—
Potrzebowałem tylko przeglądarki — odpowiedział zgodnie z prawdą, przy czym wymownie wzruszył ramionami. Zayn nie potrafiłby odnaleźć się wśród tak porozrzucanych plikow, ale ani przez moment nie wątpił, że Coven świetnie poruszała się między dokumentami i zapisanymi na komputerze zdjęciami.
Zayn z pewnością nie był naiwny. Stronił od tłumów tak samo, jak stronił od używek. Nie ufał ludziom, a każde zasłyszane słowo potrafił wielokrotnie filtrować. Nierzadko przymykał oczy na oczywiste kłamstwa, udając, że dawał im wiarę tylko po ty, aby nie angażować się w zbędne dyskusje.
Miał wrażenie, że pomimo młodego wieku przeżył już zbyt wiele, aby dać się łatwo oszukać. Z tego powodu jego ostrożność bywała nader przesadna, co momentami graniczyło z jakąś paranoją. Nie potrafił jednak postępować inaczej. Lata spędzone we Włoszech bardzo go doświadczyły. Widział rzeczy, które na zawsze zmieniły jego sposób patrzenia na świat, dlatego doskonale zdawał sobie sprawę, do czego zdolny potrafi być
człowiek.
W Coven dostrzegał jednak dobroć. Nawet jeśli czasami wydawała mu się zbyt ufna albo zbyt dobitnie kierowała się sercem tam, gdzie rozsądek Zayna znowu nakazywał ostrożność, nigdy nie posądziłby jej o świadome działanie na czyjąś szkodę. Taka po prostu nie była. Może właśnie dlatego tak dobrze czuł się w jej towarzystwie. Stanowiła jawne przeciwiesntwo. Podczas gdy on wszędzie doszukiwał się ukrytych intencji, ona wydawała się patzzeć na ludzi bardziej przychylnie. Lubił więc spędzać z nią czas, bo przy niej łatwiej było mu odłożyć na bok część swojej nieokrzesanej ostrożności.
Zayn jedynie westchnął na entuzjazm kobiety. Wciąż nie uważał całej sprawy za szczególnie istotną i gdyby decyzja należała wyłącznie do niego, już dawno odpuściłby temat. Skoro jednak Coven tak bardzo zależało na złapaniu oszusta... ehh... z braku wyboru postanowił jej pomóc.
Zmierzył ją uważnym spojrzeniem, gdy nazwała go
najlepszym. Jeszcze chwilę wcześniej w jej oczach był przecież tym
najgorszym. Ostatecznie jednak prychnął rozbawiony i skinął głową, zgadzając się z oceną, że powinni bez problemu zdążyć pojechać do Parkdale i wrócić.
W samochodzie w zzupełnym odruchu zapiął swój pas. Następnie wysłuchując pytań Coven, pochylił się w jej stronę i zapiął również jej pas bezpieczeństwa. Podejrzewał, że w natłoku emocji całkowicie o tym by zapomniała. Dopiero wtedy wygodnie oparł się o fotel, uruchomił silnik i wyjechał z parkingu. Chwilę później gwałtownie włącył się do ruchu.
—
Nie sądzę — odpowiedział. Obdarzył kobietę jedynie przelotnym spojrzeniem, po czym ponownie skupił uwagę na prowadzeniu mercedesa.
Nie był pewien, czy w całym Toronto znalazłby się ktoś bardziej niebezpieczny od niego samego. Co prawda nie znał tutejszego półświatka i nie zamierzał się w to angażować, ale też trudno było mu uwierzyć, że drobny internetowy oszust zasługiwał na taką opinię. W jego wyobrażeniu był raczej mało rozgarniętym typem, który próbował dorobić do pensji. Nic więcej, więc z pewnością nie kimś, kogo należałoby się obawiać.
—
Jeżeli się boisz, to cię obronię — rzucił pół żartem, pół serio, po czym puścił Coven oczko.
Skoro już niefortunnie dał się wciągnąć w cały ten konflikt, nie zamierzał dopuścić, aby stała jej się jakakolwiek krzywda. Jednocześnie miał nadzieję, że cała ta wyprawa przebiegnie sprawnie, aby bez większego opóźnienia wrócili po Fredericę. —
Tylko nie wpisz przypadkiem innego miasta — rzucił z rozbawieniem, zerkając na nią znowu, gdy po raz kolejny sprawdzała adres.
Gdy nawigacja wyznaczyła trasę, Zayn skupił się na drodze. Przecisnąl się przez popołudniowy ruch. Co jakiś czas zerkał jedynie na ekran telefonu Coven, kontrolując kolejne zjazdy i skrzyżowania. Kilkadziesiąt minut później opuścili bardziej zatłoczone ulice i skierowali się w stronę spokojniejszej części Parkdale, gdzie według lokalizacji miał znajdować się
ich oszust.
W końcu zatrzymał mercedesa przy krawężniku przed niewielkim, zupełnie zwyczajnym domkiem jednorodzinnym. Zayn wyłączył silnik i jako pierwszy wysiadł na zewnątrz. Słońce świeciło wyjątkowo mocno, więc od razu sięgnął po okulary przeciwsłoneczne i wsunął je na nos. Następnie rozejrzał się dookoła, lustrując sąsiednie posesje. Wszystko wyglądało całkowicie normalnie. Wręcz zbyt normalnie jak na kryjówkę groźnego przestępcy, którego zdążyła sobie wyobrazić Coven.
—
Miejmy to już za sobą — powiedział i po prostu ruszył w stronę domu. Przeszedł przez krótki chodnik prowadzący do wejścia, po czym zatrzymał się przed drzwiami. Przez moment nasłuchiwał, ale z wnętrza nie dobiegł żaden dźwięk. W końcu uniósł dłoń i kilka razy naprawdę mocno zapukał. —
Będę załamany jeżeli nikogo nie zastaniemy i przyciąniesz mnie tu jutro po raz drugi — rzucił do Coven, jednakw tym samym momencie usłyszeli trzask zamka.
coven bremers