Zapomniała się na moment.
W tej kuchni -
tu i teraz z dala od ciekawskich spojrzeń - popłynęła za bardzo.
Nie powinna grać w tę grę, choć tak właściwie sama nie potrafiła określić w co sobie pogrywała. Zwyczajnie przepadła w tych zielonych oczach nie potrafiąc znaleźć odpowiedzi, choć wiedziała, że nie powinna, bo stawka była zbyt wysoka. Niebezpieczna wręcz… a z drugiej strony, teraz gdy się tak do niej wyrywał na tym krześle i
prosił, nie potrafiła przestać. Przyciągał ją i tak bardzo… pociągał. I budził na nowo, przywoływał, znów tchnął życie w to uśpione od lat serce, a takich rzeczy się po prostu nie zapomina, prawda? I z rąk bez walki nie puszcza. Raz wprawił w drżenie tamtej nocy w pokoju z numerem trzynaście i za każdym razem wprawiał gdy o nim myślała, bo
dios mío… myślała o nim nie raz!
I teraz miała go przed sobą, bezczelnie oferującego, że zerwie z Aurelią, byle tylko mogli się spotykać. Pytał o to
gryźć i drapać, ujmował jej nadgarstek, a ona? Ona zamiast się wyrwać, dawała się temu zakazanemu przyciąganiu porwać.
Na chwilę tylko, choć na moment.
Powtórzymy to.
Chciała się zgodzić.
P o w i n n a odmówić.
Wypadało odmówić, prawda? Już wtedy w klubie wyznała mu przecież, że jej życie to jedna wielka powinność, a on dał jej wtedy cicha zgodę na to, by robiła co tylko chce i tak to się zaczęło. Gdyby poza nimi i poza tą kuchnią nie było nikogo, znów zrobiłaby to czego robić nie powinna.
To co chciała.
Jednak nie byli sami. —
Co ci tak zależy? — zapytała, a ciekawość mieszała się z lekkim rozbawieniem, bo w zasadzie to nie rozumiała.
Why me? Choć ona dobrze wiedziała
dlaczego on. Wcale nie dlatego, że był młody i bezczelny, a dlatego, że tych
pierwszych się nie zapomina, a to właśnie on pierwszy obudził po wielu latach barcelońską dziewczynę na zawsze odznaczając się w jej pamięci.
Pierwsza zdrada.
—
Tylko o to — przytaknęła wyraźnie rozbawiona sunąc chłodną ścierką po jego rozgrzanym policzku. Bujda, wpierw to chciała go rozszarpać, później wolała zapaść się pod ziemię, a teraz gdy jej oczy zbyt długo zatrzymywały się na jego klatce mógł wiedzieć, czego pragnie.
Myślałaś o mnie?
Pochyliła się minimalnie w jego stronę zerkając na jego usta. —
Często — przyznała wracając do jego oczu i nie odwracając wzroku, gdy składał pocałunek na jej dłoni. —
Gdy byłam sama — dodała pochylając się w stronę jego ucha, by koniec końców wyszeptać. —
I gdy nikt nie patrzył — odsunęła się przyglądając się czy wyłapuje każde podwójne dno jej wypowiedzi? Czy dociera do niego jak bardzo nieodpowiednie i jednocześnie
przyjemne były to myśli.
I jak bardzo okrutne…
…względem Aurelii, która właśnie weszła do kuchni i sprowadziła ich na ziemię. Marię na pewno, nie była pewna co do Donniego, czy sprowadziła go na ziemię z taką łatwością jak matkę, ale wiedziała, że jeśli zostanie tutaj jeszcze chwilę to ten dom runie jakby był zbudowany z kart. Z trudem się nie zdradzała opowiadając o praniu i czystej koszulce, nie zerkając już w jego zawiedzione oczy uciekła z kuchni.
Powietrze w ogrodzie wcale nie było lżejsze, choć lekki wiatr sprowadzał ją na odrobinę ziemię. Zsunęła buty, by bosą stopą spróbować tego całego
uziemiania, o którym tak ostatnio dyskutowali na tańcach, ale okazało się wielkim oszustwem, bo nie działało.
Istna rodzinna sielanka zapanowała na ich tarasie, gdy zasiedli wszyscy do stołu. Aurelia wisiała na ramieniu Donniego szczebiocząc mu coś o lemoniadzie, Mateo wyjadał słodsze przysmaki, a Xavier mu je dla żartu podbierał. Rozsiadła się zadzierając głowę do góry, by zerknąć na męża, który teraz ułożył swoje dłonie na jej ramionach. Była spięta, co z łatwością mógł wyczuć pod swoim dotykiem, znali się bowiem nie od dziś. Na szczęście miał na to swoje sposoby, dobrze wiedząc gdzie wbić mocniej palec, a gdzie dłużej przesunąć ręką. Odchyliła nieco głowę z bok, czując jak delikatnie luzują się jej ramiona słuchając jednocześnie o fotografi i uśmiechając się pod nosem, gdy Mateo dał upust swojej trupiej fascynacji.
—
Pokażesz nam kiedyś swoje zdjęcia? Chętnie zobaczymy, jak widzisz świat przez obiektyw — wtrąciła przerywając dziecięce przekomarzania. Mówiła to tak spokojnie, ciepło wręcz, choć pod stołem jej bosa stopa nerwowo trącała trawę raz po raz.
Chciała zobaczyć
tamte zdjęcia.
Niektórzy już za życia umierają dzień po dniu... słysząc to uśmiechnęła się blado. —
Trochę to depresyjne, Donnie — skomentowała nalewając sobie odrobinę lemoniady wyciśniętej przez Aurelię. Kwaśnej — taka właśnie powinna być, a jednak z nutą nieproszonej goryczy, pewnie za sprawą nieodrzuconych pestek. Przełknęła to, jak przełknąć musiała też fakt, że uwaga Donniego była zbyt trafna. Gdzieś głęboko pod skórą rozumiała te słowa lepiej, niż pozostali. Uderzył w czuły punkt.
—
Ty słuchasz depresyjnych podcastów o morderstwach— rzucił Xavier. —
No to gorsze niż nekrologi — dodał Mateo. —
To nie to samo — skomentowała i zerknęła porozumiewawczo w górę na męża, a potem na wino. Potrzebowała czegoś więcej niż lemoniady.
—
Przecież ciebie fascynuje śmierć — wtrącił ku jej zaskoczeniu Rafael wręczając jej kieliszek z winem, po czym zaczął zdejmować mięso z grilla, by w końcu mogli zasiąść do posiłku. —
Nawet jesli to nie wiem czy śmierć to dobry temat na zapoznawanie się — broniła się, ale Rafael nie dawał za wygraną. —
Przecież ledwo mnie poznałaś, a chciałaś mi pokazać rzeźbę El Bes de la Mort, która de facto jest nagrobkiem. Jakbym szedł twoim tokiem myślenia, to nasze zapoznawanie na tym by się skończyło, a tak to patrz, gdzie teraz jesteśmy — spojrzał na swoją rodzinę, a jej nie pozostawało nic tylko się uśmiechnąć i napić wina.
Próbowała spokojnie trwać w tej sielance i z pozoru zwykłej rozmowie, ale jej spojrzenie rwało się do niego w tych sekundach, gdy Lia zajmowała się nakładaniem mu posiłku, a Rafael grzebał coś jeszcze przy grillu. —
Spodobałaby ci się… może — zagadała bez namysłu widząc, że xavier dostrzegł jej spojrzenie zawieszone na Donniem. —
Przedstawia młodego człowieka, który pada w ramiona kostuchy, ale nie walczy. Śmierć całuje go czule — urwała wysuwając talerz w stronę męża. —
Nałożysz mi? — wtrąciła jakby nigdy nic, bo nie będzie urządzać sobie pogawędki o pocałunkach z chłopakiem córki, prawda? —
Czemu nigdy nas tam nie zabrałaś? — wtrącił Xavier. —
Bo wolicie plażowanie jak już tam jesteśmy — a Barcelona miała o wiele więcej do zaoferowania. —
Pojedźmy w tym roku — wtrącił bezmyślnie Rafael, a Aurelia mu zawtórowała klepiąc Donniego po ramieniu i mówiąc mu jakby to było wspaniale, gdyby poleciał razem z nimi. Jakby się opalali na plaży Mar Bella, jak mógłby smarować ją olejkiem do opalania po caaaałym ciele, jak graliby w siatkówkę na plaży, a wieczorami kąpali się nago w Morzu Śródziemnym. I już zaczynała szukać stroju na telefonie jaki sobie zamówiła, mówiąc jakby się nadał idealnie.
Te gustaría probarme en Barcelona?
Te gustaría darte un vuelo a Barcelona?