Isobel nie lubiła ludzi, którzy wtrącali się w życie innych. Dziennikarze, policjanci, śledczy, reporterzy, namolni sąsiedzi… Wyznawała zasadę, że nikogo nie powinno obchodzić czyjeś życie, ani to, co ze sobą robił. Dlatego, gdy mieszkała w Nowym Orleanie, starała się unikać zbyt wścibskich osób. Niektórzy byli zaintrygowani nią samą, inni natomiast znacznie bardziej interesowali się jej ojcem. Przemyt broni był tylko jedną z wielu nielegalnych działalności, z którymi go kojarzono. Dla wielu ludzi Isobel była przede wszystkim jego córką — po prostu źródłem informacji, potencjalnym tropem lub żywym przypomnieniem jego nazwiska. Kurewsko szkoda, że nie chciała mieć z tym nic wspólnego. Ich relacja nigdy nie należała do łatwych. Pojawił się w jej życiu, albo raczej ona w jego. Obydwoje je sobie spieprzyli, bo on nie potrafił być dobrem ojcem, a jej w prezencie podarował kilka zaburzeń i cholerny nóż, którego miała używać w razie konieczności. Nie zamierzała odpowiadać za jego decyzje ani tłumaczyć się z jego przeszłości. Jedyne co mogła, to odpowiedzieć za swoje czyny i poniosła już konsekwencje podjętych przez siebie decyzji. Oczywiście nie zamierzała kolejny raz powielać tego samego błędu, ale czasem nachodziła ją myśl, że… Gdyby wróciła do ośrodka, to chociaż miałaby święty spokój i nie musiałaby udawać, że życie między normalnymi ludźmi nie wywoływało u niej agresji i lęku społecznego.
Zabawne, że, gdy na jej drodze stanęła Ronnie pewnego ponurego wieczora, Isobel przestała zwracać uwagę na wykonywany przez nią zawód. Dopiero po czasie dowiedziała, że dziewczyna studiuje dziennikarstwo i choć z początku była na nią cholernie, bo czuła się oszukana (jak zwykle, bo tak naprawdę była oszukiwana przez cały świat), tak z biegiem czasu ta złość jakby… Zelżała. Jak na siebie, Cameron przeszła ten zawód dość łagodnie, bo nie układała w myślach planu na pozbycie się zwłok, ani na odebranie życia panience Graves. Chyba zrozumiała, że nie była na tyle interesującą osobą, by studentka zainteresowała się jej historią. Nowy Orlean opuściła już kilka miesięcy temu. Zostawiła za sobą dawne życie i próbowała funkcjonować, choć z tym bywało u niej naprawdę różnie. Miewała lepsze i gorsze momenty, chyba jak każdy, ale złość nie odbierała jej logicznego myślenia — tak jej się wydawało. Chciała spotkać się z Ronnie, bo uznała, że to dobry moment. Jak na razie nie mierzyła się z problemami natury psychicznej, a depresja, pogrążona w głębokim śnie, nie zmuszała jej do lawirowania między życiem i śmiercią.
Wolała unikać publicznych miejsc, więc pomyślała, że skoro już miały spotkać się z Ronnie, to najlepiej będzie, jeśli zrobią to na jej terenie, czyli w mieszkaniu, w którym zajmowała swój pokój i mogła pozwolić sobie na odsłonięcie i szczerą rozmowę. Nieszczególnie była zainteresowana tym, co lubiła jeść i pić Ronnie. Raczej o to nie pytała. W mieszkaniu miała wodę niegazowaną, herbatę i kawę — uważała, że to powinno wystarczyć.
— Jak ten twój projekt na studia, o czym zaczęłaś pisać? — zapytała, zalewając gorącą wodą herbatę (czy kawę, w zależności od wyboru). Głos Isobel wydawał się spokojny, opanowany. W jego tonie nie było ciepła, czy radości, lecz chłodny dystans. Typowy dla Isobel Cameron. W tej relacji to Ronnie była słońcem, Cameron dużo bliżej było do jego zaćmienia.
Ronnie Graves