ODPOWIEDZ
29 y/o
For good luck!
188 cm
detektyw wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Każdy, kto znał Aarona lepiej lub gorzej wiedział, że był fanem kawy uznając, że nie da się przetrwać całego dnia bez odpowiedniej dawki kofeiny. Wielu nazwałoby to uzależnieniem, ale sam Blackwood skłaniałby się prędzej ku stwuierdzeniu, że było koneserem. Dodatkowo, czy nie prawdą było, iż właśnie nad kubkiem świeżo zaparzonego boskiego naparu człowiekowi rozmawiało się najlepiej? Gdyby ten fakt nie był potwierdzony rzeczywistością, kawiarnie nie pękałyby w szwach od ludzi umawiających się tam na spotkania. Można było śmiało odnieść wrażenie, że pijąc ciepły napój człowiek stawał się znacznie bardziej otwarty. Nie tak, jak podczas spożywania alkoholu, niemniej dostatecznie, by wybierać tę czynność jako nieodzownie towarzyszącą nadrabianiu zaległości konwersacyjnych.
Nie inaczej było z nim samym. Gdy tylko dowiedział się, że Daphne wróciła od rodziców (powinien ją porządnie ochrzanić, że nie dała mu wcześniej znać, iż znika na tak długo) postanowił wysłać jej krótką wiadomość z zapytaniem, czy jest wolna i czy ma ochotę na jego towarzystwo oraz kubek wyśmienitej kawy, herbaty czy jakiegoś wymyślnego dziwacznego napoju, na punkcie którego świat teraz szalał.
Miała, co ułatwiało sprawę.
Odpisał, wysyłając nazwę i adres kawiarni, która była w stanie zaspokoić jego potrzeby kawosza, jak i dopieścić odpowiednio kubki smakowe kawałkiem pysznego ciasta. Zdecydowanie domagały się większej uwagi, niż ta, którą dawały pączki w pracy. W ogóle czemu policjanci mieli taką obsesję na ich punkcie? Ile razy by się nie zastanawiał, tak zamiast odpowiedzi znajdował w robocie nowe pudełko, przyniesione przez kogoś z zespołu. Nic dziwnego, że powstał stereotyp grubiutkich policjantów, którzy to niby tylko słodkościami się zajadają, niczego więcej nie robiąc.
Zostawiając to rozważanie gdzieś z tyłu głowy, by przypadkiem nie tracić czasu na zastanawianie się przesadne, skierował się w stronę lokalu, chcąc zająć im stolik. Nie lubił czekać, bo chociaż cierpliwości mu nie brakowało, tak nie przekładała się ona na wszystkie aspekty życia. W pracy szło mu zdecydowanie lepiej, niż kiedy w grę wchodziło jedzenie. Tym bardziej, że z lunchu zrezygnował na rzecz uwolnienia się od O’Hary, który, lekko mówiąc, pierdolił mu za uchem jakieś farmazony wyprowadzającego Azjatę z równowagi. Przy nim cierpliwość w ogóle nie istniała.
Usiadł, rozkoszując się uzależniającym zapachem rozchodzącym się po pomieszczeniu.
-Hej, Młoda! - Zawołał, kiedy w drzwiach pojawiła się Daphne. Wzrost pomagał mu w zwróceniu na siebie jej uwagi, bo nie dało się ukryć, iż było dość tłoczno. - W końcu postanowiłaś zaszczycić mnie obecnością, hm? Rozumiem, że wy młodzi jesteście wiecznie zajęci, ale staruszkom też należy się trochę czasu - dodał, zerkając na swoją siostrę z wyboru.

Daphne van Laar
Mua
narracji pierwszoosobowej, nierealnych sytuacji, postaci do porzygu idealnych
24 y/o
SPRING TIME
163 cm
technik kryminalistyki w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
I cannot be bought,
but I can be stolen
with one glance.
I'm worthless to one
but priceless to two.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

010.
Z uwagi na swoją wadę serca Daphne musiała uważać z wieloma rzeczami, a nadmiar kofeiny był z pewnością jedną z nich. Rodzice natomiast wpoili jej ostrożność pod tym względem, a dla niej nie zawsze oznaczało to całkowitą rezygnację z przyjemności. Na szczęście daleko jej było do uzależnienia od smaku czy działania. Czasami odrobina kofeiny była niezbędna, by utrzymać ją przytomną przy swojej pracy, ale i tak mogła nazwać się dość surową pod tym względem, bo jej absolutnym maksimum było wypicie trzech filiżanek w ciągu dnia.
Dzisiaj zaliczyła dopiero jedną „dawkę” kofeiny”, bo nie czuła większej potrzeby na kolejną. Na szczęście miała już za sobą lekko stresujący powrót po krótkim pierwszym urlopie, gdzie musiała w jakiś sposób wkręcić się z powrotem ten cały chaotyczny proces zwany pracą. Trochę jej to zabrało, głównie przez parę prywatnych problemów i gorszego humoru, ale nareszcie mogła odetchnąć. Nie tylko w kwestii przyzwyczajania się na nowo, ale również i w kwestii „przesadnego” użycia kawy.
Nie chciała jednak przesadzać ze wszystkim naraz, więc poniekąd musiała odsunąć na chwilę parę innych spraw, takich jak spotykanie się z ludźmi. Zwłaszcza po ostatniej sytuacji, która jednak nie zakończyła się tak, jak pragnęła. Od niej minęło już jednak trochę czasu, więc nawet ucieszył ją kontakt ze strony Aarona, jej starszego kolegi z komisariatu. Miło było, gdy ktoś sam z siebie wyciągał rękę, bo Van Laar potrafiła gubić się we własnych myślach. Z pewnością zaproponowałaby coś sama, gdyby upłynęło jeszcze parę dni albo spotkała się z nim przypadkowo na korytarzu. Nic tak nie odświeżało pamięci jak odpoczynek czy widok znajomej twarzy.
Przyjęła zatem propozycję bez wahania, nabierając jednocześnie chęci na kolejny kubek kawy, nawet mimo zakończonej na ten moment pracy. Tym razem jednak chodziło bardziej o walory smakowe. Była ciekawa, co w tym miesiącu oferowały miejskie kawiarnie. W Holandii menu zdecydowanie się różniło, ale również było warte pochwały. Ale to może przez jej sentyment do ojczyzny.
Choć nigdy jeszcze nie była w kawiarni zaproponowanej przez Blackwooda, bezproblemowo dotarła na miejsce za pomocą mapy. I tak dla pewności rozejrzała się w środku, swoim przenikliwym wzrokiem szukając dzisiejszego towarzysza. W końcu go dostrzegła i natychmiast ruszyła w jego stronę, trochę klucząc między ludźmi. Trochę taki -1 do komfortu, ale trochę jej minie jak już sobie usiądzie i nie będzie musiała dzielić swojej strefy osobistej z nieznajomymi przez brak miejsca na przejście.
Cześć, cześć. — pomachała mu niedbale na powitanie, podchodząc w końcu do stolika. Zajęła tam swoje miejsce, walcząc z ciągle obecnym uczuciem i mentalną notką, że Aaron był starszy i mówienie do niego tak zamiast dzień dobry wyzwalało w niej jakieś dziwne poczucie wstydu. Jak zwykle, zasłoniła ten efekt niewielkim, ale sympatycznym uśmiechem. Ten jednak na niewiele się zdał, gdy ten wytknął jej brak wcześniejszego spotkania. — Ja wiem! Przepraszam... — wymamrotała przepraszająco, celowo skupiając się za bardzo na swoim plecaku, który umieściła bezpiecznie pod swoimi nogami. W końcu jednak podniosła wzrok na swojego rozmówcę. — Za bardzo skupiłam się na pracy. Chciałam wrócić do starego rytmu. — i nie tylko, ale póki co nie była jeszcze pewna, czy w ogóle chce jakoś bardziej rozwinąć inne tematy. A zanim to będzie chciała ostatecznie zrobić, wypadałoby złożyć zamówienie.

Aaron Blackwood
Lin (shad0wlin_)
sterowanie moją postacią bez mojej wiedzy i zgody
29 y/o
For good luck!
188 cm
detektyw wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Kontakty międzyludzkie były dla niego na porządku dziennym, nie sprawiając mu większych problemów. Nie mógł nazwać się mistrzem w zawieraniu nowych znajomości, a tym bardziej nie był królem lokalnych imprez, którego wszyscy znali, jednak miał swoją grupę, o którą dbał, jak tylko potrafił, wyciągając wnioski z przeszłości, kiedy stracił tak wiele cennych osób w swoim życiu. Wiedziony doświadczeniem nie miał nic przeciwko napisaniu pierwszy, jeśli zależało mu na rozmowie z kimś. Nie podchodził do tej kwestii jak wielu, że zagadanie powinno być naprzemienne. Być może, ale co, jeśli druga strona była zapominalska? Co, jeśli żyła we własnym świecie i trzeba było jej przypomnieć, że pozna nim istnieje jeszcze inne uniwersum, to jak najbardziej realne i pełne ludzi? Nie wyobrażał sobie, że z tego powodu miałby po raz kolejny wymazać kogoś ze swojego życia.
Znając charakter i osobowość Daphne, czuł się niemal w obowiązku, żeby napisać, zanim dziewczyna całkiem zapomni, że istnieje ktoś jego pokroju. Jeszcze przyjdzie dzień, w którym to on dostanie od niej wiadomość z zaproszeniem na kubek kawy lub porcję lodów w najlepszej lodziarni w mieście.
Pojawienie się młodszej koleżanki wywołało na jego ustach uśmiech, budząc w nim uczucia, którymi darzył swoje dwie młodsze siostry. Też były zakręcone, też potrafiły się zgubić we własnych myślach. Rozczulało go to i budziło jeszcze większy instynkt braterski. Zupełnie jak w przypadku rudowłosej, zajmującej miejsce po przeciwnej stronie stolika.
Zlustrował ją uważnie, chcąc doszukać się jakichś niepokojących oznak zmiany samopoczucia - nie dostrzegł niczego niepokojącego, co wziął za dobry sygnał. Najwidoczniej odpoczęła tam, gdzie pojechała.
-Tylko nie szalej. Pamiętaj, że poza tobą są tam też inni analitycy, więc w razie potrzeby pomogą. Wiem, wiem… wolisz pracować sama, ale czasami czyjeś wsparcie też jest potrzebne - rzucił. Rozumiał ją i rozumiał jak ważne było to, co robiła. Bez jej bystrego umysłu i sprawnego oka wiele spraw w wydziale byłoby ciężkich do rozwiązania. Doceniał jej starania, obawiał się jedynie, że mogłaby trochę za bardzo przeforsować swoje zdrowie, a pracoholizm nie zawsze był opłacalny.
-Jak w ogóle było na wyjeździe? Bo musiało nieźle cię pochłonąć - zauważył. Skoro nie była w stanie odpisywać na wiadomości, musiała mieć dobrą zabawę, wypełniając każdy swój dzień. - Ale może najpierw zamówmy. Na co masz ochotę? Mają kilka kaw sezonowych, jak americano z pomarańczą albo kokosem. Kokosa nie polecam, wyjątkowo niedobre. Wiśniowa latte, ewentualnie coś z tych nowości jak matcha i ube - wyliczył to, co zapamiętał z pokaźnego menu, które rozrastało się na jego oczach. Jeszcze trochę, a zamówienie zwyczajnej kawy będzie graniczyło z cudem lub będzie postrzegane jak coś niebywałego, w natłoku szalejącej instagramowej mody na cuda.

Daphne van Laar
Mua
narracji pierwszoosobowej, nierealnych sytuacji, postaci do porzygu idealnych
24 y/o
SPRING TIME
163 cm
technik kryminalistyki w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
I cannot be bought,
but I can be stolen
with one glance.
I'm worthless to one
but priceless to two.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Każdy miał swoje sposoby na utrzymywanie relacji, natomiast istniała różnica między okazjonalnym zapominaniem o napisaniu komuś a robieniem tego nagminnie. Lub umyślnym ignorowaniu konkretnej osoby, a w międzyczasie porozumiewanie się z innymi jak gdyby nigdy nic. Daphne mogła być niecierpliwa, ale była wyrozumiała. Tego samego oczekiwała od innych, bo owszem, to zazwyczaj ona była tą „zapominalską”. Zawsze natomiast sama z siebie starała się odzywać i przepraszać. Albo chociaż informować, że wtedy i wtedy jej nie będzie. Tu co prawda mogła mówić, że może być nieobecna przez wyjazd, ale zapomniała poinformować o powrocie. Ewentualnie chciała to zrobić, ale z obawy przez lawinę propozycji spotkań się z tym wstrzymała. I zajęła się pracą, bo to jednak było dla niej najważniejsze. Praca jej nie oleje. Ludzie natomiast tak.
Cieszyła się natomiast, że Aaron pamiętał i wyszedł z inicjatywą sam. Było jej trochę głupio, wiadomo, ale też potrzebowała czasu. Zdążyła już zapoznać się ze swoimi potrzebami na tyle, by nie czuć się przesadnie źle w momencie, gdy nie odzywała się do kogoś w trakcie radzenia sobie z własnymi problemami. Praca pracą, ale jak zestawiła to wszystko razem to już brakło jej energii na to, by jeszcze wychodzić ze swojej bezpiecznej strefy komfortu nawet dla zwykłej rozmowy. To też ją mimo wszystko kosztowało. A skoro przystała na propozycję teraz, znaczyło to, że czuje się lepiej na tyle, by pozwolić sobie na spotkanie z kimś znajomym.
Aaron też w pewnym sensie przypominał jej starszego brata, a ten był dla niej bardzo ważny. Co prawda nie widziała się z nim szmat czasu, co może zmieniło się przez rodzinny wyjazd Van Laar do ojczyzny, ale ciągle za nim tęskniła. Rodzice to rodzice, ale była zdania, że z rodzeństwem zawsze powinno się mieć dobry kontakt. Z tym „przybranym” również. Dlatego też, prędzej czy później, wyszłaby z inicjatywą spotkania sama. Po prostu potrzebowała ogarnąć poprzyjezdny chaos, który pojawił się w jej głowie. To, że co innego dorzuciło swoje trzy grosze było już kompletnie nieplanowane, ale jakoś musiała sobie radzić. I tak była w szoku, że nie czuła się aż tak źle po randkowym niewypale. Zawsze mogło być gorzej.
Wiem, wiem. Sypiam po nocach, jakby coś… Tylko trochę krócej. Ale już więcej niż tuż po powrocie! — wytłumaczyła się, czując się trochę głupio z faktem, że w ogóle musiała to wyjaśniać. Zdawała sobie sprawę z tego, że powinna prowadzić nieco zdrowszy tryb życia, ale z drugiej strony skupienie się na pracy dało jej wymówkę w postaci niemyślenia o problemach. A że wyśmienicie pracowało jej się w swoim własnym towarzystwie to już kolejny nieplanowany dodatek, który uważała za całkowicie słuszny. Czasami pomoc innych była konieczna, ale starała się na niej zbytnio nie polegać. Chyba, że już naprawdę nie miała innej opcji.
Przy moich rodzicach nie da się nie być pochłoniętym. — parsknęła cicho. Ale po części było to dobre, gdyż większość najgorszych obowiązków została zdjęta z jej barków. Mogła na spokojnie sobie odpocząć. — Americano z pomarańczą? Słyszałam, że ponoć espresso z cytryną to dobre połączenie, więc może to również. — zastanowiła się, ściągając brwi w zamyśleniu. Jakoś nic innego jej nie zachęcało. Wiśniowe latte mogło być skrajnie niedobre albo wyśmienite, ale chyba nie chciała ryzykować. Te wszystkie matche natomiast już jej zbrzydły.

Aaron Blackwood
Lin (shad0wlin_)
sterowanie moją postacią bez mojej wiedzy i zgody
29 y/o
For good luck!
188 cm
detektyw wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Posiadanie licznej rodziny miało swoje plusy - dzięki temu człowiek nie miał aż takich problemów z odnalezieniem się w socjalnym świecie, kiedy tak wiele osób zmuszało go do interakcji, planowanej czy przypadkowej. Aaron, ze względu na obcowanie od małego w otoczeniu dość chaotycznym i burzliwym, był przyzwyczajony do spotkań, czy to w mniejszym, czy w trochę większym gronie, preferując jednak te kameralniejsze. Zawieranie nowych znajomości nie przyprawiało go o atak serca ani panikę, chociaż znacznie bardziej wolał pielęgnować te, które już zdążyło mu się utrzymać, zwłaszcza po incydentach z przeszłości, które w pewnym momencie wywróciły jego życie do góry nogami, wymazując niemal każdego, kto do tej pory przy nim trwał. Przyjaciela poznaje się w biedzie, tak mówi popularne przysłowie i Blackwood śmiało mógł powiedzieć, iż było prawdziwe. W chwilach, w których potrzebował innych najbardziej, ostała się nieliczna grupa, w której można było znaleźć w większości członków jego rodziny.
Nic dziwnego, że teraz, starszy o kilka lat i znacznie mądrzejszy (podobno) starał się by nikt, kto miał dla niego jakieś znaczenie, nie czuł się pokrzywdzony, jeśli chodziło o jego towarzystwo. Nie narzucając go oczywiście przesadnie, bowiem wiedział, że każdy potrzebował odpoczynku do naładowania baterii socjalnych.

-Mam nadzieję, bo możesz być pewna, że jeśli tylko zauważę, że zaczynasz wyglądać gorzej, sam przyczynię się do twojego przymusowego urlopu - zagroził, mówiąc to dość poważnie. Dbał o nią i martwił się za każdym razem, kiedy widział głębsze cienie pod oczami dziewczyny. Z racji tego, że nie pracowali tak daleko od siebie, mógł ją mieć na oku nawet, jeśli nie zdawała sobie z tego sprawy. Wolałby, żeby niespodziewanie nie zemdlała, starając się rozpracować kolejne dowody. I chociaż nie był fanem naciskania na innych, rozumiejąc, jak ważna była praca, która wykonywali, tak bywały momenty, kiedy tryb starszego brata włączał mu się aż za bardzo, robiąc z niego trochę upierdliwą osobę.
-Jak się w ogóle czujesz? I koniecznie musisz opowiedzieć, jak było. Jakieś nowe przygody, którymi chcesz się pochwalić? mamy czas, więc śmiało, zabaw mnie opowieścią, Van Laar - rzucił, wewnętrznie nie mogąc się doczekać, co miała do powiedzenia. Lubił słuchać, może nawet bardziej, niż samemu opowiadać, chociaż i tu wszystko zależało, czy w jego życiu aktualnie działo się coś ekscytującego. Niestety, w tym momencie poza pracą i upierdliwym partnerem nie miał niczego czym mógłby się podzielić z dziewczyną.
-W takim razie dla ciebie Americano z pomarańczą, ja skuszę się na tę wiśnię. Zaraz wracam, pójdę zamówić - powiedział, ruszając się z miejsca.
Niespełna kilka minut później wrócił z kawami oraz dwoma kawałkami ciast - jednym tiramisu i jednym marchewkowym.
-Częstuj się - uśmiechnął się do dziewczyny, stawiając tacę na środku stolika, dumny z siebie, że udało mu się niczego nie wywalić.

Daphne van Laar
Mua
narracji pierwszoosobowej, nierealnych sytuacji, postaci do porzygu idealnych
ODPOWIEDZ

Wróć do „Baddies”