ODPOWIEDZ
27 y/o
Welkom in Canada
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
been there, done that, messed around.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

ripping out my heartstrings
drowning in denial


2 years ago

Mówią, że czas potrafi cholernie zasuwać… zwłaszcza wtedy, gdy człowiek najmniej się tego spodziewa, no nie? Tak właśnie było w przypadku panny Winters. Od dwóch lat była w remisji. Nie miała na siebie najmniejszego pomysłu. Jedynymi rzeczami, które wywoływały uśmiech na jej twarzy, były kwiaty i wypieki, no ale przecież nie była na tyle zwariowana, żeby otworzyć coś swojego, right? Poza tym wymagało to pieniędzy, których jej rodzina na tamten moment najzwyczajniej w świecie nie posiadała.

All thanks to her.
Kto by pomyślał, że leczenie w świecie korupcji potrafi być tak kurewsko drogie?! Anyways, zamiast siedzieć i użalać się nad własnym losem, spojrzała na Szeryfa, który był rozwalony na kanapie, na pleckach, z brzuchem wystawionym do góry i parsknęła pod nosem. - Dobra, koniec tego dobrego - rzuciła sama do siebie, ale po części też do swojego rozpasionego, czteronożnego, kociego współlokatora. Musiała nareszcie wyjść do ludzi. Wizyty po szpitalach, fizjoterapia i spotkania z jej najlepszym przyjacielem Alexem sprawiały, że czuła się o niebo lepiej, ale potrzebowała tak po prostu wyjść gdzieś dla siebie. Zaczerpnąć świeżego powietrza. Może zrobić coś, o co nigdy by siebie nie podejrzewała?

Wstała, rozciągając się i ziewając, gdy jej wzrok padł na ulotkę leżącą na blacie. Siłownia. Wcale nie tak daleko od niej. Hm. Uniosła brew ku górze, przyglądając się papierkowi marketingowemu, zanim podeszła do lustra i przejrzała się w nim. Stanęła bokiem, przyglądając się długiej, grubej bliźnie przejeżdżającej wzdłuż uda, a potem odsunęła koszulkę ku górze, żeby zobaczyć kolejną parszywą bliznę przechodzącą wokół jej biodra. Winters nie należała do osób, które jakoś szczególnie przejmowały się wyglądem, jednak sam fakt, że już raczej nigdy nie pozbędzie się z ciała przypomnienia o tym cholerstwie, doprowadzał ją do mini załamania nerwowego. No ale nic. Zsunęła koszulkę od piżamy w dół, choć była już jakaś trzynasta, i poszła wziąć szybki prysznic, zanim wrzuciła na siebie legginsy, jakąś luźną koszulkę i ruszyła w siną dal. Prosto do budynku przepełnionego sprzętem do ćwiczeń, z którego za cholerę nie wiedziała, jak się korzysta. No może poza bieżnią. Zapłaciła za wejście. Jednorazowe, oczywiście, bo jak ośmieszy się na amen, to przecież tutaj nie wróci????
Nie była (no może troszkę) m a s o c h i s t k ą.
Zagubiona weszła w głąb pomieszczenia, w którym dudniła muzyka - mieszała się z metalicznym stukotem maszyn i odgłosami ciężarów odkładanych na stojaki. W oddali od razu rzucił jej się w oczy wysoki… umięśniony blondyn. - Fuck me - pomyślała, a raczej wyrzuciła z siebie niechcący. Zaraz zaczerwieniła się i odwróciła szybko, z nadzieją, że nie usłyszał tej jakże eleganckiej frazy wychodzącej z jej ust. Dobra, August. You’ve got this. Znajdźmy ci coś, co będziesz potrafiła robić bez zbłaźnienia się. Odwróciła się na pięcie szybko i poszła w kierunku ławeczki, która stała pośrodku strefy wolnych ciężarów. Nad nią spoczywała sztanga ułożona na metalowych stojakach, obciążona po obu stronach okrągłymi talerzami. Wyglądała bardzo niewinnie, a talerzyki wydawały się lekkie. Phi. Easy.

Położyła się na ławce, poprawiła barki, uniosła dłonie i złapała gryf tak, jak jej się wydawało, że było prawidłowo. Nadgarstki miała wygięte pod okropnym kątem, łokcie rozjechały się na boki, a stopy, zamiast stabilnie opierać się o podłogę, przesuwały się nerwowo po posadzce. Zdjęła sztangę ze stojaków. Iiiii bardzo szybko tego pożałowała. Ciężar zachwiał się nad jej klatką piersiową, raz w lewo, raz w prawo. Zacisnęła zęby, próbując opuścić go powoli, ale ruch wyszedł urwany. Metal jęknął cicho, jej ramiona zadrżały, a ona zamarła na sekundę, zdając sobie sprawę, że cholera… To metalowe badziewie zaraz ją udusi...

jakiś hot johnny bravo
29 y/o
For good luck!
188 cm
student kinezjologii, trener personalny North York YMCA
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

003.
Panująca na siłowni duszność miała swoją własną wagę – nie przypominała w niczym parnych popołudni i szklących się w słońcu okien wieżowców na środku zabetonowanego osiedla w centrum Toronto. Nie chodziło o gorąc, który tam, tj. pod salwą promieni słonecznych, zwykle skraplał się na przechodniach w postaci potu na skórze. Tutaj – w centrum fitnessu – źródłem wszelkich zmian w ciele ludzkim pozostawał w y s i ł e k; determinacja i sumienność, z jaką ludzie przychodzili do tego miejsca, by o siebie zadbać.
Zwłaszcza przed okresem lata.
Jayce nie oceniał cudzych motywacji. Przeciwnie – jako trener personalny doceniał każde staranie, które miało na celu zmienić niezdrowe nawyki, czy poprawić ogólny wygląd sylwetki. Już sam rytuał przejścia od stanu kanapowca do weekendowego sportowca nie był prosty. Pracując z ludźmi o różnym stopniu aktywności i o różnym potencjale, widział ile poświęcenia kosztowało niektórych samo kupienie stroju i przekonanie się do tego, by w ogóle zacząć się ruszać.
Tym bardziej pierwsze wizyty na siłowni potrafiły wyciągnąć z człowieka zmęczenie i jęk niezadowolenia, gdy po każdym takim wypadzie ciało zdawało się docierać do granicy, o której nie miało się wcześniej pojęcia.

Ludzie, którzy nie zwykli uruchamiać na co dzień wszystkich mięśni, w bardzo dosadny sposób dowiadywali się o istnieniu niektórych z nich – zazwyczaj dopiero wtedy, gdy mięśnie te na drugi lub trzeci dzień piekły w absurdalnych miejscach, utrudniając codzienne funkcjonowanie. Inni opór przed wysiłkiem (tę naturalną potrzebę kapitulacji przed czymś, czego mieli wrażenie, że zupełnie nie znają) czuli już na etapie pierwszych ćwiczeń. Dlatego, gdy ściągając słuchawkę z ucha między seriami, dosłyszał krótkie, kobiece Fuck me, wypowiedziane niedaleko niego, uznał je albo za formę oporu przed rozpoczęciem ćwiczeń, albo za krótką manifestację słowną, która miała ją zmotywować do rozruchu.
Nikły uśmiech plenił się w kącikach jego ust, gdy podświadomie szukając w nieznajomej powodów do dumy – jako, że każda próba pracy nad sobą według niego zasługiwała na uznanie – patrzył na dalsze jej poczynania. Przerwany za sprawą obserwacji trans jego ruchu, zmusił go przy tym do zakończenia słuchania muzyki, wsunięcia słuchawek do kieszeni spodenek i odłożenia ciężarów na odpowiednie miejsce w sali, co stanowiło dobry pretekst do podejścia bliżej niej.

Przez chwilę tylko stracił ją z oczu, na czas odkładania hantli, a gdy klinga wzroku powróciła do drobnicy kobiecego ciała, gotów był podejść do niej spokojnie i zaproponować jej małą pomoc. Szczęk opadających na blokadę talerzyków jasno oznajmił mu jednak, że czas na powolne ruchy dobiegł końca, teraźniejszość domagała się znacznie radykalniejszych posunięć, dlatego też, nie czekając aż pracownik siłowni zareaguje na sytuację alarmową, sam doskoczył do niej sprawnie, z odległości kilku metrów prędko materializując się obok niej.
Zanim zaczął mówić, prawa dłoń sięgnęła za środek sztangi, podciągając ją do góry, co przy desperackiej, kobiecej próbie wypchnięcia ciężaru w tym samym kierunku okazało się wystarczające, by uwolnić ją od zaduszającej nieznajomą przeszkody.
W kolejnych sekundach obrócił się przodem do ławeczki, stając w zasadzie nad jej głową, by dotykając gryfu również drugą dłonią, równo odłożyć sztangę na stojaki.
Są lepsze sposoby na samobójstwo — skwitował żartem, pozwalając, by napięcie sytuacji rozproszyło się odrobinę między słowami. Obszedł jednocześnie zabezpieczoną już na hakach sztangę, podając jej pomocną dłoń, by bez dodatkowego wysiłku mogła usiąść i odetchnąć głębiej.
Co Ty na to, żebym dopasował Ci ćwiczenia, przy których nie stracisz tchu w pierwszych sekundach?
Propozycja przeprowadzenia dla niej treningu szybko osadziła się w rozmowie, zupełnie tak, jakby od początku, już od pierwszego Fuck me, właśnie to było im pisane.

Może nie miał w planach jej pieprzyć, ale zdecydowanie mógł ją zmęczyć.
august winters
nihilista
godzę się na prawie wszystko, sprawdź mnie, jeśli potrafisz
27 y/o
Welkom in Canada
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
been there, done that, messed around.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Siłownia zdecydowanie nie była miejscem, w którym August bywała regularnie. Co innego mogłaby powiedzieć o szpitalach albo wizytach u swojego ulubionego fizjoterapeuty. Miejscem, w którym raczej kochała przesiadywać, była kuchnia. To właśnie tam spędzała godziny, doprecyzowując swoje personalne przepisy na własne wersje wypiekowych klasyków. Marzyła o własnym lokalu. O otwarciu kawiarnio-kwiaciarni. Miejsca, w którym ludzie mogliby poczuć się jak u siebie w domu. Oazy spokoju. Czemu akurat takie połączenie?
Porównywała się do słonecznika, który potrzebował promieni słonecznych, by istnieć. A tymi promieniami mogli być bliscy, uśmiechy innych ludzi, zwykłe interakcje. Wszystko to, dzięki czemu czuła, że żyje. W momencie, gdy ktoś odcinał jej dopływ słońca, tkwiła w samotności i czuła, że przestaje być sobą. Czuła się zagubiona. A kwiaty i kawa przynosiły bliskość. Interakcję. Chciała zaserwować choć malutkiej części Toronto coś od siebie. Tym bardziej że była osobą, która mogła potwierdzić, że życie jest cholernie kruche. Nie znamy dnia ani godziny. A takie podejście do życia poznaje się dopiero w momencie, w którym na dobrą sprawę nie powinno się już być. Albo w chwili, której nie życzyłoby się nikomu i n n e m u.

Jednak to, co działo się teraz, mogłaby nazwać nowym początkiem. Startem czegoś, czego sama po sobie absolutnie by się nie spodziewała. Co prawda August Winters, chodzące tornado z niemałą wagą blaszki w nodze, niestety nie miała zbyt wiele taktu w kwestiach interpersonalnych. Mówiła wszystko, co ślina przyniosła jej na język, albo wszystko, co akurat przyszło jej do głowy i wywołało w niej silną potrzebę zwerbalizowania tego w możliwie najbardziej dźwięczny sposób. Zupełnie tak jak wtedy, gdy ujrzała tamtego cholernie przystojnego kolesia. No, ale nieważne.
Myślała, że zła passa, z którą wkroczyła do tego pomieszczenia przesiąkniętego zapachem potu, dezynfektantu do maszyn, muzyki i dźwięków używanego sprzętu, w końcu dobiegnie końca. Że wykona sobie parę ćwiczeń, pięknie, ładnie, stwierdzi, że zrobiła zajebiście dobrą robotę, a potem najzwyczajniej ulotni się z tego miejsca, dumna z siebie, że dokonała czegoś tak po sobie niespodziewanego. A następnie uczci to pojemnikiem lodów czekoladowych.
Because why the fuck not, am I right?
Ten plan w jej głowie wybrzmiewał wręcz idealnie. Do momentu, w którym o mały włos dosłownie nie popełniła seppuku na samym środku sali gimnastycznej. Gdyby właśnie teraz umarła, Alex by ją dosłownie zabił. Drugi raz. Za to, że odwaliła taką manianę i zostawiła go na tym świecie samego. Nie no, rest in peace. Odmówiłaby nawet zdrowaśkę, której na dobrą sprawę nie wiedziała, jak odmówić, bo nie była wierząca - i liczyła tylko na to, że jednak ktoś jej pomoże. Walcząc ostatkami sił, trzęsącymi się rękami trzymała sztangę, która coraz bardziej osuwała się na jej klatkę piersiową. Wtedy nagle poczuła, jak ten ciężar, który jeszcze przed chwilą ją przygniatał, zamienia się w coś na wzór leciutkiego piórka. Po chwili się zorientowała, że ktoś faktycznie przyszedł jej na pomoc. Spojrzała na niego jak zaczarowana, uchylając usta.

Fucking hell, if this is how heaven looks like, then… take me.

Przeszło jej przez myśl, gdy przełknęła ślinę, bo dosłownie miała nad sobą Adonisa we własnej osobie. Usłyszawszy ten charakterystyczny dźwięk, gdy odłożył sztangę na miejsce, a potem się do niej odezwał, natychmiast chwyciła jego dłoń. Podniosła się i usiadła, próbując złapać dech, który uleciał jej z płuc. Nie wiedziała tylko, czy powodem było to, że przed chwilą prawie się udusiła, czy może fakt, że trochę zawstydziła się jego obecnością. - Lepsze? - uniosła brew, parskając pod nosem. - Może właśnie odebrałeś mi moją jedyną szansę wykonania tragicznego wyjścia w miejscu publicznym, hm? - Uśmiechnęła się do niego nikczemnie, zanim skupiła się przez moment na tym, co właściwie powinna odpowiedzieć na jego kolejne pytanie.
Przygryzła policzek od środka, starając się uspokoić i nie powiedzieć czegoś, co przyszło jej do głowy od razu. Nie. Nie powiesz tego, Winters. Uspokój się. Nie. Nie… A cholera, niech to. Próbowała przemówić sobie do rozsądku, ale oczywiście rzuciła pierwszą myśl, jaka pojawiła się w jej głowie. - Pod warunkiem, że jeżeli będę miała zakwasy nazajutrz, to będę mogła zgłosić się do ciebie po profesjonalne rozmasowanie. - Uśmiechnęła się szeroko, zanim dotarło do niej, że… no. Nawet nie znała jego imienia. Adonis to z pewnością nie mogło być, a ona robiła z siebie dosłownego błazenka na zamówienie. - To znaczy, jasne, pokaż te ćwiczenia… i jak się przy nich oddycha... - Wstała i spojrzała na niego z dołu, zadzierając wysoko głowę, mając nadzieję, że jednak skupią się tylko i wyłącznie na tych ćwiczeniach oraz stabilizowaniu jej oddechu, a nie na fakcie, że mówiła cokolwiek co jej ślina na język przyniosła.

adonis
29 y/o
For good luck!
188 cm
student kinezjologii, trener personalny North York YMCA
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Popłoch wyrażony przez Nieznajomą stanowił kontrast dla absolutnego spokoju Jayce'a. Kiedy bowiem ona łapała powietrze do płuc, on pozostał w miejscu, chwilowo bierny i cierpliwie znoszący każdą zmianę źródła napięcia między nimi: począwszy od kobiecego strachu, po zdezorientowanie, aż do wstydu, który wczepiał swe palce w płótno teraźniejszości, opinając go wokół zastałej na moment ciszy. Przez moment wydawało mu się nawet, że kalejdoskop emocji, wyrażony na jej twarzy, to wyraz zakłopotania wobec jego nadgorliwej pomocy, nie speszyło go to jednak, a jedynie upewniło w tym, by wypchnąć swoje opanowanie na pierwszy plan.
Wyprostował się więc, uśmiechając się do niej łagodnie, nieco przekornie, ale wciąż otwarcie. Niemal po przyjacielsku. W ten sposób wraz z ciepłem skóry „Adonisa” – rozgrzanej wcześniejszym ruchem podczas ćwiczeń – a teraz wznoszącym się w powietrzu, nie tylko zaznaczał własną, druzgocąco realną obecność, ale również oddawał jej odrobinę towarzyszącej mu stabilności. Dobrowolnie i chętnie wręczał jej na tacy nastrój, który go oblepiał, i który pozostawiał wokół niego lotną, uspokajającą mgłę.
Miał wrażenie, że właśnie tego potrzebuje teraz nieznajoma:
zrównoważenia emocji i wyciszenia ciała.
Jej o d d e c h (jak mu się wydawało z perspektywy obserwatora) przypominał bowiem palone igliwie. Wciąż urwany i gwałtowny po przyciśnięciu gryfu do klatki piersiowej, płonął w poruszających się żywo piersiach i wplątany w chaos migotliwych impulsów ciała, nie dawał się łatwo uspokoić.
Może chodziło o zaskoczenie jego pomocą, może o towarzyszący jej strach, gdy nie wiedziała, czy gryf jej nie przydusi. A może Jayce nadpisywał sobie wszystko to, co widział i błędnie wychwytywał z jej twarzy jakąkolwiek ekspresję.
W każdym razie, stojąc przy niej, pewnie uchwycił jej rękę, pociągając ją do góry. Miękkość podbicia kobiecych palców, wobec szorstkości jego spracowanych dłoni, wydawała się niemal rozlewać pod jego uściskiem. Puścił ją tak szybko, jak tylko znalazła się w pionie, choć nie dlatego, że się wstydził, a dlatego, że właśnie tego rodzaju dotyk uznał za stosowny. Pasujący do okazji, w której sam siebie ustawił w roli trenera.
Następnym razem proponuję wybrać miejsce publiczne, w którym nie uświadczysz napakowanych testosteronem facetów, gotowych rzucić Ci się na pomoc w geście męskiego podrygu... może wtedy uda Ci się z tym tragicznym wyjściem — zażartował w gruncie rzeczy sam z siebie, z dystansem podchodząc do instynktownej, samczej potrzeby uratowania jej.
Nie oszukując natury, musiał to zrobić.

(Musiał uwolnić ją od sztangi i upewnić się, że jest cała i zdrowa).
Za masaż będę Cię już musiał policzyć. Na czymś muszę zarobić...
Odpowiedź na jej bezpruderyjne słowa padła niemal od razu. Płynna, nieskrępowana i zupełnie świadoma z jego strony. Zdawał sobie sprawę z tego, że dla niektórych jej wypowiedź mogła wydawać się zbyt bezpośrednia i nieprzemyślana, może nawet prowokacyjna: na nim nie robiła jednak większego wrażenia, a wręcz wydawała mu się odrobinę zabawna. Nieznajoma bowiem właśnie z góry założyła, że mógłby być w tym dobry – w masażu – i choć nie pomyliła się zbyt dużo w tej kwestii (lubił sprawiać partnerkom przyjemność), mimo wszystko czuł się mile połechtany tą hipotezą. Nie speszył się więc, a przeciwnie, poczuł, że przy niej może pozwolić sobie na odrobinę flirtu, który nie zostanie odczytany za coś niestosownego.
Ostrzegam, jestem drogi... — dodał przekornie, wykonując niezobowiązujące pół kroku do przodu, ku jej sylwetce, co tylko podkreśliło różnicę ich wzrostu. W oczach Jayce'a tliło się wciąż rozbawienie. Nie powiedział jednak nic więcej na temat jej poprzednich słów, od razu przechodząc do realizacji wcześniejszej obietnicy.
Na początku, jeśli chcesz się zabrać się za podnoszenie sztangi, naucz się poprawnie ściągać łopatki.
Dłoń Jayce'a powoli przesunęła się do jej pleców, dając jej czas na ewentualny sprzeciw, gdyby nie chciała być dotykana przez „obcego”. Nie sądził jednak, by tak niewinny gest uznała za podejrzany. Nie przesunął dłoni niżej, niż było to konieczne, a sam ruch był łagodny, niemal przypominał motyle muśnięcie. Jedynie przyłożył na krótko dłoń do punktu ściągu, o którym mówił, zaraz opuszczając ją po dżentelmeńsku.
Do tyłu i lekko w dół, stabilizuje to barki i pomaga w dźwignięciu sztangi — dodał wyjaśniająco, wciąż nawet się jej nie przedstawiając, mimo że właśnie weszli na kolejny poziom znajomości, na którym realnie starał się jej pomóc.

august winters
nihilista
godzę się na prawie wszystko, sprawdź mnie, jeśli potrafisz
27 y/o
Welkom in Canada
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
been there, done that, messed around.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Na sekundę przygryzła wnętrze policzka, próbując nie uśmiechnąć się zbyt szeroko. No świetnie, czyli jednak będzie ją prowokował, - Obawiam się, że po tym masażu to nie ja, a ty będziesz chciał więcej - uśmiechnęła się zadziornie, odpowiadając na jego słowa. Podobało jej się, że pomimo swojej bezpośredniości mogła być przy nim chociaż namiastką siebie. Nawet jeśli był dla niej obcym mężczyzną, to nie czuła tej dziwnej potrzeby udawania kogoś, kim nie była. Winters nie należała do kobiet, które robiły wszystko pod publiczkę albo kurczowo trzymały się społecznych norm. A kiedy już próbowała, wychodziło to tak komicznie, że chyba lepiej było tego nie robić. Ten wysoki, napakowany facet miał w sobie charyzmę, której wcale się po nim nie spodziewała. To znaczy, nie uważała go za kogoś skupionego tylko na swoim wyglądzie, masie i tym całym gymbro życiu. W żadnym wypadku. Po prostu nie sądziła, że będzie aż tak śmiało jej odpowiadał i flirtował z nią bez żadnego zawahania. Poczuła przyjemną ekscytację gdzieś w lędźwiach na samą jego zadziorność. - Drogi? - uniosła brew, również robiąc krok do przodu i mocno zadzierając głowę, żeby móc na niego spojrzeć. Faktycznie był cholernie ogromny. Gdyby chciał, pewnie mógłby podnieść ją jedną ręką i posadzić sobie na ramieniu. O, tak po prostu. Czego dusza z a p r a g n i e. - Gdybyś skosztował moich wypieków, byłbyś tani - prychnęła, po czym odwróciła się na pięcie, żeby ustawić się odpowiednio przy sztandze i sprawdzić, jak dobrze szło mu to nakierowywanie ćwiczeń. - Mhm, dobrze - kiwnęła głową, naprawdę rozradowana tym, że mogła nauczyć się czegoś nowego.

Uśmiech delikatnie zszedł z jej ust, przechodząc w coś na kształt lekkiego szoku, gdy poczuła jego dłoń sunącą wzdłuż jej pleców. Podobało jej się to... było przyjemne i tak cholernie niespodziewane, że aż dostała gęsiej skórki, której miała szczerą nadzieję, że nie zauważy. Tak szybko, jak jego dłoń się tam znalazła, tak szybko zniknęła, a ona poczuła dziwne rozczarowanie. Może miało to coś wspólnego z tym, że zwyczajnie potrzebowała bliskości? Nie pamiętała, kiedy ostatnio była z kimś tak blisko. A sam fakt, że właśnie tutaj, ze wszystkich możliwych miejsc, mogła doświadczyć dotyku drugiej osoby, nawet nie w seksualnym sensie, po prostu bardzo jej się spodobał. Wykonała jego kolejne instrukcje, starając się pokazać mu, że była całkiem uczynną studentką. Kiedy udało jej się podnieść sztangę, a potem powoli ją opuścić, poczuła, że cały opór i sztywność nagle zniknęły. Zrobiła to z niemal zaskakującą lekkością, chociaż wiedziała, że zdecydowanie była to zasługa mężczyzny, który monitorował każdy jej ruch, żeby przypadkiem nie zrobiła sobie krzywdy. Odłożyła sztangę na ziemię, odwróciła się w jego kierunku i podskoczyła z radości. - I jak? Nadaję się na twojego osobistego pupila? - zaśmiała się pod nosem, podchodząc bliżej. - Nie jestem tylko pewna, czy będzie mnie stać na prywatne sesje z tobą. W końcu drogi jesteś. - Przysunęła palce do podbródka i zmrużyła oczy, przyglądając mu się,- Na początek mogę zaprosić cię na kawę, gdzie będziemy mieli twarze prawie na tej samej wysokości? - palnęła, bo co jej szkodziło? Żyje się tylko raz, czy jak to tam się mówiło, a ona naprawdę nie chciała odpuszczać. Wysunęła dłoń ku górze i uśmiechnęła się szeroko. - August.

adonis
29 y/o
For good luck!
188 cm
student kinezjologii, trener personalny North York YMCA
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pewność siebie dziewczyny nabierała kształtów i kolorów z każdym kolejnym słowem. Zupełnie tak, jakby przestrzeń, skąpana w śmiałości obu rozmówców, nasączała się nowymi emocjami – coraz bliżej lawirującymi wokół prowokacji. Nie miał nic przeciwko. Jasne tęczówki oczu spoczęły na jej wargach, obserwując jak kąty pełnych ust rozciągają się w paraboli zadziornego uśmiechu. Dla niego był to jednoznaczny sygnał na to, że aprobują się wzajemnie. Z całym wachlarzem bezpośredniości i mniej subtelnych słówek.
Skromność nie jest Twoją dobrą stroną, co? – zaśmiał się luźno na jej słowa, bo sam ich kontekst, sugerujący, że to on ulegnie presji napięcia, domagając się więcej, wydawał się albo odważną, albo krnąbrną deklaracją z jej strony.
Nie wykluczam żadnej opcji. Może będę chciał więcej. Jeśli tak, to lepiej dla Ciebie. Więcej, cokolwiek masz na myśli, może być Twoją walutą
Oczywiście, że wiedział, co miała na myśli. Ton jej głosu i załączony do wypowiedzi gest (tj. uśmiech) jasno sugerował kierunek, w jakim posuwały się jej myśli. W imię dalszego ich przekomarzania słownych najłatwiej było mu jednak zgrywać niczego nieświadomego samca, by albo zachęcić ją tym do bardziej śmiałych wypowiedzi, albo nieco ją rozjuszyć, pozostawiając w powietrzu tę cholernie przyjemną aurę, w głównej mierze złożoną z iskier ekscytacji i niedopowiedzenia.
Na niejasnościach najłatwiej budowało się flirt i wzajemne zainteresowanie. Z nieukrywaną satysfakcją wyrażał więc zaangażowanie w rozmowie i składał w ten sposób cichą obietnicę, że wspomniane „więcej” może się między nimi ziścić.
Jedyna forma słodyczy, jaką akceptuję, to ta zamknięta w kobiecości i jej uroku.
Nawet nie musiał kłamać. Rzadko sięgał po ciasteczka i inne wypieki, prowadząc zdrowy tryb życia, bez fast foodów i słodkich przekąsek. Nawet kawę najczęściej pijał czarną, niesłodzoną. W tym zapewne, poza samymi ćwiczeniami, tkwił sekret jego imponującej sylwetki. Nawyki te zresztą chętnie przekazywał swoim podopiecznym z równym zaangażowaniem, co udzielanie rad na siłowni. A te, jak się okazuje, dziewczyna przyjmowała z naturalną łatwością. Już przy pierwszym podejściu, pod jego czujnym okiem, wykonała podniesienie prawidłowo. Nie musiał jej korygować, ani dodawać kolejnych podpowiedzi, skrzyżował więc ręce na piersi, po prostu dając jej przestrzeń na dokończenie ruchu samodzielnie.
Byłabyś świetnym labradorem z tą energią… ale tak, na mojego „osobistego pupila” też byś się nadała – znów się zaśmiał, zgrywając się z narzuconą przez nią, wesołą aurą.
Pierwszą sesję policzę Ci za darmo, jeśli obiecujesz się nie hamować. Zabawna jesteś – wyznał niezobowiązująco i bez skrępowania, uśmiechając się do niej otwarcie. Ekspresja nieznajomej dawała nie tylko po oczach, ale również wpełzała głębiej, pod skórę. Magicznym sposobem łechtała świadomość Jayce’a, pozostawiając go z uczuciem przyjemnego łaskotania w podbrzuszu, które określiły jako rozluźnienie i generalną wesołość. Oboje byli ekstrawertykami, choć z nieco inną energią – jego przypominała bardziej border collie, jeśli chcieli pozostać przy psich analogiach. Jayce był bowiem bardziej przywódczy i prowadzący (nie lubił również tracić inicjatywy), a ona wydawała się dynamiczna i radosna, pchająca dyskurs do przodu, ale skłonna do ustępstw. Dzięki temu spędzanie z nią czasu wydawało się proste, wręcz naturalne.
Jayce... i w razie czego pijam czarną.
Jej dłoń była przyjemnie miękka i drobna w porównaniu do jego własnej. Ścisnął ją pewnie, ale z wyczuciem, nie chcąc zmiażdżyć jej palców. – Pierwszy raz słyszę, żeby mój wzrost był dla kogoś problemem.
Głos brzmiał łagodnie, nie z pretensją, a raczej z powściągniętym rozbawieniem, gdy na koniec pociągnął ją w swoim kierunku, pozwalając by ciało nowej koleżanki wylądowało w jego objęciach.
Nim miała okazję wyprzedzić go w wypowiedzi, nachylił się do niej głęboko, ostatnie ze słów zaniżając do prowokacyjnego szeptu:
Nie podobam Ci się, August?
Nie podoba Ci się mój wzrost?,
brzmiało zbyt niewinnie, by ograniczył wypowiedź do tak wąskich preferencji. Świadomie uogólnione pytanie stanowiło dla niej ostateczny test.

(Czy była tak śmiała, na jaką wyglądała przy pierwszym wrażeniu?)


august winters
nihilista
godzę się na prawie wszystko, sprawdź mnie, jeśli potrafisz
27 y/o
Welkom in Canada
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
been there, done that, messed around.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Cholera, potrafił odbijać każdą piłeczkę, którą rzucała w jego kierunku, i robił to z taką swobodą, że przez krótką chwilę naprawdę zabrakło jej odpowiedzi. Nie była przyzwyczajona do mężczyzn, którzy nie tylko nadążali za jej bezpośredniością, ale jeszcze potrafili wykorzystać ją przeciwko niej. - Skromność jest boring - stwierdziła, wzruszając ramionami. - Zwłaszcza kiedy ma się podstawy, żeby być pewną siebie. - mhm, zwłaszcza z tą przeogromną blizną na biodrze i udzie, której j e s z c z e.. nie było dane mu zobaczyć. Kogo ty oszukujesz Winters?! Przechyliła delikatnie głowę, przyglądając mu się z zainteresowaniem. Słysząc o walucie, uniosła brew w rozbawieniu, - Czyli co? Mam ci płacić za trening swoim urokiem? - zapytała, robiąc niewinną minkę.

Kiedy wspomniał o jedynej akceptowanej przez siebie formie słodyczy, parsknęła cichym śmiechem i pokręciła głową. - Ładnie powiedziane, trenerze - przyznała, przesuwając spojrzeniem po jego twarzy. - Tylko uważaj, bo od takich słodyczy podobno można się uzależnić - dodała ciszej, patrząc mu prosto w oczy. - Więc dobrze się zastanów, zanim poprosisz o więcej. - zmarszczyła nos, gdy porównał ją do labradora. Oparła dłonie na biodrach, mierząc go spojrzeniem od góry do dołu. - Labrador? - powtórzyła z niedowierzaniem. - Pierwszy raz zostałam porównana do psa. - Próbowała zachować poważną minę, jednak kąciki jej ust niebezpiecznie drgały od powstrzymywanego śmiechu. - Poza tym teraz jak tak myślę to nie wiem, czy nadaję się na twojego osobistego pupila. Nie jestem zbyt posłuszna, lubię gryźć i bardzo szybko przejmuję całe łóżko - zaśmiała się, zaglądając mu prosto w oczy. - Ale możesz spróbować mnie oswoić, pozwalam.

Miała się nie hamować? Nie miał pojęcia, jak niebezpieczną propozycję właśnie jej składał. - Zapamiętam to sobie. I nie przyjmuję później żadnych skarg. - Uśmiechnęła się szeroko na jego komplement. Zabawna? Okay, she will take it. - Ty też nie jesteś najgorszy - rzuciła niby od niechcenia, a następnie scisnęła jego dłoń, czując, jak jej własna niemal znikała w jego uścisku. - Mogłam się domyślić - stwierdziła, gdy wspomniał o kawie. No oczywiście, że fit trener poił się tylko czarną kawą. Obvio. Przechyliła głowę, obserwując jego reakcję. Skoro twierdził, że jego wzrost nigdy nie stanowił problemu, należało szybko wyprowadzić go z błędu. Podeszła bliżej i stanęła na palcach, ale nawet wtedy nadal dzieliła ich irytująca różnica wysokości. - Twój wzrost staje się problemem, kiedy chcę powiedzieć ci coś do ucha, ale nie mogę tego zrobić bo nie przyniosłam ze sobą drabinki - wyjaśniła, opadając z powrotem na całe stopy. - Logistycznie nawet pocałunki w takich sytuacjach nie wychodzą. Just sayin.

Uchyliła delikatnie usta, lekko zaskoczona tym, że był aż tak śmiały. Przez moment poczuła nawet, jak jej policzki zaczynają się rumienić. Nie była przyzwyczajona do tego, że faceci potrafili aż tak z nią igrać i bezczelnie odbijać każdą flirciarską piłeczkę. Wyciągnęła dłoń i przesunęła nią po jego umięśnionym ramieniu, a po chwili wsunęła drugą za jego szyję. Uniosła wzrok, żeby spojrzeć mu prosto w oczy, kompletnie ignorując fakt, że wokół nich ćwiczyło kilku byczków i wannabe influencerek. - Jayce, muszę cię zmartwić - powiedziała, delikatnie wbijając paznokcie w jego szyję, tak tylko, żeby jeszcze bardziej się z nim podroczyć. - Twój celibat od słodyczy właśnie się zakończył. - Stanęła lekko na palcach, zbliżając swoje usta do jego. Specjalnie zatrzymała się zaledwie kilka nikłych centymetrów od jego warg, wystarczająco blisko, żeby mogli poczuć na sobie wzajemne oddechy. - Bo uzależnisz się ode mnie - dodała, delikatnie przechylając głowę. Zamiast jednak pocałować go w usta, cmoknęła go jedynie w policzek, odsunęła się i zaczęła podskakiwać w kierunku innej sali, mając nadzieję, że może tam będzie mniej ludzi. Albo może od razu zaproponuje jej, żeby wzięła prysznic i spotkali się na zewnątrz? Nie była nawet pewna, o której kończył zmianę. Nagle odwróciła się w jego kierunku. - Trenerze Jayce! Potrzebuję pomocy! - zawołała głośno. Zawachlowała się dłonią kilka razy, po czym przyłożyła jej wierzch do czoła i parsknęła śmiechem. Zaraz potem ponownie odwróciła się do niego plecami i ruszyła przed siebie, mijając ćwiczących ludzi z nadzieją, że już za moment znowu poczuje jego dużą dłoń na swoim drobnym ciele.

trener jayce
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”