i'm just gonna fall in love
and fuck it up again
Wymiana zdań między nimi wyglądała jak odbijanie piłeczki pingpongowej, a ten mecz zdecydowanie nie zapowiadał się na taki, w którym miał pojawić się jeden oczywisty zwycięzca. Walka była zacięta. Przewróciła oczami teatralnie, wręcz ostentacyjnie, na jego
'piękna' i rzuciła tylko pod nosem po ukraińsku,
- sverdlovyna - Skoro nie chciał się z nią powymieniać laurkami, to jego strata!
O! Za każdym razem, kiedy myślała, że ta jakaś bezpodstawna siła, która przyciągała ją do niego, może w końcu odpuści, chwilę później znowu okazywało się coś, co sprawiało, że serce zaczynało bić jej szybciej. Zerknęła na niego, gdy wspomniał o komiksach, i zaśmiała się cicho pod nosem.
Niewiarygodne. W wolnych chwilach przecież rysowała jako freelancerka do gier i komiksów.
- Uważaj, bo może narysuję cię jako wroga publicznego numer jeden - wytknęła język w jego kierunku. Nie rozumiała, czemu aż tak zależało jej na jego opinii. A może nawet nie o to chodziło. Może chodziło o fakt, że był pierwszą osobą od dawna, która wywarła na niej takie wrażenie. Uspokoiła się wewnętrznie, gdy dodał, że po prostu generalizował. Miała nadzieję, że faktycznie tak było i że mówił prawdę.
Śmiech, a zaraz po nim to charakterystyczne chrumknięcie, wydobyły się z niej tak szczerze, że tylko utwierdziły ją w przekonaniu, że pomimo tego, jak bardzo ją irytował, naprawdę dobrze czuła się w jego towarzystwie. Nie krępowała się przy nim tym, jaka była. A potrafiła być bezpośrednia, oschła i ogólnie ciężka w obyciu, co zresztą miał okazję poznać dzisiejszego wieczoru.
- Hm, wyglądasz nazbyt uroczo na upadłego anioła - dodała, marszcząc brwi i skanując jego twarz. Specjalnie powiedziała, że wyglądał
uroczo. Tak o. Żeby zbić go z tropu. Tym bardziej że jeszcze przed chwilą twierdziła, że wcale jej się nie podobał. Zatrzymała powietrze w ustach, czując, jak odsuwa kosmyk włosów za jej ucho. Uchyliła usta, chcąc coś powiedzieć, jednak ten na pierwszy rzut oka czuły gest kompletnie zbił ją z tropu. Przyglądała się tylko jego twarzy, zerkając, gdzie zmierzały jego oczy, by chociaż spróbować odgadnąć, co tak właściwie siedziało mu w głowie. Czuła przyspieszone bicie serca.
- Ya ne znayu, chy ty hotovyy do tsʹoho - wyrzuciła z siebie, zupełnie nie ogarniając, że zaczęła mówić do niego w swoim ojczystym języku. Zamrugała, lekko speszona. -
To znaczy… nie jestem pewna, czy jesteś na to gotowy, diabełku. - puściła mu oczko
- Cała ci zapadnę w pamięć - dodała po chwili, unosząc delikatnie kącik ust.
Cholernie jej się podobał. Działał na nią niczym benzyna. Podsycał ją. Dodawał jej niemal skrzydeł, które sam musiał stracić podczas owego upadku z nieba. Czuła się jak ktoś, kto dostał drugą szansę od… sama nie wiedziała czego. Losu? Przypadku? Jakiejś popapranej siły, która najwyraźniej miała wobec niej bardzo dziwne poczucie humoru? Wiedziała tylko, że mogłaby zgubić się w odcieniu jego oczu, które przypominały głębię lasu i łąkę po deszczu. Wiedziała, że pragnęła składać pocałunki na jego różowych ustach, spowitych tym uroczym pocałunkiem słońca. Że chciała wtapiać palce we włosy o kolorze zachodu słońca. Był piękny. Jak ten upadły anioł, który niegdyś szybował w niebiosach, zanim zostało mu to odebrane. Oddech jej przyspieszał, a iskry tliły się w oczach, gdy próbowała pokazać mu, że jednak trzymała się na wodzy. Że miała tutaj jakąś kontrolę. Chociażby miała ją tylko udawać. Utrzymując z nim kontakt wzrokowy, pokazywała mu, z kim naprawdę miał do czynienia. Wpatrywała się w jego oczy. W ten wymalowany w nich szok. W brwi, które uniosły się, gdy zassała jego kciuk. W to, jak przymrużył oczy i spiął się na moment, a jego ciało wysłało sygnał, którego nie potrafiła zignorować. Czując to, automatycznie zacisnęła uda. Stała przylgnięta do niego, czując ciepło i podniecenie przechodzące przez ciało, gdy znowu nazwał ją i s k i e r e c z k ą.
Podobało jej się to.
Cholernie.
Dreszcze przeszły po jej ciele niczym mrówki wzdłuż kręgosłupa, gdy poczuła delikatną skórę jego opuszków sunących po jej nagiej skórze. Dosłownie straciłaby rozum, gdyby nie ci cholerni krawaciarze, którzy oczywiście musieli postanowić popsuć im moment. Wsunięcie kluczy w jego dłoń było niby prostym gestem, a jednak cholernie ciężkim. Nie spodziewała się, że poczuje przez to aż taką gorycz gdzieś z tyłu języka... Idąc do biura, w dalszym ciągu czuła ciepło jego oddechu muskające jej skórę. Czuła, jak jeszcze chwilę wcześniej stała tam niemal drżąca, przechylając twarz, by zaraz musnąć jego usta. Zasmakować ich. Sprawdzić, czy naprawdę były tak uzależniające, jak zdążyła sobie wmówić przez te kilka absurdalnie intensywnych minut. Nie opierał się jednak, gdy kazała mu zostawić klucze w drzwiach. Najwidoczniej nie zrobiła na nim takiego wrażenia, jak on na niej.
Trudno. Usiadła przy biurku, licząc pieniądze, kiedy usłyszała, jak drzwi zamykają się za nim.
Cholera. Co on z nią robił? Potrząsnęła głową, zmuszając się do skupienia na banknotach. Po jakichś pięciu minutach otworzyła sejf i wsunęła do środka kopertę z dzisiejszym utargiem. Wtedy też dotarło do niej, że nawet nie dała mu swojego numeru.
Po co mu twój numer? Opanuj się.
Rzuciła sobie w myślach, a rozsądek, o dziwo, na moment naprawdę postanowił przemówić jej do głowy. Zamknęła sejf, przekręciła klucz i wyszła z biura, żeby dokończyć zamykanie pubu. Idąc w kierunku baru, uniosła wzrok. I wtedy go zobaczyła. Stał tam. Chciała się odezwać. Zapytać, co tutaj jeszcze robił. Zerknęła tylko na drzwi, w których wciąż tkwiły klucze, a zanim zdążyła znowu skierować spojrzenie na niego, on już był przed nią. Chwycił jej twarz w dłonie. Dynamicznie. Z a c h ł a n n i e. Zdążyła tylko wydobyć z siebie ciche, zduszone westchnienie, gdy połączył ich usta w namiętnym pocałunku, przepełnionym żądzą, potrzebą i czymś tak intensywnym, że przez sekundę naprawdę zapomniała, jak się oddycha. Od razu wsunęła dłonie w jego włosy, zaciskając na nich palce i odwzajemniając każdy pocałunek z tą samą gorliwością. Tym samym pragnieniem, które rozlewało się po jej ciele jak ogień po benzynie. Gdy jej plecy uderzyły o ścianę, poczuła, jakby całe powietrze uciekło jej z klatki piersiowej. Fala podniecenia przeszła przez nią gwałtownie, szczególnie gdy sam wsunął dłoń w jej włosy, przytrzymując ją przy sobie tak, jakby wcale nie zamierzał dać jej uciec. Zsunęła jedną dłoń niżej, odnajdując przez materiał jego męskość. Ścisnęła ją delikatnie, wydobywając z siebie ciche mruknięcie prosto w jego usta. Pocałunek za pocałunkiem. Coraz bliżej tej granicy, której przekroczenie byłoby naprawdę, ale to naprawdę fatalnym pomysłem. I wtedy dotarło do niej jedno.
Fucking hell. Kamery. Przesunęła dłoń gwałtownie do góry, zaciskając palce na materiale jego koszuli, po czym oderwała usta od jego ust. Spojrzała na niego, próbując złapać oddech, choć jej wzrok i tak bezczelnie wracał do jego warg
- N-nie możemy… - wyrzuciła z siebie, brzmiąc o wiele mniej stanowczo, niż by sobie tego życzyła. Przełknęła ślinę.
- Kamery - dodała tylko, puszczając go i prostując się. Ostatnie, na co miała ochotę, to dywanik u szefa. A już na pewno nie miała ochoty, żeby oglądał ją półnagą na nagraniu z monitoringu, gdyby naprawdę zdecydowali się pociągnąć to dalej.
No ale nic. Musiała działać, a jedyną myślą, która w tej sytuacji wydała jej się wręcz idealna, było wsunięcie dłoni do kieszeni jego spodni. Wyciągnęła telefon. Zablokowany. Uniosła go więc wyżej, odwracając ekranem w stronę jego twarzy
- Ah, dziękuję - rzuciła z cwaniackim uśmiechem, gdy telefon odblokował się niemal od razu. Uśmiechnęła się rozbójnicko, wpisując wiadomość w jego telefon. Chwilkę później jej własny telefon zawibrował z wiadomością, którą sobie wysłała, wysunęła go szybko drugą dłonią i wybrała szybko zdjątko w wyszukiwarce zanim je zapisała pod jego kontaktem, po czym wsunęła swój telefon z powrotem do kieszeni spódniczki.
Vita, jesteś taka hot
Najlepsza barmanka
jaką kiedykolwiek całowałem!!! xx
Następnie zablokowała ekran i wsunęła komórkę z powrotem do jego kieszeni, po czym chwyciła dłońmi materiał jego koszuli, zaciskając na nim palce. Stanęła na palcach, by jeszcze raz musnąć jego usta. Posłała mu zadziorny uśmiech.
- Tylko nie ociągaj się za długo z drugą wiadomością. Nie lubię czekać. - Poluzowała uścisk.
- Dobra, przestań mnie rozpraszać. Musimy zabrać się do roboty. - Odwróciła się od niego i ruszyła w stronę zmywarki, do której zaczęła powoli ładować brudne szklanki pozostawione przez gości. Wyciągnęła telefon, podłączyła go do pubowego stereo, a chwilę później muzyka wypełniła lokal. Vita zerknęła na niego tylko przez ramię.
- Możesz zacząć od podłogi. Im prędzej skończymy, tym szybciej będziesz mógł za mną zatęsknić. - Uśmiechnęła się od ucha do ucha, bujając się z nogi na nogę i obracając wokół własnej osi, gdy zgarniała kolejne szklanki z blatu. Nucąc pod nosem i załadowując zmywarkę, zdała sobie sprawę, że tak naprawdę bardzo chciałaby, żeby się do niej odezwał. Miała SMS-a w swoim telefonie, którego sama wysłała z jego komórki, ale lubiła być zdobywana. Tylko że może właśnie o to chodziło. Lubiła to, co było jej znajome… a on był wszystkim, tylko nie czymś znajomym.
Był czymś nowym. Nieznanym. Innym od wszystkiego, do czego zdążyła przywyknąć. W sposobie bycia. W tym, jak dobierał słowa, jak zwracał się do niej z tą bezczelną zadziornością, nie owijając niczego w bawełnę. W spojrzeniu tych niesamowitych tęczówek, w które mogłaby wpatrywać się bez końca, chociaż oczywiście prędzej odgryzłaby sobie język, niż przyznała to na głos. I w tym, jak przyciągnął ją do siebie, łącząc ich usta w pocałunku, który wręcz krzyczał, jak bardzo jej pragnął. Mimo że praktycznie się nie znali. A może właśnie dlatego było to takie cholernie niebezpieczne.
𝚜𝚑𝚘𝚘𝚝𝚒𝚗𝚐 𝚜𝚝𝚊𝚛 𝚜𝚝𝚛𝚊𝚒𝚐𝚑𝚝 𝚝𝚑𝚛𝚘𝚞𝚐𝚑 𝚝𝚑𝚎 𝚑𝚎𝚊𝚛𝚝
Wzniecała w nim ogień, który dopiero zaczynał tlić się również w niej samej. Nachylając się, by zamknąć klapę zmywarki, przyłożyła palce do ust. Chwilę później wychyliła głowę, sprawdzając, czy przypadkiem nie zauważył tego żałośnie romantycznego gestu, którego sama po sobie by się nie spodziewała. Irytowało ją to. I jednocześnie fascynowało. Obiecała sobie przecież, że da sobie spokój z facetami. Że teraz skupi się na sobie. Nigdy wcześniej nie miała jednak tak zwanego znajomego z przywilejami. Może właśnie tego potrzebowała? Może taki układ pozwoliłby oddzielić emocje od czynów. To miało być tylko pragnienie. Upust. Nic więcej. Zamknęła zmywarkę i zaczęła ścierać blaty. Potem lustra. W tym czasie on mył podłogę. Po mniej więcej czterdziestu minutach skończyli wszystko, a Vita poszła do szatni po torbę i zarzuciła ją sobie na ramię.
- Dzięki za pomoc, ochotniku. - Uśmiechnęła się szeroko, chwytając go za dłoń i splatając z nim palce. Ruszyli w stronę wyjścia. Kiedy otworzyła drzwi, uderzyło ich chłodne powietrze. Było już cholernie zimno. Spojrzała na ich splecione dłonie i niechętnie puściła jego rękę, żeby zamknąć lokal. Miała wrażenie, że zajmuje jej to całą wieczność, bo tak naprawdę wcale nie chciała zamykać. I nie chciała się z nim żegnać. Czuła stres przebiegający przez całe ciało. Przekręcając klucz po raz ostatni i słysząc charakterystyczny klik zamka, niemal przeklęła pod nosem.
Gdyby nie te pieprzone kamery… Kto wie, co by się stało.
Westchnęła, wsuwając klucze do kieszeni. Potem odwróciła się i uniosła wzrok na jego twarz.
- Dobrze się bawiłam. - Uśmiechnęła się, podchodząc bliżej. Wyciągnęła dłonie ku górze, likwidując ostatnie centymetry dzielącej ich przestrzeni. Przyciągnęła go do siebie mocno, niemal desperacko, i zadarła głowę. Pocałowała go… zachłannie, ale bez pośpiechu, chcąc smakować każdy ułamek tej chwili. Wokół nie było już kamer. Był tylko zgiełk ulicy, oni dwoje i powietrze ciężkie od napięcia. Powietrze i ogień. Przechyliła lekko głowę, pogłębiając pocałunek, a jej ciało wtopiło się w jego ramiona jeszcze mocniej. Spomiędzy ich złączonych ust wymknęło się ciche, drżące westchnienie… pół jęk, pół błaganie o więcej.. - Lovebirds! - Jakiś głos rozległ się z oddali. Vita parsknęła śmiechem prosto w jego usta i odwróciła głowę w stronę sprawcy tej brutalnej zbrodni przeciwko świetnej zabawie. Bezdomny. Na wpół nagi. Biegający ulicą z dzidą w ręce i piórem wetkniętym we włosy. Oczywiście, pieprzone Toronto nocą… chociaż za dnia to samo! Spojrzała z powrotem na swojego nowego towarzysza i przesunęła dłonią po jego policzku.
- Ooo… mój tramwaj. - Wspięła się na palce i złożyła pocałunek w kąciku jego ust, po czym ruszyła biegiem w stronę nadjeżdżającego tramwaju. Dopiero przy drzwiach odwróciła się, roześmiana.
- Nie zapomnij napisać, vohnyku! - Zaśmiała się i wskoczyła do środka. Choć przez jeden krótki moment naprawdę się zawahała. Mogła go zaprosić do siebie. Mogła odwrócić się, złapać go za dłoń i udawać, że to wcale nie byłoby absolutnie najgorszym i jednocześnie najlepszym pomysłem tego wieczoru. Ale miał jej numer. A ona, choć cholernie nie lubiła czekać, lubiła też zostawiać po sobie niedosyt. Kto powiedział, że nie będzie jeszcze okazji, żeby sprawdzić, co stałoby się, gdyby jednak pozwoliła mu pójść za sobą?
ʟʊƈʏʄɛʀ