ODPOWIEDZ
27 y/o
For good luck!
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
zostanę tylko w obietnicach, w myślach, niedopalonych papierosach - na nich moja szminka
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

003.
Obrazek
Lubiła polować na okazje. Było coś satysfakcjonującego w świadomość, że zdobyła coś fajnego za ułamek pierwotnej ceny. Zakupy z drugiej ręki sprawiały jej ogromną frajdę! Poza tym był to zwyczajnie rozsądny sposób na oszczędzanie. Jej portfel nie cierpiał, gdy odkupywała ubrania od ludzi z internetu, a czasem wręcz zyskiwał, kiedy sama robiła porządki w szafie i wystawiała rzeczy, których już nie nosiła. W jej oczach był to układ idealny - mniej niepotrzebnego chomikowania, więcej miejsca na nowe zdobycze i kilka dodatkowych dolarów na koncie. A zdobycze potrafiły być naprawdę imponujące! Czasami, pośród setek nijakich ogłoszeń, trafiała na prawdziwe perełki. Takie, które sprawiały, że chciało się je kupić natychmiast. Dokładnie tak było z jeansowymi ogrodniczkami, na które napaliła się od pierwszego spojrzenia. Kosztowały śmiesznie mało, ale i tak najbardziej chodziło o krój. Nigdy wcześniej nie widziała podobnych. A do tego dochodziły kolorowe, miejscami przetarte naszywki. Coven była nimi absolutnie zachwycona! Nie miała pojęcia, czy naprawdę ich potrzebowała, ale to akurat nigdy nie było najważniejsze.
Sprzedający wydawał się wiarygodny - kilka zdjęć, krótki opis, szybkie odpowiedzi na wiadomości. Nic, co wzbudzałoby podejrzenia. Tyle że w takich sytuacjach właśnie to nic bywało najbardziej zdradliwe. Paczka nigdy nie dotarła. Na początku Bremers uznała, że to po prostu opóźnienie. Kurier nawalił, a gdzieś pomiędzy wypadł jeszcze weekend. No zawsze można było znaleźć jakieś wytłumaczenie. Ale dni mijały, status przesyłki nie zmieniał się ani o jotę, a kontakt ze sprzedającym zaczął się urywać. Najpierw odpowiedzi były rzadsze, potem coraz bardziej wymijające, aż w końcu zniknęły całkowicie. A potem zniknęło konto. Profil użytkownika, od którego kupiła ogrodniczki, po prostu przestał istnieć! Oczywiście zgłosiła sprawę przez aplikację, skrupulatnie opisując całą sytuację, dołączając potwierdzenie przelewu i zrzuty ekranu rozmów. Odpowiedź przyszła szybko, ale nie przyniosła ulgi. Sprzedający nie został zweryfikowany, ale za to pozostał bezkarny. Kazali na przyszłość zachować Coven ostrożność. I tyle.
Nie chodziło nawet o te pieniądze. Strata była irytująca, jasne. Mogłaby za nie kupić coś innego, może nawet lepszego. Ale to nie finansowy aspekt gryzł ją najbardziej. Najbardziej gryzła ją świadomość, że została oszukana! Ludzie to jednak straszne kurwy. W tym celu postanowiła zadzwonić do Zayna. Chciała się wyżalić, a przy okazji miała nadzieję, że kumpel znajdzie dla niej jakąś sensowną radę. Umówili się w centrum przyrody i edukacji ekologicznej, bo Fontana nie miał z kim zostawić córki. Wprawdzie Bremres nie interesowały takie rzeczy, ale przecież nie szła tam z zamiarem nauczenia się, jak rozpoznać bielika od myszołowa. Wzięła nawet ze sobą laptopa, żeby pokazać Zaynowi wszystkie zrzuty ekranu i inne dowody na to wstrętne oszustwo.
Cześć! — powitała się, kiedy dostrzegła ich tuż przed wejściem. — Hej, Freddie, super wyglądasz! — zwróciła się do sześcioletniej Fredericki, z którą przybiła żółwika. — Fajne warkocze. Kto ci je zaplótł? Tata? — przeniosła spojrzenie na Fontanę, bo jakoś nie spodziewała się po nim takich manualnych talentów. Nie miała go za ułomnego, ale dobrze pamiętała, jak to jest wychowywać się tylko z ojcem. Ten jej nie potrafił zrobić jej zwykłego kucyka, a co dopiero mówić o innej fryzurze.

Zayn Fontana
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
27 y/o
For good luck!
195 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3os, l.pojedyńcza
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zayn nigdy nie podzielał entuzjazmu Coven do kupowania używanych rzeczy. Sam nawet nie zaglądał na strony z tego typu ofertami. Odkąd posmakował luksusu — najpierw po przeprowadzce z obskurnej nory w Chicago do Giuseppe, a później po ucieczce z Fredericą do Toronto po rodzinnej masakrze — pieniądze przestały być dla niego problemem. Przyzwyczaił się do życia na wysokim poziomie i zamierzał utrzymać je za wszelką cenę.
Doskonale pamiętał, jak wyglądało jego dzieciństwo. Pamiętał wieczory, podczas których wraz z matką zastanawiał się, co włożyć do garnka. Wówczas miał do dyspozycji jedynie skisłe mleko oraz kawałek czerstwego chleba. W tamtym okresie głód odbijał mu się czkawką, dlatego obiecał sobie, że Frederica nigdy nie będzie musiała żyć w podobny sposób.
Zatem nie miał większego pojęcia o problemach związanych z internetowymi oszustwami. Nigdy nie kupował używanych rzeczy, więc nie interesowały go historie ludzi, którzy padli ofiarą nieuczciwych sprzedawców. Gdy zgodził się spotkać z Coven, ledwo jendym uchem słuchał jej narzekania, ale wciąż nie przypuszczał, że tak mocno przeżyła fakt utraty zarówno pieniędzy jak i ogrodniczek. Mimo to zgodził się na spotkanie, choć bardziej z ciekawości niż z rzeczywistej chęci wsparcia.
Poza tym Federica lubiła Coven, dlatego bez wahania zgodziła się wyjść z domu, a centrum przyrody i edukacji wydawało mu się wystarczająco dobrym miejscem. Zakładał, że córka szybko znajdzie sobie zajęcie, dzięki czemu on i Coven będą mogli porozmawiać.
Leniwie uniósł dłoń w geście powitania, po czym przez chwilę przysłuchiwał się pogawędce dziewczyn. Freda przyznała, że to ojciec zaplótł jej warkocze. Prawda była taka, że z każdym kolejnym razem szło mu coraz lepiej. Miał zresztą na czym ćwiczyć. Mała blondynka mogła pochwalić się coraz dłuższymi i gęstszymi włosami. Zayn spędził już niejeden wieczór przy poradnikach na YouTube, próbując odtworzyć wymyślne fryzury.
Masz z tym jakiś problem? — prychnął rozbawiony, widząc niedowierzajacą mimikę kobiety. — Tobie też powinienem zapleść warkocze — zapytał retorycznie, bo nie spodziewał się potwierdzajacej odpowiedzi.
W tym czasie Frederica pobiegła do wnętrza chatki. Zayn odprowadził ją wzrokiem, po czym nonszalancko oparł się ramieniem o drewnianą balustradę. Przez kilka sekund obserwował, jak córka witała się z nauczycielem i pozostałymi dziećmi, a gdy dzrwi ostatecznie się zamknęły, skupił się wyłącznie na Coven. Jego spojrzenie przesunęło się po jej twarzy, aby ostatecznie zatrzymać się na laptopie, który przytaszczyła ze sobą.
Ty mówisz poważnie, że mam ci z tym pomóc? — zapytał, bo przecież część problemu już zdążyła mu objaśnić przez telefon. Już wtedy nie podobał mu się ten pomysł, ponieważ nie przywykł do zajmowania się takimi drobiazgami. — Nie wiem, nie możesz sobie tego darować? — dopytał głupio, choć prawdopodobnie znał już odpowiedź.

coven bremers
27 y/o
For good luck!
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
zostanę tylko w obietnicach, w myślach, niedopalonych papierosach - na nich moja szminka
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jak mogła mieć problem z tym, że jakiś facet potrafił zapleść warkocze? Przecież takiego, to trzeba było ozłocić! Odkąd poznała Zayna wiedziała, że może czasami zachowywał się durnie, to ojcem był na medal. Mała Freda miała mnóstwo szczęścia!
Powinieneś — odparła natychmiast, przeczesując palcami rozpuszczone włosy. Pewnie Fontana nie oczekiwał odpowiedzi, ale Coven nie wyłapała, że to było pytanie retoryczne. Nie była szczególnie bystra, ok? — Samej trudno robi się dobieranego — dodała, wzdychając przy tym z nieukrywaną ciężkością. Ależ przydałby jej się w życiu ktoś, kto zaplatałby jej warkocze!
Na początku nie zrozumiała, o co mu chodzi. Podążyła za jego wzrokiem, który utkwił w torbie z laptopem, którą trzymała przy boku. Czy nie w takim celu właśnie się spotkali? Bremers telefonicznie wyjaśniła, o co chodzi. I faktycznie miała problem, ale wcale nie z fryzurą sześcioletniej dziewczynki. Miała swój własny, w którym Zayna miał jej pomóc. Z założenia. To znaczy, miała po prostu nadzieję, że jej pomoże.
Nie mogę — zastrzegła butnie i zmarszczyła brwi. — Jak raz coś takiego się podaruje, to sytuacja będzie się powtarzać. Niekoniecznie mi, ale innemu klientowi. Rozumiesz, o co mi chodzi? — przekręciła głową i wlepiła oczy w twarz Fontany. Naprawdę na niego liczyła! Ona kompletnie nie znała się na takich rzeczach, a policja na pewno potraktowałaby sprawę lekceważąco. Mieli przecież ważniejsze tematy do ogarnięcia i nie będą tracić czasu na kupione ogrodniczki, które nigdy nie przyszły.
Usiądziemy gdzieś? — zaproponowała, zerkając na Fredericę. — Przeczytałam przy wejściu do centrum, że na zewnątrz odbywają się jakieś edukacyjne zajęcia z rozpoznawania drzew. Idealnie się składa, bo pogoda jest cudowna! — uśmiechnęła się, dając kumplowi do zrozumienia, że mogliby tam odstawić na Fredę i pogadać na osobności. Chyba temat oszustw internetowych nie był odpowiedni do rozmów przy sześciolatce. Nawet Coven o tym wiedziała!
Nie czekając na odpowiedź, od razu złapała Zayna pod ramię i pociągnęła go we wskazane miejsce. Freddie maszerowała obok, trzymając ojca za rękę.
Musisz mi pomóc — naciskała dalej, porzucając wcześniejszą nadzieję. Teraz dla Fontany to był obowiązek. Przykry, ale wciąż obowiązek. Kumplowali się, Bremers już raz uratowała mu dupę, więc on musiał mógł wyświadczyć jej taką małą przysługę. — Proszę? — zerknęła na niego błagalnie. Był jej jedyną deską ratunku! Ogarniał komputery i w ogóle wydawał się supermądry. Jak Coven kiedyś dorośnie, to będzie chciała zostać kimś takim, jak Zayn! A nie, ona już była dorosła. Cholera jasna. Kiedy to się stało i jak do zatrzymać? I czy już całkiem zaprzepaściła swoją szansę, żeby być Fontaną? Co za pech!

Zayn Fontana
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
27 y/o
For good luck!
195 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3os, l.pojedyńcza
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przez chwilę obserwował, jak Coven przeczesała palcami rozpuszczone włosy, po czym mimowolnie wrócił spojrzeniem do jej oczu i natychmiast się roześmiał, słysząc odpowiedź. Właściwie mógł się tego spodziewać. Przekora tej kobiety nie znała granic. Nic więc dziwnego, że odbił się kością ogonową od balustrady i wyciągnął ręce, aby pomóc jej założyć za uszy niesforne, kręcone kosmyki. Zaraz jednak, zupełnie bez ostrzeżenia, jeszcze bardziej rozczochrał jej włosy. Prychnął przy tym głośno i złośliwie.
Zapomnij — rzucił lakonicznie i ponownie oparł się o drewnianą barierkę.
Był złodziejem i oszustem, dlatego tym dziwniej słuchało mu się historii, w której się znalazła. Nie odczuwał żadnej przestępczej solidarności, ale fakt, że miałby uganiać się za jakimś podrzędnym podlotkiem w pewien sposób godził w zawodową dumę Zayna. Patrzył więc na Coven nieodgadnionym spojrzeniem i jednocześnie tłukł się z tymi wszystkimi, trudnymi myślami. W końcu cmoknął ironicznie i odwrócił wzrok, kierując go gdzieś w stronę trawnika albo widniejącej nieopodal ulicy.
Rozumiem, ale niekoniecznie mi się chcę. — Znowu przekręcił głowę w kierunku kobiety. Naprawdę sceptycznie podchodził do tego pomysłu i szczerze pisząc, to zupełnie nie miał ochoty pomagać jej akurat w takiej sprawie..
Nie spodziewał się, że po odstawieniu Fredy Coven spróbuje zaciągnąć go w bardziej ustronne miejsce, ale jak na przyjaciela przystało, poddał się jej woli. Gdy oznajmiła mu, że rzeczywiście musi pomóc, odpowiedział jedynie ciężkim westchnieniem.
Dobra — zgodził się w końcu, choć w głosie Zayna zbrakło entuzjazmu. — Usiądźmy tam. — Skinął w stronę drewnianej ławy ze stolikiem, przy której jakiś starzec kończył właśnie kanapkę. Gdy podeszli bliżej, mężczyzna obrzucił ich obojętnym wzrokiem, po czym podniósł się i odszedł w sobie tylko znanym kierunku.
Zayn zsunął z ramienia Coven torbę i sam wyciągnął z niej laptopa. Ostrożnie położył urządzenie na blacie, uruchomił je i usiadł przed ekranem. Komputer włączał się zadziwiająco długo, więc posłał przyjaciółce kolejne tego dnia sceptyczne spojrzenie. Utrzymał je aż do chwili, gdy na monitorze pojawił się pulpit zawalony dziesiątkami nieposortowanych ikon. Odchrząknął wymownie.
Przydałby ci się jakiś twardy reset — zauważył i jeszcze raz zerknął na zaśmieciony starter.
W końcu przysunął laptop bliżej siebie i otworzył kilka okien jednocześnie, chociaż najpierw musiał zamknąć pięćdziesiąt otwartych kart Coven. Potem przejrzał wiadomości, które kobieta wymieniała ze sprzedawcą. Potrzeboiwał nazwy użytkownika, adres e-mail, zdjęcia oraz godziny wysyłania wiadomości. Po porstu wszystko, co mogło się przydać.
Po chwili uruchomił kilka programów, których przeciętny człowiek prawdopodobnie nawet nie rozpoznałby z nazwy. Ekran szybko zapełnił się oknami pełnymi danych, logów i ciągów znaków. Zayn porównywał informacje, przy czym wyszukiwał powiązania między kontami i sprawdzał, gdzie jeszcze pojawiały się te same dane kontaktowe.
Jego palce co rusz stukały o klawiaturę. Mimowolnie otwierał nowe zakładki, omijał kolejne zabezpieczenia i zaglądał tam, gdzie zwykły użytkownik internetu nigdy by nie dotarł. W pewnym momencie uniósł brew i kilka razy kliknął kursorem myszki, aby otworzyć następne, ostatnie już okno. Widniał na nim adres.
Typ ma zmienne IP, ale znalazłem go — Stuknął palcem w ekran. Był tam adres ulicy, na której mieszkała Coven. — To twój sąsiad. Mieszka kilka budynków dalej. — Posunął urządzenie w stronę przyjaciółki.

coven bremers
27 y/o
For good luck!
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
zostanę tylko w obietnicach, w myślach, niedopalonych papierosach - na nich moja szminka
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chciała prychnąć z oburzeniem, kiedy Coven rozczochrał jej włosy, ale nie potrafiła się na niego gniewać. W ogóle nie umiała chować długo urazy. Zazwyczaj wystarczyło pięć minut, żeby w ogóle zapomniała o tym, że była obrażona. A jak już sobie o tym przypominała, to zapominała o co i dlaczego. Coven zdecydowanie miała pamięć złotej rybki - dobrą, ale krótką. Albo po prostu krótką.
Jesteś najgorszy — stwierdziła, krzyżując ramiona na piersi. Jak on w ogóle śmiał jej odmawiać? I co to znaczyło, że mu się nie chce? Niech lepiej mu się zachce, bo inaczej... inaczej Bremers na pewno coś wymyśli!
Ustronne miejsce wydawało się świetną opcją. Z dala od gapiów i dzieciaków, których namnożyło się od ich przyjścia do centrum przyrody. W tym czasie rodzice mieli czas na to, żeby napić się kawy albo zająć innymi sprawami. Na przykład namierzeniem internetowych oszustów. Coven bardzo chciała odgryźć się Zaynowi, ale ten niespodziewanie zmienił zdanie. Chyba jednak ją lubił!
Naprawdę? — aż podskoczyła z tej ekscytacji i już truchtała we wskazane przez chłopaka miejsce. Dobra, nie był wcale taki najgorszy. Byłby dalej, gdyby za długo jej odmawiał, a przecież Bremers, mimo że nie grzeszyła inteligencją, to miała jakiś tam urok osobisty.
Uśmiechnęła się do starszego mężczyzny, który odpowiedział jedynie obojętnym spojrzeniem. Chyba na niego ten urok nie działał. No trudno, to nie on miał jej pomóc namierzyć tego kogoś, kto nie wysłał jej ogrodniczek.
A co to znaczy? — zapytała, jakby to ona miała sześć lat, a nie Frederica. Nie ogarniała systemów komputerowych. Właściwie potrzebowała go tylko do internetu. A to, że miała mały bałagan na pulpicie, to całkowicie nieistotne. Najważniejsze, że sama potrafiła się w tym odnaleźć i wiedziała, gdzie co jest, prawda? — Jeśli mam przez to wszystko potracić, to nie chcę. Mam tam dużo zdjęć. I tablice na pintereście — dodała, nie zdając sobie sprawy, że to, co pozapisywała online, zostanie online.
Gapiła się tępo na poczynania Fontany. Otwierał jakieś niezrozumiałe pliki, o których Coven istnieniu nie miała pojęcia i klikał w nich coś tak szybko, że z ledwością mogła nadążyć. Aż dostała od tego oczopląsu! Wszystko trwało zaledwie kilka minut. I on nie chciał jej pomóc? Była pewna, że zafunduje mu zabawę na pół dnia, a po chwili mieli adres krętacza.
Ale to już? Och, wow — wydusiła z nieukrywanym podziwem. — Ale z ciebie szybka strzała! — pochwaliła go, kiwając z aprobatą głową. Dopiero potem zrozumiała, na co konkretnie patrzy. — Czekaj, czekaj. To faktycznie mój sąsiad — uniosła w zdziwieniu brwi, a potem ściągnęła je, totalnie zbulwersowana zaistniałą sytuacją. — Niemożliwe! Pisał, że przesyłka zostanie wysłana z Ottawy! Zayn, przecież ja musze tam iść! Najlepiej natychmiast! — niewiele brakowało, a poderwałaby się z miejsca, ale przyjaciel uziemił ją, przytrzymując za przedramię. — Dobra, masz rację, musimy mieć najpierw jakiś plan. Jaki jest plan? — przeniosła na niego wzrok, bo ona nie miała żadnego. Najchętniej od razu udałaby się do mieszkania naciągacza i go pobiła. Albo chcoiaż nasikała na wycieraczkę.

Zayn Fontana
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „High Park Nature Centre”