ODPOWIEDZ
32 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
166 cm
patolog sądowy Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Even if everyone turns a blind eye, I'm fine
Even if it's a little far, I still climb
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Cała sytuacja zaczynała powoli ją przerastać. Wydawać by się mogło, że te niewinne zdarzenia, mało znaczące dla innych sytuacje, nie powinny mieć wpływu na jej dalsze życie, a już z pewnością nie powinny mącić jej w głowie. Było zgoła inaczej. Czuła się niekomfortowo za każdym razem, kiedy na wycieraczce dostrzegała czerwoną kopertę, a na chłodnym stole w prosektorium leżały niewielkie paczuszki skrywające drobne podarki. Urocze, ktoś by powiedział. Dla niej pod pewnymi względami przerażające.
Mało kiedy myliła ją intuicja. Miała ją na tyle dobrze rozwiniętą, by nie zignorować, kiedy niemal krzyczała, że to nie jest w porządku. To nie było subtelne okazywanie zainteresowania, to przypominało nękanie.
Zaczęło się niewinnie. Ot, pewnego dnia przed drzwiami mieszkania znalazła bukiet lili z podziękowaniami za pracę, która wykonywała. Uznała, że to być może prezent od jakiegoś członka rodziny, której pomogła wyjaśnić przyczyny śmierci bliskiego. Kiedy jednak sytuacja powtórzyła się po raz kolejny i jeszcze raz, przestała traktować to jako coś mile łechtającego jej ego.
Gdy do całości doszły drobne pudełka pozostawione na stołach operacyjnych, zapaliła się czerwona lampka i mnóstwo pytań. Czy był to ktoś ze szpitala? Jak inaczej by się tu dostał? Jej pacjenci byli z natury martwi, a członkowie rodzin nie zapuszczali się w rejony, w których grzebano we wnętrznościach ich bliskich.
Czy powoli nie zaczynała popadać w obsesję? Nie miała pewności, że ktoś nie robił jej mało smacznego żartu. Może poszło o zakład? Może ktoś ją pomylił?
Może, może, może. I żadnych konkretów.
Na domiar złego, jakby już nie miała lekko nadszarpniętej psychiki, pojawiły się liściki zostawiane na wycieraczce. Cytaty z jej ulubionych powieści nawiązujące do wykonywanej pracy i śmierci. To nie było normalne.
Długo zastanawiała się, czy powinna pójść na policję. Ale z jakimi dowodami? Nie miała nawet podejrzeń, kto mógłby za to odpowiadać. Wiedziała co się stanie, kiedy uda się na komisariat.
Nic.
Dlatego starała się to ignorować, jak mogła. Przez jakiś czas się udawało. Ale interakcja stała się nachalna. Nienamacalna, ale wyczuwalna.
Kilka dni temu odniosła wrażenie, że ktoś ją obserwuje. Nie potrafiła jasno sprecyzować, czy to wina jej wyobraźni, czy faktycznie komuś nudziło się w chory sposób.
Dzisiaj było podobnie. Wracając z pracy późnym wieczorem, kiedy ulice niemal opustoszały, a ciemność spowiła znaczną część miasta, była pewna, że ktoś jest w pobliżu. Odczucie było znacznie silniejsze, niż ostatnio. Rozglądała się na około, idąc w stronę mieszkania. Nikogo jednak nie dostrzegła.
Przesadzasz, powtarzała sobie, usilnie wmawiając, że tak było.
Wszystko uległo zmianie, kiedy usłyszała za sobą kroki. Przypadek? Nie mieszkała w cichej ulicy, inni też mieli prawo na spacer. Odwróciła się. Nic. Nie było nikogo podejrzanego. Przyspieszyła, chcąc jak najszybciej znaleźć się w domu. Jeszcze tylko kawałek i bezpiecznie zamknie się w mieszkaniu.
Czując, że ogarnia ją panika, wysłała pospieszną wiadomość do przyjaciela. Liczyła, że znajdzie dla niej trochę czasu. Na tyle, by mogła poczuć się bezpiecznie.
Wbiegła po schodach, nie potrafiąc odpędzić się od tego okropnego uczucia, że była obserwowana. Trzęsącymi się dłońmi otworzyła mieszkanie, szybko w nim znikając.
Zaczynała tracić zmysły.

Enzo Lawrence
32 y/o
For good luck!
189 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Eight.


Lorenzo miał ostatnio sporo spraw do ogarnięcia. Odnosił wrażenie, że zarówno w świecie politycznym jak i mafijnym coraz częściej dochodziło do konfliktów i skandali. Ludzie podkładali sobie kłody pod nogi i gdyby mogli, zapewne obrzuciliby się także gównem. Portale plotkarskie i społecznościowe, klasycznie buczały od plotek, których pokrycie z rzeczywistością wynosiło całe zero, a ludzie niczym stado bezmyślnych baranów, łykało każdy taki nius, rozdmuchując w komentarzach niepotrzebne dyskusje. Szerzenie farmazonów było dość popularnym zabiegiem wśród ludzi. Tak było kiedyś. Tak było i teraz. Różnica była taka, że w dobie AI i internetu, plotki siały się z prędkością światła. Przecież chat gpt był w stanie skleić wszystko, nawet stworzyć nieprawdziwą fotografię, choć nieraz zarzekał się, że tworzenie takich obrazów łamie politykę prywatności i jest niezgodne z regulaminem. No, ale ludzie jakoś potrafili to obejść i niezależnie od formułek czatu, dokładali swoją cegiełkę do wszechobecnego fałszerstwa. Jebać to — z tą myślą zamiatał pod dywan kolejne skandale, które wywoływały oburzenie wśród opinii publicznej. Co było ostatnie? Ach, chyba lekarz, którego posądzono i złamanie tajemnicy lekarskiej i kontakty seksualne z jedną z pacjentek. Zgłoszenie oczywiście wniósł zraniony mąż, starając się zrujnować życie człowiekowi, który odebrał mu żonę. To były naprawdę częste przypadki. Męczące, bo ludzie naprawdę nie mieli żadnych granic. Odsłaniając się i obnażając swoje emocje, popełniali błędy. A ludzie pokroju Lorenzo analizowali te błędy i wykorzystywali na korzyść klienta, który był w stanie zapłacić całkiem sporą sumę za to, żeby zostać oczyszczonym z zarzutów. Moralność Enzo nie była dla niego wskaźnikiem, była bardzo chwiejna, zależna od sytuacji. Nie interesowało go, czy człowiek siedzący naprzeciwko faktycznie był niewinny, czy miał na sumieniu znacznie więcej, niż wynikało z jego słów. Liczyły się fakty, które dało się podważyć, dowody, które można było zdyskredytować, i argumenty, które przekonałyby sąd lub opinię publiczną. Albo grzebanie w systemie, który potrafił być zawodny.
Sytuacja Liv była niepokojąca. Słyszał o dziwnej sytuacji w szpitalu, której ofiarą padli wszyscy lekarze. Nie wiedział, o co dokładnie tam chodziło, ale przez krótką chwilę patolożka również znalazła się na liście osób objętych wątpliwą opinią publiczną. Dużo bardziej niepokoiło go to, co działo się za zamkniętymi drzwiami sali, w której pracowała. Od pewnego czasu nie byli razem, przestali się spotykać, zgodnie dochodząc do wniosku, że związek po prostu nie był dla nich. Dużo lepiej dogadywali się na przyjacielskim gruncie. I tym zostali, przyjaciółmi. Dla Enzo nie był to problem. Odzyskał osobisty komfort, gdy dotarło do niego, że nie musieli niczego sobie deklarować. Lawrence nie był łatwą osobą do związków, preferował życie samotnego wilka. Miał zbyt dużo na głowie, by angażować się w związki, które, choć miały wiele zalet, jego zdaniem miały tak samo dużo wad. Wkurzała go nadmierna kontrola i zainteresowanie tym, co robi, gdzie się szlaja i dokąd wychodzi, gdy nie ma go w mieszkaniu, a telefon milczy zostawiając dzwoniącego bez odpowiedzi. Rozumiał troskę i obawę, ale musiał przyznać, że po pewnym czasie ta troska robiła się męcząca. Cenił sobie wolny czas, który mógł poświęcić dla siebie i rzadko odbierał wtedy telefony. Starał się wyłączyć z życia, o ile było to możliwe.
Siedział przy biurku, rozłożony na fotelu i palił papierosa z odchyloną głową. Zerkał w górę, wodząc wzrokiem za szarą chmurą dymu unoszącą się pod sufit, jakby była żywym organizmem, który w następnej chwili rozpływał się w powietrzu. Przez uchylone okno wpadał przytłumiony gwar miasta, który subtelnie ignorował. Myśli krążyły własnymi ścieżkami, powracając do spraw, które od kilku dni nie dawały mu spokoju. W końcu wypuścił z ust kolejną chmurę dymu i przymknął powieki na krótką chwilę, jakby liczył, że wraz z nią ulotni się choć część ciążących mu problemów. Wtedy dostał telefon. Unosząc ciemną brew, zerknął na ekran i leniwie odebrał, gdy na wyświetlaczu dostrzegł imię Olivia. Nim się obejrzał, zerwał się z fotela, przygaszając papierosa i założył skórzaną kurtkę, deklarując, że niebawem pojawi się w jej domu. Działał pod wpływem emocji. Nie lubił spraw ze stalkingiem, bo ludzie, którzy odważali się na ten krok, często byli na granicy chorej obsesji. Enzo nie miał pewności, czy ten człowiek nie będzie chciał dostać się do mieszkania Olivii. Dlatego zamierzał jak najszybciej do niej pojechać.
Zaparkował samochód w pobliżu budynku, lecz nie zostawił go na widoku. Nim pojawił się pod drzwiami Calvert, rozejrzał się dookoła, sprawdzając, czy teren był czysty. Nie dostrzegł nikogo w pobliżu. Nasuwając kaptur bluzy na głowę, by przemknąć w razie czego niezauważenie obok prześladowcy, zapukał do drzwi jej mieszkania. Korytarz był pusty. Enzo musiał wyglądać podejrzanie na tle tego jasnego korytarza, ale liczył na to, że Olivia go pozna — chociażby po włosach i zaroście. Nie planował chować przed nią twarzy, więc wystarczyło zerknąć przed judasza, by stwierdzić, czy pod drzwiami stał ktoś znajomy.
— Olivia, co tu się odpierdala? — zapytał dosadnie, mierząc przerażoną twarz kobiety uważnym spojrzeniem, gdy już zdecydowała się na otworzenie drzwi i wpuszczenie go do środka.

Olivia Calvert
32 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
166 cm
patolog sądowy Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Even if everyone turns a blind eye, I'm fine
Even if it's a little far, I still climb
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Nie lubiła zrzucać na innych odpowiedzialności za własne problemy, czując się znacznie lepiej z ukrywaniem ich i szukaniem rozwiązania na własną rękę. Za młodu wpajano jej, że powinna być niezależna i nie polegać na innych, dzięki czemu miała zostać najlepszą specjalistką w tym, co robiła. Jej rodzice nie zakładali, że zignoruje ich życzenia i nie pójdzie w ślady ojca, wybierając inną dziedzinę medyczną. Tym bardziej nie miała zamiaru informować ich, że coś było nie tak. W głowie widziała triumf na twarzy ojca; słyszała głos, który oznajmiał z pewnością, że to wszystko wina martwych, z którymi się bratała, chłodnego prosektorium i ograniczonego kontaktu z żywymi. Ojciec zapewniałby ją, że pomieszało jej się w głowie przez pracę, którą wykonywała.
Może miałby rację? Może faktycznie tak długo przebywała w ciszy, że teraz kreowała własną rzeczywistość, polegając na wyobraźni, która często płatała jej figle w najmniej odpowiednim momencie. Olivia już teraz czuła się tak, jakby postradała zmysły, nie potrafiąc jasno sprecyzować, czy to wszystko nie było tylko obrazami i teoriami podsuwanymi przez jej głowę. Co, jeśli przesadzała? Co, jeśli po prostu ktoś postanowił dawać jej drobne prezenty, być może adorując? Takie rzeczy się zdarzały, jej niektóre koleżanki miały cichych, nieśmiałych adoratorów? Do tej pory traktowała te opowieści z przymrużeniem oka, w duchu uznając, że kobiety naoglądały się zbyt dużo romantycznych filmów, w których kochankowie tak zalecają się do swoich dam. Może powinna dopuścić do siebie myśl, że takie rzeczy w filmach nie brały się znikąd?
Mimo wszystko intuicja podpowiadała jej, że jej sprawa przedstawiała się zgoła inaczej. Już teraz nie czuła się bezpiecznie nawet we własnym mieszkaniu, pod które ktoś notorycznie przychodził, zostawiając koperty. To ją przerażało, a im dalej w to brnęła, tym było gorzej.
Złamała się, pisząc do Enzo. Ufała mu bardziej, niż większości osób. Wielu znajomych próbowało jej wmówić, że nie można było przyjaźnić się ze swoim byłym, jednak Calvert widziała to inaczej. Byli dorośli, obustronnie doszli do wniosku, że ich relacja nie jest tym, czego oczekiwaliby w kwestii romantyczności. Dogadywali się na takim poziomie by dojrzale się rozstać, zachowując dobry kontakt. Mogła na nim polegać i liczyła, że teraz przyjdzie jej z pomocą. Nie chciała być sama, zwłaszcza dzisiaj, kiedy była niemal pewna, że ktoś się czai, a jej jedyną ochroną były cztery ściany apartamentu.
Starała się uspokoić, nie zapalając jeszcze światła. Zupełnie, jakby to miało jej pomóc w odpędzeniu osoby, która ją obserwowała. Nasłuchiwała w ciemności, niemal gotowa wychwycić zbliżające się wolne kroki. Oddychała powoli, chociaż serce waliło jej niemiłosiernie. Odliczała minuty, w ciągu których Enzo miał się u niej pojawić. A co, jeśli natknie się na tego kogoś? Co, jeśli dojdzie do nieszczęścia?
Uspokój się.
Zatraciwszy się na moment przegapiła chwilę, w której pojawił się jej przyjaciel. Kiedy rozległo się pukanie do drzwi, gwałtownie przerywając pełną napięcia ciszę, wydała z siebie cichy pisk. Naprawdę było z nią źle.
Niepewnie podeszła do drzwi, starając się opanować. Przecież miała sąsiadów, w razie potrzeby by jej pomogli, prawda?
Odetchnęła z ulgą tak nieopisaną, że niemal zwaliła ją z nóg. Zamiast nieznajomego, dostrzegł twarz Ezno, która była błogosławieństwem.
Wpuściła go do środka, wychylając się na korytarz, by zobaczyć, czy był pusty. Nikogo pozna nim tam nie znalazła. Zamknęła drzwi, przytulając się do niego. Czuła się bezpiecznie wiedząc, że ktoś z nią był.
-Dziękuję, że przyjechałeś. Nie wiem co mam robić. Chyba zaczynam wariować. Jak Boga kocham, zaczynam tracić zmysły - westchnęła, czując, że gdzieś w zakamarkach czai się paniczny chichot. - Widziałeś kogoś po drodze? - spytała, spoglądając na jego przystojną twarz. Nie wiedziała jakiej odpowiedzi chce uzyskać. Jeśli widział, miała przekichane. Jeśli nie, równie dobrze mogła nazwać się wariatką.

Enzo Lawrence
ODPOWIEDZ

Wróć do „#19”