
Nie jestem jedynaczką, a mimo to, właśnie tak czułam się przez większość swojego życia, jednak tak się chyba zdarza, kiedy jest się dzieckiem niespodzianką, która spotkała moich rodziców, gdy najmłodszy z moich braci miał prawie dziesięć lat.
Z opowieści matki wiem, że byłam dokładnie taka, jak wszystkie inne dzieciaki. Ciekawska, szalenie gadatliwa i zadawałam tysiące pytań na minutę. Znosiłam do domu żaby, motyle i inne dostępne robactwo. Kochałam lepić kotlety z błota i wspinać się po drzewach, chociaż męczyłam się szybciej, niż inne dzieciaki.
W szkole radziłam sobie całkiem dobrze, chociaż do dnia dzisiejszego, matematyka jest dla mnie czarną magią, nie wspominając o zagadnieniach fizycznych. Uwielbiałam za to zajęcia z wychowania fizycznego, a od czasu, kiedy po raz pierwszy, zobaczyłam w telewizji transmisję z zawodów w łyżwiarstwie figurowym, a mama zabrała mnie na przedstawienie baletowe, wiedziałam, co chciałabym robić w życiu. Poszłam na zajęcia dodatkowe, starając się jak najmocniej i czerpiąc niesamowitą przyjemność z tego, co robiłam.
Dzieciaki nawet mnie lubiły, chociaż niektórzy uważali, że momentami byłam przemądrzała, zbyt głośna, a przede wszystkim, wchodziłam nauczycielom w tyłek. Lubiłam żartować, byłam towarzyska, a przede wszystkim, kochałam bycie w centrum uwagi. I byłam rozpuszczona i rozpieszczona przez własnych rodziców, którzy robili wszystko, by zapewnić mi jak najlepsze dzieciństwo.
Bardzo długo byłam pewna, że mam świat u stóp. Że spełni się każde, nawet najmniejsze, marzenie. A potem wszystko się posypało, jak postawiony na niestabilnym gruncie domek z kart.
Zabawne jest to, jak czasami mogą się spełniać marzenia. Kiedy byłam mała, marzyłam o tym, by mieć wiecznie dwadzieścia pięć lat. Widziałam, jak z każdym upływającym rokiem, moja matka, czuła się coraz bardziej zmęczona i znudzona życiem. Chciałam wtedy, nigdy nie skończyć trzydziestu lat.
Niedługo potem, zemdlałam po raz pierwszy. Masę badań później, na jaw wyszła moja wada serca.
Zwolnienie z zajęć wychowania fizycznego i zakaz jakiejkolwiek wzmożonej aktywności. Mogłam zapomnieć o ukochanym łyżwiarstwie i balecie, zastępując je mniej wymagającymi ćwiczeniami.
A trzy dni po dwudziestych urodzinach, dowiedziałam się, że zostało mi pięć lat.
To zabawne, jak w takim momencie, człowiek zaczyna przeliczać wszystko, co mu pozostało, zanim nastąpi nieuchronny koniec — nawet kiedy matma nie jest jego mocną stroną.
Wiem już, że zostało mi 197100000 uderzeń serca i jakieś 47304000 zaczerpniętych oddechów.
Najgorzej, jest przywyknąć do myśli, że Twoje życie kończy się, zanim się tak naprawdę zacznie. Że wszystkie plany, które układało się w głowie, są nic niewarte, bo los zaczął odliczać dni, dzielące Cię od śmierci. Nagle, z dnia na dzień, z pełną mocą, uświadamiasz sobie, że nigdy nie założysz rodziny. Że nigdy nie zobaczysz, jak Twoje dzieci uczą się jeździć na rowerze, idą na studniówkę i zaczynają dorosłe życie. Że nigdy, nie będzie Ci dane to, co Twoje rówieśniczki, mają już teraz.
Wiem, że jest dla mnie szansa. Przeszczep serca, na który ją nie chce się zgodzić. Nie byłabym wtedy sobą. Nie chcę czuć w sobie obcego narządu i żyć ze świadomością, że kiedyś ten pompując dla mnie krew organ, należał do kogoś innego. Moi rodzice nie chcą, albo nie potrafią tego zrozumieć, i usilnie próbują mnie namówić do tego, bym zmieniła zdanie. Oczywiście, bracia usilnie próbują wyperswadować mi z głowy pomysł o tym, by się poddać. Ale ja się przecież nie poddaję. Podjęłam po prostu decyzję i nie wiem, czy znalazłoby się cokolwiek, co mogłoby mnie od niej odwieść.
Pogodziłam się z myślą, że moje życie jest ograniczone. Że od śmierci dzieli mnie tysiąc czterysta sześćdziesiąt dni, które mam zamiar przeżyć jak najlepiej.
To dlatego stworzyłam swoją listę rzeczy do zrobienia przed śmiercią i mam zamiar, sukcesywnie wykonywać punkt po punkcie.
Zaczęłam pracę w bibliotece, żeby chociaż na chwilę oderwać się od nadopiekuńczych rodziców, a popołudniami realizuję swoje przedśmiertne plany, korzystając z życia najbardziej jak się da.
- Od dziecka kocha kwiaty. Nic więc dziwnego, że każda powierzchnia w jej pokoju, a także innych miejscach w domu zawalona jest roślinkami. Nikomu jednak nie daje ich dotykać, samodzielnie o nie dbając.
- Robi zdjęcia każde nowo poznanej osobie, by potem umieścić je w swoim pamiątkowym albumie. Zbiera również wiele pamiątek po takich ludziach, by je tam schować. Są to nawet zwykłe papierki po gumie do żucia.
- Skarbnica wiedzy bezużytecznej. Dużo czyta i podczas rozmowy, lubi wtrącać takie smaczki do rozmowy.
- Zazwyczaj po mieście porusza się piechotą. Prawo jazdy ma, jednak rzadko jeździ samochodem, a rower za bardzo ją męczy.
- Ma wielkiego, rudego i do tego grubego kota, którego nazwała Puszkiem Okruszkiem.
- Zna włoski i hiszpański. Głównie w mowie, bo z pisaniem idzie jej dość kiepsko.
- Rzadko kiedy korzysta z radia. Kocha za to stary gramofon odziedziczony po swojej babci, z którego bardzo często korzysta. Ma też bardzo pokaźną kolekcję płyt winylowych, która zawiera każdy możliwy gatunek muzyczny.
- Zakochana w Harry'm Potterze. Cytatami sypie jak z rękawa. A jej książkowy zestaw jest już tak wysłużony, że ciężko się w nim rozczytać.
- Jest typem człowieka, który oglądając filmy, musi komentować każdy, nawet najdrobniejszy szczegół. I kocha spojlerować, więc uważaj, jeśli jeszcze nie obejrzałeś najnowszego odcinka ulubionego serialu. Ona na pewno już to zrobiła i chętnie podzieli się z Tobą wszystkimi smaczkami.
- Ogromna fanka gier planszowych. W Scrabblach jest podobno mistrzem.
- Kocha czekoladę, w każdej postaci.
