymierzalni? To znaczy, mogłaby, ale lubiła tę pracę i nie chciała wylecieć na zbity pysk. W sumie nie miała pojęcia, co innego mogłaby robić w życiu. Na niczym się nie znała i w niczym nie była dobra. A tutaj przynajmniej sprawdzała się na swoim stanowisku. Segregacja ubrań była całkiem łatwa, a klienci ją lubili.
I Coven nagle zapragnęła, żeby dziewczyna również ją polubiła.
No dobra, to czego szukasz? Każdy przychodzi tu z jakimś założeniem, a potem przy okazji wpada mu w ręce tysiąc innych rzeczy. Beże, khaki i błękity to zdecydowanie twoje kolory — stwierdziła, omiatając ją wzrokiem od góry w dół. — Nie zrozum mnie źle, na pewno we wszystkim wyglądać perfekcyjnie, ale beż pasuje ci do oczu, khaki podbija ich kolor, a błękit daje fajny, chłodny kontrast — wyjaśniła, zawsze sugerując się paletami w swojej głowie. Wiadomo, że biel, szarość i czerń zawsze działały, ale Bremers zawsze starała się wyciągnąć z tego coś więcej. Ojciec twierdził, że wygaduje jakieś głupoty, ale kiedy powiedziała mu, że dobrze mu w czerwieni i granacie, to dziwnym trafem w jego szafie pojawiły się t-shirty i koszulki polo właśnie w takich odcieniach.
Przestąpiła z nogi na nogę i znów spojrzała na nieznajomą, która wcale nie była taka nieznajoma, bo przecież widywały się tutaj wcześniej. Przynajmniej Coven miała nadzieję, że nie pomyliła jej z kimś innym, jak to miała w zwyczaju. Tym lepiej, że nie znała jej imienia, bo na pewno przekręciłaby je już na starcie!

Bonnie Miller
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
For good luck!
163 cm
malarka / baristka The Big Guy's Little Coffee Shop
Awatar użytkownika
don't let me think I'm enough then disappear when the wine runs out
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdyby ją zapytano, to pewnie nie potrafiłaby jednym prostym słowem opisać swojego stylu. Właściwie to nie wiedziała czy w ogóle jakiś ma. Na co dzień zależało jej znacznie bardziej na wygodzie, niż na tym, by wyróżnić się z tłumu. Nie przykładała też za dużo wagi do tego, czy coś co nosiła było na czasie. Po pierwsze - w ogóle jej to nigdy nie interesowało. Nie była jedną z tych kobiet, które przeglądały modowe pismaki albo śledziły nowinki w internecie, by wiedzieć jak się ubrać. Po drugie - trendy zbyt szybko przemijały. Pogoń za nimi, Bonnie uważała za bezsensowną, bo przecież jednego dnia coś mogło być na topie, a kolejnego odchodziło już do lamusa. Co za absurd!
Istnieje też oczywiście możliwość, że była na to wszystko po prostu… za biedna. Cóż, bycie totalnie spłukanym potrafi mocno wpłynąć na życiowe priorytety. Dla Millerówny, pozostanie modowym guru było na samym końcu tej listy.
Bywało też jednak, że mimo tych przekonań, lubiła ładnie wyglądać. Lubiła wystroić się, gdy była ku temu okazja - w końcu nie na każdą okoliczność można było pojawić się w stylówce a la Adam Sandler! O dziwo, wszystkie jej stylizacje jakoś zawsze ze sobą współgrały - nawet z typowym dla niej podejściem „nakładam na siebie to, co się nawinie”.
To zapewne znaczy tyle, że możesz pomóc mi w wyborze koszuli, ale pewnie nie powinnaś podawać mi swojego numeru — rzuciła pierwsze wyjaśnienie jakie przyszło jej do głowy, zanim w ogóle zdążyła je dobrze przemyśleć. Mimo wszystko, miała jednak cichą nadzieję, że dziewczyna ma totalnie gdzieś to, co na ten temat myślała jej szefowa.
Nie szukam niczego konkretnego. Przyszłam sprawdzić nowości i tylko jeśli coś mnie totalnie powali na kolana, to to kupię — oznajmiła zdecydowanie i kiwnęła kilka razy głową, jakby to siebie przede wszystkim próbowała do tego przekonać. Do zakupów należało podchodzić z rozsądkiem! — No wiesz, bycie odpowiedzialnym dorosłym i te sprawy — wywróciła oczami i zaraz uśmiechnęła się do niej szeroko.
Tak naprawdę w kwestii finansów nie była aż tak nierozważna, jak się mogła czasem przedstawiać. Za każdym razem, zanim zdecydowała się na jakiś zakup - niezależnie od ceny - zastanawiała się nad nim po kilka razy. Potrafiła się kontrolować. Musiała, bo inaczej przez resztę miesiąca żarłaby gruz.
Uniosła lekko brwi, widząc jak urocza nieznajoma mierzy ją wzrokiem od stóp do głów.
Nie spodziewałam się tego, że przy okazji załapię się na ekspresową analizę kolorystyczną! Miłe zaskoczenie… ale nie pobierasz za to dodatkowej opłaty, co? — zaśmiała się krótko, będąc wyraźnie pod wrażeniem wiedzy, czy może bardziej - zmysłu estetycznego dziewczyny. Zdecydowanie się tam marnowała!
Tak w ogóle, jestem Bonnie — przedstawiła się nagle, zerkając znów zapobiegawczo w stronę kas i zaraz odezwała się znów, tym razem już nieco ściszonym głosem — Ale może darujmy sobie uścisk dłoni, bo twoja szefowa nadal nam się przygląda. Sądzę, że kontakt fizyczny na pewno uzna za zbytnie spoufalanie się.


coven bremers
do you feel bonita?
jak masz zamiar uciekać bez słowa, to lepiej w ogóle nie podchodź
27 y/o
For good luck!
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
zostanę tylko w obietnicach, w myślach, niedopalonych papierosach - na nich moja szminka
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wychodziła z założenia, że żeby ubierać się modnie, wcale nie trzeba wydawać fortuny. Najlepszym dowodem była ona sama. Większość rzeczy, które nosiła, pochodziła z lumpeksów, a mimo to potrafiła wyglądać tak, jakby kompletowała garderobę w drogich butikach. Zresztą, czy sprawiała wrażenie osoby, którą stać na markowe fatałaszki? Raczej nie. Nigdy nie należała do tych dziewczyn, które dostawały wszystko nowe i idealnie dopasowane. Przywykła do tego już w dzieciństwie. Przez lata chodziła w ubraniach odziedziczonych po starszym bracie. Rękawy były za długie, spodnie zbyt szerokie, a bluzy wisiały na niej jak na wieszaku. Później los zakpił z niej jeszcze bardziej, bo młodszy brat przerósł ją o dobre dwie głowy i część jego rzeczy również trafiała do jej szafy. Można więc powiedzieć, że przez większą część życia nosiła ubrania po kimś.
Być może właśnie dlatego Coven nauczyła się patrzeć na ciuchy inaczej niż większość ludzi. Nie interesowały jej metki ani ceny. Liczył się fason, kolor, materiał i odrobina wyobraźni. Potrafiła znaleźć wśród sterty niepozornych ubrań prawdziwe perełki, a potem zestawić je tak, że nikt nie zgadłby ich pochodzenia. Dla niej moda nie miała nic wspólnego z zasobnością portfela. Za to prawdziwą sztuką było dostrzegania potencjału tam, gdzie inni widzieli tylko używane rzeczy!
Nie chcesz mojego numeru? — wypaliła głupio, w ogóle nie wyłapując aluzji, że dziewczyna po prostu dbała o to, żeby pani Wilson nie wywaliła jej na zbity pysk. — Och — minęła chwila, zanim w końcu załapała, o co chodzi. — Czyli chciałabyś mój numer, ale nie weźmiesz go tylko ze względu na moją szefową? — spojrzała w prawo, gdzie zwykle kręciła się kobieta w wieku zbliżonym do jej ojca. Stała między wieszakami, pewnie sprawdzając czy Bremers dobrze wywiesiła metki z cenami. Kręciła przy tym głową, a to z kolei oznaczało, że chyba jednak coś pomieszała.
Wróciła wzrokiem do flanelowych koszul. Miała jednak nadzieję, że znajdzie się wśród nich coś, co powali klientkę na kolana. Może nie dosłownie, bo wtedy trudno byłoby ją wyturlać ze sklepu i pani Wilson miałaby kolejny powód, żeby się czegoś przyczepić, ale byłoby fajnie, gdyby dziewczyna znalazła dla siebie coś odpowiedniego.
Odpowiedzialni dorośli też czasem mogą zaszaleć. Poza tym, no sama tylko spójrz! Za trzydzieści dolców ubierzesz się u nas od stóp do głów — w tym miejscu wykonała zamaszysty gest ręką, zachwalając dostępny towar. Szczególności ten z nowej dostawy! Złapała za beżową koszulę w delikatną, szarą kratę i dostawiła ją do nieznajomej. — Przymierz tę. Obiecuję, że nie wezmę za to żadnych ekstra opłat — zachęciła z uśmiechem. W końcu mówiła, że beże są wśród jej kolorów! W takich momentach czuła się trochę, jak Garrick Ollivander, który pomaga wybrać nowym uczniom Hogwartu pierwsze różdżki.
Nieznajoma nagle przestała być totalną nieznajomą, bo właśnie zdradziła swoje imię. I chociaż na co dzień Bremers miała problem z ich zapamiętywaniem, to imię Bonnie wryła sobie w mózg tak mocno, że na pewno nie pozbędzie się go tak łatwo.
Coven — przedstawiła się i w pierwszych odruchu chciała podać jej rękę, jednak szybko ją cofnęła. Chyba faktycznie nie powinna robić takich rzeczy w zasięgu wzroku pani Wilson. — Już u nas bywałaś, prawda? — przyjrzała jej się uważnie, licząc na to, że nie wyjdzie na skończoną kretynkę i nie pomyliła jej z kimś innym.

Bonnie Miller
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „Public Butter Vintage”