-
she's a cosmic siren
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Moja sąsiadka pani Green to wariatka. Dowiedziałam się tego jakieś piętnaście lat temu, kiedy polewała mnie i moje psiapsi lodowatą wodą z węża, przez ogrodzenie, bo twierdziła, że jesteśmy zbyt głośno. Od tamtego momentu jest moim wrogiem!! Ale to, że zaczęła wzywać strażaków do siebie na chatę bo albo jej jakiś wróbel za lodówkę wleciał, albo znalazła szczura w toalecie, dopiero niedawno zaczeło mieć jakieś miłe plusy. Bo odkąd to robi, to zawsze siadam sobie w oknie i zerkam na przystojnych panów strażaków, którzy kręcą się po podwórku.
A nie wiem czy wiecie, ale obserwowanie strażaków jak się rozbierają od gorącej pogody, zawsze wygląda jakby było puszczone w zwolnionym tempie i z nastrojową muzyczką. I aż wtedy trochę żałuje, że na nich nie polewa też wody z węża, albo przynajmniej na mnie, bo tak mi jest gorąco jak na nich patrzę.
Dziwne natomiast było w tym wszystkim to, że chociaż kobieta ewidentnie marowała ich czas, to mieli zawsze uśmiechy wymalowane na przystojnych twarzach i wyraźnie byli dla niej mili. Trochę ich za to podziwiałam, bo ja z nią bardzo źle sobie żyję.
Moja matka mi mówi, że nie mogę być dla niej taka wredna jakbym chciała, ale sama pod nosem soczyście na nią przeklina po hiszpańsku, więc też wiem, że ma jej dość. Mój papi natomiast znosi ją ze stoickim spokojem, ale przysięgam że dwa razy słyszałam, jak już pistolet ładował i chciał iść babie przyłożyć ją do głowy. Chyba jedyna osoba, która ją lubi to mój najmłodszy brat Mateo, ale on ma dziesięć lat i jest aniołkiem, więc nie liczy się.
Dziś robiliśmy tacoski, rodzice poszli na mecz Xaviera z Mateo, ja zostałam żeby się uczyć do spektaklu więc oczywiście zamiast czytać i uczyć się roli, to stałam w kuchennym oknie i przygotowywałam sobie drugą porcję guacamole i patrzyłam co tam się dzieje u tej Green.
A tam znów pokaz male models strażaków, zagapiłam się i w pewnej chwili dostrzegam, że jeden z nich ma bardzo podobne rysy do chłopaka z którym buja się moja koleżanka Elsa. Czy ona mi mówiła, że on jest strażakiem? Otóż na pewno nie!! Trochę się zastanawiałam, czy to fair wobec Donniego, żeby pisać do innego chłopaka, ale widzę, że odczytał moją wiadomość sprzed pięciu godzin i nic mi nie odpisał, więc na złość mu, postanowiłam napisać do Russela czy chce wpaść na tacosy.
Oczywiście, że chciał. Kto by nie chciał.
Co prawda coś tam zmyśla, że ptorzebuje czasu, żeby dojechać po pracy, aż się nie mogłam powstrzymać i mu kazałam kask przynieść. W międczycasie kiedy na niego czekałam, zastanawiałam się czy Donnie mi odpisze, czy on wogóle wie, że ja robi dziś tacoski? I dlaczego mi nic nie odpisuje tyle czasu!
W końcu dzwonek do drzwi obwieszcza nadejście straży pożarnej, otwieram więc je szeroko i się uśmiecham jeszcze szerzej.
- O honey, czekałam z obiadem - witam go jakbyśmy wcale nie znali się tylko trochę, ale jakby był conajmniej panem tego domu.
-
But my head is full of poison, and my heart is full of doubt. I got toxins in my bloodstream, you tried hard to suck 'em out.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Przez całą drogę zastanawiał się nad jedną rzeczą. Nie nad tacosami, choć przyznawał przed samym sobą, że perspektywa darmowej kolacji była bardzo kusząca. Myślał o kasku. Wiadomość, w której kazała mu go zabrać, była na tyle dziwna, że nie potrafił znaleźć dla niej logicznego wyjaśnienia. Może chciała zrobić sobie zdjęcie? Może planowała jakiś żart? A może po prostu uznała, że strażak bez kasku nie wygląda wystarczająco jak strażak.
Gdy w końcu stanął przed jej domem i nacisnął dzwonek, poprawił uchwyt trzymanego pod pachą kasku. Chwilę później drzwi otworzyły się szeroko. Od razu uderzył go zapach jedzenia. Przyprawy i mięso skutecznie odciągnęły jego uwagę od wszystkich wcześniejszych rozważań. W progu stała gospodyni z szerokim uśmiechem, wyglądając tak, jakby nie zaprosiła ledwie znajomego chłopaka na kolację, lecz wracającego do domu partnera. Russell nie potrafił powstrzymać rozbawionego uśmiechu. — Honey, co? — odpowiedział z lekkim śmiechem. Przekroczył próg, pozwalając sobie na krótkie rozejrzenie się po wnętrzu. W kuchni dostrzegł przygotowane składniki, miski i talerze. Wszystko wskazywało na to, że rzeczywiście poświęciła sporo czasu na przygotowanie kolacji. Było to zaskakująco miłe i trochę podejrzane. Trzymając kask przy boku, spojrzał ponownie na nią z wyraźnym zaciekawieniem. — A teraz poważnie, musisz mi coś wyjaśnić. Przez pół drogi zastanawiałem się, po co właściwie kazałaś mi zabrać kask i nie wymyśliłem ani jednego sensownego powodu — zapytał, unosząc lekko brew i czekając na odpowiedź. — Za to jedno wiem na pewno. Jeśli tacos smakują choć w połowie tak dobrze, jak pachną, to było warto jechać przez całe miasto — powiedział, odkładając kask obok drzwi i kierując wzrok w stronę przygotowanego jedzenia.
Aurelia M. Perez
-
she's a cosmic siren
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- A wiesz, chciałam zobaczyć, czy jesteś raczej z tych posłusznych czy z tych na których nie można liczyć - mrugam do niego ale wciąż trzymam kask, tak spoglądam na niego w dół, bo sobie go objęłam na brzuchu - Kurcze, ciężki ten kask, głowa cię od niego nie boli? - chociaż patrząc na niego, to pewnie pakuje specjalnie, żeby móc go nosić. Trochę może udawałam, że jestem głupsza niż byłam, ale z Russelem wiedziałam, że jest tak, że on mnie widział na imprezkach pijają, więc i tak pewnie myśli, że mam mniejsze IQ od po prostu szklanki, w której trzymałam drineczki. A mimo wszystko przyjechał do mnie po trzech smskach i jeszcze do tego taki ładnie pachnący... no widać, że się poczuł zwabiony jedzeniem. A właśnie, wracając do jedzenia. Stajemy przed ladą i biorę kask po ramię, żeby pokazać mu jednym palcem kolejne składniki.
- Pulled pork, guacamole, pico de gallo, tu po prostu śmietana, ser, fasola, jalapeno - zatrzymuję palec i odwracam się do niego przodem, ciekawa czy często jada tacosy, czy tylko jak jest w gościach u latino przyjaciółek.
- Więc tak jak widzisz, mam jeszcze duże zapasy, może trzeba było wziąć kolegów z teamu - uśmiecham się do niego lekko i robię mu miejsce, żeby sobie tam porobił tacoski, a sama unosze kask nad głowę i idę od lusterka w przejściu pomiędzy kuchnią a przedpokojem - Długo już jesteś strażakiem? - zastanawiam się na głos, bo niby się widywaliśmy na imprezkach, ale nie wiem czy ja kiedykolwiek rozmawiałam z nim o tej jego pracy. Pewnie nie.
Wsadzam sobie kask na głowę.
- Ładnie mi? - prezentuje mu się z rozciągniętymi ramionami, jakbym się miała kłaniać na scenie.
mr strażak