don't say it.. i know you do
Było to najlepsze rozwiązanie, jakie mogła znaleźć po powrocie do Kanady. Pomijając już fakt, że nie raczyła nawet poinformować braci, że zamieszkała w dzielnicy The Beaches i wynajmuje pokój u starego kolegi. Dlaczego nie poszła mieszkać z braćmi? Proste. Bała się, że jeżeli będzie za blisko nich, to z biegiem czasu wszystkie ściany, które tak usilnie budowała przez ostatnie lata, zaczną pękać. Kawałeczek po kawałeczku, aż w końcu rozpadną się całkowicie, a za nimi będzie stała prawie dziewiętnastoletnia Thalia, która w tak młodym wieku straciła dosłownie wszystko. Internet uderzał w nią obelgami. Oskarżeniami. Jakim prawem pozwoliła Christopherowi prowadzić w takim stanie? Przecież to był złoty chłopak. Miał głowę na karku, a ona go omamiła. Nie dawała rady. Musiała się wynieść. Odciąć kontakt nie tylko z rodzicami, ale i z rodzeństwem. Przynajmniej na początku. Po przeprowadzce do Stanów powoli ocieplała kontakty z rodziną. Na tyle, żeby się o nią nie martwili... Lata mijały, a ból i gniew do samej siebie pozostawały takie same. Relacja z jedzeniem zaczęła zamieniać się w niezdrowy taniec. Chorą grę, sprawdzającą, jak długo będzie w stanie jeść tyle, żeby się najeść, a nie objeść. Nie znała granic. Nie znała niczego pomiędzy. Wpadała z jednej skrajności w drugą, aż w końcu stwierdziła, że wyglądała w miarę okej, kiedy zrzuciła kilkanaście kilogramów. Parszywe myśli nie opuszczały jej nawet wtedy, gdy przeglądała się w lustrze.
Może teraz będzie wystarczająca?
Słysząc wibracje telefonu, zerknęła na ekran, by ujrzeć imię swojego starego znajomego, Deana, który zapraszał ją na imprezę. Uwielbiała wychodzić z nim na miasto, a teraz okazywało się, że planowana była jakaś domówka, więc jak mogłoby jej tam zabraknąć? Musiała powolutku wbijać się w torontońskie grono, jeżeli chciała w jakikolwiek sposób zapomnieć o przepełniającej ją pustce. Nie potrzebowała długich namówień, bo godzinę później była już na miejscu. Rozglądała się za kumplem, którego za cholerę nie mogła znaleźć i który nagle went MIA. Wzruszyła ramionami i zaczęła rozglądać się po domu, po chwili znajdując miejsce, gdzie ludzie częstowali się darmowym alkoholem. Chwyciła czerwony kubek i wlała do niego jakąś podejrzaną mieszankę alkoholową. Pobujała się z jednej nogi na drugą, upijając drinka, który smakował jak słodki płyn do chłodnicy. Nigdy go nie próbowała, ale właśnie tak wyobrażała sobie jego smak. Skrzywiła się, czując tę charakterystyczną falę ciepła alkoholu przechodzącą przez ciało niemal od razu, co tylko upewniło ją, że było to cholernie mocne... Przechadzając się po domu, usłyszała nagle pisk jakiejś dziewczyny, która podbiegła do niej z szerokim uśmiechem. - Oooo, chodź, potrzebujemy jeszcze jednej osoby! - Thalia tylko uniosła brew, zerkając na przeogromne kółko na środku salonu, wypełnione mężczyznami i kobietami. - Um, jasne - wydusiła z siebie, pozwalając, by dziewczyna zaciągnęła ją bliżej. Wysoka blondynka spojrzała najpierw na grono ludzi, potem na Rosenhall, zanim rzuciła, - Wszyscy, to jest nowa. Nowa, to są wszyscy! - Grupka ludzi pomachała i odkrzyknęła coś w jej kierunku, a Thalia odwzajemniła gest, siadając między nimi. Rozejrzała się z nadzieją, że może pozna kogoś w tym tłumie, ale na marne. Przecież Toronto było kurewsko wielkie, co nie?
Kolejki mijały jedna po drugiej. Dziewczyny całowały się z chłopakami, chłopaki z chłopakami, dziewczyny z dziewczynami. Ślina, piski i śmiechy wypełniały salon, aż po jakimś czasie kolej padła na Thalię. Zerknęła po ludziach, dopiła drinka i nachyliła się nad butelką. Chwyciła ją, po czym zakręciła mocno, zastanawiając się, na kogo padnie. Wszyscy dookoła zaczęli nachylać się coraz bardziej, gdy butelka zwalniała z każdą sekundą, trzymając ich w niepewności.
I padło na chłopaka o dłuższych blond włosach rozwianych w różne strony, jakby w tym pokoju nie obowiązywało prawo grawitacji. - Wohohohoo, nowa! Trafiłaś na Ace’a! - rzuciła jedna osoba. - What a lucky bitch - dopowiedziała druga. Nie rozumiała tego całego szału? No nic. Siedział dosłownie naprzeciw niej. Wstała, podeszła do niego, po czym uklękła przed nim na tyle blisko, że w tej pozycji mogła być odrobinę wyższa od niego. - Hej - wyrzuciła z siebie, zerkając w jego błękitne tęczówki i uśmiechając się delikatnie. Niemal nieśmiało, ale z małą nutką zadziorności. Wysunęła dłonie, wsuwając je za jego szyję, a potem delikatnie zanurzyła palce w jego włosach. Przechyliła twarz, zbliżając się do jego ust, by po chwili musnąć je raz. Potem kolejny. A gdy wyczuła rytm, po prostu powoli pogłębiła pocałunek, wsuwając język i splatając go z jego. Całował cholernie dobrze, to musiała mu przyznać. A sam fakt, że jej kumpel zaginął w akcji? Well, nie miało to już żadnego znaczenia, bo teraz była zajęta czymś o wiele bardziej interesującym od niego.
ace? 🂡