Przed rozpoczęciem w związku z drugą osobą miało się szereg oczekiwań względem niej i relacji, która miała się rozpocząć. Związki, choć różne w intensywności i uczuciach, często rozpoczynały się tak samo. W naszym życiu pojawiała się osoba, od której oderwanie wzroku przychodziło z trudnością, bo oczarowani jej uśmiechem i urzeczeni osobowością, egoistycznie chcemy przebywać jak najbliżej niej. Życie staje się piękniejsze, świat jakby zaczyna zwalniać, ptaki ćwierkają głośniej niż zazwyczaj, serce nerwowo przyspiesza, rwąc do drugiej osoby. Symptomów zakochania się było wiele, od fizycznych po psychiczne, emocjonalne, ale szczerość uczuć definiowała miłość i odpowiedzialność za drugą osobę. Lorenzo widując się z Olivią, gdy byli przyjaciółmi, przyłapywał się często na tym, że jej bezpieczeństwo i dobro chciał stawiać ponad swoim. Martwił się, gdy była w pracy i nie odzywała się dłużej niż zazwyczaj — i miał do tego prawo. Dużo bardziej niepokojące wydawały mu się nieprzyzwoite myśli, które pojawiały się w jego głowie, ilekroć ją przytulał. Zaczął zwracać uwagę na rzeczy, które nieszczególnie powinny go obchodzić. Oceniał w myślach czy bardziej podobała mu się w spiętych włosach, czy rozpuszczonych.
Przesuwał spojrzeniem po jej ciele, dopuszczając do siebie myśl o tym, że jej sylwetka wyglądała naprawdę świetnie w spodniach, które widział na niej pierwszy raz. Drobnostki, zupełnie normalne u dorosłych mężczyzn, którzy pierwszą burzę hormonów mieli już za sobą i nie reagowali na atrakcyjną kobietę, jak na eksponat. Nie przechodził wewnątrz katuszy spowodowanych rozczarowaniem nad rzeczywistością, w której nie mógł jej dotknąć, bo nie chciał wprawiać jej w poczucie dyskomfortu. Wszystkie znaki wskazywały na to, że Olivia mu się podobała — powiedział jej o tym. Nie pamiętał, jakich dokładnie słów wtedy użył, na pewno był szczery. Spotykali się ze sobą, już jako para, ale Enzo szybko zrozumiał, że choćby jego uczucia względem niej były czyste, jak tafla wody, nie mógł całkowicie wyzbyć się tego zabrudzenia, jakim była potrzeba niezależności. Ograniczenia mu ciążyły, świadomość, że Liv mogła wpłynąć na niego słowami, także bywała męcząca. Był z nią szczęśliwy. Angażowała się w tę relację, podobnie jak Enzo, ale co z tego? Związek powinien przypominać dom wybudowany z dobrej jakości materiałów, zbierać szczęśliwe chwile i pozwalać, by te wnikały w jego ściany i karmiły go dobrą energią. Ich dom był taki przez kilka pierwszych miesięcy, później zaczęły pojawiać się na nim pierwsze pęknięcia.
Wrócili do przyjaźni.
Początki były trudne.
Przed podniesieniem się z łóżka towarzyszyła mu przygnębiająca myśl
że Olivii nie było obok.
Pościel była zimna, po jej stronie łóżka. Nieobecność Calvert była uciążliwa i wprawiała go w kiepski nastrój. Wbrew pozorom ich rozstanie zniósł ciężej, niż planował, ale nie żałował podjętej decyzji. Przyszłość z kimś, kto nie potrafił szczerze powiedzieć o swoich planach na przyszłość, bo nie był pewien czy dożyje do końca miesiąca, była definicją nieszczęścia. Zwłaszcza wtedy, gdy pragnęło się odrobiny stabilności.
Teraz, to co zostało między nimi, balansowało na granicy przyjaźni. Echo przeszłości rozbrzmiewało między ich ciałami, gdy przytulał do siebie Olivię, przeczesując palcami jej włosy, a ona wtulała się w jego tors, nasłuchując bicia serca. Nawet jeśli umysł próbował zapomnieć, ciało doskonale pamiętało bliskość drugiej osoby. Nie musiał przypominać sobie koloru jej ust, gdy całowali się ostatnim razem, bo jego usta zapamiętały smak tych jej. Gdyby teraz chciał się nad nią nachylić, żeby ją pocałować, momentalnie przypomniałby sobie sposób, w jaki lubiła to robić.
— Mam propozycję — wtrącił, trzymając ją za ramiona. Przesunął po nich spojrzeniem, następnie zatrzymując je na wysokości oczu kobiety. Rzeczowy, spokojny ton, mimo tego, że wewnątrz drżał z obawy, z reguły wzbudzał zaufanie i uspokajał. Podobnie jak proste komunikaty.
— Ty usiądziesz i powoli zaczniesz mi wszystko opowiadać, ja zrobię herbatę — albo poleję nam coś mocniejszego, jak okazało się chwilę później. Niezależnie od tego, co planowała wypić, mógł wszystko przygotować. Wychodził z założenia, że nawet jeśli sam się stresował, to szkło w jego dłoniach wydawało się znacznie bezpieczniejszą opcją, niż w tych jej. Olivia była bardziej roztrzęsiona. Wypuścił oczywiście jej ramiona spod uścisku palców. Nie chciał przetrzymywać jej w jednym miejscu, ani zmuszać do stania przed sobą.
Domyślał się, że nadchodząca noc mogła być ciężka.
— Tak, zostanę na noc — przyznał, wodząc za nią spojrzeniem. Zatrzymała się przy barku, zapytała, czy piją herbatę czy coś mocniejszego. Odpowiedź była prosta. W takim momencie to zawsze było coś mocniejszego.
Odsunąwszy się od drzwi wejściowych, wszedł w głąb apartamentu, zatrzymując się przy jednym z okien. Odsłonił lekko żaluzje, wyglądając czy nikogo nie ma na zewnątrz. Pusto. Tylko miejskie światła rozganiające mrok majaczyły na dworze, przypominając o późnej godzinie. Z tym samym opanowaniem, które towarzyszyło mu w sytuacjach kryzysowych, wrócił do Liv i przegrzebał barek, szukając czegoś na tyle mocnego, żeby wypalić towarzyszący kobiecie stres.
— Tylko jak mocnego? Wolisz kulturalnie czy mniej? Bo masz tu chyba jakieś whisky, prezentowe? — zapytał, wyciągając butelkę z czarną etykietką, na której był opis alkoholu. Opuszczając nieco głowę i obracając butelkę w dłoniach, przeczytał opis.
— Dwudziestolatka. Nieźle.
W tej samej chwili zza drzwi dobiegł stłumiony odgłos kroków. Powolnych, wyraźnie słyszalnych mimo grubych ścian apartamentowca. Lorenzo automatycznie zamilkł, przesuwając spojrzenie w stronę przedpokoju. Kroki... ucichły. Jakby ktoś zatrzymał się dokładnie po drugiej stronie drzwi. W tym momencie zapadła nieprzyjemna, ciężka cisza. Enzo pozostał w stanie czujności, jakby czekał na pukanie w drzwi, lub dźwięk naciśnięcia klamki i próbę wtargnięcia do środka. Określenie, kim była osoba po drugiej stronie, nie było możliwe. Mógł to być sąsiad, mógł to być czyiś gość, ktoś, kto pomylił mieszkania… Albo ktoś, czyja obecność mogła nieść za sobą kłopoty. Cisza była niepokojąca. Kroki nie rozeszły się ponownie po korytarzu. A to oznaczało, że ktoś stał po drugiej stronie drzwi…
Prześladowca?
Stalker?
Omen?
Olivia Calvert