45 y/o
For good luck!
185 cm
member of parliament
Awatar użytkownika
there's an old Italian saying: "you fuck up once, you lose two teeth"
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjipłynny?
postać
autor

Partia była już właściwie do poddania.
Anthony zdał sobie z tego sprawę tuż po tym, kiedy postawił kropkę i jeszcze zanim Love zdążyła go skontrować. To znaczy – to wcale nie tak, że już wcześniej zupełnie nie zauważał swojej hipokryzji czy podłości; nie, było wręcz przeciwnie, a sumienie często pożerało go w całości, natomiast Bellore po prostu nie pozwalał sobie na komfort użalania się nad sobą. Ten ksiądz, którego redaktor Roderick prawdopodobnie pozna za jakieś dwa lata, powtarzał mu zawsze, że to tylko namiastka tego, co czeka na niego w czyśćcu, ale to było zbyt mało, żeby go zniechęcić. Był na to zbyt słabym mężczyzną – na to albo w ogóle, skoro to dużo młodsza od niego dziewczyna z taką łatwością potrafiła mu to wszystko wyrzucić. Prosto w twarz i patrząc mu w oczy pewnie głębiej niż kiedykolwiek.
Prawdę mówiąc, Love już niczego więcej nie musiała dodawać. Szkoda energii. Anthony tak bardzo skupił się na tym najbardziej oczywistym zarzucie, że jej dalsze słowa… No – docierały, a on zapamiętywał je i rozumiał, ale było mu z nimi obojętnie. Decydujący cios już padł, cała reszta posunięć to było tylko metodyczne doprowadzanie ceremonii pogrzebowej do końca. Aż w końcu powiedziała coś, co już nie tyle nie powinno zrobić na nim jakiegokolwiek wrażenia, ale po prostu nie miało prawa. Nie, dopóki nosił na palcu obrączkę, powtarzał swojej żonie, że ją kocha i nawet nie myślał o tym, żeby cokolwiek zmienić; mógł widzieć w Love tylko tę „młodą kochankę”, którą sama się nazwała i nikogo więcej.
A jednak. Tylko nie miał prawa tego zdradzić.
Wpatrując się w twarz dziewczyny, Bellore pozostawał niewzruszony. Ściągał wargi w tej swojej manierze a’la musztra w wojsku, wolno oddychał i nie „biegał” spojrzeniem dookoła tylko gapił się w jakby jeden, wybrany punkt na jej policzku albo czubku nosa. Ktoś inny mógłby się tym zestresować, zwłaszcza w toku tak intensywnej dyskusji, ale ona chyba zdążyła się już go nauczyć. Pytanie brzmiało tylko – „jak bardzo?”; czy potrafiła w tej masce odnaleźć coś, co zdradzało, że wcale nie planował jej zabić stracił kontaktu z rzeczywistością.
Nie mów tak. – Anthony odezwał się po dłuższej chwili milczenia. Jego ton głosu nadal był chłodnawy, ale już brakowało w nim pretensji czy żalu. – Nie mów tak – powtórzył i nerwowo odchrząknął, a potem przestąpił z nogi na nogę w taki sposób, żeby nieco zmniejszyć dzielący ich dystans. – Nie jesteś „jakimś tam” dodatkiem do mojego życia, Love. Nie chcę, żebyś tak myślała. Nie ma żadnego szeregu ani… Może nie jestem najlepszym mężczyzną, jakiego spotkałaś w życiu, ale aż tak gównianym, jak teraz myślisz, też nie – urwał na chwilę, a w ramach pauzy westchnął gorzko i pokiwał głową na boki. – I sam już nie wiem, co myślę. Jak już przestałem panikować po tym, jak do nas podeszłaś, to pomyślałem, że cokolwiek się właśnie wydarzyło, będziemy udawać, że to się nie stało. Po prostu. Ale potem… Potem to już sama wiesz. Zamilkłaś, ja miałem za dużo czasu na myślenie i… Jesteśmy tutaj. Na pięć minut przed katastrofą. – Westchnął. – Dlaczego po prostu nie zapytałaś? Jaka ona jest? Jacy jesteśmy? Wiem, że to nie to samo, ale przecież w domu nie jesteśmy tymi samymi ludźmi co na tym bankiecie. Chyba nie myślisz, że naprawdę mi nie przeszkadza, że wszyscy chcą z nią tańczyć albo opowiadają jej te wszystkie komplementy? – Prychnął kpiąco i z nutką żalu, chociaż wcale nie próbował się nad sobą litować (bo wcale nie chodziło mu o to, że w towarzystwie Kimberly bywał postacią drugoplanową i że ona też zapracowała na jego pozycję). Wbrew pozorom – teraz rozmawiał z Love całkiem szczerze i bez ukrytej agendy. Bez współczucia czy przesadnej troski, ale z respektem. Po partnersku. Jakkolwiek by to słowo przeszkadzało.

Love Roderick
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
przeciwko sztucznej inteligencji i upadkowi zasad
28 y/o
CHRISTMASSY
159 cm
prezenterka w CBC News
Awatar użytkownika
'Cause I'm a real tough kid
I can handle my shit
They said, "Babe, you gotta fake it 'til you make it"
And I did
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Prawdę powiedziawszy bardziej spodziewała się sprzeciwu, gdy w zupełnie bezpośredni sposób wyzwała go od hipokryty, który rani oraz upokarza swoją własną żonę. W jej wyobrażeniu powinien się przed tym bronić, powinien szukać dla siebie tysiąca różnych wymówek oraz przedstawić jej cały ciąg przyczynowo skutkowy dlaczego potoczyło się to tak, a nie inaczej. A jednak… kazał jej przerwać w zupełnie innym momencie. W tym, którym tak naprawdę zaczęło chodzić o nią i skłamałaby, gdyby powiedziała, że nie zrobiło to na niej wrażenia. Nie dała tego po sobie poznać, jej twarz pozostała prawie niewzruszona, ale jej tęczówki ewidentnie pociemniały, gdy intensywnie wpatrywała się w Bellore.
Nie była jakimś tam dodatkiem do jego życia. Te słowa odpijały się po jej świadomości dużo dłużej niż powinny, a jednocześnie była bardzo dumna z siebie, że udało jej się ugryźć w język i od razu nie wyskoczyła ze szczeniackim pytaniem pod tytułem „więc czym?!” Zagryzła wargę i przez chwilę milczała. Cisza panująca między nimi w jej niewielkiej kuchni stała się wyjątkowo gęsta, ale wcale jej nie przeszkadzała. A przynajmniej nie aż tak bardzo jak myślała, że będzie.
I nie przerwała tej ciszy od razu, a już na pewno nie słowami. Wyciągnęła do niego rękę, przestrzeń między nimi była tak niewielka, że spokojnie sięgnęła materiału jego marynarki, za którą pociągnęła, żeby przysunąć go do siebie. Sama ciągle siedziała na blacie, więc po prostu lekko rozsunęła uda, żeby mógł zając między nimi miejsce. Tak, blisko. Tak, chciała tego. Tak, oparła dłonie na jego klatce piersiowej i wbiła spojrzenie w jego twarz ze znacznie mniejszej odległości.
- Bo jakoś nie było okazji rozmawiać o was między pracą a przyjemnościami. Nie to, żebym była jakoś bardzo… porządna, bo jednak całkiem świadomie i z pełną premedytacją wylądowałam w łóżku żonatego mężczyzny, ale rozmowa o jego żonie tuż przed tym albo chwilę po tym jak uprawialiśmy seks wydaje się być nie na miejscu. – rzuciła zaskakująco swobodnie, a w kąciku jej ust pojawiło się nawet coś, co mogłoby uchodzić za cień uśmiechu – I jeśli poprawi ci to humor… miałam wyrzuty sumienia. Dlatego się nie odzywałam. – czyli jednak zamilkła, czyli jednak zniknęła… i zrobiła to z taką samą premedytacją jak wtedy, gdy weszła mu do łóżka. Ale jednocześnie znaczyło to, że to spotkanie na gali nie tylko na nim zrobiło wrażenie, ona też je odchorowała – Gorzej, że bardziej w stosunku do niej niż do ciebie… – dodała mniej poważnie, odrobinę bardziej złośliwie i pewniej się też uśmiechnęła – Ty sam jesteś sobie winny, Bellore. Będziesz się smażył w piekle i mam nadzieję, że zajmiesz mi przyjemne miejsce w kotle. – zakończyła już całkowicie niepoważnie i zaśmiała się pod nosem z tego bardzo marnego żartu. Bardzo!


anthony bellore
45 y/o
For good luck!
185 cm
member of parliament
Awatar użytkownika
there's an old Italian saying: "you fuck up once, you lose two teeth"
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjipłynny?
postać
autor

Wymyślanie tysiąca różnych powodów miałoby sens, gdyby Bellore był kompletnym cynikiem i naprawdę wierzył w to, że nie robił nic złego. Wówczas chodziłoby o ochronę własnego sumienia, a dla dobra swojej samooceny pewnie musiałby go bronić jak niepodległości. Na całe szczęście stąpał jednak po ziemi wystarczająco twardo, żeby nie robić prostytutki z logiki i nie uciekał w jakieś absurdalne wytłumaczenia, byle tylko umyć ręce od tego, kim tak naprawdę był. Anthony uosabiał styl życia niewiernego męża, nie oszukiwał się, że „to nie tak” i nie szukał wymówek nawet w kulturze, w której dorastał (a mógłby tam jakąś znaleźć, bo stary, dobry, włoski patriarchat wyjątkowo łagodnie podchodził do romansujących facetów). Zresztą… Umówmy się, Love nie była naiwna i to mało prawdopodobne, żeby kupiła jakąkolwiek linię obrony z jego ust. Albo przynajmniej tak mu się wydawało.
A wydawało mu się tak tym bardziej, że zamilkła. Być może marna to była przesłanka – może on, dla kontrastu, był naiwny albo po prostu jeszcze kiepsko ją znał, ale zdawało mu się, że w tej krótkiej chwili ciszy znalazło się więcej zrozumienia, niż w słowach. Zarówno tych, które zdążyły już paść, jak i tych, których nie chcieli (albo nie potrafili) wypowiedzieć na głos. I to wystarczyło. Uwierzył jej. To znaczy… Ciągle nie był zadowolony z tego, że pozwoliła sobie na „tak dużo” i jego twarz nieustannie to wyrażała, ale w środku teraz już na pewno czuł, że nie miała złych szlachetnych złych intencji. Chyba jednak nie wszystko było jeszcze stracone. To dlatego nie postawił oporu, kiedy Love szarpnęła go za rękaw marynarki. Pozwolił jej się prowadzić, a kiedy już ustawiła go tam, gdzie chciała go mieć, podparł się rękoma na skraju blatu i ostrożnie schylił głowę, żeby im obojgu było wygodniej patrzeć sobie w oczy. Potrzebował tego – tej ciszy, spojrzeń i bliskości, ale paradoksalnie sam jej (jeszcze?) nie dotknął.
Czyli to wszystko, co ze sobą robimy? Seks i interesy? – Pewnie nie powinien mówić w ten sposób, jeśli nie chciał usłyszeć tego „więc czym?” za które ugryzła się w język, ale… Ta „młoda kochanka” i „miejsce w szeregu” za bardzo siedziały mu w głowie, żeby myślał o tym, co jeszcze mógłby jej zaproponować. Zresztą – ten cień uśmiechu na jej twarzy sugerował, że trwało zawieszenie broni, więc on też się rozpromienił i pozwolił wargom wygiąć się w porozumiewawczym wyszczerzu. – My o tobie rozmawialiśmy. Wtedy – przyznał chyba trochę zbyt otwarcie, ale wyrzuty sumienia targnęły nim tylko na ułamek sekundy (który może nawet zaobserwowała, skoro się sobie przyglądali). Ona przecież czasami była w tym wszystkim dojrzalsza od niego. – Najbardziej poprawiłoby mi humor, gdybyś nie musiała ich mieć, ale skoro na to już za późno, to… Powiedzmy, że przyjmuję to do wiadomości. – Bellore starał się zabrzmieć tak szorstko jak tylko potrafił, ale patrzyli sobie w oczy z tak bliska, że nie był pewien, czy Love dawała się na to nabrać. Zwłaszcza, że jej dotyk – choć tym razem wyjątkowo niewinny – powolutku wprawiał go w rozkojarzenie. – Nigdy nie mówiłem, że nie jestem. I właśnie dlatego dojdę na szczyt, Love. Bo nie boję się pobrudzić rąk. Nie udawaj, że ci to przeszkadza. – Anthony uśmiechnął się tak dumnie, że aż bezczelnie, choć miał wrażenie, że dopóki nie powiedział tego na głos, te słowa lepiej brzmiały, gdy tylko obijały mu się po głowie. Był jednak w polityce już wystarczająco długo, żeby nie rozpamiętywać takich rzeczy, dlatego poczucie zażenowania po nim spłynęło i nie zostawiło żadnego śladu. – Powinienem być na ciebie bardziej zły, prawda? – Nie, żeby Love nie miała podstaw do wściekania się, ale hej – był pierwszy, a poza tym ciągle jeszcze jej nie dotknął, taki był powściągliwy i pokorny. Ale jeszcze nic straconego. Jeszcze może mu wysuszyć głowę.

Love Roderick
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
przeciwko sztucznej inteligencji i upadkowi zasad
28 y/o
CHRISTMASSY
159 cm
prezenterka w CBC News
Awatar użytkownika
'Cause I'm a real tough kid
I can handle my shit
They said, "Babe, you gotta fake it 'til you make it"
And I did
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Seks i interesy. Taki układ był prosty… mieszanka tego, co przyjemne i pożyteczne, która jednak dale wystarczająco dużo przestrzeni, żeby nie wyobrażać sobie za dużo. Love nie chciała sobie wyobrażać za dużo… znała przecież takie historie. Świat był pełen takich historii! Nie chciała być kolejną młodą dziewczyną, która uwierzyła, że może sobie pozwolić na coś więcej ze starszym, żonatym facetem o ugruntowanej pozycji społecznej. Taa… takie rzeczy się nie działy. Dlatego łatwiej było mówić o miejscu w szeregu, chociaż jego słowa… jego odbita w tym momencie piłka sprawiły, że coś w niej pękło. A to bardzo źle, bardzo! Przynajmniej dla jej głowy. Zresztą bardzo podobnie zadziałała informacja, że o niej rozmawiali. Mógł zauważyć błysk w jej oku i nawet otworzyła usta, żeby o to zapytać, a raczej dopytać, ale w tym momencie ugryzła się w język. Nie to było w tym momencie najważniejsze.
- Jeśli miałabym ich nigdy nie mieć… nasze pierwsze spotkanie musiałoby się skończyć dokładnie trzydzieści sekund po tym jak się zaczęło. Nigdy nie powinniśmy zostać sam na sam. Nigdy nie powinieneś dostać mojego numeru telefonu. Nigdy nie powinnam móc do ciebie mówić Tony. Nigdy nie powinniśmy się spotkać po godzinach pracy. Nigdy nie powinieneś mnie dotknąć i zdecydowanie nigdy nie powinniśmy mieć ulubionego pokoju w hotelu. – czyli ich relacja powinna skupiać się tylko i wyłącznie na części z interesami, a nawet i nie. Powinni się po prostu mijać, zapominać o swojej obecności, spotykać podczas wieczornego programu i nie myśleć o tym do następnego kilka tygodni później. To wszystko jednak się wydarzyło, a ona wyrzuty sumienia miała dopiero teraz… to nie świadczyło o niej szczególnie dobrze. Tym bardziej, że… – Nie chciałabym musieć z tego rezygnować. – gdy już wiedziała, jak to smakuje i może nie jest najłatwiejsze, ale zdecydowanie się opłacało. W każdym tego słowa znaczeniu – I wiesz dobrze, że nie przeszkadza… i że akceptuję fakt, że sama tam pójdę. – do piekła, raczej nie miała innej przyszłości. Szczególnie, że już przyznała się, że nie chciałaby rezygnować z tego wszystkiego, co wpędzało ją w poczucie winy… a to były dokładnie te same rzeczy, które otworzyły jej furtkę do piekła. Coś za coś.
- I może powinieneś… – kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu – Zażartowałabym nawet, że możesz mi dać za to klapsa jak bardzo chcesz, ale po pierwsze… to BARDZO kiepski żart – i chociaż miewała kiepskie poczucie humoru to nie aż tak! – A do tego nie jestem pewna, czy jesteśmy już na etapie żartowania. – czy jednak chciał się na nią złościć. Dalej. Bo czy zauważyła, że jej nie dotknął, chociaż był tak blisko? Oczywiście. Czy jakiś cichy głosik z tyłu głowy podpowiadał jej, żeby naprawiła ten stan rzeczy? Jak najbardziej. Postanowiła jednak niczego nie przyspieszać, dała mu szansę pobyć panem sytuacji. Mhm, przez chwilę.
- I właściwie, co miałeś na myśli mówiąc, że o mnie rozmawialiście? Zanim podeszłam, czy jak już odeszłam? Zacząłeś… więc teraz już musisz powiedzieć. Chcę wiedzieć, co o mnie mówisz, Bellore. Prawie tak samo bardzo jak to, co o mnie myślisz. – tak… naprawdę, a nie gdy próbował ją do czegoś przekonać albo zmotywować. Raczej, co o niej myślał, gdy był sam ze sobą i swoją głową.


anthony bellore
45 y/o
For good luck!
185 cm
member of parliament
Awatar użytkownika
there's an old Italian saying: "you fuck up once, you lose two teeth"
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjipłynny?
postać
autor

Pewnie, że taki układ był prosty. Musiał być, bo to przecież nie tak, że Love i Anthony wpadli na taki pomysł jako pierwsi. Sęk w tym, że jego zdaniem – tym, które miał od paru minut – ona chyba traciła z nim czas. Ba – pewnie tracili go oboje, tylko subtelna różnica polegała na tym, że w przeciwieństwie do pani redaktor, Bellore miał już poukładane życie i miał do czego wracać. Ona za to marnowała przy nim najlepsze lata swojego życia i to z pełną świadomością, że na końcu tej drogi tak naprawdę nic na nią nie czekało. No bo niby co tak naprawdę czerpała z tej relacji? Karierę prawdopodobnie i tak zrobiłaby sama, a przyjemności… No, te pewnie będzie wspominać, ale czy opłacało się jej w to grać? Czy on miał prawo z tego korzystać? Czy to nie był odpowiedni moment na powiedzenie sobie „do widzenia” i skasowanie swoich numerów?
Cóż – kto wie; odpowiedzi na te pytania może padłyby w przeciągu najbliższego kwadransa, gdyby nie to, że Love raz jeszcze zaczarowała Anthoynego i wybiła mu z głowy te resztki zdrowego rozsądku. Tym razem swoją dojrzałością. To pewnie niezbyt sprawiedliwe, że czasem to ona musiała być sumieniem ich znajomości, ale skoro mówiła nie tylko mądrze, ale przede wszystkim w sposób, jaki myślał Bellore, to dlaczego miałby jej przeszkadzać. Zwłaszcza, kiedy patrzyła na niego tymi dużymi oczami i gładziła materiał jego marynarki swoimi smukłymi palcami, jakby była kimś więcej niż tylko tą młodą kochanką.
I niby które z nas miałoby wyjść wtedy ze studia? – Wtedy, to znaczy w trakcie ich pierwszego spotkania. W końcu to więcej niż prawdopodobne, że odbyło się na planie jakiegoś programu, w którym już nie taki bardzo młody, ale wciąż obiecujący polityk przekonywał, że konserwatyści mogą odbić stołek w nawet tak liberalnym piekiełku, jakim było Toronto. A nawet jeśli nie, w sensie – nawet jeśli Bellore się mylił i jako pierwsze zapamiętał któreś następne, to chyba bez znaczenia. To musiało się tak potoczyć.
Albo wróć – jednak ze znaczeniem. Love kiedyś będzie musiała zauważyć, że jego pamięć czasami niedomaga, a to powinien być pierwszy przykład takiego zachowania.
O co chodzi z kobietami i klapsami? – Uniósł brew – ni to zaczepnie, ni to z zaciekawieniem. – W sensie… Podobno w każdym żarcie jest jakaś cząstka prawdy, więc… Powiedzmy, że głośno myślę. – Mówił tak luźno, że aż… Dziwnie, biorąc pod uwagę to, o czym rozmawiali, natomiast chyba nie powinna mieć mu za złe, że ciągnął ją za język. Lubił to robić; wbrew temu co myślała, oprócz interesów i łóżka chętnie słuchał tego, co miała do powiedzenia i to nawet wtedy, kiedy nie miał o czymś najmniejszego pojęcia albo kompletnie się z nią nie zgadzał. Może tym razem był odrobinę mniej bezinteresowny niż zwykle, ale hej – czasem i tak się zdarza. – To zależy od tego, czy chciałabyś dostać klapsa, czy nie – rzucił, niby nonszalancko podrzucając ramionami, ale nie potrafił już dłużej utrzymywać powagi i szeroko się wyszczerzył. – Mam nadzieję, że to wcale nie brzmiało tak żenująco, bo… Mój Boże. – Anthony z niedowierzaniem potrząsnął głową na boki i opuścił wzrok.
Szkolny błąd. Panowanie nad sytuacją zwykle kończy się tam, gdzie zaczynają się braki w ubiorze, a t-shirt, który miał na sobie, sięgał pewnie najdalej połowy ud. Chyba już mogła z nim żartować.
Och, więc teraz pytasz, o czym rozmawiam z moją żoną w sypialni, tak? – Czy prowokował? Pewnie tak, ale raczej bez żadnego podtekstu w stylu wzbudzania zazdrości. Za dużo zobaczył, żeby wbijać jej zatrute szpilki i mieszać w głowie. Chodziło o teraz. – O twojej sukience i nogach. I że na żywo jesteś „mniej drapieżna” niż w telewizji. I że łatwo polubić twoje towarzystwo – powiedział powoli, ale dopiero po tym jak podniósł głowę, a ich spojrzenia znów mogły się skrzyżować. Mówiąc za to, równie leniwie zresztą, najpierw przesunął dłonią po blacie, a potem ułożył ją na jej nodze, tuż pod granicą, którą wyznaczał materiał podkoszulki. – Zadowolona? – Zapytał jak gdyby nigdy nic i nawet pochylił się nieco w jej stronę, trochę tak, jakby chciał jej skraść pocałunek, ale intencje (przynajmniej póki co albo przynajmniej tak sobie wmawiał) miał znacznie czystsze. Tego poranka jeszcze nie zajrzał jej w oczy z tak bliska i szukał w nich właśnie odpowiedzi na pytania, z którymi do niej przyszedł. Albo po prostu nie chciał, żeby mu wypominała, że to on zaczął.

Love Roderick
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
przeciwko sztucznej inteligencji i upadkowi zasad
28 y/o
CHRISTMASSY
159 cm
prezenterka w CBC News
Awatar użytkownika
'Cause I'm a real tough kid
I can handle my shit
They said, "Babe, you gotta fake it 'til you make it"
And I did
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Szczegóły… kto. Pokręciła lekko głowa, bo nie miało to najmniejszego znaczenia. To się nie stało. Czy to dobrze, czy źle to już zupełnie inna kwestia. Ale nie żałowała – jakkolwiek źle by to na nią nie działało, jakkolwiek nie miałoby to sensu i przyszłości… cieszyła się, że żadne z nich nie wyszło wtedy ze studia. Była głupia. Zapominała jednak o tym drobnym szczególe z każdą kolejną sekundą, gdy wpatrywał się w jej oczy, a przez absurdalnie małą przestrzeń między nimi – zapach jego perfum docierał do jej nosa i uderzał do głowy. Dlaczego do cholery musiał być tak… intensywny. On, cały. Nie tylko jego perfumy.
- Kobietami? – złapała go za słówko, lekko przekrzywiając głowę, gdy wpatrywała się w niego zaciekawiona. Kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu, bo nie mogła sobie odmówić – Z wieloma o nich rozmawiasz? – dodała z odrobiną złośliwości, ale dobrze zakamuflowanej. Tak samo jak dobrze zakamuflowana była jej zazdrość (a przynajmniej tak jej się wydawało), bo przecież… co miało ją to interesować, prawda? Mógł o nich rozmawiać z żoną, inną kochanką, asystentką albo koleżanką. A mógł nie rozmawiać wcale i było to wysoce prawdopodobne, ale… chciała to usłyszeć od niego. Bo żarty o klapsach mogły być żenujące, mogły być nie na miejscu i prawdopodobnie na pewnym etapie nie powinny się w ogóle pojawiać, ale przecież byli tutaj sami. I skoro oboje powiedzieli A i B, to spokojnie można było jeszcze dorzucić C. Zarówno ta rozmowa jak i cała jego wizyta w jej mieszkaniu nie mogły być już bardziej nieodpowiednie. Za to cały czas prowokowały śmieszne dreszcze przechodzące wzdłuż jej kręgosłupa.
Był tak blisko, że wystarczyło przesunąć się o kilka centymetrów, sięgnąć jego podbródka i podnieść jego twarz do góry… zlikwidować cały ten dzielący ich dystans. Nie zrobiła tego. Poczekała aż sam podniósł wzrok, a jej spojrzenie zaczęło lawirować między męskimi oczami a wargami, przez chwilę nie mogąc się skupić na jednym.
- Powinnam się obrazić… seks z jej mężem automatycznie robi ze mnie drapieżnika. Mam nadzieję, że w jakimś stopniu obroniłeś moje dobre imię. – kącik ust drgnął jej w rozbawieniu, bo ugh… nie było w tym nic dobrego i już to ustalili. Być może to też nie był najlepszy temat do żartów, ale nie zdążyła się ugryźć w język. Kobiece ego wzięło górę, wyrzuty sumienia na kilka chwil schowała bardzo głęboko do kieszeni. Szczególnie w momencie, gdy jej dotknął. Nawet nie spojrzała na jego dłoń, zbyt intensywnie wpatrywała się w męskie tęczówki, żeby teraz to przerwać, ale jego skóra parzyła, więc jej obecność tam była bardziej niż zauważalna. I bardziej niż chciana. A Love była bardziej niż zadowolona.
Przeniosła swoją dłoń na jego, żeby nią pokierować, żeby przesunąć ją odrobinę wyżej, w górę jej uda, już pod materiał jej koszulki… razem z tym lekko, ale zauważalnie biorąc pod uwagę jak był blisko, drgnęła rozsuwając uda. I nie odwróciła spojrzenia. Wpatrywała się w męską twarz uparcie i intensywnie, nic nie chciała stracić, żadnego grymasu, żadnego błysku w jego oku, żadnego zawahania… miała nadzieję, że z tej twarzy wyczyta więcej niż z tego, co mówił.
- Jak płytka będę, jeśli powiem, że chciałam ci się spodobać? – uśmiechnęła się i na moment się rozproszyła, przenosząc wzrok na jego wargi... był tak blisko, że gdy mówiła muskała jego skórę ciepłym oddechem, ale nie zrobiła nic więcej. Jeśli chciał zacząć musiał to zrobić sam. Jeśli nie chciał… wcale nie zamierzała ułatwiać mu zadania – O czym myślałeś tamtej nocy? O tym jak bardzo ci zagrażałam, jak niebezpieczne i bezczelne to było? Czy jednak o sukience? Mam nadzieję, że szczególnie mocno doceniłeś plecy, to wycięcie… nie pozostawiało wiele dla wyobraźni. – kącik ust drgnął jej w rozbawieniu. Ta… miejsce w piekle, na pewno.



anthony bellore
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”