25 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
176 cm
młodszy inżynier oprogramowania AG
Awatar użytkownika
Let me hold you close
Fly this night above the rising moon
Crazy ovеr you, you, baby
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-ecio osobowa
czas narracji-
postać
autor

Eric to w sumie od bardzo dawna zastanawiał się, jak to właściwie jest z tymi przeciwieństwami - czy one faktycznie się przyciągają, czy może jednak lepsza chemia istniała między tymi, co byli do siebie podobni. Obserował wiele związków, łącznie ze swoimi rodzicami i… ciężko mu było wybrać jedną, konkretną stronę, gdyż zarówno u jednych, jak i u drugich ZAWSZE albo może PRAWIE zawsze pojawiały się wzloty i upadki - znał może jedną parę, która - podobno nigdy - się nie kłóciła i faktycznie, co Eric się z nimi widział (znał ziomka ze studiów), to NIGDY nie podnieśli na siebie głosu- oczywiście, nigdy nie wiadomo, co działo się za drzwiami, lecz po co kumpel miałby kłamać?
Sam Stones uważał to za coś niesamowitego, ze względu na to, iż był przyzwyczajony do kłótni i wiedział, że są one raczej nie do uniknięcia, chyba że ktoś umiał się kontrolować.
Dorastał słysząc głośne rozmowy swoich rodziców Miałeś wrócić wcześniej! Nie mogłem. Nie mogłeś czy nie chciałeś?! i ten zimny, przeszywający głos ojca, który w porę zauważył stojącego w pomieszczeniu Eryka albo Kupiłaś o co Cię prosiłem? Nie. DLA.. NIE MIAŁAM CZASU! NIE MIAŁAŚ?! A CO takiego ROBIŁAŚ?! Eryk któregoś razu nie wytrzymał i po prostu uderzył pięściami w kuchenny blat, krzycząc: A czy nie moglibyście ze sobą NORMALNIE porozmawiać?! i o ile pani Stones spojrzała na niego z troską, tak ojciec kazał mu się nie wtrącać bo tak właściwie, to powinien być u siebie i się uczyć, a do tego, NIE Z NIM rozmawiano. Eric miał ochotę powiedzieć coś jeszcze i nawet zaczął otwierać usta, lecz ostatecznie odpuścił, kręcąc głową, i po prostu… wyszedł z domu, mając gdzieś, że pewnie potem się nasłucha o nieposłuszeństwie, chyba że wróci o takiej porze, gdy jego ojciec będzie spał. Często zastanawiał się po uczestniczeniu w takich rozmowach, czy naprawdę jego ojciec miał taki problem z prowadzeniem normalnej rozmowy? Czy ja też tak będę rozmawiał? pytał samego siebie, siedząc nad stawem i rzucając kamyki do wody, tuż obok drzewa, na którym widniały inicjały jego oraz Shereen, która w tamtym czasie była jego najlepszą przyjaciółką - i wtedy nie sądził, że sprawy potoczą się tak, że teraz będzie nie tylko jego przyjaciółką, lecz kimś więcej - obserwując, jak lecą, oraz słuchając, gdy uderzały o taflę wody. Czasami miał wrażenie, jakby jego życie było kamieniem, który ktoś postanowił sobie rzucić i obserwował, jak tonie pod naciskiem obowiązków i prób sprostowania wymagań narzuconych głównie przez nikogo innego jak Dainiusa Stonesa. I nauczycieli. A mamy w tym wszystkim po prostu nie chciał zawieść.
Bo ona zawsze go wspierała, za co po dziś dzień był wdzięczny. To ona zachęcała, by się nie zastanawiał, tylko poszedł porozmawiać z trenerem od pływania, by zapytać, czy jeszcze przyjmuje nowe osoby, i to ona pękała z dumy, gdy po raz pierwszy samodzielnie złożył komputer od A do Z, albo gdy zajął trzecie miejsce w państwowym konkursie z matematyki - w pudełku na strychu zachowała nawet dyplom wraz z innymi reliktami z przeszłości, związanymi i powiązanymi z Erickiem. Każde dziecko u Stonesów miało swoje pudełko, do którego Pani Stones wkładała przeróżne nagrody: figurki, zdjęcia… i inne rzeczy. Robiła tak, ponieważ jej rodzice robili to samo i uważała to za dobry pomysł, aby można było kiedyś do tych wspomnień wrócić.

On naprawdę nadal nie potrafił pojąć, jak ktoś mógł podszywać się pod zmarłą osobę, aczkolwiek dobre w tym wszystkim było to, że Sher WIEDZIAŁA, kto to. Często w serialach lub filmach, które Eric oglądał, należało odkryć, kto podszywał się pod nadawcę. Tym razem było inaczej. Stones zastanawiał się, czy istniał sposób, by typa po prostu tak przestraszyć, by dał sobie spokój. Sher zasługiwała na spokój. Powinna funkcjonować bez świadomości, iż ktoś mógł lub ją obserwował - dlatego Eric często albo do niej przyjeżdżał po pracy, albo zapraszał do siebie, bo będąc obok, czuł się jakby nieco spokojniejszy, choć czy miał pewność, że on też nagle nie znalazł się na celowniku psychola? Otóż niekoniecznie, ale szczerze? Miał gdzieś swoje bezpieczeństwo – chodził ze scyzorykiem, który miał często schowany w plecaku, bluzie lub spodniach, oraz potrafił się bić. Dla niego priorytetem było bezpieczeństwo tej, której ciepło czuł na swoim ciele. Tej o zielonych oczach, w które mógł się patrzeć 24/7. Tej, która… była jego światem, i nie chciał, by ten świat nagle dotknęła jakaś klęska lub tragedia.

Prędzej sam pozwoliłby, by jemu stała się krzywda.

Wszystko, byle tylko Shereen była bezpieczna - tym się kierował. Dlatego, gdy widział jej rozwiązaną sznurówkę, klękał, by ją zawiązać, albo gdy padało, niósł parasol nad ich głowami.

Zazdrość…

To okropny nawyk, który potrafi przynieść więcej złego niż dobrego. Potrafiła przyjść niczym mroczny kosiarz i wbić ostre narzędzie w plecy tak, by druga osoba była wręcz pewna, iż druga osoba ją zdradza i wtedy się zaczyna… kontrola, sprawdzanie znajomych, pilnowanie, akty nieufności,
stalkowanie…

Rospędzoną kolejkę górską niełatwo jest zatrzymać.

Szczególnie kiedy uszkodzony jest układ hamowania.
Eric bał się, że któregoś razu właśnie taki kosiarz do niego przyjdzie i wpoi mu do głowy, że znudziłeś się jej, stary. Lepiej jej będzie z kimś innym. Pamiętasz, jak patrzyła na tamtego barmana? Albo kelnera z restauracji, w której ostatnio byliście? To pewnie z nim teraz siedzi, a nie w pracy….I kto wie co robią… Pewnie będzie musiał to przetrawić i nauczyć się…kontroli ale nad samym sobą.
- Postaram się, okej? Nie wiem, jak mi to wyjdzie, ale naprawdę się postaram Ci niczego bezpodstawnie nie zarzucać. - powiedział zgodnie z tym, co czuł i jak uważał, patrząc Winfield w oczy. Mimo wszystko na potwierdzenie swoich słów, wpił się w usta Sher, by zaraz potem zejść na jej żuchwę, którą obcałował od lewej do prawej strony, a potem zszedł na szyję. Swoją serię pocałunków zakończył na obojczyku, lekko przygryzając skórę.
A potem przeszli do kolejnej zasady.
- Okej. Ale mimo wszystko się staramy. - odpowiedział, akceptując to, ponieważ zdawał sobie sprawę, że niektóre wady były wręcz BARDZO ciężkie do zaakceptowania i do przepracowania.

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

- To co… ukroić Ci kawałek tortu? - spytał nagle, cały czas głaszcząc Sher po włosach i plecach - bo ten także na nią czekał. Eric wysłał jej zdjęcie ciasta w jednej z wiadomości. Był truskawkowy i naprawdę pyszny.

the best gift
24 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
170 cm
właścicielka sali bankietowej Guild Inn Estate
Awatar użytkownika
With or without you
I'm torn between a deeper desire
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wierzyła w miłość, która nie kończy się po dwóch sezonach, lecz trwa, mimo zmiennych pór roku. Związków nie definiowały obietnice, przeciwieństwa czy podobne osobowości, lecz zaangażowanie. Dostrzegała romantyzm w powiedzeniu, że przeciwieństwa się przyciągają — osoby o różnych temperamentach uzupełniały się wzajemnie, równoważył swoje wady. Nawet jeśli jedna osoba była bardziej uległa i nieśmiała, druga wnosiła do relacji pewność siebie, dzięki czemu razem tworzyli równowagę i odnajdywali wspólną drogę. Ciemnowłosa nie uważała się za naiwną, lecz trzymała się swoich przekonań, które z perspektywy osoby trzeciej mogły przypominać dziecięce mrzonki o prawdziwej miłości. Uważała, że na taką zasługiwała. Zasługiwała na odrobinę szczęścia po przeszłości nasączonej fałszem, obietnicami i frustracją. Nie wiedziała, co przyniesie następny dzień, czy najbliższy tydzień — czy mogła doświadczyć zarówno szczęścia, jak i wolności przy Ericu? Ich relacja na przełomie miesięcy znacznie się zmieniła. Obydwoje dążyli do wzniesienia jej na inny, wyższy poziom i choć pochłaniali się bez końca, delektując się swoim towarzystwem, tak nie wiedzieli, czy w przyszłości będą sobą tak samo zafascynowani. Chciałaby, żeby tak było. Dzielili zbyt wiele wspólnych momentów — radosnych, przykrych, przepełnionych gorzką ciszą — by mogły stać się jedynie wspomnieniem o niej i chłopaku, którego darzyła dwoma znacznie różniącymi się od siebie rodzajami miłości. Pierwszą, przyjacielską darzyła go od wielu lat. Eric stał się kimś, kto był jej bliższy, niż biologiczna rodzina. I nie żałowała tego.
Drugi rodzaj miłości, partnerski, dopiero poznawała.


Powrót Shereen z Ottawy niósł za sobą zapach perfum,
jesiennego deszczu i świeżych doznań.
Uczucie wolności i autentyczności, były z nich najnowsze.



Kochała motyle za to, że były wolne.

Chętnie wypuszczała je z mieszkania, gdy latem wpadały przez otwarte okno, i patrzyła, jak zapylają kwiaty w niewielkim ogródku. Uśmiechała się na ich widok. Były piękne jak chwile i tak samo ulotne. Pojawiały się nagle wraz z pierwszymi promieniami słońca i znikały o zmierzchu, zostawiając po sobie tę dziwną pustkę i tęsknotę za połyskującymi, delikatnymi skrzydełkami. Rozczarowanie przychodziło późnym latem, gdy ogród cichł. I czasem obawiała się, że z nimi może być podobnie. Nie potrafiła przepowiadać przyszłości, nie wierzyła w magię kart ani szklanej kuli, ale nie chciała, by to, co łączyło ją z Erikiem, trwało tylko przez chwilę. Kochała motyle, naprawdę je kochała za piękno i delikatność — ale wiedziała też, że ich życie było kruche. Współczuła im tego pobytu na świecie. Trwał zbyt krótko, by mogły szczerze się nim nacieszyć, a ich codzienność zbiegała się do walki o przetrwanie.
Shereen natomiast chciała cieszyć się towarzystwem Erica jak najdłużej.

Długo przywiązywała się do ludzi i jeśli już to robiła, chciała, by te relacje trwały jak najdłużej. Życie towarzyskie Shereen było dość intensywne, Winfield naprawdę lubiła spotykać się z przyjaciółmi, ugadywać wyjazdy, wyjścia, po prostu tworzyć wspomnienia. Lubiła też zdjęcia. Robiła ich dużo. Począwszy od pseudo-sesji portretowych, po selfie z przygłupimi minami. Wieczorami je przeglądała, wracając myślami do tych wspólnie spędzonych chwil. Zdjęciom z Joelem poświęciła szczególnie dużo uwagi, gdy dowiedziała się o jego śmierci. W dzień pogrzebu miała obok Erica. Mogła się przytulić i wylać morze łez. Płakała wtedy ze złości, bezsilności i była przytłoczona trudną sytuacją. Wieczorem całkowicie się rozpadła; zaczęła dostawać pierwsze wiadomości wysłane z konta Joela. Wiedziała, że wysyłał Oliver. On także był na pogrzebie.

Postaram się.

Powiedział wystarczająco dużo, żeby mu uwierzyła. Kiwnęła potakująco głową — naprawdę mu ufała. I nie miała nic więcej do dodania; wydawało jej się, że w tych pięciu zasadach zamknęli wszystko, czego potrzebowali do stworzenia normalnej relacji. Czy od tego momentu mogła nazywać się jego dziewczyną? Nie do końca potrafiła w to uwierzyć i najwidoczniej wierzyć nie musiała; Eric swoimi pocałunkami sprawiał, że niknęła pod dotykiem jego ust. Nie była w stanie myśleć.

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Pytanie o tort truskawkowy przywróciło ją do życia.
Poczuła nowy przepływ energii, ożywiając się znacznie. Lubiła, gdy Eric ją głaskał. Dlatego uniosła się z niego dość niechętnie. Wciąż siedziała na nim okrakiem, podpierając dłonie o jego klatkę piersiową, lecz odebrała mu dostęp do swojej głowy i włosów, w ten sposób przerywając głaskanie. — Tak, chcę zjeść tort. I jak się ubiorę, to dam ci prezent. Zaskoczyłeś mnie i o nim zapomniałam — wyjaśniła mrukliwie, zahaczając zębami o dolną wargę. Pochyliła się w stronę Erica, składając na jego ustach ostatni pocałunek przed podniesieniem się z podłogi i założeniem na siebie białej bluzki. — Jak mi powiesz, gdzie go schowałeś, to mogę pokroić — zaproponowała, przewiązując włosy kokardką. Patrząc na swoje odbicie w najbliższym lustrze, dostrzegła zaróżowione policzki i połyskujące spojrzenie — odniosła wrażenie, że w tym momencie jej tęczówki nabrały więcej zielonego koloru, niż normalnie, a piegi na policzkach, z reguły zakrywane makijażem, wyostrzyły się pod wpływem ciepła. Co on ze mną robi… — przeszło jej przez myśl, gdy zerkając kątem oka w stronę Erica, kończyła zapinać górne guziki od lekkiej, koszulowej bluzki.

Birthday boy
Blueberry/Kasia
Nie lubię postów napisanych przez AI. Czytania w myślach mojej postaci i oczywiście klasyczek największy: utożsamiania postaci z autorem. To dwa oddzielne byty :/
25 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
176 cm
młodszy inżynier oprogramowania AG
Awatar użytkownika
Let me hold you close
Fly this night above the rising moon
Crazy ovеr you, you, baby
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-ecio osobowa
czas narracji-
postać
autor

On naprawdę chciał wierzyć w miłość, lecz niejednokrotnie zadawał sobie następujące pytania:
Czym właściwie była miłość?
Czym różniła się od przywiązania?
Czy dane mi jest pokochać kogokolwiek, skoro nie potrafię zapomnieć o Shereen, a z każdą laską, z którą się spotykałem, nie potrafilem stworzyć niczego trwałego? Albo może to one nie potrafiły niczego stworzyć ze mną?


Jedne przestawały pisać, drugie chciały go tylko zaciągnąć na numerek, ze względu na bycie (w połowie) Azjatą (jego folder spamu w wiadomościach na ig był wręcz pełen wiadomości od obcych kobiet o przeróżnej treści), a były też i takie, z którymi rozmowa układała się całkiem dobrze, ba! Nawet bardzo dobrze, ale zawsze czegoś brakowało… Jakby każda deska, jaką kładł nad przepaścią, była niestabilna i dopiero po tym, jak mógł wreszcie mieć Shereen wyłącznie dla siebie i widząc, słysząc oraz doświadczając odwzajemnionych uczuć, nad przepaścią budował o wiele trwalszy most, łączący go z Winfield. Nieważne, że musiał poświęcić mu czas, dla niego ważne było, że właśnie ONA czekała na niego po drugiej stronie, niczym stęskniona żona, gdy jej mąż wracał z długiej podróży - aż przypomniała mu się scena z Piratów z Karaibów, kiedy Elizabeth czekała na Willa, który tylko raz na dziesięć lat mógł przybyć na ląd. On oczywiście nie zniósłby aż tak długiej rozłąki - jemu całkowicie wystarczyło, że Sher nie było obok przez trzy/cztery lata. Nie wyobrażał sobie kolejnej rozłąki. Szczególnie kiedy na zewnątrz nie było bezpiecznie, bo ktoś postanowił bawić się w stalkera...
Wiedział też natomiast jedno - nie zamierzał Sher wypuszczać ze swoich rąkobjęć - jakby była uroczą biedronką, która usiadła mu na ręce, a on lubił biedronki, bo nikomu nie robiły krzywdy. Nie żywiły się tym, czym muchy, nie piły krwi jak komary i nie zostawiały żądła jak pszczoły (oczywiście pszczoły szanował za to, co robiły dla kwiatów). Pamiętał doskonale radość, gdy widział, jak biedronka przemierzała przez jego biurko lub siedziała sobie na parapecie pod oknem - a ponieważ nie chciał, by coś jej się stało, przystawiał do niej palec i czekał, aż wejdzie, żeby następnie wypuścić ją za okno, lecz w przypadku Sher… jej by nie chciał wypuszczać przez okno. Chciałby, żeby się u niego zadomowiła.
By przylatywała codziennie.


Należała przede wszystkim do siebie, ale skoro ustalili ważne kwestie, to od tej pory także i do niego.
Była dla niego niczym cenny skarb, który zamierzał chronić najlepiej, jak tylko potrafił, jednocześnie mając na uwadze wszystko to, o czym do tej pory wspomnieli, tj. wszystkie NOWE zasady gdy.
To była tylko i wyłącznie ICH gra. Ich multiplayer z dedykowanym serwerem wyłącznie dla nich.

Czy będzie dobrym chłopakiem? Nie wiedział.
Ile Shereen z nim wytrzyma? Oby jak najdłużej. Szczególnie, że kruchość potrafiła dominować w dzisiejszych czasach, a rozpady następowały najczęściej ze względu na:
brak czasu - pośpiech był normą, a zmęcznie dominantą;
brak rozmowy - a jak była to na zasadzie: wszystko okej? Tak? To super;
nieumiejętność słuchania - bo myślami było się gdzieś indziej;
patrzenie przez pryzmat tego, co posiadają inni - szczególnie zdjęcia lub stories osób, które miały pieniądze i mogły sobie pozwolić na ekstrawagancję

I pewnie istniało kilka innych punktów, ale Eric dostrzegał lub zauważał szczególnie te, które zostały wymienione. Sam nie miał pojęcia, jak często będą się widywać, ale na pewno mieszkanie na tym samym osiedlu DUŻO ułatwiało, bo oszczędzali czas i nie trzeba było jechać przez pół czy nawet do oddalonego o około trzydzieści kilometrów, całkiem innego miasta. W sumie Eric raz czy dwa przez zbyt spore spożycie alkoholu wylądował w innym mieście - bo powiedział taksówkarzowi ulicę, znaczy powiedział… wybełkotał, a że taksówkarz nie usłyszał, to wklepał, co mu pierwsze wyskoczyło, i takim oto sposobem Stones siedział przed jakimś random budynkiem w Mississaudze. Innym razem wylądował w Markham i jedyne, co pamiętał, to pysznego kebaba, dziewczynę, która akurat szła pobiegać i prawie na niego wpadła, oraz pana z psem, który wąchał mu nogawki. Ach te wycieczki po pijaku…
Jasne, niejednokrotnie marzył o tym, by gdzieś pojechać i zgubić się ot tak, lecz po pijaku to nie było tak fajne, jak przypuszczał, szczególnie kiedy dochodziły: światłowstręt, ból głowy oraz ból brzucha. Zawsze mówił sobie Więcej nie piję. lecz doskonale wiedział, że to było kłamstwem. Teraz tym bardziej nie będzie mógł sobie pozwolić na takie wybryki, bo wolał sobie nie wyobrażać, jak bardzo zdenerwuje Sher.

On doskonale pamiętał pogrzeb Joela, ba! Pamiętał niespodziewaną informację - był akurat wtedy w domu i oglądał coś w telewizji - która miał nadzieję, że okaże się pomyłką, zwykłym beznadziejnym żartem, lecz niestety… zrozumiał, iż to wszystko działo się naprawdę, gdy widział spuszczaną trumnę, a przyjaciel z niej nie wychodził. Wtedy też zdał sobie sprawę, że kiedyś każdy dobiega do mety…
Pamiętał ludzi ubranych na czarno i to, jak długo tulił do siebie Sher, pozwalając jej się wypłakać - on sam pewnie też po jakimś czasie przestał zgrywać twardego i uronił kilka łez, bo jednak Joel był mu niczym brat. Stones był mu wdzięczny za każde wysłuchanie, radę i żarty przeplatane z wygłupami. Eric nie usunął ich wspólnych zdjęć ani nagrań - zachował je na dysku, by pamięć o Joelu nigdy nie przepadła.

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

- Potem oddzwonię, aktualnie jestem zajęty… swoją dziewczyną. - i po tych słowach złączył swoje usta z ustami Sher w soczystym pocałunku, jakby chciał, by zapomniała o tym, że ktoś przed chwilą do niego dzwonił.


- Prezent? - spytał zdziwiony, unosząc brew, jakby nie rozumiał, co właśnie do niego powiedziała. Nie oczekiwał od niej niczego; dla niego najważniejszym było, że poświęciła swój czas, że przyszła do niego i… że mógł przeżyć z nią intymne chwile tuż pod drzwiami - a akurat w tym miejscu niczego nigdy wcześniej z nikim nie robił.
Bo czy było coś bardziej wartościowego i cenniejszego niż poświęcenie komuś czasu?
Naprawdę nie chciał, żeby wstawała, aczkolwiek wiedział, że prędzej czy później będą musieli wstać. Wszystko, co dobre, szybko się kończy, ale najważniejsze, że jeszcze nie wychodziła.

- Jest w lodówce. Jak otworzysz drzwi, to powinien Ci się od razu rzucić w oczy. - bo to było jedyne ciasto z prawdziwymi truskawkami.
Nie było sensu zakładać z powrotem koszuli ani eleganckich spodni, dlatego po podniesieniu się z podłogi, zgarnął obie części garderoby i zaczął iść w stronę sypialni - oczywiście nie omieszkał zatrzymać się za Sher, gdy stała przed lustrem, by oprzeć swoją głowę na Winfieldowym ramieniu oraz podziwiać ich odbicie.
- Już Ci to mówiłem, jak przyszłaś, ale chcę to powiedzieć raz jeszcze. Wyglądasz przepięknie, wiesz? - po tych słowach złożył na szyi Sher pocałunek, zostawiając na niej ciepły, zarumieniony ślad, a następnie z łobuzerskim uśmieszkiem poszedł do sypialni, aby założyć luźne spodnie oraz luźny ciemny t-shirt. Poprzednie ubrania rzucił na fotel gamingowy - a dokładniej przerzucił je przez oparcie. Nim poszedł do kuchni, wziął telefon, bo przyszła mu wiadomość z życzeniami od klienta, któremu niedawno naprawił kompa - był to stały klient - więc oczywiście podziękował, a w kuchni wyciągnął talerzyki oraz sztućce (dwa widelczyki), i gdy Sher pokroiła ciasto, nie omieszkał widelcem nabić kawałeczek i skierować go do buzi dziewczyny. Tak, planował ją pokarmić, bo czemu nie? Zaraz przyszła mu kolejna wiadomość - tym razem od koleżanki z pracy.
- I jak Ci smakuje? Jak będziesz chciała dokładkę, to śmiało. - jak sama widziała, jeszcze trochę ciasta zostało, dlatego bez krępacji mogła zjeść nie tylko jeden kawałek.
- A! Mam też szampana, oczywiście. - i bez czekania na decyzję, poszedł po niego oraz po truskawkowe Piccolo i po postawieniu ich na stole, postawił także dwa kieliszki.
- Przyniosłem też coś nieco słodszego. - odparł, ale oczywiście zaczął otwierać zwykłego szampana - bo ani on nie zamierzał nigdzie jechać, ani nie przypuszczał, by Shereen gdziekolwiek się wybierała… a jak tak, no to wtedy zmieni wersję na tę bezprocentową. Po otwarciu szampana, polał i przysunął jeden kieliszek bliżej Sher, by nie musiała po niego sięgać. Już miał stukać szkłem o szkło, gdy znowu rozbrzmiała wibracja. Westchnął i czym prędzej odrzucił połączenie wiadomością Nie mogę teraz rozmawiać. Czy odbiorca zrozumie przekaz? To się okaże.
24 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
170 cm
właścicielka sali bankietowej Guild Inn Estate
Awatar użytkownika
With or without you
I'm torn between a deeper desire
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czym właściwie była miłość?

W y r z e c z e n ie m? O g r a n i c z e n i e m? U b e z w ł a s n o w o l n i e n i e m?
Szczęściem czy przekleństwem?


Miłość miała wiele oblicz. Nakładała na siebie maski, chroniąc swoją prywatność przed wzrokiem nieodpowiednich osób. Gdyby każdy mógł na nią spojrzeć i poznać odpowiedź na to trudne pytanie, ludzie przestaliby jej szukać. Przestaliby wodzić spojrzeniem za kimś, kto przyciągał ich uwagę. Przestaliby się o nią starać — o tę miłość — bo znaleźliby rozwiązanie problemu, który spędzał sen z powiek niejednej osobie. Kto, choć raz, niezależnie od wieku, nie leżał w swoim łóżku, wpatrzony w sufit i nie rozmyślał o drugiej osobie, zastanawiając się intensywnie, co powinien zrobić, by zwrócić na siebie uwagę? Właśnie w takich momentach, uświadamiamy sobie, jak bezsilni jesteśmy względem własnych uczuć. Szukamy w sobie wad, rozważając, co powinniśmy w sobie zmienić, by zostać obdarzonym miłością. Trudno było spojrzeć na sytuację z tej drugiej, rozsądniejszej strony — zbyt zajęci pogonią za uczuciem, utrudniamy sobie życie — wystarczy odrobina więcej wyrozumiałości względem samego siebie. Nikt nie jest idealny, a najszczersze uczucia rodzą się wtedy, gdy druga osoba toleruje nasze wady, kocha nas za całokształt, nie tylko za to, co lubi w nas najbardziej.
Miłość była trudnym tematem, lecz uwielbianym przez artystów piszących o niej pieśni, ballady i malarzy tworzących przepiękne dzieła na płótnie. Najpiękniejsze w miłości było to, że każdy poznawał ją na swój sposób. Im dłużej żywiło się do kogoś uczucia, tym bardziej zaczynało się rozumieć, że zauroczenie powoli mijało. Przekwitało. Usychało. Gubiło kwiaty i ustępowało miejsca nowym, młodszym. A jednak nie było w tym nic tragicznego. Natura od wieków uczyła, że po ogniu przychodzi odrodzenie. Płomienie mogły strawić płatki i gałęzie, lecz nie były w stanie zgasić życia ukrytego pod popiołem. To, co przetrwało, wyrastało później silniejsze niż przedtem. Podobnie jak uczucie, które zrzuciło z siebie lekką szatę zauroczenia, by przybrać formę czegoś znacznie trwalszego. Shereen miała własną definicję miłości. Tą samą, którą już zdążyła podzielić się z Erikiem:
Prawdziwa miłość była ślepym oddaniem, bezgranicznym poniżeniem, całkowitym poddaniem się, zaufaniem drugiej osobie i ofiarowaniem swojej duszy komuś, który mógł ją zniszczyć.



I nigdy nie miało się pewności, czy ta, która stanęła nam na drodze, będzie faktycznie tą prawdziwą. Dlatego była piękna. Dlatego wszyscy jej pożądali.


Przywiązanie i miłość miały kilka wspólnych cech, lecz rozróżnienie ich od siebie nie było aż tak trudne. Kochanie kogoś było tak silnym uczuciem, że czasem bolało i parzyło, rozpuszczając ciało od środka. To była tęsknota za drugą osobą, wracanie do niej myślami, gdy nie było jej w pobliżu i chęć sięgnięcia po telefon tylko po to, by napisać, chociażby z tym głupim pytaniem: jak tam? To było coś głębszego, intymniejszego. Obejmowało troskę o dobro i samopoczucie drugiej osoby, szacunek dla jej wolności pragnienie jej szczęścia, nawet gdy nie jest zbyt wygodne dla nas. Przywiązanie opierało się głównie na potrzebie bliskości, bezpieczeństwa i obecności drugiej osoby. Można być do kogoś przywiązanym, ponieważ obecność daje nam poczucie stabilności. Gdy taka osoba odchodzi, pojawia się pustka, ale nie tęskni się za tą osobą — tęskni się za tym, do czego się przywykło. Dlatego ludzie tak często mylą zauroczenie z końcem miłości. W rzeczywistości właśnie wtedy zaczynał się sprawdzian, czy trafiło się na miłość swojego życia, czy kolejną osobę, która przez krótką chwilę miała wypełnić pustkę w naszym życiu, tylko po to, żeby za chwilę zniknąć. Sami musimy to zrozumieć. W tym teście nie było klucza z odpowiedziami.

Przywiązanie podpowiada nam, że:

Potrzebuję cię, żeby czuć się dobrze.


Miłość natomiast szepcze:

Chcę, żebyś był szczęśliwy, nawet jeśli nie zasłużyłam na to, żeby być częścią twojego szczęścia.


Naprawdę c h c i a ł a spojrzeć na to inaczej, lecz nie potrafiła wyrzucić z głowy palących myśli o nieudanym związku i miłości zabitej przez zazdrość. Uderzające było to, że obecność niektórych osób zostawiała po sobie ślady tak intensywne, że nawet po zakończeniu relacji, one wciąż się żarzyły. Zupełnie jak niedopałek papierosa wyrzucony na rozgrzaną kostkę. Jeśli Eric czuł do niej to samo, co ona do niego — a wiedziała, że tak było — nie potrzebowali już żadnych deklaracji. Mogli po prostu przestać oglądać się za siebie i pozwolić, by ich relacja przybrała kształt, do którego od dawna zmierzała. Nie musieli niczego przyspieszać ani nazywać. Wystarczyło, że dali sobie przestrzeń na ten spokojny, naturalny rozkwit uczucia, które przez lata zapuszczało korzenie pod powierzchnią przyjaźni. W końcu mieli okazję na oddanie się temu procesowi stawania się dla siebie kimś więcej; mimo ponurego cienia krążącego nad ich głowami. Nie wiedziała, do czego ich to doprowadzi. Chciała zaryzykować bez wyznaczania granicy między przyjaźnią a czymś więcej.

Zaryzykowali już wtedy, gdy Eric pożegnał ją pocałunkiem cztery lata temu, a ona bez zawahania się go odwzajemniła.
Zaryzykowali, gdy Shereen powiedziała mu o związku z Oliverem.
Ryzykowali, gdy widywali się w Ottawie i jedyną rzeczą, na jaką mogli sobie pozwolić, było krótkie przytulenie.
Ryzykowali, odważając się na seks, gdy poprosiła go o pomoc trzy miesiące temu.
Nieustannie podejmowali jakieś ryzyko, a teraz musieli zmierzyć się z konsekwencjami swoich wyborów.

Ciekawe rzeczy, tak? Czym mogły być te rzeczy, o których wspominał Eric? Prawdopodobnie przychodziło im do głów coś innego. Winfield, myśląc o nocy spędzonej poza przytulnym, ciepłym mieszkaniem, miałaby na myśli nocne życie Toronto. Lubiła wychodzić wieczorem na miasto, gdy ulice tętniły życiem, a głośne dźwięki rozmów mieszały się z muzyką dobiegającą z głośnych klubów i barów. Podziwiała migoczące, neonowe szyldy zamieszczone u podstaw dachów. Wdychała zapach dobiegający z otwartych restauracji, a gdy miała ochotę, bywała na opuszczonym lotnisku. Po ułożeniu się na kocu w ciepły, letni wieczór, można było podziwiać z niego gwiazdy, bo właśnie w tym miejscu błyszczały najmocniej, a nocne niebo było najciemniejsze. Jakie myśli krążyły jej po głowie, gdy myślała o ciekawych rzeczach, które nocą można było robić w domu? Pomyślałaby o serialach i nocnym czytaniu książki, ale odkąd zaczęła widywać się z Erikiem częściej, noce przestawały być samotne. Nie musiała siadać do książki, gdy zostawał do rana. Owszem, mogła to robić. I czasem rozsiadała się w łóżku, biorąc do ręki książkę — on w tym czasie przeglądał telefon, serial, albo po prostu zajmował się sobą, jeśli była taka konieczność.

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


— Czyli oficjalnie jesteśmy razem? — dopytała szeptem, pozwalając pytaniu osiąść na wilgotnych od pocałunku ustach Erica i uniosła na niego spojrzenie nasączone zalotnością. Odpowiedź na to pytanie, była banalna i obydwoje ją znali, ale chciała usłyszeć te słowa z ust Erica. Poświęciła mu dużo swojego czasu, ale nie uważała tego za prezent. Nawet jeśli czyjaś obecność dawała szczęście, nie powinno się jej traktować jako prezent, lub nagrodę; to tylko oznaczało, że ktoś był dla nas naprawdę wartościową osobą i poświęcanie jej swojego drogocennego czasu podbijało jej istotność w naszych oczach. Tak, prezent — odpowiedziała jeszcze zanim wstała, zostawiając go z tym niedowierzaniem na podłodze przez kilka kolejnych chwil.
Przechyliła lekko głowę, czując na swoim ramieniu tę jego i przesunęła palcami po jego włosach, przeczesując ciemne kosmyki, które uwielbiała. Zerknęła na ich wspólne odbicie, dochodząc do wniosku, że jakoś nigdy nie brała pod uwagę tego, że razem wyglądali naprawdę dobrze. Dostrzegała zmiany w swoim zachowaniu, gdy Eric był w pobliżu, podobnie jak w reakcjach. Policzki Winfield oblewały się delikatnym rumieńcem, oczy nabierały innego odcienia, a klatka piersiowa i serce; zastygały w reakcji na jego obecność. Zwracała uwagę na strukturę jego włosów i ich miękkość, ciemne tęczówki przypominały jej kolorem mleczną czekoladę i była pod wrażeniem tego, jak wiele odcieni potrafiły przybrać, wraz ze zmieniającymi się emocjami chłopaka. Stojąc tak przed tym lustrem i pozwalając mu sięgnąć ustami swojej odsłoniętej szyi, poczuła nagłe ukłucie w klatce piersiowej — dotarło do niej, że go kocha, a jego komplementy po prostu rozpuszczały ją od środka.
— Ubrałam się tak, bo chciałam usłyszeć, że ci się podobam — przyznała zupełnie szczerze, podłapując spojrzenie Erica w lustrze. Odprowadziła go wzrokiem, gdy odchodził do sypialni, wypuszczając powietrze spomiędzy ust. Naprawdę chciała mu się podobać. Po poprawieniu koszuli przeszła do kuchni.

Wyjęła z lodówki tort truskawkowy, krojąc to, co z niego zostało na równe trójkąty. Potrzebowała chwili, żeby namierzyć talerzyki, na które planowała wyłożyć ciasto. Kłopot Shereen rozwiązał Eric, gdy przemknął tuż obok niej, przebrany w świeże ubrania i wyciągnął talerzyki. Nakładając jeden z kawałków, ubrudziła się nieco, lecz szybko pozbyła się problemu — przesunęła językiem po palcu wskazującym, ściągając z niego odrobinę kremu. Musiała przyznać, że smakował świetnie i nie mogła się doczekać zjedzenia całego kawałka. Ten moment przyszedł szybciej, niż się spodziewała. Uśmiechając się przekornie do Erica, gdy nabrał na widelec kawałek lekkiego tortu śmietankowo-truskawkowego, przełożonego delikatnym kremem i soczystymi truskawkami, pochyliła się w stronę ciemnowłosego i po rozchyleniu ust ściągnęła deser ze sztućca. Słodycz lekkiego kremu niemal od razu połączyła się na jej języku z przyjemnie świeżym, lekko kwaskowym smakiem truskawek, pozostawiając po sobie delikatny, rozpływający się w ustach posmak.
— Czy to kupny tort, czy zrobiła go twoja mama? — zapytała podekscytowana, zaciskając dłonie na koszulce Erica w niekontrolowanym przepływie radości. — Jest pyszny. Naprawdę. I nie powinieneś zachęcać mnie do takich dawek słodyczy… Wiesz, że mam słabość do jedzenia. Przyjdzie moment, że nie zmieszczę się w tę spódnicę, i co wtedy? — nie mówiła poważnie, choć mogłoby się wydawać. Podsumowała wszystko krótkim westchnięciem i przejechała dłońmi po czerwonym materiale spódnicy, której nawet nie musieli z niej zdejmować. Właśnie dlatego lubiła spódnice i sukienki. Nie sprawiały żadnych problemów i wystarczyło je podwinąć, żeby…

Nie musiała tego tłumaczyć.

Usiadła do stołu, zabierając za sobą talerzyk z ciastem. Przerzuciła włosy ściągnięte w wysoki kucyk przez lewe ramię, by włosy nie przeszkadzały jej podczas jedzenia. Kawałek tortu znikał w przerażającym tempie, ale nie czuła się z tym źle. Na szczęście było go jeszcze trochę w lodówce, więc… Na pewno wystarczy, gdyby się jednak nie najadła tym ukrojonym. Podobało jej się to, że Eric w tym momencie robił za kelnera. Jasne, że mogłaby mu pomóc, gdyby wyraził takie chęci, ale skoro o nic ją nie poprosił… Nie wychylała się. To on otworzył szampana i rozlał go do kieliszków. Shereen musiała tylko sięgnąć po kieliszek i unieść go do góry, żeby mogli wznieść urodzinowy toast.
— Mogę napić się zwykłego. Nie zamierzam dzisiaj nigdzie jechać, mieszkam niedaleko, więc… — wzruszyła lekko, dziewczęco ramionami, przystawiając szkło do ust, z którego upiła niemały szampana. Ten rozszedł się przyjemnym posmakiem po jej podniebieniu. Nie był najmocniejszym alkoholem, jaki w życiu przyszło jej pić, ale miał w sobie wystarczająco dużo procentów, by poczuła ich obecność.
Ogólnie Winfield nie miała zbyt mocnej głowy, co było niezaprzeczalnym faktem. Eric był świadkiem niejednego jej upadku czy chwili upojenia alkoholowego, ale starała się nie wracać do tego niewygodnego tematu. Po prostu niektóre rzeczy z licealnych, czy studenckich imprez, powinny zostać zamknięte za drzwiami łazienki, w której dane wydarzenia miały miejsce. No i w myślach osób, które chcąc czy nie, były świadkami tego ludzkiego upodlenia. Wielokrotnie dokuczała Ericowi, gdy wypił zbyt dużo — na przykład wtedy, gdy miała piętnaście lat, a on szesnaście i zatrzymali się na jakimś przystanku na odludziu miasta, bo Stones źle się czuł. Był wtedy okropnie pijany i najgorsze było to, że choć PRÓBOWAŁA zaciągnąć go siłą do domu, to on uparcie twierdził, że potrzebuje tylko PIĘCIU minut, żeby podnieść tyłek i wrócić do domu. Nie wyrobili się w tym czasie. Dopiero telefon od jego ojca przywrócił go do trzeźwości.

Uwadze Shereen nie umknęło oczywiście to, że telefon Erica wciąż wibrował i dzwonił. Podejrzewała, że dostawał życzenia urodzinowe i musiał na nie odpisać, dlatego nie komentowała tego w żaden sposób. Po prostu na niego zerkała, zatrzymując spojrzenie na jego palcach sunących po ekranie dotykowego telefonu, gdy odpisywał. Bardziej niż wiadomości, była zaciekawiona tym, kto do niego wydzwaniał. Prawdopodobnie był to ojciec. Była przekonana, że gdyby dzwonił ktoś inny, odebrałby bez zawahania się, ale teraz…
— Naprawdę nie przeszkadza ci to, że cię gryzę? — zagaiła, zatrzymując mimowolnie spojrzenie na świeżych śladach po ugryzieniach, które odznaczały się na tle jasnej skóry.
Nie uważała go za zbyt delikatnego, ale… Była po prostu pod wrażeniem, bo na pewno nie podejrzewałaby Erica o sadomasochistyczne preferencje seksualne. Właściwie przez długi czas myślała, że wolał delikatny, waniliowy seks. Nie rozmawiali nigdy na ten temat, bo nie mieli takiej potrzeby. Teraz sytuacja uległa zmianie, a Shereen... Chciała poznać każdą jego stronę; zarówno te dobre, jak i gorsze, była gotowa się z nimi zmierzyć. I szczerze miała ochotę to zrobić.

Birthday boy
Blueberry/Kasia
Nie lubię postów napisanych przez AI. Czytania w myślach mojej postaci i oczywiście klasyczek największy: utożsamiania postaci z autorem. To dwa oddzielne byty :/
25 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
176 cm
młodszy inżynier oprogramowania AG
Awatar użytkownika
Let me hold you close
Fly this night above the rising moon
Crazy ovеr you, you, baby
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-ecio osobowa
czas narracji-
postać
autor

*miłość
1. «głębokie uczucie do drugiej osoby, któremu zwykle towarzyszy pożądanie»

2. «silna więź, jaka łączy ludzi sobie bliskich»

3. «poczucie silnej więzi z czymś, co jest dla kogoś wielką wartością»

4. «głębokie zainteresowanie czymś, znajdowanie w czymś przyjemności»

5. «obiekt czyichś uczuć i pragnień»

6. «pożycie seksualne»
*(Słownik języka polskiego PWN)


Będąc dzieckiem zależało mu na miłości i uwadze swoich rodziców - dlatego gdy chodził z nimi na plac zabaw, stojąc na górze zjeżdżalni wołał: “Mama patrz!” jakby właśnie miał zrobić coś niesamowitego i bardzo się cieszył, gdy zarówno na początku jak i na końcu, widział wzrok rodzicielki na sobie; natomiast smucił się, kiedy nie patrzyła bo musiała pilnować młodszego brata albo Cama akurat do niej podeszła, albo rozmawiała z inną kobietą.
Jako nastolatkowi, zależało mu na przyjaciołach. Oczywiście ludzie wokół wchodzili w związki, przeżywali swoje pierwsze wzloty miłosne i upadki, flirtowali, a jednocześnie po prostu się bawili, grając na uczuciach innych jak na jakimś instrumencie. Instrumencie, który choć pierwsze dźwięki wydawał piękne, tak pod koniec cichł, a po kilkunastu uderzeniach, rozstrajał się, powodując skrzypienie i ból w uszach - bo gdy ktoś zaczynał brać drugą osobę na poważnie, a ta pierwsza chciała tylko jednego, lub jednocześnie skakała z kwiatka na kwiatek, bajerując innych, to mogło zaboleć. A potem na imprezach piło się by zapomnieć, bo potrzebny był plaster, który pomoże zagoić ranę.
Eric też potrzebował plastra, gdy dowiedział się, że Shereen miała chłopaka, a wystarczyło zrobić jeden krok, wykonać jedną czynność… zmusić się do tego, by wyjawić to, co w nim siedziało. Wypuścić ten latawiec z rąk i zobaczyć, czy Sher go złapie, czy pozwoli mu lecieć dalej.
Tak, oglądał te wszystkie filmy i zastanawiał się, czy miłość właśnie tak wyglądała, jak była pokazywana.
Czy naprawdę ludzie byli w stanie dla niej i za nią cierpieć, czy namiętność nigdy nie gasła, czy tak łatwo ulegało się tej drugiej osobie…
Na pewno wiedział jedno - uczucie do tej, którą od bardzo dawna, bo od kiedy przeprowadził się do Toronto, było prawdziwe. Doskonale pamiętał, jak często łapał się na tym, że o niej myślał, jak serce mu przyspieszało, gdy widział ją, choć nie mogli zbyt wiele zrobić, ponieważ był Oliver i… śnił o niej. Nie raz i nie dwa. Tak samo nie raz i nie dwa miał ochotę zgarnąć ją do Toronto lub samemu przenieść się bliżej, by nie musieć tracić czasu na dojazdy, i gdy nachodziła go ochota, by wspólnie coś zjeść, to przynajmniej mogliby pójść zjeść coś razem, a tak… tęsknił. Tęsknił, wiedząc, że trzeba pogodzić się z rzeczywistością i… żyć, doceniając fakt, że nie zakończyli znajomości - a przecież tamten ryzykowany pocałunek mógł odmienić ich losy właśnie w drugą stronę. Po nim przecież mogła zostać zasłonięta kurtyna BARDZO długiego milczenia, przez którą już N I G D Y by się do siebie nie odezwali… A raz w sumie przyśnił mu się koszmar, w którym Shereen go nie kojarzyła i powtarzała “nie wiem, kim jesteś, daj mi spokój!”, natomiast w innym koszmarze została porwana, a on jej szukał - to w sumie śniło mu się całkiem niedawno i aż musiał pobiec do Winfield, by mieć pewność, iż wszystko u niej oraz z nią było w porządku (zdrzemną się po pracy, a gdy otworzył oczy, było przed godziną 22). Poczuł ogromną ulgę, gdy otworzyła mu drzwi - oczywiście swoją wizytę wytłumaczył tym, że… po prostu chciał ją odwiedzić bo się stęsknił i chciał posłuchać, jak jej minął dzień - nieważne, że wymieniali tamtego dnia ze sobą wiadomości na komunikatorze.

Cholernie tęskniłem ale jak widać...
opłaciło się.


Bo właśnie te cztery lata rozłąki były dla nich testem, a jednocześnie mogły sprawić, że balon napełniany powietrzem tęsknoty, owszem ,rósł, lecz ostatecznie nie wybuchł - albo może właśnie wybuchł z głośnym hukiem i dlatego skończyli u niego na krześle gamingowym bez ubrań, wydając pojękiwania, westchnięcia oraz ponownie się całując, lecz z o wiele większą namiętnością niż poprzednio.
Może właśnie dystans był im potrzebny, bo czy gdyby nie on, wylądowaliby tu, gdzie znajdowali się aktualnie - zarówno w przenośni, jak i dosłownie? To trochę jak w przypadku separacji, tj. czasami pomagała ludziom zrozumieć, że mimo wszystkich problemów wciąż nie potrafią bez siebie żyć, a innym razem natomiast prowadziła do zupełnie odwrotnych wniosków i uświadamiała, że rozstanie było najlepszym z możliwych rozwiązań. Oczywiście, wszystko było wyłącznie indywidualną sprawą, zależną od ludzi, ich uczuć i tego, co naprawdę kryło się pod powierzchnią codziennych konfliktów oraz niedopowiedzeń.
Powoli zaczynał odkrywać, na czym polegała prawdziwa miłość. Uczył się jej i chciał o nią dbać.
To nic, że Sher kazała mu przemyśleć wyznanie, a nie odpowiedziała na nie. Jego serce i było pewne, że
pragnęło Shereen Winfield.
Pragnęło jej uwagi i miłości


A jej gesty, spojrzenia, słowa, dotyk, pocałunki - nie chodziło wyłącznie o to wszystko, co miało miejsce podczas dzisiejszego spotkania - były dla niego wystarczającym powodem by nie mieć wątpliwości, że ona także darzyła go czymś
Prawdziwym.

Wyjątkowym.

Głębokim.


Ryzyko i decyzje – to coś, co towarzyszyło zarówno Ericowi, jak i wielu innym ludziom praktycznie każdego dnia. Decyzje zaczynały się najczęściej już z rana, kiedy należało wybrać strój w zależności od tego, czy szło się do pracy, szkoły lub na spotkanie. Jasne, niektórzy szykowali sobie ubiór dzień wcześniej lub w głowie planowali, co założą, dzięki czemu oszczędzali czas. Kolejna decyzja mogła dotyczyć śniadania i tego, czy zjeść kanapkę, czy może płatki, a może owsiankę? Wszystko zależało od czasu, chęci oraz ochoty. Eric najczęściej jadał kanapki na śniadanie lub płatki, choć nie zawsze się wyrabiał, dlatego bywało, iż odpuszczał sobie najważniejszy posiłek dnia, by potem albo coś zamówić, albo zjeść podwójny lunch - aczkolwiek gdy dostawał nowe zadania w robocie bo coś z oprogramowaniem się działo, lub kod nad którym pracował się psuł, automatycznie zapominał o jedzeniu i przypominał mu o nim albo znajomi z pracy albo jego własny brzuch, wydając charakterystyczny dźwięk - który mogły słyszeć osoby z jego działu, z którymi siedział w jednym pokoju.
Stones doskonale wiedział, że musiał podjąć decyzję w sprawie związanej z Sher i w sumie… ułożył się piękny ciąg, bo jakby nie patrzeć, zapoczątkował to wszystko…
Psychol Oliver, bo gdyby nie pisał wiadomości, Sher by nie przyszła do Erica z prośbą o pomoc – a przyszła i obydwoje wiedzą, co zrobili, gdy już udało się Ericowi namierzyć nadajnik, tzn. telefon stalkera. I tu kolejny punkt… gdyby nie seks, Sher nie wysłałaby wiadomości, która zadziałała na Stonesa jak zapalnik. Rozpaliła go i pobudziła, dlatego nie czekał, gdy przekroczyła próg jego mieszkania. Nieważne, że przed sobą mieli jeszcze trochę wieczoru oraz całą noc…

Oczywiście pomyślał o nocnych igraszkach, aczkolwiek nie tylko, bo do głowy przyszły mu też inne rzeczy, takie, jak nocne wyścigi przejażdżki - które uwielbiał - kiedy miasto było już spokojniejsze, a światła uliczne migały jedno po drugim; chwile, gdy droga zdawała się nie mieć konkretnego celu, a jedyną ważną rzeczą było to, że się po prostu jedzie.
Do głowy przyszły mu także obrazy młodych ludzi siedzących w parkach, rozmawiających, śmiejących się - często w towarzystwie alkoholu, który luzował pewne sfery i ułatwiał wypowiedzenie czegoś, czego na trzeźwo by się nie powiedziało (Eric coś o tym wiedział).

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Uśmiechnął się szeroko, gdy usłyszał pytanie Shereen, na które odpowiedział po chwili, kiwając głową. Miał wrażenie, jakby czas na chwilę przystopował. Chciał zapamiętać ten moment, bo właśnie startowali z nowym sezonem serialu o nich, nową grą gdzie oni byli głównymi bohaterami, nowym rozdziałem książki.
- Tak, oficjalnie jesteśmy razem. Oficjalnie jesteś moją dziewczyną, Sher, a wiesz, co to oznacza? Że po pierwsze, nie pozwolę, by KTOKOLWIEK Cię skrzywdził, a po drugie… spodziewaj się niezapowiedzianych wizyt. I komplementów. I pocałunków. I wspólnych wypadów tam, gdzie zechcemy. - powiedział poważnym tonem, wyliczając, tzn. wyciągając po kolei palce - pewnie powiedziałby coś więcej, lecz był zbyt szczęśliwy po tym, co zaszło i że będzie mógł zmienić status na fb. Oczywiście z tej radości nie omieszkał pocałować Sher w usta, jakby tym pocałunkiem chciał przekazać, jak cholernie się cieszył w tamtym momencie.
- Co tam dla mnie masz? - spytał z zaciekawieniem w głosie, unosząc brew i zastanawiając się, jaki prezent dla niego miała. Wykluczam alkohol. bo ten to już dawno by zauważył, a bądź co bądź, Sher nie niosła ani żadnej dużej torby ani dużego plecaka. To ewidentnie musiało być coś, co sprytnie ukryła.

Kolejna rzecz, którą uwielbiał, to gdy Sher muskała jego włosy, i gdy drapała go po karku - to go też relaksowało i rozluźniało. On przy niej też łapał się na tym, że np. zależało mu na tym, by sprawić, by się uśmiechała i śmiała, nawet jeśli z ust wychodził bezsens lub jakaś głupota. Szczerze? Bardzo podobało mu się to, co widział przed sobą, a konkretniej ich odbicie. Przecież wiele razy stawali obok siebie, gdy np. szli do galerii handlowej i przymierzali ciuchy albo u któregoś z nich w domu, ale jakoś tak… dopiero teraz widział, to, czego wcześniej nie dostrzegł. Wyglądali jak dwa kolory na obrazie, które osobno były piękne, lecz dopiero obok siebie tworzyły coś kompletnego.
Rozczuliła go swoimi słowami o tym, że ubrała się specjalnie po to, by usłyszeć, że mu się podoba.
- Bardzo mi się podobasz, Sher. A w tej spódnicy dalej wyglądasz jak bogini. Moja bogini. - dodał, specjalnie akcentując wyrażenie moja i nosem otarł się o szyję Winfield w czułym geście, jak kot, który ocierał się o właściciela.

Shereen pewnie o tym wiedziała, ale on ogólnie wręcz UWIELBIAŁ truskawki - praktycznie odkąd pamiętał - i z wielką przyjemnością kupował wszystko, co je zawierało, tj. między innymi napoje, czekolady, żelki… dlatego też bardzo się ucieszył, gdy zobaczył, jaki tort przyniosła jego mama. Oczywiście nie mógł się doczekać, aby go spróbować, dlatego gdy zaniósł go na stół w kuchni, praktycznie od razu ukroił dwa kawałki.
- Moja mama robila. - odpowiedział zgodnie z prawdą, podążając wzrokiem za rękami Sher, które wylądowały na jego koszulce.Czy przeszkadzało mu to? Absolutnie. Dlatego też ani nie zabrał koszulki, ani nie dał znać, aby zabrała ręce.
I tak, jemu też ten tort bardzo smakował. Uważał, że był jednym z lepszych, jakie do tej pory jadł.
- Jej ogólnie pieczenie ciast sprawia ogromną frajdę. Przekażę jej to, co powiedziałaś, i pewnie będzie mi Cię kazała pozdrowić i zapyta, kiedy wpadniemy do niej na obiad… - znał ten schemat doskonale, ponieważ powtarzał się praktycznie za każdym razem, gdy wspominał o Sher. Za prawie każdym razem padało Kiedy przyjedziecie na obiad? Już dawno jej nie widziałam., a co jak co, ale pani Stones naprawdę lubiła Sher i była dla niej niczym dobra ciocia.
- Spokojnie, to Ci raczej nie grozi, bo pewnie regularnie będziemy… spalać kalorie. - powiedział, przejeżdżając dłonią po udzie zielonookiej dziewczyny i zabawnie poruszając brwiami, bo chyba każdy by się domyślił, o co Stonesowi chodziło.

Może i miał urodziny, ale Sher była JEGO gościem, a on już po prostu z przyzwyczajenia i wyrobionego nawyku, zaczął bez zastanowienia wyciągać z szafek to, co było potrzebne, planując potem powkładać naczynia do zmywarki.
Skinął głową, kiedy usłyszał, że wybiera normalnego szampana, a następnie właśnie go wlał do kieliszków. Bardzo mu się podobało, że Sher NIE zamierzała dzisiaj nigdzie jechać, bo to oznaczało, iż prawdopdoobnie będą ze sobą spędzić cały wieczór, a przy dobrych wiatrach, nawet i noc. Miał też cichą nadzieję, że nikt do niej nagle nie zadzwoni, by pilnie musiała stawić się w sali bankietowej. On także nie zamierzał ani nigdzie jechać, a poza życzeniami, nie przyjmował ani żadnych pytań o naprawę komputerów, ani nie planował sprawdzać nic związanego z pracą. Upił kilka łyków szampana i zacmokał, choć dawał temu szampanowi takie 7/10 - smakował jak szampan, ale brakowało mu… tego czegoś - choć może po prostu Eric tak reagował z przyzwyczajenia do nieco mocniejszych trunków.
- Mów, jak będziesz miała ochotę na drinka. Tym razem postaram się, by był słabszy od poprzedniego. - powiedział, przypominając sytuację, która miała miejsce w dniu, kiedy Sher przyszła po pomoc, a on zrobił im Cuba Libre, lecz było bardziej cuba niż libre, bo jakoś tak automatycznie wlał więcej alkoholu ups. Znaczy sobie, by nie żałował - nigdy tego nie robił, dlatego zazwyczaj potem kończył, jak kończył.
I on oczywiście też pamiętał wspólne libacjeprzygody z Sher, podczas których jej się plątał język i zaczynała krzywo chodzić, choć miał wrażenie, że… to chyba częściej ona jego ogarniała i próbowała, by nie odstawiał głupich scen, tylko wracał do domu lub szedł spać. I naprawdę był jej wdzięczny, że kiedy raz puścił pawia do kosza na śmieci, nie uciekła. Ani że nie uciekła wtedy, gdy chciał pływać z rybkami w oczku wodnym, co finalnie skończyło się tylko zanurzeniem nóg i wystraszeniem rybek. Ale może procenty mu spowodowały dziury w pamięci i wcale tak nie było? (Pewnie było).

Eric przerwał pisanie wiadomości, zaskoczony pytaniem - absolutnie się takiego nie spodziewając - i unosząc brwi. Podniósł głowę, aby spojrzeć na Sher, przez chwilę zastanawiając się, czy to było pytanie z serii tych poważnych, czy z serii tych mniej poważnych (bardziej do pośmiania). Jednak widząc jej wyraz twarzy, zrozumiał, iż należało podpiąć pod tę pierwszą kategorię. Zostawił telefon - położył go na stole, ekranem do góry tak, jakby chciał pokazać Sher, że nie ukrywa przed nią tego z kim pisał - i położył rękę na dłoni Sher - bez względu na to, gdzie lub na czym ją trzymała. Po chwili też uniósł nieco kąciki ust.
- Naprawdę nie przeszkadza mi, że mnie gryziesz. - pokręcił głową. - Uważam to za cholernie seksowne i w sumie… jara mnie to. - stwierdził zgodnie z prawdą. - Poza tym… lubię czuć Twój oddech na swojej skórze. - dodał jeszcze, ciut mocniej ściskając dłoń Sher, a następnie zabrał ją, by kontynuować konsumowanie tortu oraz dokończył dziękczynną wiadomość. Gdy skończył ją pisać, wziął kilka łyków szampana.
- A Tobie nie przeszkadza, że zostawiam malinki w widocznych miejscach? - spytał, choć przecież zawsze, kiedy robił je na szyi, mogła go po prostu od siebie odsunąć, a jednak ani razu tego nie zrobiła - więc domyślał się, jaką odpowiedź usłyszy.

my best birthday gift
ODPOWIEDZ

Wróć do „#108”