*miłość
1. «głębokie uczucie do drugiej osoby, któremu zwykle towarzyszy pożądanie»
2. «silna więź, jaka łączy ludzi sobie bliskich»
3. «poczucie silnej więzi z czymś, co jest dla kogoś wielką wartością»
4. «głębokie zainteresowanie czymś, znajdowanie w czymś przyjemności»
5. «obiekt czyichś uczuć i pragnień»
6. «pożycie seksualne»
*(Słownik języka polskiego PWN)
Będąc dzieckiem zależało mu na miłości i uwadze swoich rodziców - dlatego gdy chodził z nimi na plac zabaw, stojąc na górze zjeżdżalni wołał: “Mama patrz!” jakby właśnie miał zrobić coś niesamowitego i bardzo się cieszył, gdy zarówno na początku jak i na końcu, widział wzrok rodzicielki na sobie; natomiast smucił się, kiedy nie patrzyła bo musiała pilnować młodszego brata albo Cama akurat do niej podeszła, albo rozmawiała z inną kobietą.
Jako nastolatkowi, zależało mu na przyjaciołach. Oczywiście ludzie wokół wchodzili w związki, przeżywali swoje pierwsze wzloty miłosne i upadki, flirtowali, a jednocześnie po prostu się bawili, grając na uczuciach innych jak na jakimś instrumencie. Instrumencie, który choć pierwsze dźwięki wydawał piękne, tak pod koniec cichł, a po kilkunastu uderzeniach, rozstrajał się, powodując skrzypienie i ból w uszach - bo gdy ktoś zaczynał brać drugą osobę na poważnie, a ta pierwsza chciała tylko jednego, lub jednocześnie skakała z kwiatka na kwiatek, bajerując innych, to mogło zaboleć. A potem na imprezach piło się
by zapomnieć, bo potrzebny był plaster, który pomoże zagoić ranę.
Eric też potrzebował plastra, gdy dowiedział się, że Shereen miała chłopaka, a wystarczyło zrobić jeden krok, wykonać jedną czynność… zmusić się do tego, by wyjawić to, co w nim siedziało. Wypuścić ten latawiec z rąk i zobaczyć, czy Sher go złapie, czy pozwoli mu lecieć dalej.
Tak, oglądał te wszystkie filmy i zastanawiał się, czy miłość właśnie tak wyglądała, jak była pokazywana.
Czy naprawdę ludzie byli w stanie dla niej i za nią cierpieć, czy namiętność nigdy nie gasła, czy tak łatwo ulegało się tej drugiej osobie…
Na pewno wiedział jedno - uczucie do tej, którą od bardzo dawna, bo od kiedy przeprowadził się do Toronto, było prawdziwe. Doskonale pamiętał, jak często łapał się na tym, że o niej myślał, jak serce mu przyspieszało, gdy widział ją, choć nie mogli zbyt wiele zrobić, ponieważ był Oliver i… śnił o niej. Nie raz i nie dwa. Tak samo nie raz i nie dwa miał ochotę zgarnąć ją do Toronto lub samemu przenieść się bliżej, by nie musieć tracić czasu na dojazdy, i gdy nachodziła go ochota, by wspólnie coś zjeść, to przynajmniej mogliby pójść zjeść coś razem, a tak… tęsknił. Tęsknił, wiedząc, że trzeba pogodzić się z rzeczywistością i… żyć, doceniając fakt, że nie zakończyli znajomości - a przecież tamten ryzykowany pocałunek mógł odmienić ich losy właśnie w drugą stronę. Po nim przecież mogła zostać zasłonięta kurtyna BARDZO długiego milczenia, przez którą już N I G D Y by się do siebie nie odezwali… A raz w sumie przyśnił mu się koszmar, w którym Shereen go nie kojarzyła i powtarzała “nie wiem, kim jesteś, daj mi spokój!”, natomiast w innym koszmarze została porwana, a on jej szukał - to w sumie śniło mu się całkiem niedawno i aż musiał pobiec do Winfield, by mieć pewność, iż wszystko u niej oraz z nią było w porządku (zdrzemną się po pracy, a gdy otworzył oczy, było przed godziną 22). Poczuł ogromną ulgę, gdy otworzyła mu drzwi - oczywiście swoją wizytę wytłumaczył tym, że… po prostu chciał ją odwiedzić
bo się stęsknił i chciał posłuchać, jak jej minął dzień - nieważne, że wymieniali tamtego dnia ze sobą wiadomości na komunikatorze.
Cholernie tęskniłem ale jak widać...
opłaciło się.
Bo właśnie te cztery lata rozłąki były dla nich testem, a jednocześnie mogły sprawić, że balon napełniany powietrzem tęsknoty, owszem ,rósł, lecz ostatecznie nie wybuchł - albo może właśnie wybuchł z głośnym hukiem i dlatego skończyli u niego na krześle gamingowym bez ubrań, wydając pojękiwania, westchnięcia oraz ponownie się całując, lecz z o wiele większą namiętnością niż poprzednio.
Może właśnie dystans był im potrzebny, bo czy gdyby nie on, wylądowaliby tu, gdzie znajdowali się aktualnie - zarówno w przenośni, jak i dosłownie? To trochę jak w przypadku separacji, tj. czasami pomagała ludziom zrozumieć, że mimo wszystkich problemów wciąż nie potrafią bez siebie żyć, a innym razem natomiast prowadziła do zupełnie odwrotnych wniosków i uświadamiała, że rozstanie było najlepszym z możliwych rozwiązań. Oczywiście, wszystko było wyłącznie indywidualną sprawą, zależną od ludzi, ich uczuć i tego, co naprawdę kryło się pod powierzchnią codziennych konfliktów oraz niedopowiedzeń.
Powoli zaczynał odkrywać, na czym polegała
prawdziwa miłość. Uczył się jej i chciał o nią dbać.
To nic, że Sher kazała mu przemyśleć wyznanie, a nie odpowiedziała na nie. Jego serce i było pewne, że
pragnęło Shereen Winfield.
Pragnęło jej uwagi i miłości
A jej gesty, spojrzenia, słowa, dotyk, pocałunki - nie chodziło wyłącznie o to wszystko, co miało miejsce podczas dzisiejszego spotkania - były dla niego wystarczającym powodem by nie mieć wątpliwości, że ona także darzyła go czymś
Prawdziwym.
Wyjątkowym.
Głębokim.
Ryzyko i decyzje – to coś, co towarzyszyło zarówno Ericowi, jak i wielu innym ludziom praktycznie każdego dnia. Decyzje zaczynały się najczęściej już z rana, kiedy należało wybrać strój w zależności od tego, czy szło się do pracy, szkoły lub na spotkanie. Jasne, niektórzy szykowali sobie ubiór dzień wcześniej lub w głowie planowali, co założą, dzięki czemu oszczędzali czas. Kolejna decyzja mogła dotyczyć śniadania i tego, czy zjeść kanapkę, czy może płatki, a może owsiankę? Wszystko zależało od czasu, chęci oraz ochoty. Eric najczęściej jadał kanapki na śniadanie lub płatki, choć nie zawsze się wyrabiał, dlatego bywało, iż odpuszczał sobie najważniejszy posiłek dnia, by potem albo coś zamówić, albo zjeść podwójny lunch - aczkolwiek gdy dostawał nowe zadania w robocie bo coś z oprogramowaniem się działo, lub kod nad którym pracował się psuł, automatycznie zapominał o jedzeniu i przypominał mu o nim albo znajomi z pracy albo jego własny brzuch, wydając charakterystyczny dźwięk - który mogły słyszeć osoby z jego działu, z którymi siedział w jednym pokoju.
Stones doskonale wiedział, że musiał podjąć decyzję w sprawie związanej z Sher i w sumie… ułożył się piękny ciąg, bo jakby nie patrzeć, zapoczątkował to wszystko…
Psychol Oliver, bo gdyby nie pisał wiadomości, Sher by nie przyszła do Erica z prośbą o pomoc – a przyszła i obydwoje wiedzą, co zrobili, gdy już udało się Ericowi namierzyć nadajnik, tzn. telefon stalkera. I tu kolejny punkt… gdyby nie seks, Sher nie wysłałaby wiadomości, która zadziałała na Stonesa jak zapalnik. Rozpaliła go i pobudziła, dlatego nie czekał, gdy przekroczyła próg jego mieszkania. Nieważne, że przed sobą mieli jeszcze trochę wieczoru oraz całą noc…
Oczywiście pomyślał o nocnych igraszkach, aczkolwiek nie tylko, bo do głowy przyszły mu też inne rzeczy, takie, jak nocne
wyścigi przejażdżki - które uwielbiał - kiedy miasto było już spokojniejsze, a światła uliczne migały jedno po drugim; chwile, gdy droga zdawała się nie mieć konkretnego celu, a jedyną ważną rzeczą było to, że się po prostu jedzie.
Do głowy przyszły mu także obrazy młodych ludzi siedzących w parkach, rozmawiających, śmiejących się - często w towarzystwie alkoholu, który luzował pewne sfery i ułatwiał wypowiedzenie czegoś, czego na trzeźwo by się nie powiedziało (Eric coś o tym wiedział).
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
Uśmiechnął się szeroko, gdy usłyszał pytanie Shereen, na które odpowiedział po chwili, kiwając głową. Miał wrażenie, jakby czas na chwilę przystopował. Chciał zapamiętać ten moment, bo właśnie startowali z
nowym sezonem serialu o nich,
nową grą gdzie oni byli głównymi bohaterami,
nowym rozdziałem książki.
- Tak, oficjalnie jesteśmy razem. Oficjalnie jesteś moją dziewczyną, Sher, a wiesz, co to oznacza? Że po pierwsze, nie pozwolę, by KTOKOLWIEK Cię skrzywdził, a po drugie… spodziewaj się niezapowiedzianych wizyt. I komplementów. I pocałunków. I wspólnych wypadów tam, gdzie zechcemy. - powiedział poważnym tonem, wyliczając, tzn. wyciągając po kolei palce - pewnie powiedziałby coś więcej, lecz był zbyt szczęśliwy po tym, co zaszło i że będzie mógł zmienić status na fb. Oczywiście z tej radości nie omieszkał pocałować Sher w usta, jakby tym pocałunkiem chciał przekazać, jak cholernie się cieszył w tamtym momencie.
- Co tam dla mnie masz? - spytał z zaciekawieniem w głosie, unosząc brew i zastanawiając się, jaki
prezent dla niego miała.
Wykluczam alkohol. bo ten to już dawno by zauważył, a bądź co bądź, Sher nie niosła ani żadnej dużej torby ani dużego plecaka.
To ewidentnie musiało być coś, co sprytnie ukryła.
Kolejna rzecz, którą uwielbiał, to gdy Sher muskała jego włosy, i gdy drapała go po karku - to go też relaksowało i rozluźniało. On przy niej też łapał się na tym, że np. zależało mu na tym, by sprawić, by się uśmiechała i śmiała, nawet jeśli z ust wychodził bezsens lub jakaś głupota. Szczerze? Bardzo podobało mu się to, co widział przed sobą, a konkretniej ich odbicie. Przecież wiele razy stawali obok siebie, gdy np. szli do galerii handlowej i przymierzali ciuchy albo u któregoś z nich w domu, ale jakoś tak… dopiero teraz widział, to, czego wcześniej nie dostrzegł. Wyglądali jak dwa kolory na obrazie, które osobno były piękne, lecz dopiero obok siebie tworzyły coś kompletnego.
Rozczuliła go swoimi słowami o tym, że ubrała się specjalnie po to, by usłyszeć, że mu się podoba.
- Bardzo mi się podobasz, Sher. A w tej spódnicy dalej wyglądasz jak bogini. Moja bogini. - dodał, specjalnie akcentując wyrażenie
moja i nosem otarł się o szyję Winfield w czułym geście, jak kot, który ocierał się o właściciela.
Shereen pewnie o tym wiedziała, ale on ogólnie wręcz UWIELBIAŁ truskawki - praktycznie odkąd pamiętał - i z wielką przyjemnością kupował wszystko, co je zawierało, tj. między innymi napoje, czekolady, żelki… dlatego też bardzo się ucieszył, gdy zobaczył, jaki tort przyniosła jego mama. Oczywiście nie mógł się doczekać, aby go spróbować, dlatego gdy zaniósł go na stół w kuchni, praktycznie od razu ukroił dwa kawałki.
- Moja mama robila. - odpowiedział zgodnie z prawdą, podążając wzrokiem za rękami Sher, które wylądowały na jego koszulce.Czy przeszkadzało mu to? Absolutnie. Dlatego też ani nie zabrał koszulki, ani nie dał znać, aby zabrała ręce.
I tak, jemu też ten tort bardzo smakował. Uważał, że był jednym z lepszych, jakie do tej pory jadł.
- Jej ogólnie pieczenie ciast sprawia ogromną frajdę. Przekażę jej to, co powiedziałaś, i pewnie będzie mi Cię kazała pozdrowić i zapyta, kiedy wpadniemy do niej na obiad… - znał ten schemat doskonale, ponieważ powtarzał się praktycznie za każdym razem, gdy wspominał o Sher. Za prawie każdym razem padało
Kiedy przyjedziecie na obiad? Już dawno jej nie widziałam., a co jak co, ale pani Stones naprawdę lubiła Sher i była dla niej niczym dobra ciocia.
- Spokojnie, to Ci raczej nie grozi, bo pewnie regularnie będziemy… spalać kalorie. - powiedział, przejeżdżając dłonią po udzie zielonookiej dziewczyny i zabawnie poruszając brwiami, bo chyba każdy by się domyślił, o co Stonesowi chodziło.
Może i miał urodziny, ale Sher była JEGO gościem, a on już po prostu z przyzwyczajenia i wyrobionego nawyku, zaczął bez zastanowienia wyciągać z szafek to, co było potrzebne, planując potem powkładać naczynia do zmywarki.
Skinął głową, kiedy usłyszał, że wybiera normalnego szampana, a następnie właśnie go wlał do kieliszków. Bardzo mu się podobało, że Sher NIE zamierzała dzisiaj nigdzie jechać, bo to oznaczało, iż prawdopdoobnie będą ze sobą spędzić cały wieczór, a przy dobrych wiatrach, nawet i noc. Miał też cichą nadzieję, że nikt do niej nagle nie zadzwoni, by pilnie musiała stawić się w sali bankietowej. On także nie zamierzał ani nigdzie jechać, a poza życzeniami, nie przyjmował ani żadnych pytań o naprawę komputerów, ani nie planował sprawdzać nic związanego z pracą. Upił kilka łyków szampana i zacmokał, choć dawał temu szampanowi takie 7/10 - smakował jak szampan, ale brakowało mu… tego czegoś - choć może po prostu Eric tak reagował z przyzwyczajenia do nieco mocniejszych trunków.
- Mów, jak będziesz miała ochotę na drinka. Tym razem postaram się, by był słabszy od poprzedniego. - powiedział, przypominając sytuację, która miała miejsce w dniu, kiedy Sher przyszła po pomoc, a on zrobił im Cuba Libre, lecz było bardziej cuba niż libre, bo jakoś tak automatycznie wlał więcej alkoholu
ups. Znaczy sobie, by nie żałował - nigdy tego nie robił, dlatego zazwyczaj potem kończył, jak kończył.
I on oczywiście też pamiętał wspólne
libacjeprzygody z Sher, podczas których jej się plątał język i zaczynała krzywo chodzić, choć miał wrażenie, że… to chyba częściej ona jego ogarniała i próbowała, by nie odstawiał głupich scen, tylko wracał do domu lub szedł spać. I naprawdę był jej wdzięczny, że kiedy raz puścił pawia do kosza na śmieci, nie uciekła. Ani że nie uciekła wtedy, gdy chciał pływać z rybkami w oczku wodnym, co finalnie skończyło się tylko zanurzeniem nóg i wystraszeniem rybek. Ale może procenty mu spowodowały dziury w pamięci i wcale tak nie było? (Pewnie było).
Eric przerwał pisanie wiadomości, zaskoczony pytaniem - absolutnie się takiego nie spodziewając - i unosząc brwi. Podniósł głowę, aby spojrzeć na Sher, przez chwilę zastanawiając się, czy to było pytanie z serii tych poważnych, czy z serii tych mniej poważnych (bardziej do pośmiania). Jednak widząc jej wyraz twarzy, zrozumiał, iż należało podpiąć pod tę pierwszą kategorię. Zostawił telefon - położył go na stole, ekranem do góry tak, jakby chciał pokazać Sher, że nie ukrywa przed nią tego z kim pisał - i położył rękę na dłoni Sher - bez względu na to, gdzie lub na czym ją trzymała. Po chwili też uniósł nieco kąciki ust.
- Naprawdę nie przeszkadza mi, że mnie gryziesz. - pokręcił głową.
- Uważam to za cholernie seksowne i w sumie… jara mnie to. - stwierdził zgodnie z prawdą.
- Poza tym… lubię czuć Twój oddech na swojej skórze. - dodał jeszcze, ciut mocniej ściskając dłoń Sher, a następnie zabrał ją, by kontynuować konsumowanie tortu oraz dokończył dziękczynną wiadomość. Gdy skończył ją pisać, wziął kilka łyków szampana.
- A Tobie nie przeszkadza, że zostawiam malinki w widocznych miejscach? - spytał, choć przecież zawsze, kiedy robił je na szyi, mogła go po prostu od siebie odsunąć, a jednak ani razu tego nie zrobiła - więc domyślał się, jaką odpowiedź usłyszy.
my best birthday gift