ODPOWIEDZ
27 y/o
NARRATORSKI PIESEK
182 cm
właściciel studia tańca oraz instruktor MK Dance Studio
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Potrzebował tego dreszczyku emocji, dzięki któremu czuł, że żyje. Chwili zapomnienia, której nie dawał mu taniec. Chciał poczuć adrenalinę buzującą w jego żyłach i wypełniającą każdą komórkę ciała, sprawiającą, że zapominało się o wszelkich ograniczeniach. Nie tolerował ich, były dla słabych, a każdy, kto znał Deana chociaż trochę wiedział, że słabi ludzie działali na niego niczym płachta na byka. Gardził nimi, nawet się z tym nie kryjąc.
Z tych chęci narodził się pomysł, który niejedną praworządną osobę doprowadziłby do ataku serca. Kuszące, ale nie planował w niedalekiej przyszłości mieć nikogo na sumieniu. Zbyt wiele było do zrobienia, zbyt wiele do udowodnienia.
Szybka wiadomość do kumpla, nakrapiana jawnym wyzwaniem na pojedynek, którego nie mógł odrzucić. Na tym opierała się ich relacja i tym Hall zaskarbił sobie, patologiczną w swoim całokształcie, sympatię.
Zadowolony z siebie, że po raz kolejny za sprawą perswazji i pewnej dozy manipulacji, postawił na swoim. Grunt to wiedzieć, jak podejść odpowiednio człowieka, osiągając zamierzony cel.
Teraz nie pozostało nic innego, jak poczekać do wieczora, kiedy ulice miasta trochę opustoszeją, dając im większe pole do popisu.
By nie spoglądać co chwilę na zegarek, skupił się na pracy. Prowadzenie szkoły tańca nie było tak urzekające, jak mogło wydawać się na samym początku. Uśmiechy posyłane klientom, kolejne godziny spędzone na uczeniu osób z dwiema lewymi nogami. Ach, ile razy chciał powiedzieć im prosto w twarz, że są łamagami, które i z chodzeniem mają problem. Ile razy chciał wykrzyczeć, że bezczeszczą taniec. Ale nie mógł, bo rodzice bogatych dzieciaków słono płacili, by ich pociechy miały jakieś zajęcia dodatkowe, zapewne licząc, że w przyszłości im się zwróci.
Niedoczekanie.
Zamykając za ostatnią grupą, udał się do domu, wymieniając samochód na motocykl, który miał dzisiaj zagrać pierwsze skrzypce w relaksującej randce z Alexandrem.
Nie bacząc szczególnie na przepisy drogowe, udał się w umówione miejsce. Dotarł tam pierwszy, nic nowego.
Zsiadł, odpalając papierosa. Kilkanaście minut później usłyszał charakterystyczny dźwięk drugiego jednośladu, ostatecznie zatrzymującego się przy nim.
-Księżniczka nie ma pojęcia jak działa zegarek, co? Za skomplikowany? - zauważył, zerkając na przystojną buźkę blondyna.
-Jeden na rozluźnienie? Nie bądź pizdą i bierz- Wyciągnął w jego stronę wcześniej przygotowanego skręta.
Czym byłaby dobra zabawa bez odpowiedniego wzmocnienia.

Alexander Hall
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
28 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
summer made me fall for you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

BOŻE, CO ZA DZIEŃ PIERDOLNIĘTY.


Najpierw wkurwili go w robocie, potem wkurwili w sklepie, a na koniec ciśnienie podniosła mu jeszcze jakaś znajoma, no ale właśnie dlatego wiadomość od Deana była jak pieprzony miód na jego serce, bo takich randeczek się po prostu nie odmawiało, zwłaszcza gdy człowiek potrzebował natychmiastowego rozładowania emocji i adrenalinki. Gdy tylko wrócił do mieszkania po pracy, zrzucił z siebie przepocone ciuchy, wziął szybki prysznic i oszamał jakieś zimne resztki chinola z wczoraj, a żeby Monster nie jojczył sąsiadom za ścianą, Alex zabrał go jeszcze na porządny, długi spacer. Kiedy bydlę w końcu się wyhasało, odstawił Psa do domu, a sam zszedł prosto do garażu. Sprawdził jeszcze na szybko na telefonie, gdzie dokładnie umówił się z Vanbergiem, po czym schował komórkę do kieszeni kurtki i odpalił silnik. Ryk jednośladu natychmiast poniósł się echem po pustoszejącej ulicy - był trochę spóźniony, ale już chuj z tym.

Dean już czekał w umówionym miejscu. Alex zatrzymał się obok niego, zgasił silnik i zdjął kask jednym, płynnym ruchem. Księżniczka nie ma pojęcia jak działa zegarek, co? Za skomplikowany? - Po prostu robię wejście jak gwiazda wieczoru, Dean - rzucił Alex z szelmowskim uśmiechem na ryju, po czym zsiadł z motocyklu, oparł go na nóżce i zmierzył kumpla rozbawionym spojrzeniem, akurat w momencie, gdy Dean wyciągnął w jego stronę skręta. Jeden na rozluźnienie? Nie bądź pizdą i bierz. Przez chwilę taksował wzrokiem blanta, aby zaraz przejąć go w dwa palce bez cienia wahania. Normalnie pewnie by odmówił, ale dzisiaj... No, wiecie, jak jest. Raz się żyje, YOLO, elo. Od razu włożył skręta między usta i nawet się nachylił, czekając na łogień z zapalniczki od Deana. - Pizdą to będziesz ty, jak za mocno polecisz w zakręt - skwitował ze śmiechem, po czym zaciągnął się mocno, gdy tylko Dean użyczył mu łognia. Dym wypełnił jego płuca, zanim Alex wypuścił go powoli gdzieś w bok, żeby nie dmuchać Vanbergowi prosto w ryj. - Ale mnie dzisiaj wkurwiła typiara w robocie, no myślałem, że jej tam przypierdolę w ten botoks, przysięgam - zaczął, wciągając potężnego bucha i chwilę później wypuszczając cały dym z płuc. - Prowadzę grupę tych młodych chłopaków, nie? No i trenuje u mnie taki dzieciak, młody ma potencjał, ale jest miękki, bo mamusia chucha na niego jak na jajo. I dzisiaj ta baba, cała w Gucci, wparowuje mi z mordą na środek ringu. Wiesz, o co zrobiła awanturę? Za karne pompki za spóźnienie! Pierdoliła coś o tym, że młody jest wrażliwy psychicznie, potem coś o mobbingu i tresurze wojskowej... No cyrk, stary - skończył swój wywód i pokręcił głową z niedowierzaniem.

ᴠᴀɴʙᴇʀɢ
27 y/o
NARRATORSKI PIESEK
182 cm
właściciel studia tańca oraz instruktor MK Dance Studio
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Jazda motocyklem dawała poczucie wolności. Smagający ciało wiatr przedzierający się przez szczeliny w kasku oraz kurtce. Chłód, który mieszał się z buzującą w ciele adrenaliną.
Uwielbiał to uczucie, pozwalając sobie na drodze na znacznie więcej, niż powinien. Przepisy drogowe przestawały istnieć, kiedy w grę wchodziło pędzenie przed siebie tak, jakby od tego było uwarunkowane życie. Miał wtedy kontrolę nad sobą i nad pojazdem, który wiózł go do celu.
Alexander rozumiał to wszystko, dzięki czemu byli w stanie się dogadać pomimo pewnych różnic w charakterach. Kiedy człowiek miał do czynienia z kimś, kto podzielał pasję, odmienne cechy przestawały mieć znaczenie, łącząc. Dodając do tego rządzę rywalizacji, powstawał całkiem dobry układ, o który należało dbać, chociażby umawiając się co jakiś czas na mało legalne przejażdżki. Kto wzgardziłby zwiększonym poziomem adrenaliny, dzięki któremu mógł zapomnieć o problemach życia dorosłego?
Zmierzył kumpla spojrzeniem, nie spodziewając się po nim niczego innego, jak pyskatych odpowiedzi. Takich znajomych Dean sobie dobierał, nie potrafiąc zdzierżyć słabo psychicznych osób, proszących się swoją postawą o to, by zwyczajnie wgnieść ich mentalnie w kostkę brukową.

-Te, gwiazdeczka, ty tam uważaj, żeby czasem to błyszczenie cię nie oślepiło, bo nie będziesz mógł podziwiać tego - wskazał palcami na swoją osobę, żartując w sposób, który niestety nie wszyscy jako żart odbierali. Ale przecież Hall z pewnością zdawał sobie sprawę, jak smutno wyglądałoby jego życie, gdyby więcej nie mógł patrzeć na Vanberga. Cud świata potrzebował podziwiania.
Uśmiechnął się triumfalnie, kiedy Lex przyjął skręta. Cel osiągnięty, manipulacja zadziałała, środek rozluźniający został podany.
Podsunął zapalniczkę w stronę chłopaka, patrząc jak koniec bożego daru zaczyna się żarzyć. Świeży torat, prosto od sprawdzonego i jakże ulubionego dealera.
-Polecieć mogę co najwyżej w tango albo z kimś w ślinę. Piszesz się? - skomentował, opierając się łokciami o swoją maszynę. Alex był przystojny, Dean był przystojny, para idealna, nawet na jedną noc i zupełnie nie przeszkadzałaby im orientacja Halla, która była prosta niczym kij w dupie miejscowego urzędnika.
Słuchał uważnie słów chłopaka, pozwalając mu się wyżalić. Potrafił zrozumieć tę frustrację, samemu przerabiając podobne rzeczy podczas zajęć tanecznych. Kolejny wspólny czynnik i ból, który mógł zrozumieć tylko ktoś, kto był poniekąd odpowiedzialny za rozwój dzieciarni. Madki było najgorsze.
-Trzeba było ją porządnie przelecieć i odpowiednio zatkać ryj, żeby się nie darła. Założę się, że dawno nikt jej nie brał w obroty, bo zamiast zrobić inny pożytek z war, to otwieraja paszczę i człowiekowi się odechciewa - odpowiedział, lekko wzruszając ramionami. Po pierwsze nie trawił sztuczności na gębach kobiet, a po drugie nie lubił drących papę typia. Ludzie powinni wiedzieć, kiedy się zamknąć. - Rozumiem, że dałeś jej jasno do zrozumienia, że jej dzieciak nie przyszedł na balet? Ale widzisz, mój drogi Alexandrze, tym bardziej potrzebujesz rozluźnienia i nie mówię tu ani o skręcie, ani o moim ciele. Przygotowałem dla nas cudowną trasę - klasnął w dłonie, zadowolony z siebie.

Alexander Hall
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
28 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
summer made me fall for you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Męska przyjaźń była zajebista, moi drodzy. Alex i Dean nie potrzebowali głębokich wyznań przy winku, analizowania emocji ani ciągłych zapewnień o uczuciach, bo najzwyczajniej w świecie dogadywali się bez słów. Czasem chlali razem wódę prosto z gwinta nad brzegiem jeziora, a czasem milczeli i wpatrywali się we wschodzące słońce, zmęczeni po nocnej trasie. Wiedzieli o sobie dokładnie tyle, ile było potrzeba i to wystarczało, żeby tworzyli parę kumpli idealnych. Amen.

Alex zaciągnął się blantem i wypuścił chmurę dymu gdzieś w bok, zanim przekazał skręta Vanbergowi, który - tak de facto - właśnie prezentował samego siebie, jakby był jakimś jebanym ósmym cudem świata. - Żeby chociaż było co podziwiać, narcyzie - zaśmiał się Alex i dał Deanowi solidnego kuksańca w bok. Owszem, Dean był przystojny, ale to nie Alexowi oceniać, nie? Zresztą, no dobra, oczy mieli, więc nie ma co ukrywać, obaj mieli ładne mordy - jak wchodzili do klubu to wszystkie płcie się za nimi oglądały. Właśnie do Halla dotarło, tak swoją drogą, że odkąd udało mu się wyciągnąć kontakt od Maddie, bardzo rzadko bywał w klubach. Raz poszedł ze swoją przyjaciółką i jej przyszłym niedoszłym facetem, no i... słabo się to skończyło.

Na szczęście, kolejne słowa Deana wyrwały Alexa ze smętnych rozmyślań. Polecieć mogę co najwyżej w tango albo z kimś w ślinę. Piszesz się? Uniósł jedną brew do góry i parsknął pod nosem. - Musiałbym być w chuj pijany, żeby iść z tobą w ślinę, Dean. I to tak w chuj, że rano nie pamiętałbym nawet własnego nazwiska - odgryzł się ze szelmowskim uśmiechem i zmrużył oczy, bo, kurde, mimo że ten tekst go rozbawił, to gdzieś z tyłu głowa odpaliła mu się ta sama, dziwna myśl, która nawiedzała go już nie pierwszy raz. No bo, kurwa, serio? Hall był prosty jak obsługa cepa, lubił Maddie i interesowały go wyłącznie dziewczyny, ale Dean nie był pierwszym facetem, który rzucał w jego stronę takie jednoznaczne, dwuznaczne propozycje. Alex nie miał pojęcia, co ci kolesie w nim widzieli. Szerokie bary? Aura typa, który nie pierdolił się w tańcu? No... No ale hej, z drugiej strony, duma nie cierpiała. To wciąż całkiem niezły komplement dla ego, meow.

No i chwilę później słuchał monologu kumpla o mamuśce w Gucci, że trzeba było porządnie ją przelecieć i zatkać jej ryj, ale tym razem Alex się nie uśmiechnął, wręcz przeciwnie, westchnął ciężko pod nosem. - Żebym stracił dobrą robotę? Staaary... Chciałbym, ale taki już nasz los w usługówce - skwitował, kręcąc głową. Przejął skręta od Deana ponownie, po czym znowu zaciągnął się porządnie. Powoli zaczynał się rozluźniać, jak wspaniale, kurwa jego mać. Niestety, przed oczami dalej miał botoksową madkę - pzez chwilę nawet zaczął sobie wyobrażać, co by się stało, gdyby kiedyś naprawdę puściły mu hamulce w robocie? Gdyby zamiast dyplomatycznego (jak na niego) zbywania takich idiotek, po prostu pierdolnął rękawicami o matę i powiedział, co naprawdę myślał o takim bezstresowym wychowaniu i robieniu z młodych chłopaków emocjonalnych kalek? No ale cóż, marzenie ściętej głowy, rachunki same się nie zapłacą, a renoma szkółki była ważniejsza niż Bóg, Honor, Ojczyzna, eh. Gdy Dean klasnął w dłonie i obwieścił, że przygotował dla nich cudowną trasę, Alex jeszcze raz zaciągnął się dymem i wcisnął skręta na ostatniego bucha Deanowi. - Oby lepszą niż ostatnio, hehehe - skomentował odrobinę złośliwie, bo kurde, na ostatniej przejażdżce prawie się rozjebali na tych dziurach jebanych. - To co, lecimy czy masz jeszcze jakieś niespodzianki w zanadrzu, Vanberg? - rzucił Alex do kumpla, po czym usadowił się na maszynie. - A, no i tym razem sparuj ze mną interkom - dodał jeszcze, sięgając po kask. Jakoś musieli się wyzywać w trakcie jazdy, tak?

ᴠᴀɴʙᴇʀɢ
27 y/o
NARRATORSKI PIESEK
182 cm
właściciel studia tańca oraz instruktor MK Dance Studio
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

W życiu każdego człowieka potrzebne były osoby, które nie robiły dramatów o byle gówno i nie siały niepotrzebnego zamętu, wkurwiając z czasem swoim jestestwem. Takie, z którymi można było zaszaleć bez obawy, że później wleci kac moralny, o którym będzie się słuchało przez kolejną dekadę. Takie do szaleństwa bez ograniczeń, kiedy tylko umysł podsunie durne pomysły zwiększające poziom adrenaliny. Osoby, przy których człowiek mógł być sobą bez obawy, że zaraz wyzwą go od zboczeńca, chorego pojeba czy innego ustrojstwa.
Takie, jak Alexander.
Był klawym ziomkiem, z którym aż chciało się spędzać czas, przekraczając kolejne granice i odhaczając pozycje z list rzeczy, których zdecydowanie nie należało robić. Brzmiało sentymentalnie, ale hej, nawet Vanberg potrafił dostrzec porządne osoby w swoim bliskim otoczeniu. Wyznawać miłości nie miał zamiaru, ale gdzieś tam jakiś komplemenci przemycić, czemu nie. Mile połechtane ego to ego łatwiejsze do zmanipulowania.
-No, no, Hall. Dobrze wiemy, że nie raz, nie dwa pojawiłem się w twoich mokrych snach. Kiedyś opowiesz mi o szczegółach. ewentualnie pokażesz, wybór zostawiam tobie - odpowiedział, zaciągając się raz jeszcze. Pozwolił, by dym rozszedł się po jego płucach, zanim ostatecznie go wypuścił. Potrzebował tego rozluźnienia, chwili wytchnienia od dorosłego życia, które niechciane jednak nie dawało spokoju. Irytujące, że nie mógł urodzić się bogaty. Winił swoich starych; jakoś specjalnie się nie postarali, żeby zapewnić bezgraniczny dobrostan swojej pociesze. Skutki były takie, że Dean musiał zarabiać sam na siebie. Nie zrozumcie go źle, lubił swoją pracę i szkołę tańca, ale wkurwiał się niemiłosiernie, kiedy trzeba było zmierzyć się z upośledzonymi rodzicami równie upośledzonych dzieci. I tak z pokolenia na pokolenie.
-Te, uważaj co mówisz, bo potraktuję to jako wyzwanie. A niewiele mi trzeba, by je wygrać - skomentował, śmiejąc się pod nosem. Złota zasada - przyjaciół się nie tykało, bo jakakolwiek próba wpakowania łapsk do ich gaci zmieniała wszystko, niezależnie od płci. Tak to już bywało, że jeśli jedna strona zakochiwała się w drugiej miłością nieodwzajemnioną, domek z kart szybko mógł runąć, pozostawiając gorzki posmak.
-Stary, są sposoby. Plus jestem pewien, że franca nie miałaby niczego przeciwko, gdyby młoda krew poobracała ją na wszystkie strony - skomentował. Prawdą było, że dojrzałym kobietom schlebiało, kiedy dużo młodszy facet zwracał na nie uwagę. Czuły się wtedy nad wyraz dowartościowane, mogąc ponownie poczuć się jak nastolatki.
Założył na głowę kask, gotowy do jazdy. Przerzucił nogę przez motocykl, siadając na nim pewnie.
-Nie powiesz mi, że brakowało adrenaliny. Ale dobra, panienko. Ta nie ma uszkodzeń, przynajmniej gruntowych. Za inne nie odpowiadam - uśmiechnął się lekko, nawiązując łączność z chłopakiem. Schlebiało mu, że nie mógł się obejść bez jego cudownego głosu.
Odpalił motor, ruszając. Ach, jak uwielbiał ten warkot zagłuszający wszelkie myśli. Wiatr, który smagał po twarzy, co rusz rzucając w mordę jakimś robalem.
Przyspieszył, nie widząc sensu w ograniczeniach. Chciał zbadać te granice, przekroczyć ją w najbardziej odpowiednim momencie, czując wolność.
-Jak tak, gwiazdeczko? Dajesz radę, bo coś cię nie słyszę! - wyrzucił z siebie, wchodząc ostro w zakręt. Niewiele brakowało, a poleciałby po jezdni niezłym ślizgiem, zaliczając glebę. - Tylko się nie zabij - uprzedził kumpla, bo szkoda by było, gdyby musiał szukać nowego. Ten dawał radę i jeszcze sporo można było z niego wycisnąć.
-O kurwa - wyrwało mu się, kiedy gwałtownie zahamował, w ostatnim momencie widząc szopa pracza przechodzącego majestatycznie przez jezdnię. - Pojebany - skrzywił się, dając zwierzakowi czas. Mógł okazać się mordercą, ale co jak co, uszkodzić maszyny nie chciał.
Wrócił na tor, dodając gazu. Czymże byłyby wyścigi bez jakiegokolwiek progresu.

Alexander Hall
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
28 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
summer made me fall for you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nocne Toronto miało swój urok, wiecie? Chłodny wiatr smagał twarz, asfalt był jeszcze nagrzany po całym dniu… nawet Vanberg nie psuł tego idealnego obrazka swoją obecnością, bo nie zadawał zbędnych pytań i nie udawał kogoś, kim nie był. Perfect. - Ty to zawsze byłeś mocny w gębie, Vanberg - skomentował Alex z uniesioną brwią na te teksty o mokrych snach, zaciągając się dymem po raz ostatni, zanim przekazał blanta Deanowi na wieczny odpoczynek. Tak a propos bycia bogatym, to Alex też kiedyś chciał taki być - obrzydliwie kasiasty. Wydawało mu się, że pełny portfel rozwiązałby każdy jego problem - pobyt w sierocińcu, matkę pijaczkę, która zapiła się na śmierć, głód… No i myślał tak do momentu, w którym poznał Maddie. Dopiero gdy ogarnął, że była córką jakiegoś wpływowego polityka i zdał sobie sprawę, że pieniądze wcale jej nie pomagały, gdy kupowała kolejne porcje kolorowych tabletek, zmienił zdanie. Pieniądze niczego nie leczyły, już lepiej było być totalnym przeciętniakiem - chciał mieć dwoje normalnych rodziców z normalną robotą, normalnym domem i normalnym obiadem na stole, ale cóż, kart od losu nie dało się wymienić. Sport i adrenalina musiały mu wystarczyć za terapię.

Te, uważaj co mówisz, bo potraktuję to jako wyzwanie. A niewiele mi trzeba, by je wygrać. - Najpierw musielibyśmy razem pić - rzucił Alex i puścił kumplowi perskie oczko. Mimo głupiego gadania Alex wiedział, że Dean po prostu się zgrywał. Ot, kwintesencja Vanberga - prowokować, ile wlezie i rzucać słowa na wiatr (XD). Do rozmowy znów wróciła franca z Kingsway, dlatego Hall wywrócił oczami. Franca nie-franca, laska miała w głowie sieczkę, a Alex wyrósł z ruchania wszystkiego, co popadnie. - Też bym nie miał nic przeciwko, ale wiesz, jak jest, mogę ci dać do niej numer, jeśli chcesz - wzruszył ramionami z podejrzliwym uśmieszkiem czającym się w kąciku ust. Hehe, może Vanberg miałby więcej cierpliwości do mężatki i ugrałby coś dla siebie, who knows. - No dobra, tu mnie masz - przyznał Deanowi rację w kwestii trasy, po czym nie czekając dłużej, włożył kask na głowę, zapiął sprzączkę pod brodą i odpalił interkom, żeby przetestować połączenie. - Słyszysz mnie, ty stary pierdzielu? Prowadź, tylko nie rozwal sobie tej pięknej buźki, bo nie będę miał z kogo szydzić - rzucił rozbawiony, wyczekując w odpowiedzi środkowego palca ze strony kumpla.

Sekundę później ruszyli. Warkot silników przerwał ciszę, a Dean wyrwał się do przodu - Alex trzymał się tuż za jego tylnym kołem. Po kilku minutach Alex gwizdnął cicho pod nosem, kiedy Vanberg ostro wszedł w zakręt i o mało co nie poszorował tyłkiem jezdni. Debil jebany, naprawdę szukał wrażeń. - Słyszę, słyszę, tylko oszczędzam siły na moment, w którym będę musiał zbierać cię z pobocza, Vanberg - zauważył trafnie, po czym dodał gazu i zrównał się z Deanem na prostej. - I dziękuję za troskę, ale spokojna twoja rozczochrana. Jeszcze trochę pożyję, chociażby po to, żeby cię wkurzać - zaśmiał się pod nosem, ale… dosłownie chwilę po tym musiał gwałtownie zahamować. Zatrzymał się z głośnym piskiem opon, gdy przed reflektorami motocykla pojawił się niepożądany cień.


Szop pracz.


Alex przeklął pod nosem. - A ten dokąd? Na zakupy? - warknął, po czym ominął szopa, nie czekając, aż ten zniknie w krzaczorach. - Wszystko git? - spytał Deana, żeby się upewnić, że po tym ostrym hamowaniu nic się nie stało jego kumplowi. Dobrego kumpla ze świecą szukać, co racja, to racja. Tak w sumie to Alex zdawał sobie sprawę z tego, że gdyby coś było nie tak, to Vanberg od razu zaczałby lamentować, ale lepiej było zapytać, nie?

Znowu przyspieszyli, a puste ulice zachęcały do szybkiej jazdy. Minęli jedno skrzyżowanie, drugie, trzecie… i nagle do warkotu ich silników dołączył kolejny dźwięk. Syreny policyjne. Czerwono-niebieskie błyski rozświetliły kamienice za nimi, w lusterkach. Kurwa jego mać. - Ja jebie - mruknął Alex, oglądając się przez ramię, żeby ocenić dystans. Radiowóz był blisko i siedział im na ogonie. Kurde, nie mogli dać się złapać. Gdyby klawisze zgarnęli Alexa na dołek i zapoznali się z jego bogatą kartoteką, wylądowałby w areszcie na dłużej niż marne dwadzieścia cztery godziny. Nooo nie mógł sobie na to pozwolić, noooo. - Dean, kurwa! Czas spierdalać! - zawołał Alex, po czym wcisnął gaz do dechy i wyprzedził Vanberga, żeby skręcić w jakąś wąską uliczkę. Liczył na to, że kumpel pojedzie za nim.

Dean
27 y/o
NARRATORSKI PIESEK
182 cm
właściciel studia tańca oraz instruktor MK Dance Studio
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Uwielbiał uczucie, które ogarniało go w chwili, w której siadał na motor, pędząc niemal pustymi ulicami, pozwalając sobie na tak wiele. Lubił poczucie wolności i swobody, które go przepełniały, atakując każdą komórkę ciała. Wiatr, który smagał jego ciało, będąc tym samym jedynym przeciwnikiem, z którym tak naprawdę musiał walczyć. To było uzależniające na tyle, by nie chciało się z tego nigdy rezygnować. Dzielenie podobnych przeżyć z kimś jeszcze, kto faktycznie rozumiał każde drżenie oraz wewnętrzną ekscytację na myśl o kolejnej przejażdżce było niezastąpione i Dean rad był, że w jego życiu pojawił się Alex. Bez zbędnych cykliści - byli dobrymi brosami i o dziwo Vanberg nawet specjalnie nie starał się, by dobrać się chłopakowi do majtek, co w jego przypadku zakrawa niemal na celibat. Tu jednak znacznie bardziej zależało mu na relacji (o masz ci panie, melodramat), niż na jednorazowej przygodzie. Już pomijając fakt, że Hall to się raczej za chłopcami nie oglądał, chociaż Vanberg był pewien, że byłby w stanie to zmienić.
-Jeszcze trochę, a potraktuję to jako jawną prowokację, Hall i zacznę podejrzewać, że to twoje hetero to tylko na papierze - odpowiedział, wyrzucając gdzieś na bok pozostałości po skręcie, kiedy już go wypalili. Nie było niczego przyjemniejszego, niż spotęgowanie przeżyć. Dean znał na tyle swoje możliwości by mieć pewność, że nie rozwali się o pierwsze lepsze drzewo tylko dlatego, że się zjarał. Zioło na każdego działało inaczej - u niego było bardziej dodatkiem, niż prowodyrem jakichkolwiek zachowań.
-Nic straconego. Następnym razem zamiast ulicy wybierzemy bar - wyszczerzył się do niego. Stawiał, że nie skończyłoby się to dobrze chociażby dla ich portfeli, bo chociaż nie był pewien ile właściwie Hall był w stanie w siebie wlać, tak Dean to miał raczej mocną głowę. Ale hej, późniejsze przeniesienie do domu jedynie ułatwiłoby późniejszą sprawę, nie? - A nie, dzięki, mam tak napięty grafik, że nie miałbym jej gdzie wcisnąć, więc zostawię tobie - skomentował. Nawet jeśli była ładna, taka nawet osiem na dziesięć, to Dean nie był pewien czy przetrwał spotkanie z taką wariatką. Widać było, że laska miała jakąś domową traumę, ale co zrobić - ludzie bywali różni.
-Urocze, że się o mnie martwisz. Chyba aż serce zabiło mi szybciej - odparował, wygodniej sadowiąc się na motorze. I chociaż było to prawdą, tak powód był zgoła inny, niż miłe słówka kolegi - już nie mógł się doczekać, aż ostatecznie przebije prędkością powietrze, gnając przed siebie ile można. Chciał widzieć rozmazane światła, budynki zlewające się w jedno i plamy stanowiące inne pojazdy. Chciał żyć.
-Nie jojcz, Hall, bo zacznę myśleć, że zaczynasz dziadzieć - skomentował, tu po swoim niemal bliskim kontakcie z jezdnią. Nie takie rzeczy się robiło! A do wypadku ostatecznie nie doszło, co nie? - Na ciebie zawsze można liczyć. Jak nie motor, to ty dostarczasz mi odpowiednich wrażeń - lekko głowę obrócił, spoglądając na chłopaka, który się z nim zrównał. Mało rozważne z jego strony, bo jednak powinien być cały czas skupiony na jezdni, przez co pozwolił się zaskoczyć temu jebanemu szopowi. No serio, nienormalny jakiś proszę państwa.
-Następnym razem w niego zapierdolę i na czapkę przerobię, będzie dla ciotki - skrzywił się, wracając do normalności. Chwała wszystkiemu, że i refleks nadal pozostawał dobry, bo gdyby nie to, pewnie by serio w niego wykurwił, koziołkując przy okazji. - Jasne, stary! Lecimy dalej! - rzucił, dodając gazu. Nadal nie osiągnęli takiej prędkości, na której mu zależało.
Niespodziewanie, tuż za jednym ze skrzyżowań, na którym zignorował czerwone światło, dało się słyszeć policyjne syreny. No wspaniale, jeszcze tego im było trzeba. na dodatek psiarnia trzymała się wyjątkowo blisko nich, co nijak nie pomagało.
-Stary, rozdzielamy się, za dwójką nie pojadą i w pojedynkę łatwiej spierdolić. Do zobaczenia na mecie - docisnął gaz, a widząc, że Alex skręca w boczną uliczkę był pewien, że kiedy on pojedzie prosto, policja uda się za Deanem. Niestety te chore pojeby uznały, że będzie im znacznie łatwiej złapać typa, który poruszał się po węższych terenach.
No dobrze, nie taki był plan. Zahamował, zawracając. Meta metą, ale jednak nie mógł zostawić kumpla, dlatego skręcił w cholerna uliczkę, tym samym znajdując się na ogonie policjantów, kpiąc z nich. Stawiał, że w razie czego nie będą do nich strzelać.
-Dajesz radę? - rzucił do kumpla, który znajdował się kawałek przed nim. - Bo ja własnie gonię psiarnię!

Alexander Hall
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
ODPOWIEDZ

Wróć do „Morton Motors Inc.”