ODPOWIEDZ
36 y/o
For good luck!
179 cm
psychoterapeuta online i we własnym gabinecie
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3.os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przełom maja i czerwca dla Matthew oznaczał ni mniej ni więcej, jak rozpoczęcie sezonu wycieczkowego. Podczas szarych miesięcy od października do kwietnia skupiał się na zimowej hibernacji w warunkach ekosystemu miejskiego. Wystarczyło jednak trochę słońca i wiosennego ciepła, żeby obudziła się w nim bestia nastawiona na szeroko pojętą eksplorację. Nigdy nie był fanem dalekich podróży i zwiedzania świata, ale nie przeszkadzało mu to w odkrywaniu tego, co do zaoferowania miało Toronto i cały stan Ontario.
A od kiedy w jego życiu pojawiła się Wendy, miał dodatkowe powody do odkrywania coraz to ciekawszych atrakcji! Co prawda sam najprawdopodobniej na weekendową wycieczkę wybrałby się rowerem i nocował w namiocie tam, gdzie akurat powiodłyby go dwa kółka, ale w obecności damy ledwo radzącej sobie z rowerem postanowił zaopatrzyć się w czterokołową, terenową karocę z rozkładanym dachowym namiotem, aby stworzyć jak najbardziej komfortowe warunki w niekomfortowym otoczeniu.
Oprócz krótkiego komunikatu: ja, ty, weekend, namiot, ubierz się wygodnie, nie uraczył Wendy żadnymi innymi wyjaśnieniami. To miała być niespodzianka! Dlaczego? Bo tak sobie postanowił. Matthew lubił niespodzianki. I lubił to, jak Wendy się ekscytowała. A zdążył ją poznać na tyle, że wiedział, że będzie się ekscytowała. Toteż esencję ekscytacji pozostawił na moment odkrycia niespodzianki. Logiczne.
Nie dał się podejść żadnymi sztuczkami. Niespodzianka miała być niespodzianką. Dlatego po odebraniu Gardner w piątek wypasionym wypożyczonym pickupem, zagadywał na różne sposoby, byleby się z niczym nie zdradzić.
Po kilkudziesięciu minutach jazdy poza Toronto, nadeszła pora na samochodowe karaoke. Powszechnie przecież było wiadomo, iż to w samochodzie śpiewa się najlepiej. Nawet prysznic nie miał podjazdu do auta sunącego gładko autostradą i zamkniętej przestrzeni metalowej puszki, w której głos rezonował jakoś tak głośniej, a potencjalne fałszowanie zdawało się być zagłuszone rykiem silnika pod maską.
Gdzieś pomiędzy kolejnym Guccim i Louisem Vuittonem ręka Matthew wystrzeliła w kierunku pokrętła głośności i ściszyła dudniące w całym aucie basy i głos Meghan w piosence “Made you look”, której jeszcze kilka sekund wcześniej Goodman wtórował z oddaniem godnym lepszej sprawy.
- Ej, a gdybyś miała do wyboru ubierać się bez żenady w swoje ulubione ubrania, w których czujesz się jak milion dolarów i chodzić do pracy, której nie lubisz albo ubierać się zgodnie ze sztywnym dress codem, w którym ci niewygodnie, ale chodzić do pracy, którą kochasz, to co byś wybrała? - wypalił na jednym tchu, jak gdyby co najmniej od pół godziny prowadzili rozmowę dotyczącą tego aspektu funkcjonowania w szarej codzienności.
W głowie Matta miało to sens! Nie zdążył po prostu wprowadzić Wendy w swój tok rozumowania, który prowadził sam ze sobą w myślach, kiedy coraz bardziej zbliżali się w kierunku zachodzącego za horyzontem słońca, mknąc autostradą przed siebie w piękny piątkowy przełom zmierzchu i wieczora.

Wendy Gardner
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
ładnie
dam znać, jak coś mi się nie spodoba
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obrazek
014
Ja, ty, weekend, namiot, ubierz się wygodnie.
[ s t y l e ]


Ekscytowała się, naprawdę! Szczególnie, że ostatnio miała trochę pod górkę i jej nastrój lawirował na granicy jakiegoś dołka, a znając jej koordynację — a raczej jej brak — istniało duże prawdopodobieństwo, że do niego wpadnie i będzie taplać się w morzu odrzucenia jej chaosu przez bliskich. Nie dość, że jeden z ważniejszych osobników w jej życiu potępił jej styl życia, to jeszcze brat ją zbanował, a ona dopuściła do siebie myśli, że może coś jest z nią nie tak. I w takich sytuacjach zawsze zapętlała się za bardzo, analizując i nadinterpretując bardzo często po swojemu, ale tym razem w porę zatrzymała ją wiadomość od Matta.
Zamiast dołka pojawiła się pełna gotowość bojowa. Boże!!! Jak ona kochała niespodzianki! W ostatnich chwilach była już tak nabuzowana ekscytacją, że jej pakowanie to był istny chaos i oczywiście wiadomo, że wzięła same najpotrzebniejsze rzeczy. Ciepły dres, coś krótkiego i luźnego, zapas wysokich skarpet, a nawet nadmuchiwany różowy fotel w kształcie flaminga, bo przecież trzeba mieć siedzenie z klasą nawet jeśli znajdą się w środku lasu. Miała nawet bezprzewodowe mini lusterko z lampką LED, bo co jeśli pojawią się niedźwiedzie? Nikt nie chciałby być zjedzony mając rozmazany tusz pod oczami czy coś. Logiczne. To, że zapomniała majtek nie miało żadnego znaczenia. Pomijając już fakt, że nie miała pojęcia gdzie tak naprawdę jadą.
Przystępowała z nogi na nogę zniecierpliwiona, kiedy czekała, aż Matty po nią podjedzie. I gdy zjawił się tym wypasionym pickupem to aż pisnęła z ekscytacji i podskoczyła kilka razy machając do niego radośnie. Zaparkowała swój bagaż do auta i wpakowała się do środka obdarzając go nie tylko szerokim uśmiechem, ale i słodkim buziakiem. Słodkim, bo pastę do zębów miała o smaku gumy balonowej.
Przez pierwsze chwilę jazdy naprawdę nie dawała za wygraną, bo z jednej strony uwielbiała niespodzianki ale z drugiej była bardzo niecierpliwa. Takie trochę: fajnie, że masz dla mnie niespodziankę ale gadaj już o co kaman! Wykorzystała cały swój potencjał wywiadowczy, by wyciągnąć z niego informacje jakiekolwiek, ale on milczał jak głaz, więc poddała się… poddała się rytmom muzyki. — When I do my walk, walk, I can guarantee your jaw will drop, drop — a w tych swoich fioletowych dresach teraz na pewno przyciągała wzrok, więc słysząc jego nagłe pytanie nawet zbytnio się nie zastanawiała nad odpowiedzią. — No spójrz na mnie! — roześmiała się radośnie. — Sztywny dress code to wyrok śmierci przecież, przynajmniej dla mnie. Garsonka i ograniczone ruchy pewnie sprawiłyby, że wylałabym kawę na szefa i w rezultacie straciła ukochaną pracę, a tak to mogę być najlepsza wersją siebie w odjechanych ciuchach i beznadziejnej pracy — odparła radośnie. — Poza tym wiesz z pracą jest różnie, a styl ma się w serduszku — nawet nie musiał robić jej wprowadzenia w jego tok myślenia, ona już w nim była. Rozumiała go bez słów po prostu. — Teraz moja kolej… gdyby okazało się, że musisz dobrać do swojego całkiem spoko codziennego stroju jeden dodatkowy element to wolałbyś przez cały dzień w lesie nosić kowbojski kapelusz pokryty różowym brokatem, czy może wolałbyś klapki japonki, które przy każdym kroku wydają z siebie kaczy dźwięk? — zapytała wyobrażając go sobie w jednym i drugim, w jej myślach w obu wersjach wyglądał uroczo.
Matthew Goodman
Winnie the Pooh ( dc: winniethepooh91 )
36 y/o
For good luck!
179 cm
psychoterapeuta online i we własnym gabinecie
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3.os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdyby wiedział, że wyskoczenie z abstrakcyjnym pytaniem sprawi, że jego szare komórki rozkręcą się do imprezy z laserami i kulą disco odbijającą wszelkie przejawy abstrakcyjnych rozkmin całkowicie na trzeźwo!, zapewne podjąłby temat zdecydowanie szybciej. Czekając na to, aż Wendy udzieli odpowiedzi na jego pytanie, zastanawiał się, jak sam w ogóle by na nie odpowiedział. Nie musiał długo myśleć, bo miał do czynienia zarówno z jednym, jak i z drugim ze spektrów. I po latach doświadczeń odpowiedź była jednoznaczna: wolał wciskanie się w garnitur do pracy, którą kochał. Na szczęście pracując na swoim mógł to jakoś zbalansować, ale oczywistość tego zagadnienia nie wymagała większych wyjaśnień.
Którymi nawet nie podzielił się z Wendy.
Za to zerknął w jej stronę i uśmiechnął się pod nosem, bo miała rację. W swoim stroju wyciągniętym rodem z lat dziewięćdziesiątych, wyglądała jak kolorowy paw. Mimo to Matthew wyobraził sobie Wendy w zgniło-zielono-brązowej garsonce, butach kaczuszkach na niewielkim obcasie, z włosami upiętymi w ciasny kok, koniecznie za szkłami okularów o mocno obrysowanych oprawkach. Widok ten był na tyle przerażający, że aż zacisnął palce na kierownicy i wbił się w fotel, żeby go odgonić.
- Dobra, totalna racja! - przyznał entuzjastycznie. Zanim zdążył w ogóle się zastanowić, jak on ma styl, Wendy wytrąciła mu tę myśl z ręki ze swoim pytaniem. Przez chwilę musiał skupić się na nawigacji, żeby dobrze skręcić, przez co procesowanie pytania zajęło mu nieco dłużej, ale ostatecznie ułożył sobie w głowie to, o co jej chodziło.
- Okej, okej, różowy kowbojski kapelusz albo kwaczące japonki… - podsumował na głos, dla lepszego skupienia. To było pytanie nad którym musiał się głęboko zastanowić! I bynajmniej nie po to, żeby wykluczyć jakąś z opcji, a po to, aby dogłębnie przeanalizować problem i wybrać tę najwłaściwszą.
Podchodził do tego zadania ŚMIERTELNIE poważnie.
- Ale ubieranie tego w lesie będzie miało bardzo słaby efekt! No bo zobacz, ani nikt mnie w tym zobaczy, ani usłyszy. - Oderwał rękę od kierownicy, aby wskazać nią na Wendy, że to myślenie ma swoje luki, które trzeba uzupełnić. - Chyba, że robimy spektakl dla niedźwiedzi. To też trzeba się zastanowić, czy niedźwiedzie będą widziały mój kapelusz, czy jednak lepszy performance otrzymają kwaczymi japonkami. - W taki sposób stawiając sprawę, Matthew nie miał gotowej odpowiedzi. Przed oczami oczywiście widział siebie w różowym kapeluszu, ale również w głowie słyszał dźwięk wydawany przez klapki. - Niech będzie kapelusz. W lesie jednak lepiej mieć wygodne buty - zawyrokował ostatecznie i pokiwał głową zadowolony z siebie, że wybrnął z dylematu.
Zasadzając się do powiedzenia swojego dylematu na miarę co najmniej dylematu wagonika, wsunął się głębiej i wygodniej w fotel, bo szykował dla Wendy prawdziwą bombę!
- Gdybyś mogła wybrać jedną wspólną supermoc na ten weekend, to wolałabyś, żebyśmy potrafili rozmawiać z komarami i negocjować, żeby nas nie gryzły, ale musielibyśmy wysłuchiwać ich życiowych dramatów - to wszystko powiedział na jednym wdechu, z prędkością karabinu maszynowego, jak gdyby miał przygotowane pytanie już z góry i nie zastanawiał się nad nim ani przez sekundę - czy wolałabyś, żeby jedzenie z ogniska zawsze smakowało jak z pięciogwiazdkowej restauracji, ale po każdym kęsie oboje musielibyśmy głośno krzyknąć “O la la!”? - wczuł się w sytuację tak bardzo, że zasugerowane wykrzyknienie rzucił ni to z włoskim akcentem, ni z francuskim, ni z hiszpańskim, a żadnego z tych języków nie znał o wiele lepiej niż z seriali i filmów.

Wendy Gardner
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
ładnie
dam znać, jak coś mi się nie spodoba
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

U w i e l b i a ł a go!
Za każdym razem przepadała totalnie w tych absurdalnych dyskusjach, które nie miały żadnego odzwierciedlenia w prawdziwym świecie, a dyskutowali o tym tak, jakby to było na ich porządku dziennym. Może ich mózgi po prostu synchronizowały się na tym samym poziomie odklejenia? No bo jak inaczej określić to, że gdy on ze śmiertelną powagą analizował jej opcje zastanawiając się, czy niedźwiedziowi bardziej przypadnie do gustu brokat czy możne kwaknięcia, ona przyglądała się mu z szeroko otwartymi ustami całkowicie zafascynowana jego podejściem do sprawy. Widząc to z jaką dumą skwitował swoją rozkimnę Wendy roześmiała się radośnie. — Matty, ty jesteś niemożliwy! — mówiła już mu to kiedyś, ale powtarzała to za każdym razem, gdy wyskakiwał z podobnymi tematami. Rozbrajał ją na łopatki, bawił i wprawiał w stan takiej beztroski, że nie wiedziała jak w inny sposób go opisać. — Już widzę nagłówki lokalnych gazet: Mężczyzna w różowym brokatowym kapeluszu negocjuje z niedźwiedziem. Czuję, że byłbyś na pierwszych stronach gazet — zażartowała jeszcze dobrą chwilę uśmiechając się szeroko i chyba wyobrażając to sobie w myślach.
Uchylając lekko okno wychyliła rękę za nie, uwielbiała czuć wiatr we włosach. Jeszcze dobrze nie zdążyła ochłonąć, a Goodman znów zarzucił kolejną konkretną rozkminę. Słuchając wywodu o komarach, a chwilę później o wypasionym posiłku poczuła, jak nieco zaburczało jej w brzuchu. Nie zjadła zbyt wiele przed podróżą to fakt, ale nie zastanawiała się nad tą bolączką zbyt długo, bo wpadła znów jak śliwka w kompot oddając się zupełnie nowym przemyśleniom.
Dłonie złożyła jak do modlitwy i westchnęła jakby to była jedna z trudniejszych zagwozdek w jej życiu. — Boże, Goodman — zaczęła podekscytowana — opcja z tym pięciogwiazdkowym jedzeniem jest niebywale kusząca. Szczególnie, że zaczęłam odczuwać głód i nie jestem na to odpowiednio przygotowana, a to O la la! nie byłoby żadnym problemem, bo raz dwa by się zjadło i po sprawie, ale… nie — głową to pokręciła tak energicznie, że aż kosmyki jej włosów zabawnie się wywijały na jej twarzy, ale zupełnie jej to nie przeszkadzało i spojrzała na Matthewa z niebywałym podekscytowaniem.
Wybieram komary! — zaczęła prostując się i pochylając w jego stronę na tyle na ile pozwalały jej pasy bezpieczeństwa. — Pomyśl tylko o tym — zaczęła nieco konspiracyjnym szeptem jakby opowiadała jakąś niesamowitą przygodę. — Jest późny wieczór, a właściwie już noc. Siedzimy sobie przy namiocie i nagle przylatuje taka komarzyca Grażynka i siada mi na ramieniu, by się we mnie wbić — pewnie Grazi brakowałoby zęba, miała trzy włosy na głowie i drobnego pieprzyka nad ustami umazanymi fioletową szminką pod kolor dresu Wendy. — A ja do niej wypalam z tekstem: słuchaj laska! Ja wiem, że twój stary umarł wczoraj śmiercią tragiczną na szybie pickupa i twoje życie to aktualnie istny dramat, ale zamiast mnie kłuć pogadajmy o emocjach — uśmiechnęła się szeroko jakby to był wspaniały plan i znów wygodnie oparła się o swój fotel, nie rozpraszając go zbytnio za kierownicą, bo jednak prowadził. Swoją droga ciekawe ile komarów po drodze już zabili. — To mogłoby być wspaniałe terapeutyczne pogawędki, może zostałabym zaklinaczką komarów i zamiast bąbli miałabym plotki z bagien w zasięgu ręki. Może nawet pokąsałaby dla nas niedźwiadka, gdyby nam zagrażał? — była za-chwy-co-na tymi przemyśleniami! Niczym dziecko w gwiazdkę! I kiedy oboje byli tak wspaniale rozluźnieni w tych swoich rozkminach Wendy postawiła na atak z zaskoczenia.
Okej, skoro ustaliliśmy, ze Grażynka może nas uchronić przed niedźwiedziem to powiedz mi teraz na szybko: czy w Oastler Provincial Park na pewno mają dobre zaplecze sanitarne czy będę musiała myć zęby w jeziorze? — rzuciła losową nazwę jakiegoś miejsca namiotowego na którym kiedyś była, po czym wbiła w niego wyczekujące spojrzenie szczerząc się szeroko, jakby liczyła na to, że pod wpływem zaskoczenia wyrzuci z siebie coś, co zdradzi ich docelowe miejsce. Liczyła na zaprzeczenie z odruchową kontr-odpowiedzią albo chociaż przytaknięcie - choć byłoby dziwne gdyby faktycznie trafiła.
No dalej Goodman , pękaj!
Winnie the Pooh ( dc: winniethepooh91 )
36 y/o
For good luck!
179 cm
psychoterapeuta online i we własnym gabinecie
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3.os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

On był niemożliwy? Szybko spojrzał w kierunku Wendy i zawtórował jej śmiechem. Może rzeczywiście, jak już wsiąkał w jakiś temat, to jego procesy myślowe pochłaniały go w całości i doprowadzały do rozważań na abstrakcyjnych poziomach. Ale czy to było coś złego? Bawił się przy tym przewybornie! I nie musiał wysilać się na poważne rozkminy! Matthew po prostu lubił rozważać różne sytuacje, nawet czysto hipotetycznie. Szczególnie hipotetyczne! Okej, dotyczyły głupich tematów, ale rozwijały kreatywność, improwizację oraz w pewnym sensie poszerzały horyzonty!
- Grałaś kiedyś Lochy i Smoki? Każdy szanujący się mistrz gry dałby mi za ten kapelusz ułatwienie do rzutu na pertraktacje z niedźwiedziem! - zapewnił z pełnym przekonaniem swojej racji, choć w każdej grze szanujący się mistrz gry dałby mu zapewne jakieś utrudnienie za zwracanie na siebie uwagi niedźwiedzia i doprowadzenie go do szału błyszczącym kapeluszem. Choć i tak miałby większe szanse w kapeluszu niż w kwaczych japonkach!
- Wrzuciłem do schowka batoniki białkowe - wtrącił gdzieś w momencie, w którym Wendy wspomniała o głodzie i postukał ręką w schowek od strony pasażera, ale skupiał się na drodze i nie sięgał do otwarcia. - I przekąski dla Mięczaka, więc uważaj, co otwierasz - dodał z rozbawieniem, zerkając w tylnym lusterku na psa leżącego wygodnie na tylnej kanapie.
Dał się ponieść immersji sceny wykreowanej przez Wendy i nawet poczuł zapach dymu z ogniska, które rozpalili dla ciepła i klimatu! Bzyczenie Grażynki na pewno byłoby upierdliwe nie tylko dla Matthew, ale i dla Wendy, która już prawie była ofiarą komarzego ataku, kiedy nastąpił punkt zwrotny, jaki wywołał parsknięcie śmiechem u Matthew. Taaak, rozmawianie o emocjach z komarzycą Grażynką było tym, czego jeszcze nie miał w swoim portfolio. 
- Ale to chyba dopiero po grzybkach? - rzucił pół żartem, pół serio, pozostając jednak w klimacie rozbawienie. Zaczął nawet rozkminiać, jakie inne problemy mogłaby zgłaszać komarzyca Grażynka, gdyby rzeczywiście pojawiła się na jego kanapie jako klientka psychoterapeuty. 
Z jakiegoś powodu był pewien, że Grażynka była zodiakarą! Miała dokładnie taki vibe.
- Co? Niee, to w drugą stronę. - Nie, w pierwszej chwili Matthew nie ogarnął, że Wendy próbowała wydobyć z niego informację na temat miejsca docelowego. Za bardzo był pochłonięty rozkminianiem, co sam by poradził Grażynce. I czy była koziorożcem czy jednak bykiem? - Luz, wszystko jest w aucie. Mam nawet profesjonalny prysznic do rozłożenia! - pochwalił się z dumą, że zadbał o wszystko, mimo iż słowo “profesjonalny” i “prysznic do rozłożenia” w jednym zdaniu, i to w bezpośrednio powiązanym szyku, nieco mu się ze sobą gryzły. 
Nagle przypomniał sobie, że mógł nie udzielić wystarczająco dużo informacji na temat tej wycieczki i bynajmniej nie chodziło mu o miejsce docelowe. Zawiesił się na kilka sekund z kwaśną miną i podrapał się po potylicy prawą ręką. 
- Bo wiesz, ja zawsze zatrzymuję się na dziko tam, gdzie akurat mi się najbardziej podoba… - zaczął niepewnie, bo doskonale zdawał sobie sprawę, że w Ontario jest to nielegalne, ale dopóki nikt go nie złapał, nie zamierzał rezygnować z atrakcji. A widoki i cisza były więcej warte niż potencjalne zapłacony mandat. - Ale jak chcesz na pole namiotowe, to możemy poszukać czegoś w pobliżu… - zaproponował otwarcie. Przyzwyczajony do podróży we dwójkę (to jest on i Mięczak), jakoś nie pomyślał, żeby uwzględnić w tym wszystkim preferencje Wendy, zakładając z góry, że dla niej taka opcja też będzie odpowiadać. 
Może jednak Wendy będzie czuć się bezpieczniej w otoczeniu ludzi?

wyMIĘKAM jak Mięczak
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
ładnie
dam znać, jak coś mi się nie spodoba
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Słuchała jego wywodu o Lochach i Smokach oraz rzutach na pertraktacje z niedźwiedziem kiwając głową z pełną uznania miną, jednocześnie ręką otwierając schowek w poszukiwaniu wspomnianych batoników białkowych. Zgłodniała, przez co w mniejszym stopniu skupiała się już na to co lepiej sprawdziłoby się w dziczy podczas potyczki z niedźwiedziem: brokatowe nakrycie głowy vs kwaczące buty. Kiedy jednak Matty zaczął się tłumaczyć, że wspomniane przez nią Oastler jest w drugą stronę (logiczne, jej orientacja w terenie naprawdę była na minusowym poziomie więc skąd mogła przypuszczać, że to w zupełnie inną stronę), a potem z dumą ogłosił posiadanie profesjonalnego przenośnego prysznica, Wendy aż zastygła z ręką wetkniętą gdzieś między batonikami a przekąskami Mięczaka. Nie spodziewała się, że jej tajemny plan wyciągnięcia z niego jakichkolwiek informacji da jakiekolwiek rezultaty, a jednak!
Aż wygodniej usadowiła się na fotelu porywając batonika i upewniając się, że to nie smaczek dla Mięczaka - bo znając jej szczęście biorąc w ciemno trafiłaby na to drugie - rozerwała opakowanie i wgryzła się w przeżuwając i przyglądając, jak Goodman zaczyna się gęsto tłumaczyć i niepewnie wypowiadać o zatrzymywaniu na dziko tam, gdzie się mu podoba. Była totalnie zajawiona tym pomysłem, ale on chyba niefortunnie ją zrozumiał, dlatego szybko musiała wszystko sprostować. — Matty! Czy ty właśnie powiedziałeś na dziko? — pisnęła, a batonik to prawie jej z dłoni wyleciał, po czym odwróciła się w jego stronę z wymalowanym na twarzy szerokim uśmiechem, a oczy to miała jak pięć złotych. — No co ty, żadne pole namiotowe! Dzicz brzmi o wieeeeele ciekawiej! — poza tym jej brat Perci niejeden raz mówił jej, że niekiedy zachowuje się jakby z dziczy uciekła więc powinna się w niej odnaleźć bez problemu, prawda? Na pewno się odnajdzie!
— Nawet nie waż się szukać teraz żadnego cywilizowanego kempingu, chce pełen pakiet przetrwania — oznajmiła prostując się na fotelu i przebierając kilka razy nogami w miejscu, jakby chciała wytrzepać z nich ekscytację. — Ja, Ty, Mięczak i twój tajemniczy prysznic, zapowiada się wspaniale — zaśmiała się lekko jednocześnie będąc totalnie rozczuloną, bo w tym całym wyciąganiu informacji wcale nie umknął jej fakt, że Goodman pomyślał o jej komforcie i nawet rozważał zmianę planów. To było po prostu urocze i sprawiło, że w środku znów poczuła przyjemne ciepło.
— Wracając jeszcze do tych grzybków — oznajmiła przeżuwając jednocześnie batona — to one nie są mi potrzebne do tych psychologicznych pogaduszek z komarzycami — i to nie tak, że przez większość czasu była odklejona, ale zwyczajnie miała niekiedy wyobraźnię i mentalność dziecka przez co takie zabawy w pogaduszki wychodziły jej zupełnie przypadkowo i naturalnie. W życiu liczy się zabawa, co nie? Kto by chciał być cały czas poważny! — No, a teraz skoro już wszystko wiem — tak naprawdę nie wiedziała wszystkiego tylko jakieś drobne strzępki informacji o dzikości przedsięwzięcia, ale kto by się przejmował — prowadź tę swoją brykę w nieznane, jestem gotowa na wszystko! — no może bez niedźwiedzi, byłoby miło.


Obrazek
Winnie the Pooh ( dc: winniethepooh91 )
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”